My rządzimy światem, a nami - Agnieszka

Paweł Zarzeczny
Paweł Zarzeczny
Paweł Zarzeczny Fot. Polskapresse
Jeżeli zapytacie, jaki wynik zrobił na mnie największe wrażenie w minionym tygodniu, to nie będą to trzy gole Roberta Lewandowskiego w meczu Dortmundu z Augsburgiem. Czyli jak to realnie wygląda - wioski na wioskę. Ani nie wygrana Legii z Hapoelem czy z Wisłą, nie są to - z całym szacunkiem - wyniki, które odbiłyby się jakimkolwiek echem w świecie. Choćby dalekim. Prawdziwego wyłomu dokonała Agnieszka Radwańska, zwyciężając w Tokio i zarabiając w kilka dni tyle, ile ja zarobiłem przez całe życie (no, przesadziłem, trochę jej brakuje).

Panna Agnieszka uprawia jeden z najbardziej popularnych i lubianych sportów świata. Piękny, a zarazem żmudny i monotonny, dlatego i ja któregoś pięknego dnia zakończyłem przebijanie piłki na drugą stronę. Nuda. Dłużyzna. No tak. Ale nikt nie przypuszczał, że zaczną grać w tenisa tak fajne dziewczyny!

Transparent "Jihad Legia" na meczu Ligi Europejskiej. Sprawa w prokuraturze

No, w moich czasach w Legii była zjawiskowa Agatka Konarska, dziś prezenterka TVP, był Ałganow (to ten rosyjski szpieg, przez którego upadł jeden polski rząd, "Olina"), ale generalnie nie budziło to nawet w nas najmniejszych emocji. Pykanie, cykanie i herbatka, takie wyjazdowe posiedzenie koła seniora, ZBOWiD, przy pączkach. Nikt nie myślał, że można się przy tym wybić - przecież Wojciecha Fibaka (narażę się, ale on to ewidentny brak sukcesów) chwalono u nas, że ma ładną żonę, że jego ojciec jest profesorem medycyny, a on kupuje obrazy i mówi dobrze po angielsku. Cudnie, ale my, kibice, przecież czekaliśmy na jego wygraną w Wimbledonie, na Forest Hills, w Paryżu... Ja nawet nauczyłem się życiorysu Rolanda Garrosa, znałem siłę serwisu Roscoe Tannera, upór Guillermo Villasa, matołectwo (pięć klas, jak pewien nasz znany komentator) Bjorna Borga czy szczęście Manuela Orantesa i siłę "Jimbo" Connorsa. Nasz Wojtek zawsze odpadał gdzieś po drodze, po walce, ale bez błysku. I musiałem wysłuchiwać opowieści Bohdana Tomaszewskiego (szacunek) o Ignacym Tłoczyńskim i o Jadwidze Jędrzejowskiej. Że gdzieś tam wygrali, nic wielkiego, ale parę dobrych piłek. Aż przyszła Radwańska.

I to jest przełom. Polka odbiera nagrody w Kalifornii i w Tokio, gdzie w tenisa grają najbogatsi. Polka pokazuje niepolską determinację, precyzję szwajcarską, a ciuchy włoskie. Zaczyna się podobać nie tylko jej gra, ale wszystko. A jeszcze kilka miesięcy temu jej własny wynalazca, ojciec Robert Radwański, wysyłał ją na oddział zamknięty...

Co sprawiło, że dziewczyna regularnie przegrywająca najważniejsze piłki, nagle je wygrywa. Tajemnica jest prosta i nie trzeba być 007. Ona odnalazła pasję. Widać to, jak jej trener Wiktorowski nie kwęka pod nosem jak ojciec, tylko szaleje na trybunach! Nie chciałbym posunąć się zbyt daleko, więc poprzestanę na stwierdzeniu, że pomiędzy zawodniczką a jej opiekunem jest chemia. Coś zagadkowego, co powoduje jednak, że dostaje się skrzydeł. Że decydujące piłki wygrywa się smeczem, a nie przegrywa returnem. Że odbiera się puchary wielkich turniejów i wcale chyba nie ostatnie...

Michał i Marcin Żewłakow: Po meczu Legia-GKS znów będziemy braćmi

Zapędzając się w świecie piłki, często nie dostrzegam, że sportowi potrzebne są młode, pięknie ubrane kobiety zamiast tych buraczków w przepoconych koszulkach. Dlatego dziękuję Radwańskiej i pytam: czemu ta chemia wydziela się tak rzadko? Czy to tylko chwila? Jeśli tak - chwilo trwaj! Fajnie, jak Polska ogrywa cały świat w Tokio. To ciut więcej niż jakieś trzy gole z Augsburgiem, zgoda?

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

a
acoetzer

W ligowym meczu ogrywa się jedną drużynę, w turnieju tenisowym trzeba pokonać 5-6 zawodniczek, w tym zazwyczaj 1 lub 2 spośród tych najlepszych na świecie. Turnieje Wielkiego Szlema to praktycznie takie same turniej jak inne, tylko kasa większa do wygrania i większy prestiż - ale zawodnicy do ogrania ci sami.

f
flx

Pomijając to, że Wiktorowski nie jest trenerem Radwańskiej, to notka tak cudowna, że aż się obśliniłem.

G
Gatsby

kobito, co się tak emocjonujesz. boli, że wygrała?? dalej nie oglądaj tenisa i tylko mądruj się na forach. sic!

A
Administrator

To jest wątek dotyczący artykułu My rządzimy światem, a nami - Agnieszka

m
misia3

panie zarzeczny?? waloryzujesz pan wygrana radwanksiej w tokio; po 1 na swiecie liczy sie wiadomo co? 4 turnieje wielkiego szlema a turniej w tokio to jeden z tych 2 moze nawet 3 ligowych JEDNYM SLOWEM JAK AGNIESZKA WYGRA COS KONKRETNEGO TO MOZESZ WTEDY PANIE TAK NAPISAC a narazie to wole jednak popatrzyc na borussie

Dodaj ogłoszenie