18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Najlepsze uczelnie dostaną najwięcej

Agaton Koziński
Małgorzata Genca
Czeka nas rewolucja na uczelniach. W lutym rząd zakończy prace nad nowelizacją dwóch ustaw o szkolnictwie wyższym. W Sejmie czeka już pięć ustaw o nauce. Te siedem dokumentów ma zacząć obowiązywać już od 1 października i stać się podstawą nowego ładu.

Ta naukowa rewolucja październikowa skończy z socjalistyczną zasadą przyznawania uczelniom równych dotacji. Teraz będzie liczyć się jakość: lepsi dostaną więcej. Wzorem Wielkiej Brytanii będą konkursy na poszczególne projekty. - Taki model funkcjonowania pozwoli Polsce rozwijać kapitał ludzki i intelektualny - zapowiadał minister Michał Boni w niedawnym wywiadzie dla "Polski". Powtórzył to w piątek podczas prezentacji planu rozwoju i konsolidacji finansów 2010-2011.

Ministerstwo Nauki dzieli reformy na cztery filary:

Po pierwsze, więcej pieniędzy na naukę. Rząd w budżecie zapisał 17 mld zł, o prawie miliard więcej niż rok temu. Ale nic za darmo. Szkoły wyższe będą musiały połączyć świat badań i edukacji: naukowcy będą uczyć studentów, a wykładowcy prowadzić badania. To wymusi wzrost jakości polskich uczelni.

Po drugie, odmłodzenie uczelni. Dziś rozpoczyna pracę Rada Młodych Naukowców, nowe ciało doradcze ministra nauki. Ruszy także fundusz projakościowy, z którego popłyną pieniądze dla najlepszych ośrodków naukowych oraz dla 30 proc. najlepszych doktorantów. W tym roku może to być ok. 230 mln zł. Trafią one nie tylko do uczelni państwowych, ale i prywatnych. - To pierwszy krok w wyrównywaniu praw uczelni publicznych i niepublicznych - mówi nam minister nauki Barbara Kudrycka. Naukowe granty będą przyznawać instytucje pozaministerialne, zorganizowane na kształt unijnej European Research Council. W 2015 r. będą rozdzielać 50 proc. wszystkich centralnych nakładów na badania.

Po trzecie, promocja najlepszych uczelni. Szkoły wyższe będą musiały uelastycznić programy nauczania, postawić na interdyscyplinarność. Placówki, które najlepiej sobie z tym poradzą, będą dostawały więcej pieniędzy na działalność, ale także będą przyciągać do siebie najlepszych maturzystów.

Po czwarte, bliższa współpraca nauki i przemysłu. Badacze, którzy będą opracowywali patenty wykorzystywane przez polskie przedsiębiorstwa, dostaną dodatkowe pieniądze. I to duże - w ubiegłym roku był to ponad miliard złotych tylko na innowacyjne programy badawcze.

Ministerstwo Nauki w 2009 r. podpisało umowy na ponad 11 mld zł z funduszy UE. Pieniądze dostały te uczelnie, które przedstawiły najlepsze pomysły na ich wydanie. Na przykład Uniwersytet Warszawski otrzymał prawie 600 mln zł, a Politechnika Poznańska - 80 mln zł.
Rozpoczynająca dziś pracę Rada Młodych Naukowców ma stać się symbolem zmian, jakie czekają polską naukę w najbliższym czasie. Minister nauki Barbara Kudrycka wręczy 21 młodym polskim badaczom nominację do rady. Wśród nich znajdują się stypendyści zagranicznych uczelni, reprezentujący różne dyscypliny naukowe, znający najlepsze wzorce obowiązujące w nauce i szkolnictwie wyższym na Zachodzie. Od tej pory będą oni stanowić jej zaplecze doradcze i mieć - jak zapewnia ministerstwo - realny wpływ na podejmowane decyzje.

Trudno podejrzewać, by Rada Młodych Naukowców zrewolucjonizowała polską naukę czy szkolnictwo wyższe. Ale jej powołanie można potraktować jako symbol przemian, jakie mają zajść w tym roku w sektorze podległym minister nauki. Wreszcie, 20 lat po upadku komunizmu, zacznie on funkcjonować zgodnie z kapitalistycznymi zasadami, w których najwięcej mają najlepsi. Na pewno nie będzie zgodnie z powiedzeniem, że ostatnich gryzą psy, gdyż dotacje bazowe na funkcjonowanie uczelni państwowych będą rozdzielane bez zmian. Ale w innych dziedzinach ministerstwo zapowiada rewolucyjne zmiany.

Przede wszystkim w grze pojawią się dwie nowe instytucje. Od podstaw zostanie stworzone Narodowe Centrum Nauki, które będzie przyznawać środki na badania podstawowe. Premier Donald Tusk już zapowiedział, że jego siedziba znajdzie się w Krakowie, przy Uniwersytecie Jagiellońskim. Oprócz niego wzrośnie rola Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, które wprawdzie już istnieje, ale jego kompetencje zostaną mocno zwiększone. Będzie ono koncentrować się na wspieraniu projektów innowacyjnych.
Te dwie instytucje będą miały za zadanie rozdawać ministerialne pieniądze na naukę. Nie będzie już tak, że każda uczelnia dostanie swoją część. Przy każdym projekcie będzie rozpisywany konkurs, a dotacje będą przyznawane najlepszym pomysłom. Nie będzie przy tym miało znaczenia, czy wniosek składa pracownik uczelni prywatnej, czy państwowej. Liczyć się ma tylko jakość. Kompetencje obu centrów będą rosnąć stopniowo. W 2015 r. będą one jednak dysponowały 50 proc. środków, jakie resort nauki będzie chciał wydać na badania.

Ustawa nałoży właściwie tylko jeden obowiązek przy rozdzielaniu tych dotacji. 20 proc. środków przeznaczonych na badania podstawowe będzie musiało trafić do młodych naukowców (czyli mających nie więcej niż 35 lat).
Także tylko poprzez konkursy premiujące najlepsze projekty będą rozdzielane pieniądze na naukę przyznane przez Unię Europejską. Nawet fundusze przeznaczone na rozwój uczelni wyższych będą otrzymywać tylko te placówki, które napiszą najlepszy, najciekawszy, najbardziej merytoryczny wniosek.
W skrajnej sytuacji może więc być tak, że uczelnie, które nie będą w stanie przedstawić interesującego wniosku, nie dostaną żadnych budżetowych pieniędzy poza ustawowo im przynależną dotacją bazową. Oznaczałoby to, że dysponowałyby one sumami nawet o 75 proc. niższymi od tych, które mają teraz.
Kolejna ważna zmiana to stworzenie funduszu projakościowego. Będzie on działał wtedy, gdy wzrost gospodarczy w Polsce wyniesie co najmniej 2,5 proc. Szacunki wielu międzynarodowych organizacji mówią, że taki skok PKB_nasz kraj może zanotować nawet w tym roku (prestiżowy amerykański bank J.P._Morgan przewiduje, że nasza gospodarka pójdzie w górę aż o 3,5 proc.). Jeśli tak się stanie, to do najlepszych doktorantów i ośrodków naukowych trafią dodatkowe pieniądze. Resort szacuje, że przy 2,5-proc. wzroście gospodarczym będzie to 229 mln zł. Ale już w 2012 r. przy takim samym skoku PKB ta suma wynosiłaby 235 mln zł.

W funduszu projakościowym ma obowiązywać zasada, że jeden wydział może dostać dotację w wysokości maksymalnie 10 mln zł.

Ten fundusz będzie ważny dla uczelni - i bardzo ważny dla doktorantów. Dziś młodzi naukowcy dostają głodowe stypendia niewiele przekraczające tysiąc złotych. Stypendyści funduszu będą jednak mogli liczyć na sumy rzędu 2,5 tys. zł. A najlepsi z najlepszych mają szansę otrzymywać nawet 4 tys. zł. co miesiąc.

Najnowsze informacje o epidemii koronawirusa

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

p
prof Józef Beton

Przypominając maluczkim , a szczególnie adiunktom którzy są niczym ,bo nie mają habilitacji , o tym że nasz wspaniały systemu nauki jest oparty na solidnych podwalinach którymi są: habilitacja, zatrudnieniowa polityka prorodzinna, rodzinne dziedziczenie katedr, wielo-etatowość samodzielnych pracowników nauki oraz zdolność sprawowania stanowisk kierowniczych przez samodzielnych pracowników nauki do momentu dobrowolnego położenia się na katafalk oraz transparentne przyznawanie grantów. A najważniejsza jest habilitacja bo ona spaja system. A zgodnie z moim nauczaniem szkoły wyższe, są nie po to by zaspokajać rynek potrzeb edukacyjnych studenta na wiedzę, a rynek pracy samodzielnych pracowników naukowych posiadających stopień doktora habilitowanego nauki w Polsce .
. I dlatego wypowiedzi tu zamieszczone mają charakter xenofobicznego ataku sił klero-faszystowskich z zaścianka i winny być ścigane przez Policją Myśli. A żadnych poważnych zmian w nauce nie będzie, bo zbyt dużą kaskę trzepią na wielu etatach posiadacze habilitacyjnego kwitu z papieru czerpanego o mocy: Listu żelaznego , Nagrody Pulitzera i Nagrody Nobla w jednym . I cieszy wypowiedź że habilitacja zostaje . Bo porozumienie ze habilitacja zostaje zapadło przy Stole Okragłym , gdzie Puławianie z Natolińczykami dogadali się jak zmienić ten kraj by nic nie zmienić. A jak Pulawianie z Natolińczykami cos uzgodnią to trzeba tego przestrzegać. Pacta sun servanta. Nieprawdaż maluczcy

k
ktn

Po pierwsze należy zlikwidować pozostałości komunizmu na uczelniach , tj belwederskich profesorów, i habilitacje. Następnie obowiazek pracy tylko na jednej uczelni a nie objazdowi samodzielni.O nepotyzmie i kolesiostwie, wszechpanującym nie wspomnę. Na stanowiska rektora, dziekana i do senatu wybory bezpośrednie a nie przez kolesiów , to wówczas jest szansa ale mizerna

G
GAMA

To takie samo bajanie, jak bajanie Tuska o reformach finansów.
Chodzi o to, ze ilość pieniędzy przeznaczona na szkolnictwo wyższe będzie dużo mniejsza i stąd to mydlenie oczu.

Dodaj ogłoszenie