Nadchodzi czas interregnum. Kto zyska na rozszczelnieniu Platformy?

Witold Głowacki
Bartek Syta/Polskapresse
Udostępnij:
To rytm, w jakim będzie przygasała gwiazda Platformy, zadecyduje o przyszłym kształcie sceny politycznej.

To nadal od kondycji Platformy Obywatelskiej - i długo jeszcze od niczego innego - zależy w tej kadencji układ na polskiej scenie politycznej. Rządząca partia już od roku znajduje się w permanentnym, narastającym kryzysie. Po pięciu latach utrzymywania władzy nie jest, jak się okazuje, równie łatwo utrzymać prowadzenia w sondażach.

Sporo w tym winy samej Platformy i rządu, ich błędów i zaniechań, coraz bardziej istotne są też mniej ostre - może nawet jakoś irracjonalne - społeczne powody wypalania się potencjału władzy. Jasne też jest, że Donald Tusk i jego partia nie mają już specjalnie z czego czerpać - programowych i kadrowych rezerw nie widać, premier zaś wciąż z zapałem odżegnuje się od "romantycznych wizji". Trudno jest dziś dostrzec cokolwiek, co mogłoby być dla PO trampoliną do ponownego skoku.
Nie zapowiada się na to, żeby w tej kadencji Platforma mogła odzyskać dominację na miarę kadencji poprzedniej. Prędzej czy później - i to raczej przed rokiem 2015 - nadejdzie czas interregnum. Jednak sposób wyłaniania się nowego hegemona lub hegemonów polskiej polityki będzie zależał przede wszystkim od tego, jak szybko i w jakim rytmie będzie przygasała gwiazda Platformy i jej lidera. Z dzisiejszej perspektywy można zaś z grubsza zarysować trzy scenariusze tyczące się dalszej atmosfery tej kadencji.

Nie żaden krach, ale powolny, implozyjny rozkład Platformy mógłby doprowadzić do głębszego przetasowania na scenie, a nawet do wejścia na nią nowych graczy

1. Trwanie

Donald Tusk próbuje ostatnio kontrofensywy. Może i na jakiś czas skutecznej. Bynajmniej jednak nie zapowiada się przełamanie frontu - raczej powolna i kosztowna wojna pozycyjna, w której postęp mierzy się w metrach, nie kilometrach, koszty zaś w ogromnej skali. Operacją z wotum zaufania zmusił Tusk do konsolidacji poselskie szeregi Platformy, potwierdzając swoje przywództwo w partii. W swoim drugim exposé ustawiał się zaś w roli szefa rządu z autorskim pomysłem na kryzys. Według sondażu TNS Polska dla "Polityki" co prawda tylko 10 proc. Polaków oceniło drugie exposé jako przekonujące.

Wraz jednak z drugim exposé sondażowe słupki poparcia względem Platformy Obywatelskiej nieco drgnęły - ten sam sondaż wskazał 37 proc. dla PO i 36 dla PiS, co oznacza symboliczny powrót partii rządzącej na pierwsze miejsce. Można więc sobie wyobrazić, że i za pomocą bieżącej - choć coraz bardziej wysilonej - politycznej gry da się długo jeszcze utrzymywać stan w najgorszym dla Tuska razie zbliżony do remisu między PO a największą partią opozycji. Platforma znów szykuje tuskobus, który niebawem ruszy w Polskę z premierem na pokładzie. Dotąd to działało, może zadziała i tym razem. W zanadrzu wciąż także rekonstrukcja rządu, o wymianie pojedynczych ministrów nie wspominając, możliwe są wciąż także wycinkowe, a miłe społeczeństwu reformy w rodzaju ostatniej zapowiedzi wydłużenia urlopu macierzyńskiego. Takie mikroprzełomy, w sam raz do "ścibolenia".

W perspektywie tych trzech lat, które dzielą nas od końca kadencji, utrzymanie się w ten niezbyt spektakularny sposób na obecnym poziomie sondaży wymagałoby od Donalda Tuska i PO gigantycznego skupienia i samokontroli. Przy tym zaś wysiłku, którego znaczna część szłaby nie w poszerzanie pola, ale w utrzymanie dotychczasowej przestrzeni. To chyba dziś jedyna realna strategia na przeżycie przez rządzącą partię nietestowanej dotąd w polskich warunkach drugiej kadencji u władzy. Jej spełnienie byłoby wielkim sukcesem Tuska i PO, pozwalającym utrzymać się aż do odległych wyborów w grze o pierwsze miejsce i zarazem zachować potencjał do koalicji z SLD lub PSL. Przy tym zaś oczywiście konserwującym duopol Platformy i PiS.

2. Zmierzch

Być może obserwujemy właśnie początek trendu, w którym to PiS zaczyna bardziej trwale górować nad Platformą. Z pewnością jednak maksymalny możliwy do osiągnięcia przez partię Kaczyńskiego pułap poparcia długo jeszcze będzie się utrzymywać bardzo blisko aktualnych - najwyższych od lat - notowań PiS. By naprawdę poszerzyć elektorat, PiS-owi nie wystarczy ostatnie sześć tygodni kampanii z debatami i profesorskimi premierami. Nie wystarczy też samo rozczarowanie Platformą. Notowania PiS po raz pierwszy zauważalnie drgnęły przecież po niemal całym roku szamotaniny PO i Donalda Tuska, której towarzyszył spadek sondaży.

Nawet więc jeśli dalej obserwowalibyśmy stały, powolny spadek notowań PO, przy jednoczesnym utrzymywaniu się na obecnym poziomie słupków PiS, to nie skłaniałoby to nikogo do przedwczesnych ruchów. Spadkowy trend Platformy wciąż - tak jak do tej pory - przekładałby się głównie na powolny wzrost sondażowych wskazań SLD - w miarę topnienia liberalnej części obecnego elektoratu partii rządzącej. Leszek Miller i jego ludzie woleliby zapewne czekać możliwie jak najdłużej - tempo tego przyrostu SLD przez cały ostatni rok nie było bowiem bynajmniej imponujące.

Paradoksalnie jakiś impuls do gwałtowniejszych zmian mógłby się za to pojawić w samej Platformie. Gdyby poparcie dla partii rządzącej względnie trwale stopniało do poziomu dwudziestu paru procent notowanego przez PiS w czasach największego smoleńskiego wzmożenia, w oczach polityków PO na serio pojawiłoby się widmo końca. W okolicy startu kampanii do Parlamentu Europejskiego w 2014 roku mogłoby się wydarzyć coś, co byłoby próbą zbiorowej ucieczki którejś z grup składających się na Platformę - z dzisiejszej perspektywy wskazalibyśmy oczywiście na konserwatystów i Jarosława Gowina.

Ten sam scenariusz byłby też najbardziej korzystny dla ewentualnych nowych graczy, którzy mogliby podjąć próbę wejścia na scenę. Stopniowo rozczarowujący się wobec PO bardziej liberalni wyborcy chętnie poszukaliby jakiejś alternatywy innej niż przekazanie głosu SLD lub Ruchowi Palikota. Z kolei ci o bardziej konserwatywnych poglądach mogą wbrew pozorom życzliwie patrzeć w kierunku Pawła Kowala i resztek PJN lub rozglądać się za jakąś nową inicjatywą. Wciąż bowiem pozostanie zauważalna grupa byłych wyborców PO, których nijak nie przekonają kolejne próby przedefiniowania wizerunku przez PiS.

To właśnie powolny, implozyjny rozkład obozu rządzącego mógłby doprowadzić do głębszego przetasowania na scenie. Bo tylko on trwałby odpowiednio długo.

3. Krach

Kolejny skandal polityczny o skali w oczach opinii publicznej przewyższającej jeszcze zamianę ciał ofiar Smoleńska lub aferę Amber Gold. Albo ciąg kilku naprawdę poważnych zdarzeń o rozległych skutkach, a przy tym marnie świadczących o funkcjonowaniu państwa. To z kolei mógłby być impuls do rejterady z koalicji albo partii Waldemara Pawlaka albo kilku - kilkunastu posłów PO przerażonych brakiem politycznych i socjalnych perspektyw w upadającej partii. Efektem tego byłaby kilkutygodniowa najwyżej komedia z próbami sformowania technicznego lub mniejszościowego rządu, do tego jakaś inicjatywa prezydenta próbującego rzucić tonącej Platformie koło ratunkowe, następnie zaś wcześniejsze wybory.

W sytuacji nagłej zwycięzcami takiego przedwczesnego rozdania zostaliby Kaczyński i Miller. Bez Palikota (RP nie zyskiwało dotąd na stratach Platformy). Natomiast nikt nowy w kilkunastotygodniowym tempie od sygnału startu do końca kampanii nie zdołałby się przebić ze swoją ofertą. Dlatego nagłe załamanie rządów PO i Tuska skończyłoby się albo egzotyczną koalicją PiS i SLD, albo kompletnym impasem.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie