Nasi z Londynu i Barcelony

Marian Kmita
Marian Kmita
Marian Kmita Fot. Polskapresse
Nie ma Barcy i Królewskich w finale Ligi Mistrzów i świat jakoś się nie zawalił. Ziemia wciąż kręci się w tę samą stronę, a sam futbol ma się znakomicie.

Bo czy można sobie wymarzyć piękniejsze mecze w tej grze niż wtorkowo-środowe półfinały w Champions League?
Ciężko, bo w Barcelonie i w Madrycie mieliśmy wszystko: tempo, zaangażowanie, piękno i dramat. A co najważniejsze i optymistyczne dla nas przed mistrzostwami Europy, na każdego mistrza można znaleźć sposób.

Co prawda w konsekwencji nieudanego sezonu (sic!) Pep Guardiola uznał, że już zrobił swoje dla Katalonii i chwilowo musi zmienić otoczenie (zastąpi go jego dotychczasowy asystent Tito Vilanova), mam jednak nadzieję, że Barcelona, choć bez Pepa, będzie nadal w naszej popkulturze tym, czym była od kilku lat.

Czytaj także: Barcelona już bez Pepa Guardioli

Czyli Elvisem Presleyem, The Beatles, Muhammadem Alim i Marilyn Monroe w jednym. Wspaniałym medialnym produktem wymykającym się z klasycznej definicji zespołu zwykłego piłkarskiego.

Bo, choć w przeszłości mieliśmy już legendarne jedenastki z Madrytu, Manchesteru, Mediolanu, Amsterdamu czy Monachium, to jednak to, co dotyczy FC Barcelona, ociera się już o lekką paranoję.

Czytaj także: Anglicy triumfują: Torres ogłuszył Barcę

Kiedy jadę do pracy po kolejnym Gran Derbi słyszę w windzie zaciekłe pojedynki pomiędzy zwolennikami drużyny z Madrytu i stolicy Katalonii. I często słyszę: "A wasi (znaczy Barcelona) to, a nasi (znaczy Real Madryt) tamto". A spiera się księgowy z hydraulikiem - obaj oczywiście Polacy. Czy to nie zabawne?

Alvin Toffler, znakomity amerykański pisarz i futurysta, opisał to zjawisko już dość dawno w swojej "Trzeciej fali". Globalna wioska jest bowiem faktem i wszystko, co jest z tym związane, towarzyszy nam każdego dnia, chociaż w tej wiosce wciąż są lepsze i gorsze dzielnice, więc tęsknota za dostępem do tej lepszej części tak szybko nie minie. Stąd pewnie potrzeba identyfikacji ze zjawiskami niecodziennymi, jakim na pewno jest Barcelona i poczucie uczestnictwa w czymś wielkim i niepowtarzalnym.

Czytaj także: Gran Derbi: Real Madryt pokonał FC Barcelonę 2:1 [RELACJA]

Więc choć na co dzień nasze serca biją dla Wisły Kraków, Legii Warszawa czy Śląska Wrocław, to zawsze miło jest powiedzieć koledze z pracy, czy osiedla: "Widziałeś? Nasi wygrali wczoraj finał Ligi Mistrzów." Nasi z Londynu lub Monachium.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie