reklama

Moskalewicz: Gaz łupkowy to szansa, której nie możemy zmarnować. Nie możemy zaprzestać poszukiwań

Agaton KozińskiZaktualizowano 
Marcin Moskalewicz, prezes Przedsiębiorstwa Eksploatacji Rurociągów Naftowych "Przyjaźń" (PERN), członek Rady Dyrektorów Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego (POPiHN)
Marcin Moskalewicz, prezes Przedsiębiorstwa Eksploatacji Rurociągów Naftowych "Przyjaźń" (PERN), członek Rady Dyrektorów Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego (POPiHN) Fot. Tomasz Bołt
- Ropa może być tania nawet przez trzy lata - mówi Marcin Moskalewicz, prezes Przedsiębiorstwa Eksploatacji Rurociągów Naftowych "Przyjaźń" (PERN), członek Rady Dyrektorów Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego (POPiHN), w rozmowie z Agatonem Kozińskim.

Jak długo utrzymają się tak niskie ceny ropy?
Wszystko wskazuje, że jeszcze trochę to potrwa. Wprawdzie opinie analityków są pod tym względem często ze sobą sprzeczne, ale większość z nich przekonuje, że niskie ceny surowca utrzymają się co najmniej przez najbliższy rok, może nawet dwa, trzy.

Gdy rozmawiamy, cena za baryłkę wynosi 40-50 dol. - ale słychać też głosy mówiące, że może ona spaść nawet do 20 dol. To realne?
Wszystko w rękach producentów, którzy mają swoje punkty krytyczne, poniżej których zejść nie mogą. Cena zależy od popytu, ale także gatunku ropy i warunków geologicznych, w jakich się ją wydobywa, a co za tym idzie - związanych z tym kosztów. W przypadku ropy łupkowej w USA taki próg opłacalności to kwota powyżej 30 dol., w krajach Zatoki Perskiej nie przekracza 10 dol. Jeśli dodamy do tego geopolitykę, prognozy analityków rynku są obarczone naprawdę dużym ryzykiem.

Nadmiar na rynkach ropy ze skał łupkowych przewraca ten rynek do góry nogami?
Dla polskiej gospodarki jest raczej korzystny, choć krótkoterminowo może wpłynąć negatywnie na krajowe poszukiwania ropy.

Akurat krajowe poszukiwania idą kulawo. Ciągle nawet nie wiemy, czy jest u nas gaz łupkowy. Czemu cały ten proces tak się ślamazarzy?
Proszę zobaczyć, jak ten proces wyglądał za oceanem. Amerykanie po głębokim kryzysie naftowym lat 70. konsekwentnie szukali rozwiązań, które pozwolą im osiągnąć niezależność energetyczną - efektem tego była eksplozja wydobycia gazu i ropy z łupków. Przecież jeszcze cztery lata temu USA importowały z Europy produkty ropopochodne, m.in. benzynę niskooktanową. Teraz zaczynają myśleć o tym, by je eksportować. Jak widać, można korzystać z pokładów znajdujących się w skałach łupkowych - ale trzeba czasu, by do nich dotrzeć.

Potrzeba czasu - ale też Amerykanie musieli stworzyć całą technologię do pozyskiwania węglowodorów z łupków. My możemy iść na skróty, bo technologia jest.
Tak, to się zgadza. Ale też amerykańskich rozwiązań nie da się w prosty sposób przełożyć na polskie. U nas struktury geologiczne wyglądają inaczej niż w Ameryce, co komplikuje poszukiwania. Trzeba o tym pamiętać, szukać nowych rozwiązań - ale też nie zaprzestawać poszukiwań. Nawet biorąc pod uwagę wysokie koszty poszukiwań w stosunku do taniej obecnie ropy, trzeba wiercić, bowiem bez tego nic nie znajdziemy. A to jest szansa, której nie wolno zmarnować.

Pan wierzy w polskie łupki czy ma Pan wiedzę, na podstawie której uważa Pan, że znalezienie w nich ropy i gazu jest jedynie kwestią czasu?
Eksperci w swoich opiniach różnią się co do wielkości pokładów - ale generalnie wszyscy zakładają, że węglowodory w polskich skałach łupkowych są. I jest ich sporo.

Na razie łupki to melodia przyszłości. Czy bez nich Polskę można nazwać krajem bezpiecznym pod względem energetycznym?
Bardzo dużo się pod tym względem zmieniło na lepsze, proszę popatrzyć choćby na aktywa niektórych firm energetycznych czy zajmujących się logistyką energetyczną, których wartość wzrosła czasami kilkukrotnie. To najlepiej pokazuje skalę inwestycji w energetykę w Polsce. Powstają kolejne interkonektory pomiędzy krajami UE i nie tylko. W tym roku będzie wybudowany terminal LNG w Świnoujściu, powstanie też nasz niesłychanie ważny terminal naftowy w Gdańsku, trwają ciągle poszukiwania nowych złóż. To wszystko przekłada się na poprawę naszego bezpieczeństwa.

Mówi Pan o terminalu LNG i zwiększeniu wydobycia gazu w Polsce. Ale gazoport miał być gotowy już w 2012 r., a go nie ma. PGNiG miał zwiększyć wydobycie gazu do 7 mld m sześc., a nie może przekroczyć 5 mld. Ten obrazek nie jest tak optymistyczny, jak Pan go maluje.
Nie byłbym tak sceptyczny. Mówimy o ogromnych, nierealizowanych wcześniej w naszym kraju inwestycjach. W takich sytuacjach opóźnienia są naprawdę trudne do uniknięcia. Tak się dzieje nie tylko u nas, proszę popatrzeć, jak wiele inwestycji jest opóźnionych u naszych zachodnich sąsiadów - by przypomnieć budowę lotniska w Berlinie. Ale bezpieczeństwo energetyczne to nie tylko projekty, które pan wymienił. To także ciągle rosnąca liczba rurociągów, połączeń z innymi krajami, zwiększające się możliwości transportu, czego dobrym przykładem jest np. wybudowanie kolejnego stanowiska w naftoporcie. To także zmiana polityki całej Unii, która z oporami, ale jednak przystępuje do tworzenia systemu wspólnych zakupów surowców energetycznych.
Mówi Pan, że opóźnienia są nieuchronne. Zabezpiecza się Pan na wypadek problemów przy budowie terminalu naftowego w Gdańsku? Bo ma on powstać do końca tego roku.
Odwrotnie, wszystko wskazuje na to, że nasza inwestycja będzie skończona w terminie. Ale, z drugiej strony, nie mamy przecież żadnego wpływu na pogodę - a ona zawsze może pokrzyżować plany.

Akurat zima łagodna, jak na wasze zamówienie.
Rzeczywiście, zima nam sprzyja, podobnie jak poprzednia. Także jestem przekonany, że budowę skończymy w terminie. A kiedy terminal ruszy, realnie wzrośnie bezpieczeństwo energetyczne naszego kraju, ponieważ dzięki instalacjom, które teraz budujemy, będzie można realnie mieszać różne gatunki ropy - czyli wykorzystywać w pełni możliwości, jakie daje ten surowiec. Tak działają inni. Proszę choćby zwrócić uwagę, co się wydarzyło w Rosji w latach 2005-2010, gdzie otwarto nowe porty, w których ulokowano systemy pozwalające na pełną obróbkę ropy naftowej. Rosjanie w to zainwestowali, ponieważ pilnie obserwuje zmianę kierunków dostaw ropy i - jak to określił ktoś z kierownictwa Transniefty - postanowili zdywersyfikować strumień jej sprzedaży. My też musimy reagować na te zmiany.

Czy terminal w Gdańsku to przygotowanie na dostawy ropy łupkowej z USA?
Nie ma żadnych przeciwwskazań, byśmy je przyjmowali. Jedyna wątpliwość to cena - czy będzie na tyle atrakcyjna, by opłacało się naszym klientom ściągać surowiec z Ameryki. Bo dzięki instalacjom, które teraz budujemy w terminalu, parametry ropy przestaną odgrywać aż tak dużą rolę. Będziemy w stanie naszym klientom udostępnić logistykę do różnych gatunków ropy.

Jakie są szanse na to, by ropa przyjęta w terminalu trafiła na przykład na Ukrainę?
Istniałaby możliwość przesyłania surowca do rafinerii ukraińskich czy do innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej, które są podłączone do rurociągu Przyjaźń. Jest to jednak uzależnione od zakończenia prac nad korytarzem Północ - Południe, którego budowa ma być współfinansowana przez Unię. Bardzo bym się cieszył, gdyby Bruksela uznała tę inwestycję za projekt strategiczny z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego. Gdyby taki rurociąg powstał, można by do niego dołączać połączenia z poszczególnymi państwami naszego regionu.

Do tej pory powstały tylko rurociągi poziome, ze wschodu na zachód. Uda się wreszcie przełamać barierę niemożności, blokującą do tej pory tworzenie połączeń z północy na południe?
W projektach unijnych są zapisy o budowie połączeń pionowych, z północy na południe. To nowość, ponieważ wcześniej myślenie o bezpieczeństwie energetycznym w Europie zdominował gaz. Mówiło się jedynie o projekcie Odessa - Brody, innych nie było. Teraz to się zmienia, pojawia się coraz więcej propozycji budowy nowych połączeń. Napięta sytuacja za naszą wschodnią granica coraz bardziej uświadamia Europie, że bez pełnego zjednoczenia energetycznego nigdy nie będziemy w pełni bezpieczni.

Czyli w obecnym kryzysie w relacjach Europa - Rosja widzi Pan szansę na przełamanie tych barier niemożności, które wcześniej istniały?
Tak. Liczę na to, że wreszcie pojawi się zielone światło w Brukseli. Na pewno to projekty, które będą miały pozytywny wpływ na rozwój i bezpieczeństwo UE. Dlatego liczymy na to, że dostaniemy interesujące propozycje finansowe ze strony Europejskiego Banku Inwestycyjnego czy EBOR-u - pożyczki rozłożone na długie lata, z rozsądną stopą procentową.

60 Sekund Biznesu: Wyczerpuje się imigracja ukraińska

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Racja, nie powinniśmy rezygnować z tak opłacalnej inwestycji jaką są łupki. Polska potrzebuje większej niezależności energetycznej, a gaz i ropa łupkowa powinny być pierwszym krokiem do jej osiągnięcia.

Dodaj ogłoszenie