Nadchodzi mroczny czas sportowych avatarów

Robert Zieliński
Mam wrażenie, że sprawa Lance'a Armstronga to moment przełomowy w historii sportu. Upada bowiem jedna z jego największych ikon. Heros podziwiany przez świat, który wygrywał nie tylko w wielkim stylu Tour de France, ale też walkę z nowotworem. Jednocześnie trzeba spojrzeć prawdzie w oczy, wielki kolarz to - niestety - raczej zwykły oszust. Jak niemal wszyscy wybitni cykliści ostatnich dekad (EPO długo było niewykrywalne), jak większość wielkich sportowców, począwszy od lat 70.

To kwestie arcytrudne, zwłaszcza dla osób, które kochają sport. Czy można tych ludzi podziwiać, poważnie traktować wyniki wielkich imprez, stawiać ich za wzór dzieciom? Ilu tych idoli z plakatów nad łóżkami udaje, że są czyści, a niszczą organizmy i wygrywają dzięki ciężkiemu koksowi? Prawda byłaby brutalna.

Panuje obrzydliwa hipokryzja w kwestii walki z dopingiem. Od lat prawie wszystkie używki można zamaskować i wypłukać, dlatego niewielu mistrzów wpada. Odebrano już olimpijskie medale słynnej sprinterce Marion Jones. Choć bieżące kontrole tego nie wykazywały, okazało się po latach, że systematycznie brała doping. Florence Griffith-Joyner, która w latach 80. biegała szybciej niż teraz mężczyźni, nie wpadła nigdy, ale przeżyła tylko 39 lat. Ben Johnson był badany wielokrotnie i choć regularnie brał niedozwolone środki, złapano go tylko raz, i to na diuretykach maskujących sterydy. Pływaczki czy lekkoatletyki z NRD chodzą dziś z wąsami, mają problemy hormonalne i nie mogą rodzić dzieci. Podczas kontroli były "czyste".

W NBA nikt nie udaje, że walczy z dopingiem. Tam kontroli praktycznie nie ma, bo nie da się co drugi dzień na takim poziomie grać w koszykówkę bez wspomagania. Tak jak nie da się jeździć po Alpach w tempie motocykla albo grać w piłkę tak szybko jak w Anglii czy Hiszpanii. Mają być show i wielka kasa, więc musi być energia dla nadludzi. We Włoszech dawniej złapano kilku znanych piłkarzy na koksie, ale kibice i sponsorzy zaczęli się odwracać, więc już teraz nikt nie wpada.

Śmierć Pantaniego, Halupczoka, kilku piłkarzy to było za mało, by świat otrzeźwiał. Sprawa Armstronga dla mnie przechyla szalę. Postawmy sprawę jasno. Zawodowy sport to w kwestii dopingu wielkie oszustwo. Jak z tym żyć? Przestać oglądać sport czy udawać, że jest OK, a może doping powinien być zalegalizowany? To najuczciwsze, ale wtedy grozi nam na stadionach plaga mutantów niczym w filmach science fiction typu "Avatar".

Kliknij, aby czytać pozostałe komentarze Roberta Zielińskiego

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie