18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

"Na ulicy ludzie wyglądają jak sklepowe manekiny. "Dorota Wróblewska o modzie współczesnych Polaków

Anna J. Dudek
http://www.makelifeeasier.pl
Do mody podchodzimy śmiertelnie poważnie. Zachowujemy się jak modowi nowicjusze. To tanie - mówi promotorka mody, Dorota Wróblewska w rozmowie z Anną J. Dudek

Czym różni się Polak od Francuza czy Włocha, jeśli chodzi o strój?
Przede wszystkim my, Polacy, wciąż mamy problem z tolerancją. Stylem, kolorami. Jesteśmy mniej odważni w wyrażaniu siebie, bardziej tradycyjni niż inne nacje, a przełamywanie stereotypów jest dla nas dość dziwaczne. Jest jednak coraz lepiej. Polska wygląda coraz bardziej kolorowo - wydałam dwa albumy ze zdjęciami, które obrazują polską modę na ulicy. Widać w niej, że ludzie mają wyobraźnię i potrafią wyrazić siebie. Największy problem leży w tym, że nie mamy tolerancji na inność, ekstrawagancję i wyrazisty styl. To długa lekcja, którą powinniśmy kiedyś odrobić.

Cała Polska jest tak samo ubrana?
O nie. Wyraźnie to widać w książce "Fashion People in Poland", którą podzieliłam na miasta. Podczas zdjęć okazało się, że Trójmiasto jest bardziej kolorowe, Warszawa odważna i ekstrawagancka, Kraków awangardowy, spotyka się nawet gotyckie stylizacje, a Łódź z kolei jest offowa. To walor. Moda to szerokie pojęcie. Można powiedzieć, że modni są ci ludzie, którzy wyróżniają się z tłumu, którzy chcą wyróżnić siebie poprzez modę. Patrzymy na człowieka i możemy identyfikować kod ubioru - rzut oka i wiemy, kim on jest. Najmodniejsi jesteśmy wtedy, kiedy utożsamiamy się ze swoim strojem. To wcale nie jest proste.

Mówimy tu jednak o ludziach, których wypatrzyła Pani na ulicy, bo się wyróżniali. Reszta wciąż wygląda jak jednolita masa. To kwestia negatywnej spuścizny po szarości komunizmu?
Komuna miała ogromny wpływ na to, jak wyglądaliśmy i jak wyglądamy. To lata nawyków. Kiedyś chodziło się po prostu w tym, co było w sklepach, a nie było tego wiele. Dziś mamy dość szeroki wybór, ale cały czas jesteśmy bardzo tradycyjni. Odważne kolory, u nas uznawane za ekstrawaganckie, gdzie indziej są codziennością - dla Włocha żółty sweter jest czymś naturalnym, a my ciągle się obejrzymy na ulicy za kobietą ubraną w czerwoną sukienkę. I tu mamy problem, bo nie powinnyśmy się oglądać.

Może to wynika z kompleksów, a te z kolei z braku odwagi? Mam wrażenie, kiedy patrzę na polską ulicę, że obserwuję atak klonów - wszyscy wyglądają jak kopie manekinów z popularnych sieciówek.
Bo to bezpieczny wybór. Wystarczy popatrzeć na niektóre portale blogerów, gdzie wszyscy wyglądają dość podobnie, przyjmują identyczne pozy, prezentują podobne stylizacje. Efekt? Ludzie zaczynają wyglądać jak manekiny. Brakuje nam nonszalancji i oryginalności, którą mają chociażby Francuzi czy Włosi. U nich to naturalne, choć trzeba podkreślić, że dużą rolę odgrywa tu światło. U nas wszystko jest szare, więc i kolory wydają się płaskie. We Włoszech, w tym miękkim południowym świetle, wszystko sprawia wrażenie bardziej intensywnego. My albo kopiujemy i chodzimy jak sklepowe manekiny, albo się dziwimy, że można wyglądać ekscentrycznie czy awangardowo. W Nowym Jorku czy Londynie nikt nie obejrzy się za osobą z zielonymi włosami. Na lotniskach amerykańskich spotykam ludzi ubranych w byle jaki sweter i dół od pidżamy, i kompletnie nikt nie zwraca na to uwagi. Jego życie, jego sprawa. W Polsce do mody wciąż podchodzi się śmiertelnie poważnie, a efekt widać na salonach - w show-biznesie widzę panie w cielistych świecących rajstopach i pantofelkach pod kolor jedwabnych sukieneczek.

Mówiła Pani o kodzie ubioru. Co jest nie do przyjęcia, po czym poznać nowicjusza na tzw. salonach?
Po błyszczących rajstopach, lakierowanych pantoflach, podróbkach i fryzurze prosto od fryzjera. Tych nowicjuszy, niestety, jest bardzo wielu. To, co się dzieje, to dla mnie metamorfoza nie tylko stroju, ale też fizyczności. Brwi przy końcu czoła, usta na pół twarzy i brak mimiki. Zapominamy, że moda to nie tylko sam ciuch, ale to my sami. Styl bywania, zachowania i nasz wygląd.

Tani?
Bardzo tani. Styl tirówek, który kiedyś był krytykowany, zaczyna być bardzo popularny i akceptowalny. Tipsy, piersi na wierzchu, tona makijażu, usta na pół twarzy. Moda na sztuczność, która nie jest fajna. Takie osoby "podziwiamy" na salonach, a potem oglądamy w kronikach towarzyskich.
Mówi Pani o nowicjuszach na salonach, a ja chciałam zapytać o nowicjuszy projektantów.
Cóż, projektantem każdy może być, ale nie każdy powinien. Podobnie jak każdy może śpiewać, tylko po co? Nagle projektantem zostają piosenkarze, tancerze, fryzjerzy, aktorzy i cukiernicy. Jest jakaś dziwna moda na bycie projektantem. Robertowi Kupiszowi się udało i wszyscy myślą, że każdy może, nikt nie bierze pod uwagę jego wieloletniego doświadczenia w biznesie mody. Oczywiście, każdy ma prawo myśleć, że ma predyspozycje do bycia gwiazdą muzyki czy kreatorem mody, ale nie każdy je faktycznie ma. Życie to zweryfikuje, przykładem jest były projektant Wiśniewski, który stworzył markę, której już nie ma. Projektant musi mieć przede wszystkim warsztat i pomysł, a nie tylko znane nazwisko i same znajomości w mediach. Karierę w modzie rozpoczyna Izabela Trojanowska, Natasza Urbańska, Marta Grycan, Michał Piróg, Roma Gąsiorowska, Ewa Szabatin. Kto odniesie sukces, tego nie wie nikt.

Kasia Tusk i jej blog to czysty marketing, żywe "Avanti". Wytwór PR-u na potrzeby dużych firm odzieżowych. Jeżeli chodzi o styl, który jest prezentowany, to sprawa gustu

Jest moda na modę, ale jest też chyba pewna ignorancja przemieszana ze snobizmem klientów, bo część osób kupuje ubrania tylko dlatego, że pokazała się w nich jedna czy dwie opłacone celebrytki, a na metce jest dość znane nazwisko.
Za pieniądze wydane za "kreacje" od niektórych polskich projektantów trzeba zapłacić tyle, że wystarczyłoby na porządne ubrania od Ricka Owensa, Stelli McCartney czy Donny Karan. Różnica jest taka, że za tymi nazwiskami stoi jakość i prestiż, czego nie można powiedzieć o wielu polskich projektantach. Oczywiście, każdy może powiedzieć cenę, jaką chce, a do nas należy wybór. Ubrania są dla ludzi i każdy ma swoją kieszeń. Pocieszające jest to, że można kupić autorską sukienkę po przystępnej cenie od młodego projektanta, jednak większość lubi się snobować i płaci za metkę. Ostatnio trochę się zmienia, bo niektórzy projektanci, odczuwając kryzys, zaczęli tworzyć tańsze linie, bardziej przystępne. Zarabiają na sukniach ślubnych, na które raz w życiu można wydać fortunę.

Mamy kreatorów czy raczej sprawnych rzemieślników?
Trudno mi się wypowiadać, ponieważ od wielu lat zawodowo funkcjonuję w tym świecie. Widzę różnicę między tym, co się dzieje w Polsce, a tym, co jest za granicą, gdzie moda to przede wszystkim wielomiliardowy biznes, a nie "piaskownica mody", jak u nas. Jednak wszystko się zmienia i powoli idziemy do przodu.

Do tej pory funkcjonowało to tak, że wielka moda była dla ludzi pierwszych stron gazet albo z grubym portfelem, a cała reszta dla zwykłego człowieka. To się zmieniło, od kiedy H&M zaczęło wypuszczać kolekcje przygotowywane we współpracy z tak znanymi projektantami jak Karl Lagerfeld czy dom mody Lanvin. To dobry mariaż?
To, co zrobiło H&M, to magia. Nagle ludzie, którzy marzyli o znanych markach, ale one, ze względu na swoją cenę, były dla nich niedostępne, mogli sobie na nie pozwolić. To doprowadziło do tego, że cały świat zwariował, a H&M znacząco wzrosły dochody i prestiż. Na początku miałam wątpliwość, co z tymi ludźmi, którzy płacili grube pieniądze za designerskie ubrania, dające im wstęp do klubu dóbr luksusowych. Teraz jak widzę kolejki po nowe kolekcje, to stwierdzam, że to był dobry ruch dla marki i dla konsumentów.

A co z setkami blogerek pokroju Kasi Tusk. Szkodzą polskiej modzie czy pomagają?
Kasia Tusk to czysty marketing, żywe "Avanti". Wytwór PR-u na potrzeby dużych firm odzieżowych. Ma swoich zwolenników i pokazuje stylizacje, na które może sobie pozwolić wiele młodych dziewczyn w Polsce. Nie snobuje się na prestiżowe marki i to mi się podoba. Fotografuje się albo jest fotografowana w różnych stylizacjach, a potem pod zdjęciami podpisuje, przykładowo: marynarka z HM, baletki z Zary, szalik skądś tam. Każda firma za to płaci, bo to dla nich reklama. Jeżeli chodzi o styl, który jest prezentowany, to sprawa gustu.

Co poradzi Pani Polakom?
Nie przywiązywać wagi do tego, co jest modne, nie myśleć za długo nad ubraniem, tylko nosić to, w czym się dobrze czują. Najważniejsze to robić zakupy szybko i starać się być sobą. Wiarygodność nie polega na metce. Warto pamiętać, że nie można udawać kogoś, kim się nie jest, bo ryzyko jest takie, że zapomni się, kogo się udawało. Wcześniej czy później wyjdzie szydło z worka. I jeszcze jedno - powiem znowu o tolerancji. Na okładce mojej książki znalazła się starsza, piękna, dystyngowana i świetnie ubrana kobieta z klasą. Na wieść o tym jedna z firm, które ze mną współpracowały, wycofała się z projektu. Nie dyskryminujmy inności. Starości. Bo to nic innego jak modowy faszyzm.

Rozmawiała Anna J. Dudek

Wideo

Komentarze 8

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Jeśli Państwo uważacie, że styl na tirówkę to umysłowe osiągnięcie kobitek, to współczuję. Pseudo panowie, niepiśmienni wojacy, w butach z cholewami i ostrogach gwałcili i mieszki i wieśniaczki. Mawiali o sobie, że poznać Pana po cholewach. Jak głupią osobą trzeba być, żeby symbol męskiego bytu, buty z cholewami uznać za ikonę emancypacji? Panie nie były oficerami, nie ginęły za Ojczyznę, a wykładnia, że oficerki to damskie buty mnie odrzuca. Jeśli damskie to na prostytutce. To tyle na temat wartości naszych kobiet, pozornych emancypantek, pseudo intelektualistek. I bardzo dobrze zarabiających blogierek.

m
modystkazberlina
Wśród niektórych polskich Panów znów pojawił się styl typu głowa na łyso, kark i bary wyćwiczone i tatuaże! Co niby taki ktoś próbuje udowodnić? Najgorzej jak ma jeszcze psa amstaffa albo pitbula -rasy, których posiadanie powinno być zabronione przepisami. Czy Panowie Ci mogliby nosić się bardziej normalnie, z normalnymi fryzurami.
K
Krzysztof 77.
Coś mi się nie zgadza w artykule i w wypowiedziach gości na forum. Wiem od samych Niemców i od Rosjan, że nam piekielnie zazdroszczą tego, że (ogólnie rzecz biorąc) w polskich miastach ludzi są tak ładnie i z gustem ubrani - a już na temat elegancji naszych kobiet to po prostu pieją z zachwytu - nawet Włosi dostają fioła na widok eleganckich Polek - to samo Francuzi, mimo że Francja to królestwo mody. A już najgorzej to chyba ubierają się w Stanach - tak to nawet małorolny chłop w Polsce by się nie ubrał - te przykrótkie spodnie u mężczyzn, źle układające się marynarki od garniturów i to bardzo bogatych facetów i te adidasy do eleganckich sukni u kobiet. A już te ogólnie byle jakie, udziwnione ubrania u różnych cwaniaczków, których naśladują pewne warstwy ludzi także w Polsce. Polacy zawsze bardzo ładnie się ubierali. Wiem z opowiadań starszych ludzi (także Niemców, którzy spotykali Polaków podczas wojny) że Polki były nawet w okupacyjnej biedzie lepiej ubrane od Niemek - żołnierze niemieccy szczególnie chętnie ""sprawdzali"" dokumenty Polek, bo oficjalnie nie wolno im było z Polkami się zadawać, to chociaż w ten sposób młodzi chłopcy mogli sobie z eleganckimi i ładnymi Polkami poromansować. A to są opinie samych Niemców. Nie tak dawno Dziennik Łódzki pokazywał stare zdjęcia z dawnej Łodzi sprzed I wojny światowej, nie widać na nich żadnych oberwańców - wszędzie elegancja, szyk, ładne ubrania i ładne twarze, dobrze odżywionych ludzi. Tak,że ja bym się nie wstydził tak bardzo za Polaków i za to, jak się ubierają. Sam dzisiaj widziałem kilka bardzo ładnych, naprawdę ze smakiem i elegancją ubranych kobiet - aż miło było popatrzeć.
j
jaga
za to Niemki paradują po mieście i marketach jak niechlujki, w byle jakich, powyciąganych ciuchach, okropne !
G
Gość
ale panienki wystrojine wcekiny na lotniskach,w szpileczkach,stukajace w posadzke...Zenada i te urzedniczki wydekoltowane we wszystkich urzedach.Polska tuskowa,to polandy,nie ma swojego charakteru,aby sie swiecilo.
A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu "Na ulicy ludzie wyglądają jak sklepowe manekiny. "Dorota Wróblewska o modzie współczesnych Polaków
h
hihi
przebywajac w Polsce ma sie wrazenie, ze najwazniejsza rzecza dla kobiet jest to w jakim stroju wyjda do supermarketu po kostke masla rano, a w jakim po kilogram ziemniakow po poludniu. Te, ktore pracuja nie moga sie pokazac bron Boze dwa dni pod rzad w tej samej kreacji. Na stroje pewnie idzie polowa ich zarobkow.
G
Gość
widac je natychmiast na ulicach Paryza chociazby. Francuzki dbaja bardziej o wygode stroju oraz o dobry makijaz i zadbane wlosy (dobrze ostrzyzone przede wszystkim). Jezeli maja pieniadze to te wygodne stroje sa bardzo dobrego gatunku.
w
waldi
a Polki maja przerost formy nad trescia.Ile razy jestem wPolsce,nie moge sie nadziwic,dlaczego wbiednym kraju,ludzie tak sie stroja....
Dodaj ogłoszenie