Naukowcy: Nie pokonamy zarazy, jeśli nie poznamy miejsc, w których dochodzi do zakażeń koronawirusem

Kazimierz Sikorski
Kazimierz Sikorski
pixabay
Jesteśmy nadal bezradni wobec koronawirusa, bo nie rozpoznano miejsc, w których najczęściej dochodzi do zakażeń. Na szczęście naukowcy pracują nad "mapą" takich zagrożeń.

Kraje zachodnie stoją przed wielkim wyzwaniem w walce z pandemią: po dziesięciu miesiącach od jej wybuchu nadal niewiele wiemy, gdzie ludzie zarażają się wirusem. Problem staje się coraz bardziej dotkliwy, bo przybywa zakażeń w USA i Europie, rośnie presja na nakładanie ograniczeń na miejsca rozprzestrzeniania wirusa, na czym cierpi gospodarka.

Niemieckie władze przyznają, że nie wiedzą, gdzie 75 proc. osób, które mają pozytywny wynik testu na koronawirusa, zostały zakażone. W Austrii odsetek ten wynosi 77 proc. W Hiszpanii specjaliści są w stanie zidentyfikować pochodzenie tylko 7 proc. zakażeń zarejestrowanych w ostatnim tygodniu października. We Francji i we Włoszech tylko 20 proc. nowych przypadków było związanych z osobami, które wcześniej uzyskały pozytywny wynik.

Jay Varma, doradca ds. Zdrowia publicznego w biurze burmistrza Nowego Jorku, mówi, że do 10 proc. zakażeń dochodzi w podróży, 5 proc. na zgromadzeniach, a kolejne 5 proc. w takich placówkach jak domy opieki. - Nie można jednak przypisać źródła pozostałym ponad 50 proc. zakażeń. I to jest problem - mówi Varma.

Jednym z powodów niewiedzy jest to, że większość systemów śledzących kontakty do badań zakażeń nie identyfikuje wystarczającej liczby kontaktów, aby zmapować sposób rozprzestrzeniania się wirusa. Kraje azjatyckie z powodzeniem wykorzystały śledzenie kontaktów do kontrolowania zakażeń, wychwytując 10 lub więcej osób, które miały kontakt z zakażonym.
W USA, Francji, czy Hiszpanii identyfikuje się mniej niż cztery osoby kontaktowe dla każdego przypadku.

Marc Lipsitch, epidemiolog z Harvard T.H. Chan School of Public Health mówi, że dane z kilku krajów pokazują, iż większość ludzi zaraża się w domu. Trudno jest wyśledzić zakażenia, które pochodzą z innych źródeł. Falko Liecke, radny ds. Zdrowia i młodzieży w berlińskiej dzielnicy Neukölln, mówi, że osoby z wynikiem pozytywnym nie pamiętają lub nie chcą pamiętać, gdzie byli i z kim w dniach poprzedzających wystąpienie objawów. Dodaje on, że opóźnienia do tygodnia w uzyskaniu wyników testów pogarsza sprawę. Problem pogłębia sposób działania wirusa, zwłaszcza to, że objawy mogą pojawić się nawet po 10 dniach. Poza tym wielu nie ma żadnych objawów. Dlatego niektóre niemieckie miasta namawiają ludzi do prowadzenia „dziennika kontaktów”.
Kluczowym problemem są zakażenia, do których dochodzi między nieznajomymi w takich miejscach jak restauracje.

Zdaniem ekspertów pomocne mogłyby być aplikacje na smartfony ostrzegające o kontakcie z osobą, która uzyskała wynik pozytywny. Ale te aplikacje nie przyjęły się powszechnie. Władze niektórych krajów Europy i stanach USA zażądały od właścicieli restauracji i barów zbierania informacji kontaktowych od klientów, aby pomóc im w przypadku stwierdzenia zakażeń w lokalach. Taki wymóg wprowadzono we Francji dopiero w październiku, choć i tak on rzadko stosowany, a w Paryżu nie zrobiono ani jednego dochodzenia z wykorzystaniem danych klientów.

Bez dobrego zrozumienia otoczenia, w którym wirus szaleje , kilka krajów europejskich musiało ponownie wprowadzić blokady. Wywołało to głośne debaty o możliwości rozprzestrzeniania się zakażeń w szczególności w restauracjach, choć wieli właścicieli lokalu twierdziło, że przy odpowiednich środkach ostrożności nie ma ryzyka zakażeń.

Berliński sąd odrzucił niedawno wniosek właścicieli restauracji o uchylenie zamknięcia ich lokali, argumentując że skoro w 75 proc. przypadków pochodzenie infekcji było nieznane, argument, że restauracje nie są wylęgarnią zarazy, nie jest słuszny.

Badacze stale próbują poznać miejsca, w których dochodzi do zakażeń. Naukowcy z Uniwersytetu Stanforda i Northwestern University wykorzystali dane z telefonów komórkowych 98 milionów Amerykanów, aby modelować sposób rozprzestrzeniania się wirusa podczas pierwszej jego fali. Badanie wykazało, że restauracje, siłownie, hotele, kawiarnie i świątynie są najbardziej narażone na rozprzestrzenianie się infekcji.

Niemiecki Instytut Roberta Kocha ds. Chorób zakaźnych badają miejsca, które mogą nieść większe ryzyko rozprzestrzeniania się wirusa. W tym celu sondują 1200 zarażonych osób na temat tego, co robili w dniach poprzedzających chorobę. We Francji Instytut Pasteura współpracuje z krajowym systemem śledzenia kontaktów, aby lepiej zrozumieć, w jakich środowiskach ludzie „łapią” wirusa. Z kolei w Berlinie Liecke gromadzi zespół śledczych z Bundeskriminalamt, odpowiednika FBI, aby dotrzeć do miejsc, w których zakażenia zdarzają się najczęściej.

Najnowsze oferty na Black Friday

Materiały promocyjne partnera

Osocze ozdrowieńców pod lupą badaczy

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.