Kobiety są przez swoje geny predestynowane do zdrady, które traktują jako plan awaryjny, jeśli ich relacje z danym partnerem zawiodą. Taka jest opinia amerykańskich badaczy z Teksasu

Ludzi - a kobiety w szczególności - ewolucja zaprogramowała w taki sposób, aby w przypadku, gdy zdecydują się opuścić swoich partnerów, szybko zajmowali się [kolejnymi] romansami. Tak przynajmniej twierdzą autorzy opublikowanego właśnie artykułu zawierającego analizę wyników najnowszych badań. Kwestionują one szeroko rozpowszechnione obecnie twierdzenia, że jesteśmy stworzeni do życia w monogamii, a wszelkie rozstania czy rozpad związku stanowią objaw prawdziwej porażki. „Hipoteza zmiany partnera” sugeruje natomiast, że ewoluowaliśmy w taki sposób, by nieustannie testować własne związki i poszukiwać lepszych długofalowych opcji.

Naukowcy sądzą, że powyższe stwierdzenie odnosi się zwłaszcza do kobiet nie mających dzieci, dla których wybór [danego] partnera może mieć olbrzymi wpływ na możliwości posiadania potomstwa w przyszłości.

- Trwająca całe życie monogamia nie stanowi charakterystyki pierwotnych wzorców łączenia się ludzi w pary - piszą we wspomnianym tekście David Buss i Cari Goetz. Pierwszy jest profesorem psychologii ewolucyjnej w University of Texas w Austin, druga natomiast profesorką psychologii na uniwersytecie stanowym Kalifornii w San Bernardino.

- Rozstanie z jednym partnerem i wejście w związek z innym - zmiana partnera - może w sposób bardziej właściwy charakteryzować powszechną, a nawet: pierwotną, strategię łączenia się przez nas w pary - dodają autorzy.

Dla naszych wczesnych przodków - gdzie tylko w przypadku nielicznych osobników długość życia, z powodu chorób, jakości jedzenia oraz licznych wypadków, przekraczała 30 lat - chęć eksperymentowania mogła w istocie stanowić klucz do przeżycia. Wybierano partnerów mających największe szanse trwałego przeżycia. Jednak w rezerwie, na wypadek gdyby partner zmarł, „trzymano” jeszcze kogoś innego.

- Często prawi się nam morały, że rozpad [związku] stanowi „porażkę”. Twierdzimy jednak, że selekcja [naturalna] wytworzyła złożoną psychologię zaprojektowaną tak, aby w sytuacji gdy zmiana partnera przyniesie korzyści z punktu widzenia ewolucji, móc pozbyć się obecnego partnera i nawiązać relację z nowym.

Autorzy wspomnianego artykułu podają przykład aktorki Jennifer Love Hewitt, która gra w znanym serialu telewizyjnym „Lista klientów”. Odtwarzana przez nią bohaterka mówi w pewnym momencie: „Mężowie są jak naleśniki. Żadna szkoda wyrzucić pierwszego”. Taki pogląd na związki odnajdujemy też w niezwykle splątanych relacjach, w jakie wchodzą bohaterki i bohaterowie znakomitego filmu Mike Nicholsa „Bliżej” (2004). Grają w nim Natalie Portman, Clive Owen, Jude Law i Julia Roberts.

Głoszone przez autorów artykułu koncepcje wzbudzają jednak kontrowersje wśród naukowców badających ewolucję ludzkich zachowań.

Dotąd za główne wytłumaczenie ewolucji kobiecej niewierności uznawaliśmy teorię „dobrych genów”, według której kobiety, gdy chodzi o trwałych partnerów, pociągają mężczyźni mniej dominujący. Z prostego powodu - zapewne będą chętniej siedzieć w domu.

Jednak wiele kobiet po cichu szuka bardziej męskich „partnerów do romansu” - zwłaszcza w okresie płodności. W kategoriach ewolucji mówimy, że chcą, by ich potomstwo otrzymało od takiego partnera „najbardziej odpowiednie” geny. Później natomiast o dziecko winien zadbać już bardziej stały i godzien zaufania partner.

Tego typu zachowania można by uznać nieco chytre i pokrętne. Ale rzeczywiste zachowania kobiet mają jeszcze bardziej subtelną naturę. Tak przynajmniej, opierając się na własnych badaniach i drobiazgowej analizie ostatnich osiągnięć nauki w tej dziedzinie, twierdzą wymieniani już Buss i Goetz. Oboje wskazują, że kobiety na bieżąco „monitorują” „męską wartość” swoich partnerów i porównują ją z wartością innych mężczyzn-singli. Szacują też „potencjalne obciążenie związku”, czyli koszty wymuszone przez partnera, który zachowuje się źle lub nie spełnia pokładanych w nim nadziei.

- Romanse spełniają rolę swoistej polisy ubezpieczeniowej. Utrzymuje się „rezerwowego partnera” na wypadek gdyby w przyszłości musiało dojść do zmiany obecnego. Informacje starannie „zebrane” na podstawie takich romansów tworzą podstawę do podejmowania ostatecznych decyzji - zostać z obecnym partnerem, zmienić go na partnera romansu czy wreszcie szukać jeszcze innego romansowego partnera - piszą Buss i Goetz.

Badacze wskazują, że korzyści z romansów odnoszą nawet kobiety będące w zadowalających je związkach. - Stały partner może oszukiwać, coraz bardziej tracić swoją „męską wartość”, odejść lub nawet umrzeć. W dawnych czasach kobiety, które nie posiadały rezerwowego partnera musiały też godzić się z obniżeniem poziomu ochrony i środków do życia - dodają autorzy artykułu. I trudno odmówić racji tego typu argumentacji.

Tak złożone zachowania kobiet każą w końcu postawić pytanie na temat tego, co z kolei kieruje niewiernością mężczyzn.

Odpowiedź jest znacznie krótsza i prostsza. - Najbardziej prawdopodobne pierwotne korzyści, jakie mężczyźni osiągali z „krótkich związków” polegały na tym, że mogli bezpośrednio powiększać swoje sukcesy reprodukcyjne poprzez zdobywanie seksualnego dostępu do kobiet w okresie płodności. I to niezależnie od swojej podstawowej partnerki - dodają Buss i Goetz.