reklama

Naukowcy kłamali dla polityków

Tomasz Teluk prezes Instytutu Globalizacji Zaktualizowano 
To prawdopodobnie największy skandal w historii nauki. Grupa prominentnych naukowców fałszowała wyniki badań, aby udowodnić hipotezę efektu cieplarnianego.

"Właśnie dokończyłem trik Mike'a Nature'a, podwyższając realne temperatury ostatnich 20 lat (od 1981 r.) i od 1961 r. od Keitha, aby ukryć spadek [temperatur - przyp. autora]". To nie ćwiczenia studentów ani scenariusz gry komputerowej. W ten sposób jeden z największych orędowników globalnego ocieplenia prof. Phil Jones z Katedry Badań Klimatu Uniwersytetu Wschodniej Anglii w Norwich fałszował diagramy globalnych temperatur, aby udowodnić, że klimat się ociepla.

Gdy wdowa po jednym ze sceptyków klimatycznych Johnie Dalym, który publikował wyniki wiarygodnych badań w internecie, poinformowała o śmierci męża i poprosiła o wpisywanie się do księgi kondolencyjnej, Phil Jones zareagował niczym kibole Legii Warszawa na wieść o śmierci jednego z założycieli TVN. "To cudowna wiadomość!", ucieszył się prof. Phil Jones ze zgonu swojego adwersarza w mejlu do bliskiego współpracownika.

Po ujawnieniu kilkuset mejli, które wymieniali ze sobą zwolennicy globalnego ocieplania, skandalem żyje od kilku dni cały świat, chociaż biurokraci będą starali się najprawdopodobniej zatuszować całą sprawę. Władze Katedry Badań Klimatu potwierdziły dziennikarzom BBC, że korespondencja jest prawdziwa. Najprawdopodobniej była to celowa denuncjacja, a nie atak hakera, jak przypuszczano, dlatego nie zawiadomiono policji.

Smaczku sprawie dodaje fakt, że korespondujący ze sobą naukowcy stanowią trzon Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu (IPCC), który za walkę z globalnym ociepleniem otrzymał Nagrodę Nobla!

Wszystko wskazuje na to, że prawda wywróci do góry nogami toczący się od dwudziestolecia spór klimatyczny, a efekt cieplarniany jest zwykłym urzędniczym projektem. Naukowcy mieli za zadanie jedynie potwierdzać z góry założoną tezę. Nikt jednak nie przypuszczał, że uczeni z tytułami profesorskimi znanych uczelni posuną się do fałszowania danych i radości z powodu śmierci naukowca, który ośmielił się mieć inne zdanie…

"Może powinniśmy mówić tak: ocieplenie Ziemi od lat 80. jest dwukrotnie większe od ocieplenia oceanów" - zastanawia się dr Tom Wigley, jeden z najczęściej cytowanych ekspertów klimatycznych, który alarmistyczne stanowisko IPCC w sprawie destrukcyjnego efektu cieplarnianego uważał za zbyt optymistyczne. W innym mejlu naukowiec sugeruje drobne korekty wyników pomiarów, aby wyniki w większym stopniu odpowiadały hipotezie. Prywatnie uczeni wyrażają swój sceptycyzm, że klimat się ociepla, i narzekają, że brakuje im wiarygodnych danych.

Niektórzy proponują, aby przestać cytować dane naukowe, aby utrudnić polemiki adwersarzom. Wobec braku argumentów agresja narasta. "Gdy następnym razem spotkam Pata Michaelsa na spotkaniu naukowym, walnę go za jego bzdury" - fantazjuje jeden z naukowców. Pat Michaels, to jeden ze znanych amerykańskich sceptyków klimatycznych, związany z waszyngtońskim think tankiem CATO Institute.
Sposób, w jaki zdobyto kompromitującą korespondencję może budzić etyczne wątpliwości. W prywatnych listach pisze się swobodniej i spontanicznie wyraża swoje opinie. To jednak tylko uwiarygodnia całą sprawę i rzuca cień na jakość pracy naukowców skupionych wokół IPCC - sztandarowej organizacji, na której badania powołują się politycy kształtujący globalną politykę ograniczania emisji dwutlenku węgla.

Zatrważające, że naukowcy nie koncentrują się na tym, aby uzyskać najbardziej wiarygodne dane z pomiarów. Nie zależy im, aby poznać argumenty strony przeciwnej i wspólnie zbliżać się do konsensusu. Przeciwnie, nie zależy im na prawdzie. Liczy się tylko potwierdzanie wszelkimi możliwymi sposobami z góry przyjętych założeń.

Można się spierać, czy to dobrze, że w ten sposób zbiera argumenty druga strona - sceptycy klimatyczni - i czy to przypadek, że do kompromitującego przecieku dochodzi na dwa tygodnie przed szczytem w Kopenhadze.

Na szczycie w Kopenhadze mają zapaść bardzo poważne w skutkach decyzje dotyczące zwiększenia pomocy krajom dotkniętym "skutkami globalnego ocieplenia" oraz podpisania tzw. traktatu kopenhaskiego - dokumentu, który będzie zastępował protokół z Kioto i wprowadzał globalne zobowiązania redukcji gazów cieplarnianych.

Owe polityczne decyzje bazują na pracy takich ośrodków jak Katedra Badań Klimatu i IPCC, słynących z katastroficznych przepowiedni związanych z konsekwencjami zmian klimatu. Okazuje się jednak, że teorie naukowców mogą być zmanipulowane. Na podstawie danych, co do których nie ma pewności, nie powinny być podejmowane ważne dla świata decyzje polityczne i ekonomiczne.

Z pewnością wyciek poufnych danych z prestiżowego ośrodka naukowego to nie przypadek. Społeczeństwo ma prawo bronić się przed kłamstwem i manipulacją. Chociaż nie jest dobrze, gdy ideologia bierze górę nad zdrowym rozsądkiem, pocieszające, że prawda i tak w końcu wychodzi na jaw.

Ponadto na konferencji klimatycznej COP15 będą ważyły się losy jeszcze innych bardzo kosztownych polityk. Urzędnicy będą postulowali stworzenie dodatkowego funduszu pomocowego dla krajów dotkniętych "skutkami globalnego ocieplenia".

Dla krajów będzie to wydatek rzędu 500 bln dol. Podczas gdy mieszkańcy takich krajów jak Polska, których gospodarka bazuje na energii wytwarzanej ze spalania paliw kopalnych, będą ponosili gigantyczne koszty polityki narzuconej przez biurokratów, sytuacja krajów nie ulegnie polepszeniu. Bezmyślne rozdawnictwo nic nie da, tak jak nie udało się wyciągnąć Czarnej Afryki z głodu, ubóstwa i chorób przez ostatnie kilkadziesiąt lat.

Może okazać się, że głównym efektem globalnej polityki klimatycznej będzie wzrost cen żywności, który najubożsi odczują najdotkliwiej. Wzrost cen żywności jest najbardziej prawdopodobnym scenariuszem wywołanym coraz większymi kosztami wytwarzania energii i zastępowania upraw jadalnych uprawami biopaliw.

Zima 30-lecia w Polsce, zasypie nas śnieg

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 3

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

ten artykuł to istny majstersztyk bzdur, dodatkowo bez żadnych odnośników,

zacytuję tutaj treść nie mojego autorstwa dot. tej sprawy:

"W sprawie wykradzionych mejli przeprowadzono wiele niezależnych dochodzeń. Żadne nie wykazało nieprawidłowości po stronie naukowców. Koncentrowanie się w debacie nad mejlami na kilku wyrwanych z kontekstu zdaniach służy jedynie odciągnięciu uwagi od obfitości danych empirycznych potwierdzających wpływ ludzi na ocieplanie się klimatu."

h
hub_lan

Cóż "dziennikarze" "mediów" głównego ścieku żyją dzięki politykom więc jeśli ich atakują to tylko tak dla niepoznaki ale na poważnie nie wolno bo jeszcze koncesję odbiorą albo co. Poprawność polityczna i autocenzura prewencyjna sięgają już granic absurdu stąd nie dociera do ludzi 90% informacji istotnych dzięki którym ich reakcja doprowadziła by do powieszenia kilkudziesięciu tysięcy bandytów i sprzedawczyków z poselskich i urzędniczych stołków. Na razie na taki efekt nie ma co liczyć ale z biegiem czasu kiedy głód zacznie zaglądać do oczu a pracować trzeba będzie po 18h /dobę niektórzy zaczną pytać na co idzie te 95% podatku zabieranego im przez państwo.

t
tw7

tylko dlaczego prawie nikt o tym nie mowi?
cenzura?
juz za nie dlugo takie informacje beda nielegalne

Dodaj ogłoszenie