18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Możesz być sławny, ale niekoniecznie bogaty, czyli polski celebryta w pogoni za szmalem [ZDJĘCIA]

Lucjan Strzyga
Borys Szyc
Borys Szyc Tomasz Bołt/Polskapresse
Udostępnij:
Chcesz zostać celebrytą? Pamiętaj, że skazujesz się na morderczy wyścig, po którym może i będziesz sławny, ale niekoniecznie bogaty - pisze Lucjan Strzyga, podpatrując zarobki polskich gwiazd.

Linda Evangelista, kanadyjska supermodelka o boskich nogach, rozbrajająco wyznała kiedyś w wywiadzie, że nie opłaca się jej wstawać z łóżka dla marnych 10 tysięcy dolarów. W latach 80. taka kwota mogła szokować poczciwych mieszczuchów, jednak dziś zarobki gwiazd wybiegu osiągają sumy znacznie bardziej imponujące. Gisele Bündchen dla przykładu zarobiła rok temu 150 milionów dolarów na sygnowanych jej imieniem sandałkach i kosmetykach. Mit celebryckich fortun ma się zatem dobrze, ruch w interesie nie ustaje, a i my mamy z tego korzyść, mając o czym czytać w kolorowej prasie.

Ale skoro świat ma Kate Moss (80 milionów dolarów na koniec 2011 roku), Claudię Schiffer (55 milionów) i Adrianę Limę (35 milionów), my siłą rzeczy też doczekaliśmy się swojego celebryckiego olimpu. Być może trochę siermiężnego, trochę też zakompleksionego, ale z aspiracjami równymi tym, które nakręcają show-biznes na Zachodzie. Pieniądze nad Wisłą może są mniejsze, ale i tak mogą wprawić serca w niebezpieczne drżenie.

Przypatrzmy się zatem, o jakie konkretnie stawki chodzi. Wiadomość pierwsza z brzegu: lipcową posuchę na internetowych stronach o gwiazdach zdominowała elektryzująca wiadomość, że piosenkarka Maryla Rodowicz zarobi w te wakacje 2,5 miliona złotych, pracowicie objeżdżając prowincjonalną Polskę i dając 29 koncertów otwartych, a drugie tyle zamkniętych. Zważywszy, że jest w trasie koncertowej bez mała od półwiecza, tylko pogratulować kondycji.

Ale czy ciężko zapracowane 2,5 miliona Maryli Rodowicz, pomniejszone o podatek, to dużo? Przy tempie zarobkowania Borysa Szyca to niewiele. Aktorowi skrupulatnie wyliczono, że za jeden dzień zdjęciowy potrafi dostać nawet 15 tysięcy złotych. I wcale nie musi się specjalnie targować, bo jego sława nadwiślańskiego Rudolfa Valentino działa na kasjerów paraliżująco i wypisują dlań czeki bez mrugnięcia okiem. W związku z tym tylko na planie "Bitwy Warszawskiej 1920" Jerzego Hoffmana zarobił 200 tysięcy, spędziwszy na nim - jak łatwo obliczyć - niecałe dwa tygodnie.

Im wyższa pozycja w hierarchii sławy, tym większa kasa. Zgodnie z definicją sformułowaną na początku lat 60. przez teoretyka celebrytyzmu Daniela Boorstina, zasady dziobania są w tym przypadku bezlitosne. Oto za rolę w tej samej "Bitwie Warszawskiej" Daniel Olbrychski dostał jedynie 100 tysięcy. A zagrał przecież samego marszałka Piłsudskiego, a poza tym fanki mdlały na jego widok o pokolenie wcześniej, niż Borys Szyc zamarzył o zostaniu aktorem. Dodajmy, że Piotr Adamczyk, który, jeśli idzie o sławę aktorską, także nie wypadł sroce spod ogona, na komedii "Och, Karol 2" wzbogacił się jedynie o 50 tysięcy.

Gdy czyta się listę najlepiej zarabiających polskich aktorów, zdumiewa zarobkowa przepaść między wspomnianym tu Borysem Szycem, a resztą peletonu. Uwielbiany ongiś Bogusław Linda (ten sam, który kosił miliony za reklamę hamburgerów), za "Sztos 2" wziął tylko 50 tysięcy. Tomasz Karolak z kolei udział w "Ciachu" zrekompensował sobie marnymi 40 tysiącami, zaś Marcina Dorocińskiego, polskiego Jamesa Deana, producent wynagrodził za "Rewers" kwotą 35 tysięcy. Można sobie wyobrazić minę Lindy Evangelisty, gdyby ktoś próbował ją namówić do opuszczenia łóżka za 35 tysięcy złotych, czyli owe śmieszne 10 tysięcy dolców.
Dla Dorocińskiego mamy więc złą wiadomość. Plącze się w ogonie stawki najlepiej zarabiających, ale wcale nie dlatego, że jest złym aktorem. Po prostu nie załapał się na zestaw tzw. lokomotyw reklamowych. Kolejne bowiem prawo celebrytyzmu głosi, że zarabiasz wtedy, kiedy jesteś rozpoznawalny. A jesteś rozpoznawalny, gdy generujesz wpływy reklamowe. A to już zupełnie inny wyścig, w którym - przykro nam - aktorzy mają szanse znikome. Mogą sobie grywać u Wajdy, albo u Warlikowskiego, ale w konkurencji z telewizyjnymi wyjadaczami nie mają szans.

Wiedzą Państwo, kto według raportu domu mediowego PanMedia Western przyniósł w zeszłym roku największe zyski telewizyjnym gigantom? Otóż Robert Janowski, prowadzący w TVP 1 program "Jaka to melodia". Zarobił dla stacji 115,1 miliona złotych. O 20 milionów przebił Ewę Drzyzgę ("TVN-owskie "Rozmowy w toku") i aż o 50 milionów wszystkowiedzącą Magdę Gessler ("Kuchenne rewolucje", także w TVN). Przy romantycznie rozśpiewanym Janowskim nawet Kuba Wojewódzki, ze swoim show (znów TVN) wypadł bladziutko. Jego macierzysta stacja zarobiła na nim tylko 41 milionów. Ale on sam wydaje się raczej zadowolony. Jeśli wierzyć tabloidom, na jego konto wpływa miesięcznie 230 tysięcy.

Na naszych oczach przebiega interesujące zjawisko. Celebrytyzm starej daty ustępuje nowej formule. Jeszcze kilka lat temu za celebrycki top robiła piosenkarka Doda: cała Polska słyszała o jej romansie z Nergalem, jej fikuśnych kreacjach i o tym, że za 3 miliony kupuje apartament na Starym Mokotowie. Dziś Doda w starciu z Janowskim nie ma szans. Za nią stoją kolejni kabaretowi faceci podający się za jej menedżerów, za nim - potężna medialna matka, która co prawda traktuje go jak związane kontraktem narzędzie do zarabiania pieniędzy, ale też regularnie sowicie wynagradza i nie pozwoli zginąć.

Dobrze się sprzedać - tak powinno brzmieć credo współczesnego celebryty. Mógłby coś na ten temat powiedzieć Marek Kondrat, który sprzedał się jak żaden inny aktor w Polsce. Ma co prawda na koncie sto ról filmowych, począwszy od "Historii żółtej ciżemki" z 1961 roku, ale najlepiej gra tę ostatnią - rolę twarzy banku ING. W zestawieniu "Forbesa" dała mu pierwsze miejsce w rankingu gwiazd, z kwotą 912 tysięcy złotych zarobku. Zdystansował tym samym Jerzego Stuhra (blisko 600 tysięcy) i Janusza Gajosa (747 tysięcy).

Wykorzystywanie sław w maszynerii reklamowo-finansowej nosi elegancką branżową nazwę dyskontowania. Co ciekawe, dziś można zdyskontować każdego, byle był choć trochę znany, aktora, polityka, a nawet sportowca. Przez 17 lat kariery dyskontowany był największy celebryta polskiego sportu - Adam Małysz. Zarobił przez ten czas 30 milionów złotych. Dużo? Wcale nie, Kierowca Robert Kubica tylko w 2010 roku zarobił 25 milionów, a koszykarz Marcin Gortat - 17 milionów.

Kto więc nie urodził się z głosem Roberta Janowskiego, twarzą Marka Kondrata albo gabarytami Marcina Gortata, musi poszukać innej ścieżki do celebryckiego szczęścia. Ot, choćby zostać telewizyjną pogodynką. Z bycia pogodynką płyną bowiem same zalety: nieustanna obecność na wizji, nieuchronna znajomość z Jarosławem Kretem i miłość rodaków, którym można koić serca zapowiadaną aurą. No, i zarobki. Najdroższa polska pogodynka, czyli Dorota Gardias, zarabia ponoć miesięcznie 50 tysięcy, z czego większość wcale nie pochodzi z kasy telewizji, ale z przeróżnych fuch na boku. Słowem, z połączenia celebrytyzmu starego i nowego typu. Aż dziw, że pogodynek w Polsce jest tak mało.

Wideo

Komentarze 8

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gwizdalski
Niezaleznie od tego czy nasz celebryta zarabia rocznie pare miliopnow czy tylko pareset tysiecy PLN io tak wielu z nich wyladuje na starosc w darmowych (dla nich) domach starosci, bo do ZUSu zglaszaja zarobki nizsze od zasilku dla bezrobotnych i emerytura takich dzianych gwiazd jak Tyszkiewicz, Kobuszewski czy Rodowicz jest w granicach 1000 PLN, co im jest za malo na kupno papieru toaletowego. I choc ZUS robi bokami i ciagnie na dotacjach od panstwa nikt nie ruszy tych swietych krow PRL i III RP i nie domaga sie od nich placenia wlasciwej stawki ubezpieczeniowej. Za to dziecko kasjerki w Biedronce za kazde 100 PLN zarobione latem za zbior truskawek zaplacic musi skarbowce i ZUSowi nalezny haracz i nioe ma od tego odwolania...
G
Gwizdalski
Niezaleznie od tego czy nasz celebryta zarabia rocznie pare miliopnow czy tylko pareset tysiecy PLN io tak wielu z nich wyladuje na starosc w darmowych (dla nich) domach starosci, bo do ZUSu zglaszaja zarobki nizsze od zasilku dla bezrobotnych i emerytura takich dzianych gwiazd jak Tyszkiewicz, Kobuszewski czy Rodowicz jest w granicach 1000 PLN, co im jest za malo na kupno papieru toaletowego. I choc ZUS robi bokami i ciagnie na dotacjach od panstwa nikt nie ruszy tych swietych krow PRL i III RP i nie domaga sie od nich placenia wlasciwej stawki ubezpieczeniowej. Za to dziecko kasjerki w Biedronce za kazde 100 PLN zarobione latem za zbior truskawek zaplacic musi skarbowce i ZUSowi nalezny haracz i nioe ma od tego odwolania...
k
komasacja
Reasumując ...najlepiej być św.Mateuszem, Bogusławem Lindą Ewangelistą.
K
Kredyt
Wszyscy widzimy, może tylko z wyjątkiem rządu, PO i różnych awanturników, że życie w kraju szybko się obecnie degeneruje we wszystkich dziedzinach, co jest skutkiem dziedziczenia marksizmu i przyjmowania ideologii liberalistycznej, która rozbija ostatecznie życie duchowe i moralne społeczeństw UE.
K
Kredyt
Niedługo po ubiegłorocznych wyborach parlamentarnych w mediach poprawnych politycznie było lansowanych kilka celebrytek, które w ramach reedukacji "zacofanego" społeczeństwa wyjaśniały, jakie powinny być "jedynie słuszne" poglądy.

Jedna z nich, znana dziennikarka, w pierwszym zdaniu zadeklarowała, że woli być "zimną suką" niż "matką Polką". Zachwalała homoseksualizm, domagała się prawa adopcji dzieci przez konkubinaty jednopłciowe, eutanazji, in vitro na życzenie.

Wyznała, że nie znosi dzieci i woli brać psy ze schroniska, niż opiekować się dziećmi. Deprecjonowała ponadtysiącletnią tożsamość kulturową i religijną Polaków. Promowała zabijanie dzieci poczętych i zachwalała środowisko polityczne szerzące nienawiść do ludzi wierzących.

Minęło kilka miesięcy i dowiadujemy się, że rząd Donalda Tuska majstruje przy zasadach finansowania Kościoła, próbuje otworzyć furtkę do rugowania religii ze szkół, ogranicza liczbę kapelanów wojskowych.

Redukowane jest nauczanie historii w szkołach, trwają w najlepsze praktyki dyskryminacyjne w stosunku do Telewizji Trwam, są już gotowe projekty ustaw o in vitro oraz zrównujących konkubinaty jednopłciowe z małżeństwami.

Premier Donald Tusk jest zwolennikiem ratyfikowania Konwencji Rady Europy przepojonej ideologią feministyczną i genderową. W tym dokumencie pod pretekstem zapobiegania przemocy wobec kobiet dekretuje się zwalczanie naturalnego modelu rodziny i nakłada obowiązek promowania homoseksualizmu.

Błogosławiony Jan Paweł II już ponad 20 lat temu przestrzegał, że demokracja oderwana od wartości łatwo zamienia się w jawny i zakamuflowany totalitaryzm. Konwencja pachnie terrorem politycznej poprawności, której skutków już w Polsce doświadczamy. Znany pedagog prof. Aleksander Nalaskowski za sprzeciw wobec rodzinnych domów dziecka prowadzonych przez homoseksualistów trafi przed sąd.

Przerabialiśmy już oznaczającą zagładę dziesiątków milionów ludzi "walkę klas", teraz nam się narzuca "walkę płci". Ta sama jest dialektyka i inżynieria społeczna. Ideologia feministyczna i gender to narzędzie w rękach neomarksistów, którzy "kochają ludzkość", ale nie kochają człowieka i inicjują w nowym wydaniu chińską rewolucję kulturalną.

Demokracja polska jest pozorna, katolicy polscy są dyskryminowani i eliminowani z życia publicznego, czyni się z nich getto społeczne, zwalczane są poglądy inne niż liberalne. Szkoła kradnie katolikom dzieci, komuniści - ożywający - kradną Narodowi historię.

Telewizja Trwam i Radio Maryja są prześladowane, bo nie wyznają liberalizmu i nie wychwalają rządu, władze popierają, a nawet same szerzą laicyzację, a główne media publiczne są nieobiektywne i stronnicze, dziennikarze krytyczni są usuwani.

Prezydent, premier, członkowie KRRiT i inni notable głoszą, że szanują wolność Kościoła, są za pluralizmem i demokracją, ale chcą zamknąć mu usta przez unicestwienie Telewizji Trwam i Radia Maryja, tylko dlatego, że nie przyjmują one obłędnego liberalizmu i nie wychwalają liberalnego rządu.

Rząd boleje nad niską demografią, ale jednocześnie coraz bardziej sprzyja antynatalizmowi, aborcjonizmowi, związkom partnerskim, osłabieniu pozycji rodziny i godzi się na wielką niewydolność służby zdrowia.

Ludzie zwalczający religię lub też samozwańczy "korektorzy" katolicyzmu na swoją modłę posługują się zbyt często narkotykiem zakłamania i samozakłamania. Widzimy to doskonale w mediach, które już zresztą zakłamaniem posługują się nie tylko w dziedzinie religii, ale we wszystkich dziedzinach.

Często ludzie atakujący wiarę i katolików zarzucają im, że oni tych atakujących nienawidzą, tymczasem to oni nienawidzą katolików i tak próbują usprawiedliwić swoją niesłuszną nienawiść. Ateizm lub niechęć do religii katolickiej wiąże się nierozerwalnie z oszukiwaniem. Takiego ducha inspiruje cała UE.

Wszyscy widzimy, może tylko z wyjątkiem rządu, PO i różnych awanturników, że życie w kraju szybko się obecnie degeneruje we wszystkich dziedzinach, co jest skutkiem dziedziczenia marksizmu i przyjmowani
...
...
w
waldi
i reszta sprzedawczykow.Oni,tak jak wsi24,Michnik,mysla ,ze maja Polakow w garsci.Niebawem sie okaze i te mendy razem z rezimem rudego smiecia wyladuja na smietniku historii,albo za granica.
D
DoWód
Myślicie, że gdyby B. Szyc nie zmienił nazwiska z Michalak i nie wspierał antypolskich akcji antify to byłby takim samym pieszczochem i "celebrytą" jakim okrzyknęły i wykreowały go media? Wkrótce razem znajdziecie na medialnym aucie...
Dodaj ogłoszenie