[MUZOtok] Kombi: Prawdziwa historia jednego z najlepszych...

    [MUZOtok] Kombi: Prawdziwa historia jednego z najlepszych zespołów. Jest nowa płyta pt. "Nowy album". Wracają do "Słodkiego miłego życia"

    Zdjęcie autora materiału

    Tomasz Dereszyński

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Sławomir Łosowski, założyciel, lider legendarnej grupy Kombi, w rozmowie z dziennikarzem Agencji Informacyjnej Polskapress opowiada m.in. o najnowszym wydawnictwie czyli o płycie koncertowej. Wojtek Korzeniewski, wieloletni manager, dopowiada wiele ciekawych wątków z historii grupy.
    Macie ze sobą najnowszą płytę grupy Kombi. Co to za wydawnictwo?

    Sławek: Tak, dziś (poniedziałek, 13 czerwca - przyp. autora) ukazała się nasza nowa płyta “Kombi - koncert 40-lecia”. To zapis naszego koncertu jubileuszowego z 2016 roku z Gdańska. To dwupłytowe wydawnictwo składa się z płyt: CD i DVD.

    Wojtek: Koncert odbył się 24 czerwca 2016 roku.

    Co na tych płytach jest wyjątkowego?

    Sławek: Pierwszym utworem na płycie, zresztą każdy koncert nim zaczynamy, jest utwór “Bez ograniczeń energii”. To utwór instrumentalny, który przez wiele lat był czołówką-sygnałem do znanego wszystkim programu telewizyjnego “5, 10, 15”.

    Wojtek: Warto zwrócić uwagę, że jest DVD pokazującym widowiskowość koncertów Kombi. Tego, z czego słynie KOMBI, zespół przez jedno “i”.

    Sławek: To prawdziwe Kombi pisane jest przez jedno “i” od zawsze.

    Wojtek: Tu widać, szczególnie przy utworach instrumentalnych, jak połączona jest muzyka Sławka, przeboje Kombi z całą tą techniką oświetleniową, pirotechniką i laserami.

    Skład zespołu uzupełnia m.in. twój syn Tomek.

    Sławek: Tomek gra na perkusji w zespole od 1991 roku od koncertu 15-lecia. Potem była dłuższa przerwa, bo zawiesiłem działalność zespołu na około 10 lat. Pozostali muzycy to Zbyszek Fil, wokalista, który jest ze mną ponad 10 lat oraz Karol Kozłowski na basie (od trzech lat w zespole).

    Macie plany na wydanie kolejnej płyty studyjnej?

    Sławek: Niedawno, bo w zeszłym roku, wydaliśmy płytę “Nowy album”. Jest na niej 10 premierowych utworów, w tym jeden instrumentalny. Z kolejną studyjną poczekamy rok, bo “Nowy album” jeszcze nie został skonsumowany.

    W międzyczasie wyszła książka.

    Sławek: Właśnie. Z okazji 40-lecia zespołu wspólnie z Wojtkiem napisaliśmy książkę, czyli prawdziwą historię grupy Kombi. Mój manager (Wojtek - przyp. autora) współpracuje ze mną już 40 lat.

    Wojtek: Ponad 40 lat, jak stare dobre małżeństwo.

    Co w książce znajdziemy ciekawego, “smacznego”?

    Wojtek: Jest dużo smaczków. Książka jest zapisem naszej wielogodzinnej rozmowy w wyniku której powstała swoista encyklopedia. W tym wydawnictwie jest tak naprawdę historia życia Sławka, od lat 50. XX wieku do dzisiaj. Sławek pierwszy sukces odniósł jak w Polsce narodził się rock and roll. Była to nagroda za rysunek od “Dziennika Bałtyckiego”.

    Sławek: To oczywiście nie była jeszcze muzyka. Moją pasją, oprócz muzyki, jest rysowanie. W książce także znajdziecie drobny wycinek mojej twórczości rysunkowej.

    Dodam, że “Nowy album” jest nawiązaniem do stylistyki Kombi z okresu “Nowego rozdziału”. To jest taki nasz znak rozpoznawczy. Każdy, kto usłyszy nieznany sobie dotychczas utwór, będzie wiedział, że gra Kombi. Kolejny krążek zapewne będzie krokiem w przód, w nowe obszary muzyczne.

    A propos pisania tekstów. Napisałeś dotychczas tylko jeden tekst do swoich kawałków. Dlaczego tylko jeden?

    Sławek: To był taki wypadek przy pracy. Ballada zatytułowana jest “Miłością zmieniaj świat”. Nie zamierzam pisać tekstów, nie umiem tego robić.

    Wojtek: Zadałeś pytanie, co w tej książce ciekawego się znajduje. Otóż ta historia obejmuje zespół Akcenty, który Sławek założył w 1969 roku, także jak się dokonała zmiana nazwy na Kombi, także historie związane z trasami koncertowymi na kilku kontynentach. Jest tam o tym, co się działo w Związku Radzieckim, jak zmarł Breżniew, kiedy i gdzie Sławek ogolił się na zero. Innych nie zdradzę, sięgnijcie po książkę.

    A ta historia powstania utworu "Słodkiego miłego życia"?

    Sławek: Kiedy ogłoszono żałobę po Breżniewie na naszej trasie koncertowej, przerywając nam koncerty, siedzieliśmy w hotelu, nie mieliśmy co robić, i wtedy powstało kilka utworów, m.in. “Słodkiego miłego życia”. Mówię o warstwie melodycznej. Melodia do tego utworu pojechała na kasecie do Marka Dutkiewicza, który napisał słowa z tymi charakterystycznymi dodatkami “bez chłodu, głodu i bicia”. Także w ten sposób, nieoczekiwanie, utwór opowiadał o PRL-u, Komunie, powstał w atmosferze żałoby. Żałoba to była tam, myśmy się wszyscy cieszyli. Liczyliśmy na to, że może następny władca będzie troszeczkę łagodniejszy dla kolonii o nazwie Polsza. Faktycznie, historia przyspieszyła, przyszedł nasz papież, Reagan, Gorbaczow. Dziś jesteśmy w wolnej Polsce.

    Większość Twoich fanów utwór “Słodkiego miłego życia” traktuje zupełnie inaczej…

    Sławek, Wojtek: Weselnie.

    Sławek: Trzeba się wgłębić w tekst, znać tamtą epokę, by wiedzieć o co chodzi. Marek Dutkiewicz, autor tekstu, nie mógł napisać wprost. Mało tego, niektóre wyrazy zostały zamienione, by przechytrzyć cenzurę. Oczywiście na koncertach, tak wtedy, jak i teraz, śpiewany jest zgodnie z oryginałem…

    Marek Dutkiewicz jest jednym z ulubionych tekściarzy Kombi.

    Sławek: Zarówno Marek jak i Jacek Cygan są wybitnymi osobowościami jeśli chodzi o teksty. Nigdy się nie zawiodłem na ich pracy. Dodam, że na “Nowym albumie” też są ich teksty, znakomite, jak zawsze.

    Jeden tekst dla Kombi napisała dla was Małgorzata Niezabitowska.

    Sławek: Tak, to był utwór “Piękna, szalona” na pierwszą płytę.

    Wojtek: Małgosia wystąpiła też w innej roli. Była modelką na wszystkich naszych wydawnictwach. To miłe wspomnienie współpracy z Małgorzatą.

    Wojtek: Jej mąż, Tomek Tomaszewski robił niesamowite zdjęcia i plakaty dla nas. Warto o tym pamiętać.

    Sławek, masz swoje ulubione kawałki Kombi. Jakie byś wymienił?

    To trudne. Kocham wszystkie swoje kompozycje (śmiech). Powiem tak: lubię “Nowy rozdział” z tekstem Jacka Cygana, “Na dobre dni” ze słowami Marka Dutkiewicza. Przede wszystkim kocham “instrumentale”. Muzyka ta jest dla mnie bardzo ważna, stanowi 30 procent repertuaru granego na koncertach Kombi.

    Nie macie wrażenia, że za mało polskich piosenek leci w stacjach radiowych?

    Sławek: Trudno powiedzieć, dlaczego tak się dzieje. Jesteśmy za tym, by polska muzyka była grana jak najczęściej. Przecież mamy bardzo dużo młodych zespołów, trzeba je promować. W naszym przypadku, czy też naszych kolegów, jeśli wydajemy nowe płyty, warto by były grane w mediach. Przypomnę, że twórcy wybuchu polskich zespołów w latach 80. XX wieku, wciąż grają, komponują i mają coś do powiedzenia. Niestety nie są zbyt często grani. Za dużo mamy papki, która przychodzi do nas z importu.

    Nowe media dają szansę dotarcia do młodych, choćby platformy streamingowe. Jak na to patrzycie?

    Sławek: Utwory Kombi są dostępne do słuchania on-line. Sam nie korzystam z tego kanału, ale słuchacze tak. Minusem jest to, że twórcy otrzymują bardzo niską gratyfikację z tytułu umieszczenia swoich utworów na takich platformach. Wprawdzie są to nędzne grosze, ale cieszymy się, że taka forma odsłuchu istnieje.

    Wojtku, znacie się wiele lat. Dobrze się wam razem pracuje.

    Poznaliśmy się w momencie w którym Sławek prowadził grupę Akcenty. Ja byłem wtedy szefem reklamy w Bałtyckiej Agencji Artystycznej. Zajęliśmy się, jako firma, promocją Akcentów, potem po zmianie nazwy na Kombi, dalej promowaliśmy ich muzykę. Narodził się przy okazji ruch muzyczny pn. Muzyka Młodej Generacji. Kampania medialna zaczęła przynosić efekty. Ta współpraca ze Sławkiem trwa do dziś. Wspólnie zjechaliśmy kawał świata.

    A propos koncertów. Ile dałeś Sławku ich w całej karierze?

    Bardzo dużo. Szczególnie w latach 80. Wtedy grało się po kilka koncertów dziennie. Dzisiaj to jest niewykonalne. Do tego moi muzycy udzielają się w innych projektach. Z drugiej strony dzięki rzadszemu występowaniu, koncerty mają większy ładunek emocjonalny. Przyznaję się, że w latach 80. to była produkcja na akord. Wyeksploatowanie było maksymalne. Człowiek po kilku koncertach dziennie miał pustkę w sobie. Do tego trudno było dać z siebie wszystko grając trzy koncerty jednego dnia. To była masakra.

    Wojtek: Kiedyś, by żyć normalnie, trzeba było dawać nawet trzysta koncertów rocznie. Wynikało to ze stawek ministerialnych. Nie liczyło się, że grasz dla stu tysięcy widzów czy dla tysiąca. Stawka była jedna...

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    MUZOtokowe fotogalerie

    MUZOtokowe hity

    Nie przegap

    Victoria's Secret 2018.

    Victoria's Secret 2018. "Aniołki" w seksownej bieliźnie na wybiegu [ZDJĘCIA]

    Biologiczna Bzdura Roku. Kto zdobędzie tytuł? Zobacz kandydatów!

    Biologiczna Bzdura Roku. Kto zdobędzie tytuł? Zobacz kandydatów!

    Nie chciał jej rolnik, który szuka żony. Zobaczcie ZDJĘCIA wysportowanej Pauliny

    Nie chciał jej rolnik, który szuka żony. Zobaczcie ZDJĘCIA wysportowanej Pauliny