Narody żyją dzięki legendom

Mariusz Staniszewski, redaktor działu opinie
Potrzebujemy pozytywnych bohaterów. Oni pokazują, że można wygrać ze słabościami

Nie ma takiej siły, która byłaby w stanie obalić legendę. Nie zachwieje nią dowód na brak odwagi, niejasna przeszłość niezłomnych wydawałoby się bohaterów czy ich skłonność do używek. Dlatego ci, którzy dziś tak mocno troszczą się o legendę Lecha Wałęsy, mogą spać spokojnie.

Przywódca Solidarności do historii przejdzie jako symbol zwycięstwa nad komunizmem.

Bo czy ktoś dzisiaj ma wątpliwości, że major Henryk Sucharski, dowódca obrony Westerplatte, był jednym z największych polskich bohaterów II wojny światowej? Raz na zawsze stał się symbolem walki z niemiecką agresją.

Tylko smakosze historii i tropiciele sensacji zastanawiają się, jak to możliwe, że Westerplatte broniło się tydzień, skoro już 2 września 1939 r., czyli drugiego dania bombardowania, przerażony i załamany major Sucharski chciał poddać polską placówkę.

Kazał nawet wywiesić białą flagę. Ta jednak została zdjęta po buncie podległych mu oficerów i walki trwały dalej. Prochy majora Henryka Sucharskiego spoczywają dziś na Westerplatte i nikomu nie przychodzi do głowy, by nazywać go tchórzem.

Podobnie jak nikt chyba nie śmiałby wypominać, że słynni polscy kryptolodzy Marian Rejewski, Jerzy Różycki i Henryk Zygalski, którzy złamali kod niemieckiej Enigmy, mieli problemy z alkoholem. Narzekał na to bardzo oficer polskiego wywiadu, który opiekował się genialnymi matematykami i dbał o ich bezpieczeństwo, gdy po klęsce Polski w 1939 r. zostali ewakuowani do Francji. Tam zmuszeni do przestrzegania zasad konspiracji, załamani i pozbawieni motywacji do pracy kryptolodzy topili swe smutki w kieliszku.

By zapobiec katastrofie, opiekunowie Rajewskiego, Różyckiego i Zygalskiego wymyślali im różne zajęcia, by odciągnąć geniuszy od alkoholu. Ten, jakże ludzki, epizod z ich życia ani na chwilę nie przyćmi dokonań, jakie mają na koncie. To przecież dzięki rozszyfrowaniu niemieckich kodów Brytyjczycy wiedzieli o zbliżających się nalotach Luftwaffe. Bez polskich kryptologów losy bitwy o Wielką Brytanię mogłyby przechylić się na inną stronę.

Alkohol przewija się zresztą w naszej historii znacznie częściej. Ale czy z jego powodu można powiedzieć, że polscy żołnierze zdobywający Monte Cassino byli mniej waleczni i bohaterscy? Zresztą, czy ktoś o chłodnym umyśle mógł porwać się na zdobycie tego zamienionego w twierdzę klasztoru? Czy ci, którzy odwiedzają cmentarz polskich żołnierzy, zastanawiają się, ile promili alkoholu we krwi mieli polegli? Wszyscy są dumni z ostatniego sukcesu, jakie odniosło polskie wojsko.
Jako naród chełpimy się także dokonaniami polskiego okrętu podwodnego ORP "Orzeł". Powtarzamy legendę o jego brawurowej ucieczce z internowania w porcie w Tallinie. Niewielu ciekawi, w jaki sposób strzeżony przez estońskie wojsko okręt mógł się wymknąć?

Przecież wejścia do portu strzegła artyleria, a "Orzeł" nie mógł się zanurzyć i uciekać schowany w głębinach Bałtyku. Port jest zbyt płytki, więc polski okręt musiał płynąć po powierzchni. Estońscy żołnierze po prostu nie chcieli go zauważyć. Polacy musieli więc mieć ciche pozwolenie na opuszczenie Tallina i dołączenie do floty brytyjskiej.

Czy to, w jaki sposób ORP "Orzeł" uciekł z niewoli państwa, które było w sojuszu z Hitlerem, ma jakiekolwiek znaczenie? Jego załoga wiele razy udowodniła, że najważniejsza była dla nich walka z wrogiem, czyli z III Rzeszą.

Historia Polski - nie tylko zresztą najnowsza - jest usłana mitami mieszającymi się z rzeczywistością. I nawet jeśli historyk dotrze do prawdziwej wersji wydarzeń, opisze ją i opublikuje, nie jest w stanie osłabić legendy. Bo ona jest solą i pieprzem, która sprawia, że historia jest czymś więcej niż tylko zapisem dziejów. Staje się powodem do dumy. Legenda tworzy tożsamość, buduje wzorce postępowania.

To jest trochę tak jak w kinie. Większość z nas kocha amerykańskie filmy, bo one kończą się happy endem. Wolimy przecież oglądać ludzi wielkich, wspaniałych, myślących o rzeczach wzniosłych i wspaniałych niż małych, zaplątanych w słabostki.

Choć oczywiście czasem nie tylko z ciekawości musimy sięgnąć po książki odbrązawiające bohaterów. Dzięki nim odkrywamy, że byli ludźmi z krwi i kości. Miewali chwile załamania i zwątpienia. Tak jak każdy z nas. To jednak tylko podnosi wagę ich dokonań. Pokazuje, że tak jak oni możemy wszystko przezwyciężyć.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie