Nastolatki zaatakowane w Poznaniu. Jedna z napastniczek zgłosiła się na policję. Teraz sprawa trafi do prokuratury. Czy będą zarzuty?

Norbert Kowalski
Norbert Kowalski
Dwie nastolatki zostały w piątek zaatakowane nad jeziorem Rusałka w Poznaniu. Sprawę zgłoszono policji. We wtorek jedna z agresywnych kobiet zgłosiła się na policji i złożyła zeznania. Grzegorz Dembiński
Jedna z kobiet, które zaatakowały w piątek wieczorem dwie nastolatki nad jeziorem Rusałka w Poznaniu, zgłosiła się we wtorek po południu na policję i złożyła zeznania. Przesłuchana została też druga z pokrzywdzonych nastolatek. Teraz policja wyśle wszystkie akta do prokuratury, która będzie podejmować dalsze decyzje dotyczące ewentualnego umorzenia sprawy lub postawienia zarzutów.

- We wtorek, jedna z dwóch pań, które brały udział w tym zdarzeniu, zgłosiła się na policję i złożyła obszerne wyjaśnienia. Jej wersja jest całkowicie inna od tego, co mówiły pokrzywdzone - informuje Piotr Garstka z biura prasowego wielkopolskiej policji.

Zobacz też:

Teraz policja wyśle zgromadzony materiał do prokuratury. Z kolei śledczy będą musieli ocenić go pod kątem prawnym i podjąć decyzję czy umorzyć sprawę lub postawić zarzuty.

Trwa głosowanie...

Czy zdarzyło Wam się zetknąć z podobnym przypadkiem?

Głos Wielkopolski

Nastolatki zaatakowane nad Rusałką w Poznaniu

W poniedziałek opisaliśmy zdarzenie, które miało miejsce w piątek, 7 sierpnia, nad jeziorem Rusałka w Poznaniu. Dwie nastolatki miały zostać zaatakowane przez obce kobiety.

Sprawdź też:

- Siedziałam ze znajomą na huśtawce na placu przy Rusałce. Z prawej strony, prawdopodobnie po pływaniu w jeziorze, szła pewna rodzina. Były to dwie kobiety. Za nimi szło dwóch mężczyzn. Wokół całej tej rodziny szło sporo dzieci. Jedno z nich, dziewczynka, wskazała palcem na mnie i powiedziała ''Mamo, zobacz jakie ma włosy!''

- opowiadała nam Zosia (imię zmienione), jedna z nastolatek, która ma różowe włosy.

- Kobieta spojrzała na mnie i krzyczała, że to jest choroba psychiczna i patologia. Spojrzałam ze znajomą na nie i spytałam "Jestem patologią"? Nasłuchałam się, że jestem taka i taka, że to co robię, nie jest normalne - mówiła Zosia.

Sprawdź też:

Po chwili obie kobiety odeszły, lecz zaledwie parę minut później wróciły do nastolatek. - Podeszły do nas i najpierw zwróciły się do mnie, pytając "czy nie obić mi tej buźki". Poszło również sporo przekleństw. Odpowiedziałam, że mogę to gdzieś zgłosić, jeśli nas tkną, na co usłyszałam odpowiedź "to zgłaszaj k**wa" - mówi Zosia.

Zobacz też:

W końcu jedna z kobiet miała zaatakować Anię (imię zmienione), koleżankę Zosi.

- Jedna uderzyła ją z całych sił w twarz i chwyciła za włosy. Krzyknęłam, co ona robi, na co ta druga powiedziała, że mam się zamknąć i ruszyła w moją stronę. Zrobiłam unik i zleciałam z huśtawki. Chciałam pomóc koleżance i podejść, żeby ją odciągnąć, ale ta druga złapała mnie za ubrania i pociągnęła do tyłu, mówiąc jak do psa ''nie wolno, zostaw''. Stałam więc przy nich, patrząc jak się biją, i nie mogąc nic z tym zrobić

- opowiada Zosia.

Chociaż nastolatka wołała o pomoc, to nikt z obecnych nie pomógł. - Koniec końców, nie pamiętam dlaczego nas zostawiły. Coś tam jeszcze dopowiedziały, ale chyba uznały, że dostałyśmy "nauczkę" i odeszły. Dzieci i mężowie stali kawałek dalej i po prostu na wszystko patrzyli - mówiła Zosia.

Zobacz też:

Nastolatki zadzwoniły po pomoc do ojca Ani. A ten kilkanaście minut później przyjechał nad Rusałkę i razem z zaatakowanymi dziewczynami, odnalazł agresywne kobiety. Niedługo później ojciec Ani został zaatakowany przez kobiety oraz jednego z mężczyzn. Kiedy udało mu się odskoczyć od agresorów, ci wsiedli do taksówek i odjechali.

Atak na nastolatki nad Rusałką. Sprawa zgłoszona policji

W weekend siostra Zosi umieściła na Facebooku post, w którym w skrócie opisała zdarzenie i prosiła o pomoc ludzi, którzy mogli je widzieć. Jak się okazało, odzew był bardzo duży. - Dużo osób na Facebooku zaczęło wysyłać mi ich zdjęcie. Ludzie chętnie pomagali i nawet część z nich chciała podać ich adres - informowała nas siostra Zosi.



Dzięki temu bliscy pokrzywdzonych dziewczynek ustalili, kim były agresywne kobiety i podały te dane policji. Już bowiem w poniedziałek rano Ania wraz ze swoim tatą zgłosiły sprawę na komisariacie policji na Jeżycach, gdzie opowiedzieli o zdarzeniu. We wtorek przesłuchana została za to Zosia. Co więcej, tego samego dnia na komisariat zgłosiła się jedna z agresywnych kobiet, która przedstawiła swoją wersję wydarzeń.

Najgłośniejsze sprawy kryminalne w Wielkopolsce. Nie tylko ś...

Głośne zabójstwa, niewyjaśnione zbrodnie i tajemnicze znikni...

Śmiertelne wypadki w Wielkopolsce. W pierwszym półroczu 2020...

Poznań: Najgłośniejsze wypadki drogowe w ostatnich latach. J...

Zdezelowane, przeciekające i z kłębami dymu. Takie samochody...

Sprawdź też:

Wyjazd na ferie jednak możliwy?

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

To zrozumiałe, że wersja agresywnej kobiety jest zupełnie inna. Jednak choćby małolata nawet coś odpyskowała, to nie daje to nikomu prawa do bicia czy ciągnięcia za włosy.