Natura silniejsza niż przemysł

Konrad T. Lewandowski
Monika Bajkowska
Jak się mają uczestnicy powstania bokserów do ekologów, co to jest ekoinżynieria i jak zapędzić przemysł do oczyszczania środowiska naturalnego, tłumaczy Konrad T. Lewandowski

Lewandowski pisarz wyszykował powieść o Chinach. A co na to Lewandowski ekolog, że jego ulubiony ostatnio kraj jest największym zatruwaczem środowiska na świecie? Twórcą dziury ozonowej. Coraz głośniej o tym z racji zbliżającej się olimpiady.
To bzdura, dziura ozonowa nie jest winą Chin, ani w ogóle winą człowieka. Powstaje nad półkulą południową - tam, gdzie się najmniej używa sprejów i emituje dwutlenku węgla.

Jak to możliwe?
Mówiąc w uproszczeniu, dziura ozonowa jest skutkiem niedostatku światła słonecznego na biegunie. To ono, a konkretnie ultrafiolet, powoduje, że atomy tlenu łączą się w cząsteczki ozonu. Czasami ruchy powietrza przesuwają warstwę ubogą w ozon w bardziej zamieszkane rejony świata i wtedy szukający sensacji mają o czym pisać. Owszem, działalność przemysłowa również zubaża warstwę ozonową, ale w minimalnym stopniu. A ocieplenie klimatu jest notowane od ponad stu lat.

Twierdzi pan, że ludzie swoimi działaniami nie szkodzą Ziemi?
Szkodzą, ale ekosystem przystosowuje się w końcu do różnych ich wybryków, choć czasem to długo trwa. Warto więc ten proces przyspieszyć. Ale takie myślenie jest wbrew przyjętej ekologicznej poprawności, więc nie zrobiło kariery. Dlatego skoncentrowałem się na pisaniu książek.

Na czym polega pańska koncepcja przyspieszania?
Opowiem. Pod warunkiem że posłucha pani o mojej najnowszej książce.

Coś za coś. Przyznam, że zwabiły mnie do pana obydwie te sprawy.
Przenieśmy się więc na Wschód. Złotodajna Mandżuria, koniec XIX wieku. Grupa poszukiwaczy cennego kruszcu, w której są Polacy - niedobitki z powstania styczniowego - spotyka ukrytą w górach Małego Chinganu grupę ocalałych uczestników chińskiego powstania tajpingów. Polacy przeprowadzają wolną elekcję i wybierają ich króla na króla Polski. Powstaje, złożona z Polaków i Chińczyków, II Rzeczpospolita Obojga Narodów, zwana Ukrytym lub Bursztynowym Królestwem…

Ma pan wyobraźnię.
Zgłębianie chińskiej symboliki i XIX-wiecznej obyczajowości to były miesiące ciężkich robót… O, właśnie przyszedł mi do głowy pomysł, jak połączyć Chiny sprzed stu lat ze współczesną ekologią. Jedno z powstań przeciw cesarstwu wznieciła bezwzględna grupa zwana bokserami. Ukuli oni powstańcze hasła, które przypominają w swym zacofaniu dzisiejsze strapienia ekologów: kominy waszych fabryk wysuszają nam niebo! Pociągi dręczą smoki ziemi! O druty telegraficzne kaleczą się duchy przodków!

Twierdzi pan, że takie hasła, wtedy i dziś, to jedna wielka bzdura?
A potrafi sobie pani wyobrazić świat bez kominów, pociągów i drutu?

Bardziej niż bez drzew i czystej wody. A pana zdaniem nie trzeba chronić środowiska?

Należy, ale inaczej. Człowiek ze swoim przemysłem jest elementem ziemskiego ekosystemu jak każda inna forma przyrody. I gdyby tego przemysłu nie było, to i ekosystem byłby inny. Niekoniecznie lepszy.

Proszę o przykład.
Kiedy tworzono Biebrzański Park Narodowy, pogoniono rolników, żeby nie kosili traw i nie wypasali tam zwierząt. Efekt? W wysokich zaroślach rzadkie gatunki ptactwa są narażone na ataki kun i łasic. Więc cenne ptactwo zaczęło się stamtąd w panice wynosić. I teraz namawia się chłopów do koszenia. A poczciwy polski kmieć na to: "Kosić będziem, 500 złotych za hektar się należy".

No tak, ktoś chciał dobrze, ale nie przewidział skutków.
Obowiązująca ideologia ekologiczna rzadko jest je w stanie przewidzieć. Kolejny przykład: Z tatrzańskich łąk wygoniono baców w Bieszczady, żeby owce nie zżerały dziewięćsiła bezłodygowego, szarotek i czego tam jeszcze, ale okazało się, że te rośliny mogły rosnąć tylko na murawach zgryzionych przez owce, znaczy - niskich. I tam robi się dziś konkursy koszenia, żeby trawy znów były niskie.

W porządku, może działania lokalnych ekologów okazały się chybione. To nie powód, by potępiać w czambuł starania wszystkich.
Ja mówię o skutkach tych starań. Na przykład w Unii Europejskiej, lubiącej szybkie, doraźne rozwiązania, zakłada się pewien dogmat - najlepsza jest taka technologia, która daje najmniejszą emisję zanieczyszczeń do środowiska. Chcą uczynić z fabryk obiekty oddające jak najmniej związków chemicznych do atmosfery, wody i gleby, a to przecież działanie nieracjonalne. Wiadomo o tym już od lat 70., kiedy zapanowała w Polsce pierwsza ekologiczna histeria na punkcie czarnego śniegu - kominy pyliły, z nieba spadało błoto i metale ciężkie. Postawiono na odpylanie, bo było najtańsze i najłatwiejsze. Ale kiedy z dymów usunięto zasadowe pyły, zaczęły się kwaśne deszcze. Dlatego moim zdaniem fabryk nie trzeba burzyć, ale tak dopasowywać je do środowiska, aż wszystko zacznie funkcjonować harmonijnie.

Jakim cudem?
Na zasadzie skrzyżowania antropopresji - to podstawowe pojęcie w mojej koncepcji. Antropopresja to oddziaływanie człowieka na system. Nieważne, dobre czy złe, ale powodujące jakieś zmiany. Jeśli na dany system oddziałują jednocześnie przeciwstawne bodźce, ich skutki znoszą się wzajemnie i środowisko pozostaje czyste.

Skomplikowane. Może przykład?
Świetnym będzie ta niesamowita historia z jeziorami konińskimi... Zostały one włączone w system chłodzenia dwóch elektrowni, więc ich temperatura wzrosła o 5-7 st. C. Doświadczenie mówi, że powinny być jak zielony budyń, gęste od glonów. Tymczasem mają drugą klasę czystości i zalęgły się w nich zdumiewające gatunki roślin. Elektrownie spowodowały rozwój nowego nietypowego ekosystemu, który by padł, GDYBY JE WYŁĄCZONO!
Właśnie tu nastąpiło skrzyżowanie oddziaływań: burzliwy przepływ wody w systemach chłodzenia i pyły opadające z kominów zahamowały nadmierny rozrost glonów, który powinien był nastąpić wskutek podgrzania wody.
Ale chodzi o to, by nauczyć się stosować krzyżowanie antropopresji świadomie, już na etapie planowania nowych obiektów przemysłowych.

To, o czym pan mówi, jest bardzo przekonywające. Niemniej uważam, że jest pan utopistą, bo...
Wiem, wiem. To oczywiste, że wprowadzenie moich koncepcji w czyn musiałoby angażować naukowców wielu dziedzin na wiele lat przed planowaną budową. Ale uważam, że trzeba na początek zwalczyć barierę w ludzkim myśleniu. Niech się zastanowią, czy nie lepiej zamiast zbudować nową oczyszczalnię ścieków, zbudować nową... fabrykę, emitującą coś, co te ścieki będzie czyścić. Głupia byłaby także budowa oczyszczalni ścieków tam, gdzie występuje już efekt skrzyżowania antropopresji, którego po prostu nikt nie zauważa.

Myślę też, że wprowadzenie w czyn pańskiej myśli byłoby kosztowne.
Nic pani nie zrozumiała. To by było dochodowe - jeśli zamiast oczyszczalni ścieków, nic niedającej, powstanie fabryka produkująca jakieś dobra, a tylko przy okazji czyszcząca wpływ emisji fabryki z naprzeciwka, jesteśmy jako ludzkość bardzo do przodu. Ale, rzecz jasna, wprowadzenie budowy systemów ekoinżynieryjnych i dobór technologii modulujących fabryczne emisje to dość odległa perspektywa, a nie możliwość na dziś. Za to już teraz możemy przyjrzeć się uważnie temu, co powstało dzięki połączeniu natury i działalności człowieka. Takich rzeczy, jak samorzutnie powstały system ekoinżynieryjny w Koninie, na pewno jest więcej. Na początek postarajmy się ich nie zniszczyć.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Przedmiot wywiadowania

Sam nie wiem, co ja tu robię!
Odmówiłem autoryzacji tego wywiadu ponieważ zawiera on stwierdzenia, których nie mówiłem i z którymi się nie zgadzam. Nie było takich pytań ani odpowiedzi. Wywiad planowano od lutego, ale zaczęto go robić na ostatnią chwilę, jakieś 36 godzin przed zamknięciem numeru. Dziennikarka była nieprzygotowana do rozmowy, nie dano mi czasu na wprowadzenie poprawek.
Całkowicie zignorowano to co miałem do powiedzenia, np. że ekologia to zamknięty rozdział mojego życia, a co powtarzałem bodaj pięć razy. Na siłę wciśnięto mnie w ramki wydumanego obrazka. Chyba tylko po to by wyżebrać dotację od jakiegoś ekofunduszu.
Co prawda jestem pisarzem i filozofem, użyto tutaj moje nazwisko i moje zdjęcie, ale mimo to z pewnością chodzi tu o kogoś zupełnie innego...
Pozdrawiam
Konrad T. Lewandowski

E
EKOLOG

Prosimy o przybliżenie postaci. Kto to jest pan Lewandowski. Przecież pisać takie bzdety to jest się lepszym od Mrożka . Nagroda Nobla - KONIECZNIE. Tylko dlaczego poważna Gazeta to publikuje. Czy nie szkoda papieru!!!

Dodaj ogłoszenie