Nad Tamizą wzrost niechęci do chrześcijaństwa

Jacek Stawiski
Jacek Stawiski
Jacek Stawiski archiwum
Timothy Garton Ash, wybitny brytyjski publicysta, historyk, znany w Polsce jako autor między innymi legendarnej książki "Polska Rewolucja - Solidarność", zastanawia się na łamach lewicowego dziennika "Guardian" nad traktowaniem chrześcijaństwa i islamu przez najważniejszą korporację medialną Wielkiej Brytanii - BBC.

Niedawno na antenie telewizji BBC prezentowano amerykański show satyryczny, który prezentował Jezusa Chrystusa jako nadąsanego, przerośniętego niemowlaka w pielusze. W samych Stanach Zjednoczonych przeciwko emisji tego programu protestowały środowiska chrześcijańskie, w Wielkiej Brytanii takich protestów nie było, niemniej jednak kpiny z Chrystusa stały się dla Asha punktem wyjścia do rozważań o traktowaniu chrześcijaństwa i innych religii przez BBC. Ash jest animatorem specjalnego projektu "Wolność słowa" i w ramach cyklu debat prowadził rozmowy z dyrektorem generalnym BBC Markiem Thompsonem, którego zapytał, czy BBC odważyłoby się pokazać w równie prześmiewczy sposób Mahometa, założyciela religii muzułmańskiej. Odpowiedź Thompsona była zastanawiająca: BBC nie pokazałoby takich kpin z Mahometa, ponieważ muzułmanie znacznie gwałtowniej, także z użyciem przemocy, reagują na wyśmiewanie się z ich religii. W dodatku, argumentował Thompson, muzułmanie w Wielkiej Brytanii czują się często dyskryminowaną mniejszością. Trudno się z tym zgodzić - odpowiada Ash i podkreśla, że takie podejście do religii chrześcijańskiej utwierdza chrześcijan w przekonaniu, że we współczesnej Wielkiej Brytanii są gorzej traktowani niż islam. Inne zasady dla Jezusa, inne dla Mahometa ? - pyta w eseju Timothy Garton Ash.

Czytaj także: Jak nieistotne czyny zmieniają świat

Również na łamach "Guardiana" ciekawy komentarz o wizycie premiera Davida Camerona w Białym Domu. Brytyjski premier i amerykański prezydent próbują odnowić specjalny sojusz Londynu i Waszyngtonu, zwany dawniej stosunkami specjalnymi. Mimo że żołnierze armii królewskiej i US Army ramię w ramię walczyli w Iraku i walczą w Afganistanie, to prawdopodobnie obaj przywódcy rozmawiają o tym, jak w przyszłości unikać zaangażowania wojskowego w niestabilnych regionach świata. Niektórzy oceniają, że Cameron i Obama mają dosyć poprzednich ekip - odpowiednio Blaira i Busha - którzy w imię najlepszych tradycji sojuszu zdecydowali się na wspólną interwencję w Iraku. Decyzja Blaira, aby iść na wojnę, podkopała u wyspiarzy zaufanie do sojuszu z Ameryką. Świadomi błędów poprzedników obecni szefowie rządów nie palą się do zagranicznych interwencji. Ale "Guardian" ostro krytykuje Camerona i Obamę, zarzucając im, że rezygnując z interwencji, nie dają żadnych nadziei na zmianę reżimu w Syrii.

Skoro mowa o Syrii, to jeszcze jeden bardzo ciekawy artykuł z "Guardiana". Dziennik ujawnia szczegóły z życia dyktatora Syrii i jego brytyjskiej żony. W momencie gdy syryjska armia masakruje opozycję, pani Al--Asad wydaje z państwowej kasy tysiące dolarów na biżuterię czy drogie meble. "Guardian" ujawnia mejle wysyłane także pomiędzy Al-Asadem a przywódcami Iranu. Teheran postrzega Syrię jako kluczowego sojusznika na Bliskim Wschodzie i udziela syryjskiemu reżimowi szerokiego wsparcia finansowego i wojskowego.

Katolicki tygodnik "Tablet" pisze o coraz szerszej akcji Kościoła katolickiego w Anglii i Walii sprzeciwiającego się rządowym planom formalnego wprowadzenia drogą parlamentarną prawa do ślubów cywilnych dla par homoseksualnych. W inteligentnie napisanym artykule na łamach "Tablet" jeden z czołowych duchownych katolickich na Wyspach pisze, że Kościół nie jest przeciwny małżeństwom homoseksualistów. Kościół po prostu, zgodnie z tradycją judeochrześcijańską, uważa, że takie małżeństwa są niemożliwe. Stoją w sprzeczności z naturą i myślą chrześcijańską. Dlatego nie tyle sprzeciw Kościoła jest istotny, co uznanie, że takie małżeństwa nie istnieją.

Co prawda tym razem mowa będzie o wywiadzie udzielonym amerykańskiej telewizji CBS, ale bardzo szeroko komentowanym na Wyspach. Książę Harry zwierza się, że fakt, iż należy do królewskiej rodziny, może odstraszać od niego kobiety, dlatego nie może albo nie potrafi znaleźć prawdziwej miłości. To poruszające wyznanie księcia. Podkreśla on, że on i jego brat William często marzą o tym, aby mieć normalne życie, aby nie musieli pełnić tak eksponowanej funkcji. Ale los zdecydował inaczej - obydwaj urodzili się w rodzinie królewskiej i nie mają możliwości "podania się do dymisji".

Czytaj też: Republikanie rozliczą Obamę z prezydentury

Harry jest często postrzegany jako młody, nieco szalony chłopak, jednak w wywiadzie dla CBS można zobaczyć wrażliwego, zmartwionego młodego mężczyznę, który zastanawia się, jak ułoży sobie życie osobiste, pamiętając o tragedii matki. Przypomnieć tu warto, że księżna Diana, jego matka, rozstała się po latach upokorzeń z księciem Karolem, następcą tronu. Dzisiaj Harry, który żyje trochę w cieniu Williama, próbuje budować swoją pozycję jako drugiego po bracie. Jeździ po uboższych krajach i angażuje się w akcje charytatywne wzorem jego tragicznie zmarłej matki. O tęsknocie Harry'ego do normalnego, nieksiążęcego życia świadczy choćby to, że mówiąc o jubileuszu panowania jego babci Elżbiety II, podkreśla, że największym jego marzeniem byłoby po prostu pójście na spacer z królową i zjedzenie jakiejś wspólnej, skromnej kolacji.

Jacek Stawiski
publicysta TVN 24

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

c
cezar
w “Gazecie Wyborczej”, zgodnie z leninowskimi przykazaniami o organizatorskiej funkcji prasy, ścisłe kierownictwo rozkręca kampanię pod tytułem “licealiści rezygnują z religii”. Wprawdzie nie da się ukryć, że takie masowe rezygnacje, podobnie jak lansowane na łamach “GW” akty apostazji mogą sprzyjać umocnieniu “Żywej Cerkwi”, która zastąpiłaby znienawidzony od początku przez Żydów Kościół katolicki – ale przysłowie powiada, że człowiek wprawdzie strzela, ale to Pan Bóg kule nosi. Może bowiem być i tak, że rezygnujący z religii oraz apostaci, wcale nie zasilą “Żywej Cerkwi”, tylko utwierdzą się w przekonaniu, że Boga nie ma. I co wtedy? Co wtedy z autorytetem moralnym pana red. Michnika? Tacy bezbożnicy gotowi przecież uznać go za “zdechłego Żyda”, niczym Szubieniczna Toni pana Mungo Naczeradca i nie tylko nie okażą mu należnego respektu, nie tylko wyśmieją jego pretensje do “przyrodzonej godności”, ale w dodatku zechcą zrobić z niego mydło albo konserwy dla owczarków niemieckich? Skoro bowiem Boga nie ma, to z punktu widzenia logiki takiemu rozumowaniu niepodobna niczego zarzucić! Że też panu redaktorowi ani nikomu ze ścisłego kierownictwa nigdy nie przyszło to do głowy i dokazują, dokazują – no a potem trzeba chować ich po piwnicach czy innych kanałach.
Dodaj ogłoszenie