Nadzieja polskich kibiców

Marek Sokół, ekspert medialny, prezes Kancelaria PR
Mój znajomy trafnie zauważył, że bieżący rok Polacy odmierzają sportowymi wydarzeniami dużego formatu. Cezurą i to bynajmniej nie tylko w sporcie, stały się oczywiście finały piłkarskich mistrzostw Europy rozgrywane w Polsce i na Ukrainie. Trochę, ale tylko trochę mniej emocji budziła londyńska olimpiada, a także (co było jedynie pozorną niespodzianką) paraolimpiada w brytyjskiej stolicy.

Nie uciekniemy od pytania, czy bilansem wielkich sportowych nadziei jest jedynie wielkie sportowe rozczarowanie. Przecież finały EURO nie przyniosły nam sukcesów, letnie igrzyska olimpijskie okazały się dla nas najgorsze bodaj od pół wieku, a medale, zdobyte przez niepełnosprawnych sportowców są w tej sytuacji tylko nagrodą pocieszenia, tym mniejszą, że polskie media i działacze sportowi zapomnieli o naszych dzielnych paraolimpijczykach. Myślę jednak, że takie podsumowanie byłoby zbyt pochopne i zbyt uproszczone.

Jest wiele prawdy w stwierdzeniu, że emocje, które towarzyszyły jeszcze nie tak dawno wojennym zmaganiom, w dużej mierze zostały przeniesione na stadionowe trybuny. W sposobie kibicowania i w samym nastawieniu do sportowej rywalizacji można dostrzec, jak w zwierciadle, nasze stare narodowe cechy.

Popatrzmy na polskiego kibica. Optymizm, który żywi przed pierwszym gwizdkiem, bywa kolosalny - wbrew temu, co powinna podpowiadać chłodna analiza i rozsądek. W duchu powtarza sobie, że wieści o potędze przeciwnika są grubo przesadzone, że wystarczy odrobina szczęścia, a "jakoś to będzie...". Wygrana podbija emocje i narodową dumę, każe wierzyć w to, że jesteśmy niepokonani po wsze czasy. Przegrana - to wściekłość, szukanie winnych nie tyle wśród zawodników, co na zapleczu i wśród sędziów (piłkarze, tak jak żołnierze, są przecież zawsze bez zarzutu), Do tego dochodzi jeszcze snucie rozmaitych teorii spiskowych, by na końcu można było wreszcie zaśpiewać: "Nic się nie stało, Polacy nic się nie stało…."

Bilansu sportowych imprez nie powinno się dokonywać jedynie przez pryzmat medalowej statystyki, chociaż nie można też bezrefleksyjnie podchodzić do porażek. Wielkie wydarzenia sportowe z udziałem naszych zawodników, zarówno rozgrywane w Polsce, jak i za granicą, uczą bowiem dobrego kibicowania. I nie mam tu na myśli tylko walki z chamstwem i agresją, często towarzyszących niestety sportowym emocjom. Chodzi również o budowanie na kibicowskiej bazie pozytywnego, nowoczesnego poczucia naszej narodowej wspólnoty.

Bardzo dobrze wyczuwają to wielkie firmy, które angażują się w sponsoring poszczególnych dyscyplin sportowych. Trafnie tę filozofię oddaje hasło Biedronki, sponsora polskiej reprezentacji futbolowej - "Wszyscy jesteśmy drużyną narodową". Tam, gdzie w grę wchodzą sportowe emocje, zawodzi statystyka. Zapalonych kibiców nie jest wcale mniej wśród managerów i przedsiębiorców, niż wśród robotników czy uczniów. O zdobycie biletów na sportową imprezę zabiega gorączkowo zarówno prezes dużej firmy jak i jego podwładny, uczeń czy student. Prawdziwy egalitaryzm.

Sceptycy dodają, że zapał łatwo wzniecony sukcesami, łatwo opada po pierwszych klęskach. Budowanie kibicowskiej "drużyny narodowej" to jednak zadanie na lata i nie można opierać go tylko na krótszym lub dłuższym paśmie sukcesów. Przypomnę, że podczas serii zwycięstw Adama Małysza skoki narciarskie rozpalały emocje milionów Polaków. Nie przełożyło się to jednak na stały wzrost zainteresowania tą dyscypliną. Przykład z drugiego bieguna to siatkówka. Fakt, to dyscyplina, w której nasi zawodnicy w ostatnich latach odnotowali wielkie sukcesy. Ale nawet w chwilach, gdy biało-czerwonym słabiej się wiodło, popularność tej dziedziny sportu wcale nie malała. Według różnych badań, piłka siatkowa jest wśród Polaków tak popularna jak futbol. Przyciąga miliony przed telewizory, a tysiące na trybuny. A jeszcze przed kilkunastu laty liczba kibiców tej dyscypliny, choć niemała, nie mogła się równać z rzeszami fanów piłki nożnej.

To efekt nie tylko zwycięstw naszych zawodników ale także pracowitego budowania popularności tej pięknej dyscypliny. Polski Związek Piłki Siatkowej umiał dobrać sobie partnerów, których wsparcie pozwoliło na rozwój polskiej siatkówki i tego, co wokół. Stworzono grunt dla rozszerzenia grona miłośników piłki siatkowej. Ilość w tym przypadku nie zagroziła jakości - w siatkarskich halach próżno szukać awantur, jakie możemy oglądać na niektórych futbolowych stadionach. Udało się wykreować dyscyplinę bardzo popularną, będącą przykładem dobrego, przyjaznego i rodzinnego kibicowania. Brawo dla PZPS, brawo dla Plusa, brawo dla siatkarzy!

Już za dwa lata Polska będzie gospodarzem siatkarskich Mistrzostw Świata. Będzie to jedno z najważniejszych sportowych wydarzeń, które nasz kraj będzie miał okazję organizować w ostatnim półwieczu. Trzeba głośno apelować do rządzących, by impreza ta mogła liczyć na wsparcie nie mniejsze, niż EURO 2012. Chodzi tu nie tylko o satysfakcję milionów kibiców, ale i o trudne do oszacowania korzyści dla Polski. Warto przypomnieć sobie to wszystko, co mówiono i pisano przed finałami EURO 2012. O niepowtarzalnej szansie na promocję Polski, o gościach z całej Europy (w tym przypadku nawet z całego świata), o pokazaniu nowoczesnego oblicza polskiego sportu… Oby decydenci nie wykazali się w tym przypadku krótką pamięcią i potrafili wyciągnąć wnioski.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie