reklama

Naukowcy źle pracują

Marek Darecki, prezes WSK RzeszówZaktualizowano 
Archiwum prywatne
Deklaracja minister nauki Barbary Kudryckiej o przekazaniu miliarda złotych subwencji naukowcom współpracującym z zakładami przemysłowymi ("Polska" 21.11.08) daje szansę na poważny przełom w polskiej nauce.

Na razie bowiem sytuacja jest zła. 80 proc. pracowników naukowych na naszych uczelniach kompletnie nie rozumie potrzeb przemysłu.

Co więcej - nawet nie próbuje ich poznać. Żyją w swoich wieżach z kości słoniowej, całkowicie odcięci od rzeczywistości, jaką jest wytwarzanie konkretnych urządzeń czy produktów. A najgorsze w tym wszystkim, że nie ma możliwości, by ich zmusić do bardziej realistycznego spojrzenia na swą pracę.

Tymczasem współpraca przemysłu i nauki przynosi same korzyści - i to obu stronom. Najlepszym przykładem jest mój zakład. W 2003 roku zapadła decyzja, by na Podkarpaciu stworzyć Dolinę Lotniczą.

Wykorzystaliśmy sytuację, że jeszcze od przedwojennych czasów Centralnego Okręgu Przemysłowego (COP) w naszym regionie znajduje się większość polskiego przemysłu lotniczego. Na tej bazie zaczęliśmy tworzyć Dolinę Lotniczą, czyli sieć firm i instytucji, które współpracują ze sobą. Jaki przyniosło to efekt, najlepiej pokazują liczby.

W chwili startu pięć lat temu w naszym klastrze innowacyjnym (tak fachowo określa się sieć współpracujących jednostek w jednej dziedzinie) znajdowało się 18 firm zatrudniających 9 tys. osób i generujących sprzedaż o wartości 250 mln dol. Dziś to już 72 przedsiębiorstwa z 21 tys. pracowników i sprzedażą w wysokości ponad miliarda dolarów.

Ale ten postęp nie byłby możliwy bez współpracy ze szkołami i uczelniami wyższymi. Jednym z warunków, jaki należało na Podkarpaciu spełnić, by przyciągnąć inwestorów, było zapewnienie profesjonalnej siły roboczej. W tym celu nawiązaliśmy współpracę z technikami i uczelniami wyższymi.

Precyzyjnie im opisaliśmy, jakiego profilu wykształcenia potrzebują osoby zatrudniane w przemyśle lotniczym. Jeszcze cenniejsza okazała się współpraca z naukowcami. Dzięki dofinansowaniu z Ministerstwa Nauki udało nam się uruchomić na Podkarpaciu materiałowe laboratorium lotnicze, jedną z najnowocześniejszych placówek tego typu w Europie.
Oprócz tego nawiązaliśmy współpracę z uczelniami wyższymi w całym kraju, które wykonywały dla nas różnego rodzaju prace. Opiszę to na przykładzie współpracy mojej firmy z General Electric, które produkowało między innymi silniki do brazylijskich samolotów Embraer.

Amerykanie zlecili nam wykonanie łopatek turbin do silników. Bardzo trudne zamówienie, bo to jest bardzo precyzyjny element. Kompletnie nie umieliśmy sobie poradzić z tym zleceniem. W końcu zwróciliśmy się o pomoc do specjalistów z Politechniki Warszawskiej i Politechniki Śląskiej.

Z tymi uczelniami współpracowaliśmy przez dwa lata. Wykonywaliśmy jakiś detal turbiny, następnie wysyłaliśmy na uczelnię, a tamtejsi naukowcy testowali go. Następnie odsyłali nam z powrotem z uwagami, co należy w nim zmienić.

Stosując taką metodę prób i błędów, udało nam się stworzyć świetny produkt - na zakończenie naszej współpracy General Electric przysłało nam list gratulacyjny. Łopatki turbiny wyszły tak dobrze, bo udało się wykorzystać gigantyczne możliwości i wiedzę polskiej nauki.

Dlatego ciągle szukamy możliwości współpracy z naukowcami. Obecnie prowadzimy 12 projektów badawczych, które realizujemy z 10 uczelniami. Jednak naukowców, którzy mają otwarte głowy i rozumieją, jak ważna jest współpraca nauki i przemysłu, jest niewielu.

Mam prosty test profesorów. Gdy któregoś poznaję, pytam go: kiedy ostatni raz był pan w fabryce? Niestety, 80 proc. z nich nie przechodzi tego egzaminu.
Spotkałem kiedyś naukowca, który dokonał pewnego odkrycia. Nie wnosiło ono zbyt wiele do dziedziny, którą się zajmował. Ale gdyby ten profesor odrobinę się wysilił i zareklamował swój wynalazek, znalazłby przedsiębiorstwo, które zainwestowałoby pieniądze w jego patent.

On jednak nawet tego nie próbował. Zamiast tego był obrażony na cały świat, gdyż nikt do tej pory nie zainteresował się jego genialnym (jak sam o nim myślał) odkryciem. Takie podejście cechuje niestety zdecydowaną większość polskiej nauki. To sprawia, że pod względem liczby patentów zgłoszonych do Europejskiego Biura Patentowego Polska ciągle wlecze się w ogonie.

Na Podkarpaciu jest już inaczej. Staramy się, by nasz region stał się liderem Polski pod względem innowacyjności. Tym bardziej że nie jest to takie trudne. Udało nam się wejść na trudny rynek lotniczy i zbieramy wiele zamówień. W 2008 r.

WSK Rzeszów będzie miała sprzedaż na poziomie 300 mln dolarów. 15 proc. tej sumy inwestujemy w badania i rozwój oraz nowe technologie. Te inwestycje się zwracają w postaci kolejnych zamówień - a gdy podejmujemy współpracę z wyższymi uczelniami, to 50 proc. kosztów badań wykłada Ministerstwo Nauki.

Po cichu liczę, że Podkarpacie stanie się drugą Bawarią Europy. Południe Niemiec, podobnie jak my, było kiedyś biedną, rolniczą krainą - ale dzięki inwestycjom w naukę i rozwój stali się regionem o imponującym skupieniu nowoczesnego przemysłu. Żeby tylko mocniej wspierali nas w tym naukowcy.

100 mln euro z Funduszy Norweskich na rozwój innowacji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

m
malgorzata.academicus

Dla pelnego obrazu sytuacji na polskich uczelniach, przydala by sie jeszcze opinia Pana Marka Dareckiego na temat pracy NAUCZYCIELI akademickich w kontekscie umiejetnosci absolwentow polskich uczelni, zwlaszcza uczelni technicznych. Takie rozwiniecie tez wygloszonych w czasie panelu dyskusyjnego na tegorocznym majowym Kongresie Obywatelskim.

Dodaj ogłoszenie