Na słupach były napisy: Łódź nie jest Litzmannstadtem tylko polskim światem

Anna GronczewskaZaktualizowano 
Muzeum Miasta Łodzi/archiwum Dziennika Łódzkiego
80 lat temu wybuchła II wojna światowa. Przez blisko 6 lat łodzianie, tak jak inni mieszkańcy naszego kraju żyli, w terrorze i bali się o własne życie.

To, że rozpoczęła się wojna łodzianie odczuli dosyć szybko. Już 1 września rano lotnicy z 6 Pułku Lotniczego ze Lwowa zestrzelili pierwszy niemiecki samolot zwiadowczy.

- Na drugi dzień w walce z niemieckimi bombowcami zginął pierwszy pilot tego pułku pilot podchorąży Piotr Ruszel- opowiada łódzki historyk Wojciech Źródlak. - 2 września, w godzinach popołudniowych, nad Łodzią miało miejsce największe starcie. Siedem samolotów 6. Pułku Lotniczego starło się z dwudziestoma niemieckimi. Straciliśmy pięć samolotów, dwóch pilotów zginęło, a trzech zostało rannych.

Naloty na Łódź rozpoczęły się 2 września. Pierwsze bomby spadły na stację Łódź Kaliska i lotnisko na Lublinku. Dzień później zbombardowano stację Łódź -Widzew, elektrownię, gazownię, fabrykę nici przy ul. Niciarnianej, domy mieszkalne przy ul. bp W. Bandurskiego (po południowej stronie obecnej alei A. Mickiewicza, pomiędzy ul. Piotrkowską a aleją T. Kościuszki), przy ulicach M. Kopernika i Karolewskiej.

5 września ponownie zbombardowano Lublinek. Lotnisko zostało kompletnie zniszczone. Bombardowanie zrujnowało kamienicę, która znajdowała się w miejscu, gdzie teraz mieści się parking przy domu handlowym „Central”. Ucierpiała też kamienica, czyli „dom literatów”, znajdująca się do dziś na rogu al. Kościuszki i Mickiewicza.

6 września Niemcy zbombardowali też znajdujący się w parku helenowskim pałac Heinzlów. Pod koniec sierpnia wybrało go na swoją siedzibę dowództwo Armii „Łódź”. Pałac został poważnie uszkodzony. Zginęło kilku żołnierzy...

Też 6 września władze w mieście objął Komitet Obywatelski. Jan Kwapiński, prezydent Łodzi, opuścił miasto dwa dni wcześniej i udał się na wschód. Na czele wspomnianego komitetu stanął biskup Kazimierz Tomczak, sufragan diecezji łódzkiej. Komitet liczył 16 członków. Jednym z głównych organizatorów tej organizacji był Zygmunt Lorentz, nauczyciel historii m.in. w gimnazjum im. Piłsudskiego, a potem organizator tajnego nauczania w Łodzi, zamordowany przez Niemców.

Niemcy zajęli Łódź 9 września. Ale pierwsze oddziały 17. dywizji piechoty 8. Armii niemieckiej weszły do miasta już wieczorem 8 września. Triumfalne wejście Wehrmachtu miało miejsce następnego dnia przed południem. Niemcy wchodzili do Łodzi od zachodu i od południa, zmierzając w stronę pl. Wolności. Jedne oddziały szły ul. Rzgowską, a następnie ul. Piotrkowską, inne ul. Konstantynowską, następnie ul. 11 Listopada. Żołnierze byli owacyjnie witani przez niemiecką ludność Łodzi. Trasy przemarszu udekorowano flagami hitlerowskimi ze swastyką oraz napisami po niemiecku „Serdecznie witamy”, które były dekorowane girlandami liści. Na ulicach stały szpalery łódzkich Niemców, a także przybyłych z pobliskich miejscowości. Żołnierzy obdarowywano kwiatami, napojami, słodyczami, papierosami, które - jak donosił „Freie Presse” - znikły całkowicie tego dnia ze sklepów.

Komitet Obywatelski wezwał łodzian, żeby zachowali spokój podczas wkraczania wojsk niemieckich. W pierwszych dniach wojny życie straciło około trzystu mieszkańców Łodzi, choć inne dane mówią o 700 osobach. Niestety, nie powtórzył się scenariusz z czasów pierwszej wojny światowej. Liczono bowiem, że Niemcy będą liczyli się z „komitetem”. Tak się nie stało. Przez pewien czas może prowadzić tylko działalność opiekuńczą. Jego członkowie, m.in. biskup Tomczak, zostają aresztowani...

- Łodzianie myśleli, że okupacja będzie wyglądała tak jak podczas I wojny światowej- twierdzi Wojciech Źródlak. - Panowały trudne warunki, żyło się ciężko, ale nie było eksterminacji, bezpośredniego zagrożenia życia. Niestety, rzeczywistość okazała się zupełnie inna.

22 września zaczęła ukazywać się w Łodzi proniemiecka „Gazeta Łódzka”. Nazywana szybko „gadzinówką” . Ukazywała się też w okolicznych miastach. Komisarycznym kierownikiem redakcji został Heinz Schulz, Niemiec z Królewca. Natomiast redaktorem naczelnym mianowano łódzkiego dziennikarza Michała Waltera. Nakład gazety wynosił początkowo 50 tys. egzemplarzy, a potem zwiększył się do 90 tysięcy. Gazeta chwaliła nową władzę, podawała urzędowe komunikaty. Ganiła ostatni przedwojenny polski rząd, ale z szacunkiem odnosiła się do Józefa Piłsudskiego. Ale w pierwszej połowie listopada 1939 roku zakończyła swój żywot.

W numerze z 6 listopada 1939 roku wydrukowano zarządzenie niemieckiego prezydenta policji miasta Łodzi, który wzywał wszystkich Polaków i Żydów do oddania odbiorników radiowych. Do 10 listopada należało oddać też mundury i elementy uzbrojenia. Kilka dni wcześniej prezydent policji Beckerle wydał komunikat w którym przyznawał, że w mieście jest nieodpowiednie zaopatrzenie w żywność. Winą za to obarczył dawny rząd polski i kłopoty transportowe.

- Dla dobra mniej zamożnych, zwłaszcza sfer robotniczych, ceny artykułów pierwszej potrzeby jak chleba, kartofli i mięsa winny być utrzymywane na odpowiednim poziomie - pisał niemiecki prezydent policji. - Apel ten nie znalazł należytego zrozumienia. Chociaż niektóre sklepy zastosowały się do mojego rozporządzenia, to z drugiej strony ceny lichwiarskie były na porządku dziennym. Dokładnie orientuje się, gdzie szukać przyczyn tego oporu i podejmuje walkę z żydowskim przestępstwem. Kto nie dostosuje się do przepisu o cenach maksymalnych, ulegnie karze śmierci! Zarządzam, by wszystkie sklepy żydowskie opatrzone zostały napisem sklep żydowski, w języku polskim i niemieckim.

W mieście rozpoczęło się „polowanie” na osoby sprzedające artykuły pierwszej potrzeby po lichwiarskich cenach. Zatrzymano między innymi Lajba Kaca, u którego znaleziono większe ilości chleba.

„Gazeta Łódzka” podawała, że ten chleb miał być sprzedawany pokątnie po wysokich cenach. Opieczętowano też skład węgla Władysława Górskiego i skonfiskowano znajdujący się tam opał, bo był sprzedawany po zawyżonych cenach.

- Aresztowano też Juliusza Hidemana, który bez upoważnienia konfiskował lub kupował po niskich cenach artykuły spożywcze - pisała „Gazeta Łódzka”. - Potem sprzedawał wszystko po paserskich cenach.

Niemcy rozpoczęli prace nad wznowieniem łączności telefonicznej. Postanowiono kontynuować prace przy kanalizacji miejskiej.

- Personel biurowy jest mniejszy o jakieś 20 procent mniejszy niż dwa miesiące wcześniej - informowała „Gazeta Łódzka”. - Spośród personelu technicznego z 1700 robotników zgłosiło się 1200. Dalsze siły nie będą angażowane. Obecnie prowadzone są roboty kanalizacyjne na ulicach Zagajnikowej, Drewnowskiej oraz przy regulacji rzeki Jasień przy zbiegu ul. Pięknej i Wólczańskiej.

Informowano też, że poczta dała możliwość wysyłania kart i listów do Niemiec. Przy czym listy ponoć wysyłano w otwartych kopertach i miały być pisane po niemiecku. Podobnie jak widokówki.

9 listopada, w 16. rocznicę nieudanego puczu w Monachium, Łódź została wcielona do III Rzeszy. Stała się częścią Kraju Warty - wzorcową, niemiecką prowincją. Miała tu dominować ideologia nazizmu, a Łódź miastem, gdzie najważniejsza będzie kultura niemiecka.

11 listopada Niemcy wysadzili pomnik Tadeusza Kościuszki. „Wysadziliśmy ten pomnik, żeby Polacy wiedzieli, że od dziś są sługami narodu niemieckiego” - tak pisała prasa faszystowska.

Z czasem ten los spotkał wszystkie łódzkie pomniki. Zmieniono granice Łodzi. W jej skład włączono: Retkinię, Rudę, Sikawę, Stoki, Rogi, Zarzew, Olechów, Chojny, Rokicie, Radogoszcz, Żabieniec, Teofilów, w części Wiskitno, Starową Górę, Łagiewniki. Powierzchnia Łodzi zwiększa się z 58 kilometrów kwadratowych do 226, 66 km kwadratowych. Tak więc miasto staje się prawie pięciokrotnie większe. Liczba jego mieszkańców zwiększa się do 788 tys. z czego 55,6 procent stanowili Polacy, 29 procent- Żydzi, a 14,8 procenta - Niemcy.

11 kwietnia 1940 Łódź zniknęła ze wszystkich map. W jej miejsce pojawiło się miasto Litzmannstadt - na cześć generała Karola Litzmanna, bohatera tzw. Bitwy Łódzkiej z czasów pierwszej wojny światowej. Herbem miasta przestała być łódka. Została nim podwójna swastyka na niebieskim tle. Ulica Piotrkowska stała się Adolf -Hitler Strasse. Na uroczystość zmiany nazwy przyjechał sam Arthur Greiser, namiestnik Kraju Warty.

„Mój Fullerze, dziękujemy w imieniu Niemców z Litzmannstadt i całego kraju za przyjęcie do III Rzeszy” - napisał w telegramie wysłanym do Hitlera. - Od tej godziny ślubują oni udowodnić wierność przez bezustanną pracę, która pomoże państwu w drodze do wywalczenia największego, historycznego zwycięstwa Niemców.

Ale łodzianie nie poddawali się. Na słupach ogłoszeniowych pojawiały się napisy: „Łódź nie jest Litzmannstadtem tylko polskim światem”. Kiedy Niemcy naklejali plakaty informujące o zwycięstwach na wszystkich frontach, młodzi łodzianie przekreślali jedną literkę i widniał tam napis: „Niemcy leżą na wszystkich frontach”.

Wspomnienia z czasów okupacji znajdziemy m.in. w książce Armina Hornergera ,Moja łódzka młodość”. Gdy wybuchła wojna był chłopcem. Urodził się bowiem w 1930 roku. Pochodził z niemieckiej rodziny. Jego ojciec Waldemar był tkaczem. Przodkowie przybyli do Łodzi w pierwszej połowie XIX wieku z Badenii. Tu szukali lepszego życia. Mama Henryka, na którą mówiono Henriette, pochodziła z polsko-niemieckiej rodziny. Jej rodowe nazwisko brzmiało Terpińska. Polskie korzenie miał jej ojciec Wincenty. Przed wojną mieszkał przy ul. Srebrzyńskiej. Ale tuż przed wybuchem wojny razem z rodzicami i rodzeństwem znalazł się Berlinie. Tam jednak zmarł jego ojciec. I na początku 1940 roku wrócili do Łodzi. Przyjechali na Dworzec Kaliski.

- W miejscu, w którym na budynku dworcowym był szyld „Łódź” widniała nowa, biała tablica z czarnym napisem: „LODSCH” - wspominał w książce Armin Hornerger.- Tragarze nosili teraz mundury niemieckiej kolei Deustsche Reichsbahn, a na nowiutkich, czystych czapkach z daszkiem namalowany był napis „Dienstmann”.

Gdy rodzina Hornergerów wsiadła do tramwaju Armin zwrócił uwagę na nowiutkie mundury motorniczego i konduktora. Potem jego rodzina przyjęła volkslistę, a on zaczął chodzić do niemieckiej szkoły. Polskie zostały zamknięte.

Rodzina Hornergerów przeprowadziła się na Herman Goering Strasse, czyli na al. Kościuszki. Henrieta dostała mieszkanie w pięknej szkoły. Armin chodził do znajdującej się w pobliżu niemieckiej szkoły i gimnazjum. Uczył się tam też jego starszy brat Georg. Ich mama pracowała w Urzędzie Skarbowym. Któregoś dnia dostała urzędowe pismo. Armin miał się zgłosić do Jungvolku. Była to organizacja skupiająca przymusowo chłopców od 10 do 14 lat. Jej zadaniem była ich indoktrynacja. Jedną z form zajęć były ćwiczenia wojskowe. Mama nie chciała, żebym tam poszedł. Pismo schowała na dnie szuflady. Tymczasem w szkole Armina pojawił się nowy dyrektor. Chodził po niej w mundurze SA. Witał wszystkich pozdrowieniem „Heil Hitler! Od razu zapowiedział, że 20 kwietnia Adolf Hitler obchodzi urodziny i uczniowie szkoły muszą wziąć w paradzie z tej okazji.

- I tak zostałem zuchem Jungvolku - wspominał pan Armin. - Razem z kolegami poszliśmy do hufca, bo tak nazywało się miejsce do którego mieliśmy się zgłosić. Dostaliśmy tam nowiutki mundur członka „Jungvolku”. Do umundurowania należał też szeroki pas metalową sprzączką, wymalowaną na nim znakiem runicznym, koalicyjka, buty, finka oraz buty. Później mamie przysłano rachunek za to wszystko.

W styczniu 1940 roku Niemcy wyznaczyli granice przyszłego getta. Ostateczną decyzję w sprawie utworzenia „dzielnicy mieszkaniowej” dla Żydów w Łodzi podjęto 8 lutego 1940 roku. Ogłoszono ją następnego dnia w miejscowej prasie w formie zarządzenia prezydenta policji Johanna Schäfera. Na mocy tej decyzji wszyscy Żydzi mieli zostać przesiedleni do północnej części Łodzi. Niemcy spalili łódzkie synagogi. Między innymi tę przy al. Kościuszki - została podpalono ją w nocy z 10 na 11 listopada, a następnie rozebrano.

Życie Polaków we włączonej do Niemiec Łodzi podlegało licznym ograniczeniom. Musieli wyprowadzić się z kamienic w centrum Łodzi. Wysiedlono też łodzian m.in. mieszkających na osiedlu Mireckiego czy osiedlu przy ul. Bednarskiej. Kara śmierci groziła nawet za wydawałoby się drobne przewinienia. Na słupach pojawiały się różowe plakaty, w języku polskim i niemieckim, informujące o wyrokach śmierci, na które zostali skazani Polacy. Na przykład Jan Ostrowski i Władysław Weber zostali straceni z wprowadzanie do obiegu dużej liczby sfałszowanych kartek żywnościowych. Adam Nockowski został skazany na śmierć za kradzież kartek z jednego urzędu gospodarczego. Śmierć groziła też m.in za nielegalny ubój bydła.

Katalog zakazów i ograniczeń dla Polaków mieszkających w Łodzi był długi. Konfiskowano im radia, zabierano też książki, kolekcje znaczków. Nie mogli bez zezwolenia podróżować. We wszystkich placówkach służby zdrowia nie można było rozmawiać po polsku. Zamknięto polskie szkoły. Polacy mogli wchodzić tylko do parku Wenecja. Do innych łódzkich parków wstęp mieli wzbroniony. Na ławkach widniały napisy: „Tylko dla Niemców”.

Polacy nie mogli wchodzić też do zakładów kąpielowych. Zabroniono im kupować żarówek mające więcej niż 10 watów. Przy tych ograniczeniach zakaz polowań wydaje się drobnostką... Tak jak zakaz wędkowania i organizowania zabaw tanecznych. Polacy nie mogli kupować pomarańczy, ale też mąki pszennej i pszennego pieczywa. Urodzonym w czasie wojny polskim dzieciom nadawano imiona tylko ze specjalnie przygotowanej listy. A na drugie imię dostawali obowiązkowo Kazimierz, Kazimiera i Zofia. Od 1 marca do 31 maja 1942 roku Polacy nie mogli kupować sałaty, rzodkwi, marchwi, kalarepy, a od 1 maja do 20 lipca, tego samego roku: ogórków, fasoli, pomidorów, kapusty włoskiej....

Już jesienią 1939 roku Niemcy wprowadzili przymus pracy dla Polaków. Początkowo objął obywateli polskich od 16. do 60. roku życia. W 1941 roku granica wieku zostaje obniżona do 14 lat. Z czasem do pracy zmuszano nawet 12-latków. Łodzian najczęściej wywożono z miasta i zatrudniano w ośrodkach przemysłowych w głębi Rzeszy. Do końca 1944 roku trafiło tam na roboty 115 tysięcy mieszkańców miasta. 24 marca 1941 roku niemieckie władze uruchomiły komunikację autobusową. Ale tymi pojazdami mogli jeździć wyłącznie Niemcy i volksdeutsche.

8 maja nadburmistrzem Łodzi został Werner Ventzki. Pełnił tę funkcję do lipca 1943 roku. To on 7 czerwca przyjął uroczyście w mieście Heinricha Himmlera.

polecane: FLESZ: Zmiana w logowaniu na konto. Uwaga na oszustów.

Wideo

Materiał oryginalny: Na słupach były napisy: Łódź nie jest Litzmannstadtem tylko polskim światem - Dziennik Łódzki

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 5

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

r
rodowity

łodzianie powiedzcie mi co za menda kazała zburzyć dworzec Łódź Kaliska ten gość powinien pierdzieć w pasiaki

J
Julek
8 września, 13:02, mariomariani:

Nie pamiętam wojny,urodziłem się 20 lat po...ale Polacy tyle przeszli,ale to nie nauczyło ich szanować siebie nawzajem!Wolą wyniszczać się nawzajem.Ponure i chore to...

8 września, 15:03, Gość:

Niestety historia lubi gdy się o niej pamięta, a my zapominamy i brniemy w tych samych błędach: wolimy niszczyć niż budować, a gdy kraj jest w zagrożeniu, to myślimy tylko o sobie i swoim interesie. Obawiam się, że dożyję chwili gdy ktoś nas znów sobie podporządkuje korzystając z wewnętrznego skłócenia i skakania nawzajem do oczu. Ekonomicznie może na razie nie jest kiepsko, chętnych na socjal coraz więcej, a chętnych i zdatnych do pracy coraz mnie. Nie trzeba być profesorem ekonomii aby zauważyć, że w niedalekiej przyszłości się to nie zbilansuje i wesoło podążymy drogą Wenezueli i podobnych przykładów.

Dokladnie mam takie same przemyslenia jak ty a nie jestem profesorem ekonomii .To smutne do czego sa zdolni pseudo politycy aby tylko dorwać się do koryta.

G
Gość
8 września, 13:02, mariomariani:

Nie pamiętam wojny,urodziłem się 20 lat po...ale Polacy tyle przeszli,ale to nie nauczyło ich szanować siebie nawzajem!Wolą wyniszczać się nawzajem.Ponure i chore to...

Niestety historia lubi gdy się o niej pamięta, a my zapominamy i brniemy w tych samych błędach: wolimy niszczyć niż budować, a gdy kraj jest w zagrożeniu, to myślimy tylko o sobie i swoim interesie. Obawiam się, że dożyję chwili gdy ktoś nas znów sobie podporządkuje korzystając z wewnętrznego skłócenia i skakania nawzajem do oczu. Ekonomicznie może na razie nie jest kiepsko, chętnych na socjal coraz więcej, a chętnych i zdatnych do pracy coraz mnie. Nie trzeba być profesorem ekonomii aby zauważyć, że w niedalekiej przyszłości się to nie zbilansuje i wesoło podążymy drogą Wenezueli i podobnych przykładów.

G
Gość

Reakcja miejscowych Niemców i prawdopodobne wskazywanie przez nich celów bombardowań pokazuje jak groźne jest trzymanie u siebie obcych i ufanie im...

m
mariomariani

Nie pamiętam wojny,urodziłem się 20 lat po...ale Polacy tyle przeszli,ale to nie nauczyło ich szanować siebie nawzajem!Wolą wyniszczać się nawzajem.Ponure i chore to...

Dodaj ogłoszenie