Na tropie bliźniaka Błękitnej Planety: Pozasłoneczne odkrycia planet "bliskich Ziemi"

Redakcja
Z pewnością celem reklamowym satelity Kepler jest odnalezienie planety bliźniaczej Ziemi. Ale z naukowego punktu widzenia w misji tej najważniejsza jest tylko statystyka układów planetarnych - mówi w rozmowie z Anną Ziobro astronom prof. Andrzej Udalski

Teleskop Kepler pracuje od niedawna, a ostatnio prawie co miesiąc mamy informację o kolejnym spektakularnym odkryciu jakiejś planety.
Satelita ten został wystrzelony w marcu 2009 r. Rzeczywiście dość głośno ostatnio o jego najnowszych odkryciach, ale trzeba pamiętać, że planety pozasłoneczne były i są odkrywane w coraz większym tempie z Ziemi już przez ostatnich piętnaście lat. Sam miałem przyjemność uczestniczyć w około trzydziestu odkryciach planet pozasłonecznych. Kepler odkrył jak dotąd podobną liczbę planet plus całą masę kandydatów, które muszą być jednak zweryfikowane, co nie nastąpi szybko.

W skali astronomicznej planeta Kepler-22b, która jest oddalona od Ziemi 600 lat świetlnych, to jak nasze najbliższe podwórko

Przed technologią, jaką dysponuje ten teleskop, mieliśmy szansę na odkrycie aż tylu planet mających przypominać Ziemię?
Kłopot był głównie z detekcją planet małych, małomasywnych. Historycznie najpierw zaczęto znajdować te najbardziej masywne, gdyż wywołują one największe efekty na swojej gwieździe - Słońcu. Z czasem powstawały nowe metody detekcji, a przede wszystkim rozwijała się nowa technologia. Dzięki Keplerowi wykonywane są obserwacje z dużo większą precyzją niż prowadzone z naszej planety, bo można uniknąć zakłóceń wywołanych drganiami atmosfery ziemskiej. Dzięki temu satelita ten znajduje planety o rozmiarach Ziemi. Z powierzchni naszej planety z kolei można znaleźć najwyżej te kilkakrotnie większe. Pamiętajmy jednak, że zanim wystrzelono Keplera, znanych było już ponad 500 planet. Ale trzeba przyznać, że ostatnie odkrycia rzeczywiście następują już w sposób lawinowy.

Doniesieniom o kolejnych odkrytych planetach towarzyszy jednak atmosfera sensacji.
Pewnie dlatego, że wszyscy odnoszą się ciągle do ich ewentualnego podobieństwa do Ziemi.

Kepler ogranicza swoje poszukiwania planet tylko do tzw. strefy warunków sprzyjających powstaniu życia?
Satelita ten używa techniki tzw. tranzytów, która pozwala znajdować planety w stosunkowo bliskich okolicach od ich gwiazdy macierzystej do odległości góra Słońce - Ziemia. Przy czym najdalsze z nich satelita ten zauważy tylko pod warunkiem, że będzie obserwował gwiazdy co najmniej przez kilka lat. Na razie jest więc w stanie odkrywać planety znajdujące się dość blisko. Ale jeśli gwiazda jest mniejsza niż Słońce i świeci słabiej, to mogą to już być obszary danego układu planetarnego określane jako strefa życia.

Można zatem powiedzieć, że w przypadku tego teleskopu cel poszukiwań został zawężony lub bardzo sprecyzowany.
Z pewnością celem reklamowym jest znalezienie bliźniaka Ziemi. Ale z naukowego punktu widzenia dużo ważniejsza jest statystyka układów planetarnych. Kepler ma dostarczyć dane o jak największej liczbie obiektów planetarnych. Da to obraz, jak powszechne jest występowanie planet wokół ich gwiazd, oraz pozwoli oszacować liczbę planet we wszechświecie.
Najwięcej emocji wzbudziła planeta Kepler-22b. Zdaniem wielu naukowców uzasadnione są nadzieje związane z podobieństwem warunków panujących na jej powierzchni do ziemskich.
Ogólnie mówiąc, Kepler odkrywa planety większe i porównywalne z rozmiarem Ziemi, znajdujące się blisko swoich gwiazd. Planeta Kepler-22b znajduje się na tyle daleko od swojej gwiazdy, że temperatury na jej powierzchni zostały wstępnie ocenione jako porównywalne z ziemskimi. Pamiętajmy przy tym, że na razie mamy do czynienia jednak tylko z dość nieprecyzyjnymi oszacowaniami.

Dwa tygodnie temu ogłoszono odkrycie dwóch kolejnych planet o nazwach Kepler--20e oraz Kepler-20f.
To najmniejsze planety odkryte przez Keplera. Są trochę mniejsze od Ziemi. Jednak nadal nie ma pewności, czy rzeczywiście są to planety. Dostarczone dane przedstawiają tylko ich dokładne rozmiary. Teraz najważniejsze jest określenie masy, co przynajmniej na razie leży poza możliwościami technologii współczesnej astrofizyki.

A o czym świadczyłaby masa odkrytej planety grubo przekraczająca masę Ziemi?
To by oznaczało, że struktura odkrytych planet jest, najkrócej mówiąc, zupełnie niepodobna do ziemskiej.

Kepler-22b jest oddalony 600 lat świetlnych od Ziemi. Można powiedzieć, że to nie jest duża odległość?
W skali astronomicznej 600 lat świetlnych jest jak najbliższe podwórko. Dla porównania zespół, którym kieruję, odkrywa planety znajdujące się znacznie dalej, bo nawet 10-20 tys. lat świetlnych. Techniki stosowane przez satelitę Kepler pozwalają odkrywać planety znajdujące się stosunkowo blisko Ziemi.

Poza rozbudzeniem wielkich oczekiwań związanych z planetą Kepler-22b naukowcy podkreślają, że nie ma żadnych dowodów na istnienie życia poza naszą planetą.
Na razie niezbicie da się jedynie stwierdzić, jakie są parametry fizyczne odkrytych planet. Po ich określeniu można mniej więcej oszacować temperaturę panującą na ich powierzchni. Natomiast wszystko, o czym mówi się poza tym, jest z naukowego punktu widzenia tylko spekulacją.

Dzięki ostatnim odkryciom Amerykanie pewnie zwiększą fundusze na badania astronomiczne?
Jest właśnie odwrotnie. Na naukę zapowiadane są coraz mniejsze pieniądze. Nie wiadomo nawet, czy misja Keplera zostanie przedłużona na kilka następnych lat. A kierująca nią NASA jest raczej w mało optymistycznych nastrojach co do przyszłości wielu planowanych przedsięwzięć.

Kepler odkrył żyłę złota. Dla naukowców NASA

Przez trzy lata teleskop kosmiczny Kepler zauważył 54 planety podobne do Ziemi, ale - wedle obliczeń - tylko jedna z nich ma warunki sprzyjające utrzymaniu życia. Mowa o Keplerze-22b, planecie ponad dwa razy większej od Ziemi, która krąży wokół swojej gwiazdy około 600 lat świetlnych od nas. Jak twierdzą specjaliści NASA, Kepler-22b znajduje się dalej od swojej gwiazdy centralnej niż Ziemia od Słońca, dlatego prawdopodobnie jest nieco chłodniejsza. Temperatura na jej powierzchni może wynosić do 22 st. C, co nasuwa podejrzenia o możliwości występowania tam wody. Nieznany jest jeszcze skład atmosfery, a to sprawa kluczowa.

Zainspirowało to powstanie artystycznych zdjęć odkrytych planet. Tak też stało się z Keplerem-22b, którego choć nikt dotąd nie widział, na fotografiach przedstawiany jest jako bliźniaczo podobny do Ziemi.

Naukowiec Douglas Hudgins pracujący w waszyngtońskiej kwaterze NASA najgłośniej okrzykiwał tę planetę drugą Ziemią. - Odkrycia teleskopu Kepler przedstawiają ważność misji NASA, które odpowiedzą na pytanie o nasze miejsce we wszechświecie - dodał, podkreślając zasadność kolejnych pieniędzy mających finansować projekt.

W dokumentach natomiast misja Keplera uzasadniana jest jako ta, która ma dostarczyć danych statystycznych częstotliwości występowania układów planetarnych w kosmosie oraz ich struktur. Badacze NASA szybko zdali sobie jednak sprawę, że temat, który nie spotka się z zainteresowaniem mediów i publiczności, będzie miał małe szanse na wielkie fundusze. No, a najbardziej trzeba zaciekawić komisje, które nie zawsze składają się ze specjalistów, a to one decydują o dofinansowaniu misji. Pewnie z tego powodu systematycznie słyszymy, że teleskop Kepler odkrył kolejną bliźniaczą Ziemię.

Na potrzeby kolejnych odkryć Amerykanie wymyślili nawet program telewizyjny "Space News". Od tej pory uznani naukowcy podekscytowani występują przed kamerami i - trzęsąc się z radości - opowiadają o odkryciach planet, na których chyba, ale raczej z pewnością jest woda, a tam, gdzie jest woda, mamy też życie. Choć pytani czy uda nam się dotrzeć i zaludnić nową planetę, zgodnie odpowiadają salwami śmiechu.

Temat sprzedaje się doskonale. Każdy przechodzeń zapytany na ulicy twierdzi, że teleskop Kepler szuka planet ziemiopodobnych po to, abyśmy ją zaludnili, bo Ziemia z różnych powodów nam zagraża - z apokalipsą 2012 włącznie. Tylko nieliczni naukowcy NASA pozwalają sobie na szczerość i pomijają temat drugiej Ziemi, mówiąc wprost o potrzebie kolejnego zastrzyku pieniędzy na misję Keplera dla ustalania zwyczajnych danych. Ci jednak pozostają w cieniu, a sympatię wzbudzają występy naukowców takich jak astronom Neil deGrasse Tyson, który na powitanie z widzami układa palce w znak E.T. (czyt. iti), mówiąc, że planeta Kepler-22b ma potencjał. - Szukamy życia, jakie dobrze znamy. Niestety, żebyśmy mogli się tam znaleźć i sami ocenić, potrzebujemy kilku setek tysięcy lat - dodaje przy lamencie prezenterów.

Z kolei astrofizyk prof. Michio Kaku posuwa się jeszcze dalej. Przypomina on, że na ponad 500 planet ta jedna najprawdopodobniej ma oceany z wodą. - Pewnie z rybami i być może z życiem podobnym do ziemskiego wraz z istotami inteligentnymi. Kepler-22b nie jest za daleko od swojego słońca, by oceany były zamarznięte, ani za blisko niego, aby woda parowała. Jest akurat. Podróż na tę planetę nie nastąpi jednak prędko - dodaje, wybuchając szczerym śmiechem.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie