„Mulan”: To wierność wartościom pozwala przełamywać stereotypy [RECENZJA]

Dariusz Pawłowski
Dariusz Pawłowski
Czasy się zmieniły. Dzisiaj Jerzemu Stuhrowi nie uchodziłoby w roli Maksa Paradysa płaczliwe żalenie się: „kobieta mnie bije!” po to, by wywołać salwy śmiechu na widowni. Panie są wojowniczkami i związane z tym kwestie traktuje się serio. Nowa wersja „Mulan” stawia je nawet śmiertelnie poważnie.

Niki Caro, reżyserując dla Disneya nową, aktorską wersję przebojowej animacji z roku 1998, potraktowała temat na tyle zasadniczo, iż wyeliminowała składniki mogące bawić kobietą przebierającą się za mężczyznę, ograniczyła do minimum żarty i żarciki, dowcip sytuacyjny sprowadzając do lekkiego ponatrząsania się ze skoszarowanych w jednym namiocie panów. W tej konwencji słuszną decyzją była również rezygnacja z dowcipkującego niewysokiego smoka Muszu, który - mimo rozpaczy jego fanów - kompletnie by tu nie pasował, a co istotniejsze, znacząco osłabił wydźwięk przekazu (zastąpił go majestatyczny i milczący feniks, opiekun rodu Mulan). „Mulan” 2020 to przedstawiona wyjątkowo serio i z dużą mocą opowieść o emancypacji, burzeniu stereotypów, wykraczającej poza płeć potrzebie spełniania siebie oraz sprzeciwie wobec bezmyślnie celebrowanej tradycji. W jednej piątej dwudziestego pierwszego wieku żartów z tego już nie ma.

Współczesna „Mulan” nie przekreśla animowanej poprzedniczki, ale też nie chce być jedynie jej odświeżoną, „żywą” odsłoną. Mimo subtelnych nawiązań do klasycznej produkcji, już we wprowadzeniu podkreśla się, że poznajemy oto jeszcze jedno ujęcie mającej setki lat chińskiej legendy o Hua Mulan - dziewczynie, która w męskim przebraniu służyła w cesarskiej armii. Lecz, gdy w spisanej za czasów dynastii Song „Balladzie o Mulan”, bohaterka przez dwanaście lat brała udział w wojnach, dochodząc do wysokiego stanowiska i żaden ze współtowarzyszy broni nigdy nie rozpoznał jej płci i tożsamości (odkryto to dopiero, gdy żołnierze zastali ją w domu, przy krośnie), to tutaj właśnie ujawnienie prawdy w środku bitwy i na oczach wszystkich staje się istotą całej historii. Łącznie z pokłosiem takiej decyzji. Prawda cię wyzwoli - mówi się tu nam po raz kolejny. Pod warunkiem, że masz w sobie odwagę, by wyzwolenie podźwignąć. Autorki filmu (prócz reżyserki, kobiety były też odpowiedzialne m.in. za scenariusz i zdjęcia) podkreślają, że każde przekształcenie realiów przygotowują wcześniejsze ofiary. Zanim Mulan mogła dzierżąc miecz w dłoni rozpuścić włosy, jej poprzedniczka na szlaku wojowniczek musiała jeszcze pozostać wiedźmą i znosić w powszechnym odbiorze wizerunek kobiety podległej mężczyźnie-dowódcy. Gdyby nie ona, nie byłoby Mulan-żołnierza; gdyby nie Mulan, dziewczyny wciąż wybierałyby drogę obłudnego dostosowywania się do wymyślonych przez dawne pokolenia reguł. „Mulan” na ekranie staje się emocjonalnym wsparciem dla obecnych buntowniczek, które niezmiennie słyszą od dorosłych, że „nie wypada”...

Co ważne, „Mulan” to obraz przełamywania stereotypów przy zachowaniu wierności takim wartościom, jak na przykład rodzina czy podjęte zobowiązania. Nie bunt dla samego buntu, wymuszanie zmian agresją i hałasem, domaganie się natychmiastowej reorganizacji społecznych relacji jest drogą godną pochwały, ale ponoszenie konsekwencji własnych wyborów, dopełnianie złożonych deklaracji oraz uzyskanie z otwartą przyłbicą zrozumienia i wsparcia tych, którzy budowali rzeczywistość, domagającą się teraz - zdaniem ich następców - zmiany. To ważki głos w czasie, w którym sens zastąpiły zgiełk i płytkie proklamacje.

Niki Caro dba przy tym, by jakże bieżące i niebanalne rozważania zostały „ubrane” w atrakcyjną formę. Opowieść ma przyjazne tempo, sceny zbiorowe - odpowiednią dynamikę, a imponujące zastosowanie kolorów i pięknie sfotografowane krajobrazy nadają całości monumentalny rozmach. Może nieco razić nadmiernie uproszczone potraktowanie niektórych wątków i postaci, a także zbyt częste bardzo wprost tłumaczenie intencji autorów zawarte w dialogach, ale nie neutralizuje to familijnej przyjemności z oglądania filmu.

Atutem jest również trafna obsada z Liu Yifei w roli tytułowej na czele, która dobrze sobie radzi z oddaniem wątpliwości targających jej bohaterką, ale i determinacji z jaką dąży ona do obranego celu, mając olbrzymie wsparcie w gwiazdorskim drugim planie.

„Mulan” nadspodziewanie trafnie dostosowuje się do dziwnego momentu, w którym przyszło nam żyć i pokazuje, że Disney również dorośleje. To zdaje się być dobrym kierunkiem dla trendu przenoszenia ulubionych animacji z dzieciństwa do aktorskiej współczesności. I może dorosłą drogą prawdy kino odrodzi się z pandemii. Jak feniks z popiołów.

Mulan USA, przygodowy, reż. Niki Caro, wyst. Liu Yifei, Donnie Yen, Jason Scott Lee, Jet Li

★★★★☆☆

Kobiecy duet w "Dzień Dobry TVN". Jak długo przetrwa?

Wideo

Materiał oryginalny: „Mulan”: To wierność wartościom pozwala przełamywać stereotypy [RECENZJA] - Dziennik Łódzki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie