Na kolonie z kartą płatniczą

Piotr Brzózka
Zamiast dawać kieszonkowe w gotówce, lepiej podarować naszym pociechom kartę płatniczą i własne konto - namawiają rodziców doradcy finansowi.

Zamiast dawać kieszonkowe w gotówce, lepiej podarować naszym pociechom kartę płatniczą i własne konto - namawiają rodziców doradcy finansowi. Skutecznie, bo sprzedaż rachunków dla najmłodszych rośnie.

Niemal wszystkie polskie banki oferują konta dla dzieci od 13. roku życia. Paweł Majtkowski, analityk Expandera, szacuje, że w przeciętnej 30-osobowej klasie gimnazjalnej kartę posiada pięciu uczniów. - Wystarczy, że jedno dziecko dostanie od rodziców kartę, żeby inne też chciały. W ciągu ostatniego roku zainteresowanie kontami dla nastolatków wzrosło o 40 proc. - mówi Majtkowski.

mBank, który wprowadził ofertę produktów dla najmłodszych o nazwie "izzy", od stycznia do końca maja 2007 r. wydał 7,6 tys. kart płatniczych dla dzieci. W tym samym okresie 2008 r. - aż 9,5 tys. Od 2001 r. karty otrzymało 57,5 tys. najmłodszych klientów mBanku, otwarto 80 tys. kont izzy. Liczba rachunków dziecięcych rośnie też w Pekao SA. W 2005 r. miało 38 tys. kont dla najmłodszych, dziś - 57 tys.

Zdaniem Michała Macierzyńskiego, eksperta portalu Bankier.pl, konto dla dziecka to dobry pomysł. Ułatwia wejście w dorosłe życie. Dzięki kartom rodzice uzyskują wiedzę o wydatkach pociech. Nie mają możliwości zablokowania transakcji, ale mają wgląd w ich historię.

Macierzyński przyznaje, że w krótkiej perspektywie dzieci nie są dobrymi klientami dla banków: nie inwestują pieniędzy, nie oszczędzają, nie biorą kredytów, nie płacą nawet prowizji i opłat za prowadzenie konta. Co zatem sprawia, że banki konkurują o względy najmłodszych klientów? Po pierwsze, sprzedając konto dla juniora, często udaje się pozyskać przy okazji jego rodziców. Po drugie, w ten sposób banki od młodości wychowują sobie wiernych klientów na przyszłość.

Prof. Aleksander Nalaskowski, dyrektor Instytutu Pedagogiki Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu, jest sceptyczny. - To produkt wymyślony nie dla dobra dzieci, lecz banków, które nie liczą się z problemami wychowawczymi. Karta nie uczy szacunku dla pieniądza. Kiedyś, prosząc mamę o 5 zł, widziałem, jak wyciąga je z pustej portmonetki i wiedziałem, ile to jest warte - mówi Nalaskowski.

Wskazuje, że karty są niebezpieczne. Nie jest tragedią, gdy chuligan zabierze dziecku 10 zł. Gorzej, gdy ukradnie mu kartę z oszczędnościami i pięścią wymusi PIN. - Między innymi z tego powodu dziecku wybierającemu się na kolonie nie dawałbym karty - podsumowuje Nalaskowski.

Polacy wrócili do fast foodów

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie