Moorhouse: Niemcy nie tworzą sojuszy z Rosją z automatu. Pakt Ribbentrop-Mołotow był zaskoczeniem

Agaton Koziński
- Pakt Ribbentrop-Mołotow miał kluczowe znaczenie dla przebiegu wojny, ale mieszkańcy Zachodu ciągle mało o nim wiedzą - mówi historyk Roger Moorhouse w rozmowie z Agatonem Kozińskim.

W swojej książce "Pakt diabłów. Sojusz Hitlera i Stalina" pisze Pan, że do dziś tylko nieliczne osoby na Zachodzie słyszały o pakcie Ribbentrop-Mołotow z 23 sierpnia 1939 r. Jak to w ogóle możliwe?
Tak jest. To zresztą jeden z powodów, dla których zdecydowałem się napisać tę książkę. Wiem, jak ważny jest ten pakt dla krajów Europy Środkowej, jak istotną rolę odgrywa on w ich narracji o II wojnie światowej. Tymczasem na Zachodzie funkcjonuje tylko w książkach historycznych na poziomie przypisów, czasami jednego akapitu. W dodatku wszystkie te skąpe relacje informują tylko o momencie podpisania tego paktu w sierpniu 1939 r. jako o kolejnym akordzie negocjacji z Hitlerem.

Zajęcie Austrii, traktat monachijski, aneksja Czech i Moraw, pakt Ribbentrop-Mołotow.
Właśnie. Natomiast nikt nawet nie spróbował przeanalizować tego, jakie konsekwencje ten dokument przyniósł. Jak przez kolejne dwa lata wyglądała współpraca Niemiec i Związku Sowieckiego, na przykład przy podziale Polski. Okupacja krajów bałtyckich czy wojna w Finlandii też nie mają swojego miejsca w opowieści Zachodu o II wojnie.

Świetnie wpisuje się to w radziecką narrację, według której wojna zaczęła się w 1941 r.
W Wielkiej Brytanii akurat świetnie wiemy, że wojna wybuchła dwa lata wcześniej, bowiem wtedy sami się w nią zaangażowaliśmy.

A mimo to w Londynie brak wiedzy o porozumieniu Moskwy i Berlina?
To wypadkowa kilku faktów. Jednym z nich jest na pewno sowiecka propaganda, która podkreślała, że Moskwa musiała podpisać ten pakt, że nie miała w 1939 r. alternatywy, a sam pakt miał charakter czysto defensywny, pozwalający ZSRR uniknąć ataku ze strony III Rzeszy. Inny to stara radziecka śpiewka podkreślająca, że w latach 1939-1941 tak naprawdę nic się nie zdarzyło.

W 1939 r. Hitler był ostrożny i szukał porozumienia ze Stalinem. Dwa lata później poczuł się niezwyciężony i go zaatakował

Do Brytyjczyków te argumenty docierają?
Wiem, że one nie mają nic wspólnego z faktami, ale do pewnego stopnia ukształtowały one świadomość na Wyspach. Okazało się to o tyle prostsze, że tak naprawdę chodziło o kraje, których nazw nikt nie znał, o ludzi, których nazwisk nikt nie umiał wymówić. Przecież zdecydowana większość Brytyjczyków nie umiałaby wskazać państw bałtyckich na mapie. To prowincjonalne podejście do historii: interesowanie się tylko zdarzeniami, w które zaangażowani byli brytyjscy żołnierze. Choć na szczęście w ostatnich 20-30 latach zaczyna się ono zmieniać, Brytyjczycy coraz więcej dowiadują się o oblężeniu Leningradu, bitwie pod Stalingradem czy Kurskiem.

Ale pakt Ribbentrop-Mołotow w tę nową falę zainteresowania się nie wpisał.
I to jest jedna z największych dziur w opowieści o II wojnie światowej, jaką znają Brytyjczycy.

Dobrze, że Pan swoją książką tę dziurę próbuje zaszyć. Ale czy ktoś Pana pracę na Wyspach zauważył?
Tak, moja książka zyskała czytelników, sprzedałem w Wielkiej Brytanii ok. 10 tys. egzemplarzy.

Trudno mówić o efekcie WOW.
Tak, ale też książek typowo historycznych nie pisze się po to, by go wywoływać. One przynoszą długofalowy efekt. Ważniejsze od masowej sprzedaży jest wrzucenie tematu do głów innych historyków.

A to mi się chyba udało, bowiem moja książka miała sporo pozytywnych recenzji. To daje nadzieję, że gdy będą powstawały kolejne książki o wojnie, o pakcie Ribbentrop-Mołotow, znajdzie się w nich więcej niż tylko paragraf.

Porozmawiajmy o znaczeniu tego paktu. Czy Hitler zaatakowałby Polskę, gdyby go nie podpisał?
W 1939 r. Hitler sam zapędził się do narożnika. Wiedział, że wybuch wojny jest nieunikniony i że musi nastąpić szybko. Stąd jego aktywność wobec Polski, którą starał się na przemian przestraszyć albo uwieść.

Pakt był mu na rękę, bowiem pozwalał mu rozwiązać problem, jaki miał z Polską - przynajmniej krótkoterminowo. Jednocześnie nie stał w kolizji z jego dalszymi planami, które zakładały pokonanie Związku Radzieckiego. W 1939 r. najważniejsze jednak było rozbicie Polski.
Ale obserwując ówczesną dysproporcję w możliwościach wojskowych Berlina i Warszawy, Hitler nie powinien mieć wątpliwości, jak zakończy się wojna - nawet gdyby uderzył sam.
Ale wcale nie mógł mieć pewności, jak w takiej sytuacji zareagowaliby Rosjanie.

Przecież nie przyszliby Polsce z odsieczą.
Oczywiście, że nie - Hitler wiedział, że Moskwa traktuje Warszawę z taką samą wrogością jak on. Ale jednocześnie chciał mieć pewność, że Stalin nie będzie interweniował. Zatem można sobie wyobrazić scenariusz, w którym Hitler uderza na Polskę bez podpisywania paktu z Sowietami - ale podejrzewam, że w takiej sytuacji i tak by szukał jakiejś formy porozumienia z nimi.

Tylko właściwie czemu? Rosjanie w wakacje 1939 r. mieli problemy w Azji, gdzie musieli walczyć z wojskami japońskimi. Poza tym w tamtym momencie kompletnie nie byli przygotowani do wojny z taką potęgą jak ówczesne Niemcy.
Mimo to Hitlerowi zależało, by mieć pewność, że Stalin co najmniej akceptuje jego cele ataku. On w 1939 r. wcale nie miał pewności, czy Rosjanie nie uznaliby jednak za stosowne w jakiś sposób zainterweniować w sytuacji, gdy on atakuje Polskę - choćby po to, by ugrać coś dla siebie.

Pakt Ribbentrop-Mołotow dawał ZSRR prawo wejścia na teren Polski 14 dni po rozpoczęciu wojny. Oni zrobili to dopiero po 17 dniach - wcześniej cały czas bali się reakcji Francji i Wielkiej Brytanii, Stalin obawiał się wplątania w kolejną wojnę. Naprawdę Hitler nie widział jego słabości w sierpniu 1939 r.?
Rzeczywiście, w tamtym momencie Stalin był słaby. Ale to nie znaczy, że Hitler niepotrzebnie kłopotał się pertraktacjami z nim.

Nie za bardzo widzę korzyści.
Polityczną była gwarancja, że Związek Radziecki nie będzie przeszkadzać w chwili ataku Niemiec na Polskę. Na to jeszcze nałożyły się korzyści ekonomiczne. III Rzesza otrzymała dostęp do radzieckich surowców naturalnych - w czasie wojny to wartość, której nie da się przecenić. Razem z paktem Ribbentrop-Mołotow podpisano cztery umowy gospodarcze, które gwarantowały Berlinowi spokój na wypadek wojny.

I tak go miał.
Nie chodzi mi o wojnę z Polską, tylko o regularną wojnę światową. Hitler wiedział, że jeśli Francuzi i Brytyjczycy na poważnie zaangażują się w konflikt, to powtórzą manewr z I wojny światowej polegający na blokowaniu dostaw do Niemiec drogą morską. Nawiązując sojusz z Moskwą, Berlin zyskiwał gwarancję stałych dostaw ropy i innych surowców przez ląd - a wiadomo, że paliwo to fundament każdej ofensywy wojskowej. Poza tym proszę pamiętać, ż Hitler nie zajmował się długofalowym planowaniem. Dla niego najważniejsze było pokonanie Polski, o dalszych działaniach wtedy nie myślał.

Przed chwilą wspomniał Pan, że jednak miał w planach atak na Związek Radziecki.
Ale to był raczej kontur planu niż precyzyjnie zarysowana koncepcja. Hitler nie był strategiem myślącym kilka ruchów do przodu, raczej hazardzistą, który nieustannie podejmował ryzyko. Już atak na Polskę był takim ryzykiem - przecież on nie wiedział, jak ostatecznie zachowają się zachodni alianci. Także z tego powodu tak bardzo zależało mu na gwarancjach spokoju na wschodzie.

Generalnie w latach 30. Hitlera i Stalina więcej dzieliło niż łączyło, Führer zawsze podkreślał swą wrogość wobec komunizmu. Jak to więc możliwe, że tych dwóch dyktatorów znalazło wspólny język w 1939 r.?
Dla obu stron to było małżeństwo z rozsądku - zresztą pewnie obie strony od początku były przygotowane na szybki rozwód. Żaden z partnerów nawet nie starał się mówić o miłości, każdy natomiast nastawiał się na maksymalne wykorzystanie drugiego. Stalin na pewno nie ufał Hitlerowi. Jako marksista-leninista patrzył jednak na świat przez pryzmat powiązań ekonomicznych. W jego ocenie zapisy zawarte w pakcie były bardzo korzystne i Hitler byłby szaleńcem, gdyby zdecydował się zaatakować Związek Sowiecki w takiej sytuacji.

A w czerwcu 1941 r. niemieckie czołgi napędzane radzieckim paliwem ruszyły w kierunku Moskwy.
I dla Stalina to musiał być szok - bo w jego ocenie ta decyzja Hitlera nie miała żadnego sensu.

Stalin nie wziął pod uwagę, że Hitler był hazardzistą?
Proszę pamiętać o silnym konflikcie ideologicznym między III Rzeszą a ZSRR. W chwili podpisywania paktu Ribbentrop--Mołotow został on odłożony na bok, ale nie zniknął - i był jednym z powodów, dla których Hitler wydał decyzję o ataku na Związek Radziecki. Inny to strategiczny. Po pokonaniu Francji w 1940 r. i ataku na Wielką Brytanię zniknął główny powód, który pchnął do podpisania porozumienia z Moskwą rok wcześniej. Trzeci powód ataku to gospodarka. Niemcy byli mocno sfrustrowani poziomem dostaw surowców naturalnych z ZSRR, gdyż pokrywały one tylko niewielki procent ich potrzeb. Ich współpraca z Kremlem nie dawała im takich owoców, jak oczekiwali.
W 1939 r. Hitler związał się paktem ze Stalinem, bowiem czuł się mocno niepewnie i szukał zabezpieczenia. Dwa lata później go zaatakował, ponieważ czuł się niepokonany po kolejnych sukcesach militarnych. Można to uznać za przyczynę czwartą?
Wygląda na to, że tak. Hitler wydał rozkaz ataku na ZSRR, mimo że jego generałowie mu to odradzali. Tyle że oni mieli bardzo słabą kartę negocjacyjną, gdyż poprzednie wojny dowiodły, że to Hitler podejmował właściwe decyzje, nie oni. W chwili, gdy Führer każe rozpocząć przygotowania do operacji "Barbarossa", ma on opinię właściwie nieomylnego wśród Niemców. Wtedy wydawało się, że jest wręcz skazany na kolejne zwycięstwa.

A co zyskiwał Stalin na pakcie Ribbentrop-Mołotow?
Dzięki niemu odzyskuje dużą część terytorium, które jego kraj utracił po I wojnie światowej i rewolucji październikowej. Poza tym Stalin prowadził swoją analizę strategiczną. Uważał, że jeśli Hitler będzie czuł się zabezpieczony na Wschodzie, to ruszy na Zachód - na Francję i Wielką Brytanię - a taka sytuacja była mu bardzo na rękę. Przecież krwawy konflikt między jego głównymi wrogami, faszystami i imperialistami, z jego perspektywy miała same korzyści. Inni trzęśliby drzewem, a on tylko zbierałby spadające jabłka - ta metafora chyba trafnie opisuje sytuację, w jakiej chciał się znaleźć. Ten sposób myślenia dominował na Kremlu w 1939 r.

I stał się fundamentem porażek ZSRR w 1941 r., gdyż kraj nie był wtedy kompletnie przygotowany do wojny z III Rzeszą.
Kreml nie spodziewa się ataku ze strony Niemiec. ZSRR się zbroi, ale bardzo powoli, wychodząc z założenia, że ma jeszcze sporo czasu - tym bardziej że Niemcy są uwikłani w wojnę na Zachodzie, a Hitlera i Stalina łączy pakt.

Hitler go jednak zaskoczył i zaatakował. Ale czemu on wtedy nie próbował się zabezpieczyć tak samo jak w 1939 r.? Przecież gdyby skoordynował swe działania z Japonią i razem z nią uderzył na Związek Radziecki, Moskwa nie zdołałaby przetrwać.
Bo współpraca państw Osi była tylko formalna - w rzeczywistości one ze sobą nie kooperowały pod względem wojskowym.

Choć Japonia zaczęła walki z Rosjanami w 1939 r. - tyle że po pierwszych niepowodzeniach się wycofali.
W kwietniu 1941 r. Tokio i Moskwa podpisały nawet pakt o nieagresji i Japonia zdecydowała się na ofensywę wojskową na kraje Azji Południowo-Wschodniej. To był najlepszy dowód na to, że współpraca wojskowa Niemiec i Japonii nie istniała.

Współczesna Rosja do dziś bardzo chętnie odwołuje się do mitu zwycięstwa w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej, a jednak Władimir Putin niedawno bronił paktu Ribbentrop-Mołotow. Trudno to uznać za przykład konsekwencji.
Ale to pozwala Putinowi osiągać swoje cele. On wie, że za każdym razem gdy wspomni o tym pakcie, wywoła natychmiastową reakcję w Polsce czy krajach bałtyckich - a o to mu zwykle chodzi. Choć Putin fakt, że doszło do porozumienia Moskwy z nazistami, relatywizował już wcześniej, podkreślając, że umowy z faszystami podpisywały też inne kraje. Ale to oczywisty nonsens, bowiem nie da się porównać polsko-niemieckiego paktu o nieagresji z 1934 r. ani nawet układu monachijskiego z 1938 r. porównać z paktem Ribbentrop-Mołotow.

Czy przy okazji odwołań do tego paktu Putin nie próbuje przypomnieć Angeli Merkel o tym, jak efektywna może być współpraca jego kraju z Niemcami? Bo od kilku lat kooperacja Moskwy i Berlina właściwie nie istnieje.
Wyraźnie widać, że Putin dąży do tego, by pakt Ribbentrop-Mołotow, zawarty przez dwóch dyktatorów, traktować jako normalny dokument międzypaństwowy. To tylko potwierdzenie tego, co od dawna widać: jak poważne problemy ma Rosja ze swoją historią.

Na czym one polegają?
Rosja, z jednej strony, uważa się za jedynego dziedzica Związku Radzieckiego - odbierając prawo do tego Ukrainie, Białorusi, Kazachstanowi i innym państwom, które kiedyś współtworzyły ZSRR. Z drugiej strony - pomija fakt, że Kreml w czasie wojny nie miał oporów przed kolaboracją z faszystami.
Moskwie nigdy nie zależało na tym, by uporządkować swoją historię - dla niej poszczególne zdarzenia z przeszłości są tylko instrumentem przydatnym w bieżącej grze politycznej.
Mimo wszystko trudno mi uwierzyć w sytuację, w której Rosja będzie ciągle unikać rozmów o przeszłości. Ona w końcu będzie musiała się skonfrontować z własną historią - przejść przez podobny proces, jakiego doświadczyły inne państwa, z postfaszystowskimi Niemcami na czele. Choć będzie to wymagało zmian w systemie politycznym Rosji, nie spodziewam się, by coś takiego miało miejsce w kraju rządzonym jednoosobowo.

Na razie jednak szybkich zmian w Rosji nie można się spodziewać - a kraje naszego regionu muszą z nimi sąsiadować. Na ile Wielka Brytania wyciągnęła lekcję z fiaska appeasementu lat 30. i byłaby skłonna przyjść z pomocą sojusznikom NATO w Europie Środkowej?
Dziś słowo "appeasement" w Wielkiej Brytanii traktuje się jak przekleństwo. Pamiętamy o błędach, które wtedy popełniliśmy. Poza tym kwestia pomocy przestała być już decyzją przywódców poszczególnych państw. Jesteśmy sojusznikami w ramach NATO i - gdyby pojawiły się odwołania do artykułu 5 paktu północnoatlantyckiego - bylibyśmy zmuszeni do udzielenia wsparcia.

Teoretycznie. W praktyce NATO nie zdołało wypracować spójnego systemu wsparcia dla członków sojuszu sąsiadujących z Rosją.
Zgadzam się, same manewry oddziałów NATO w Polsce czy krajach bałtyckich to za mało. Potrzebne jest silniejsze zaangażowanie - ale jednocześnie stworzenie możliwości Putinowi, by mógł się wycofać. Najgorsza sytuacja to taka, w której rosyjski prezydent będzie czuł się zapędzony do narożnika - wtedy jego zachowanie stałoby się pewnie jeszcze bardziej nieprzewidywalne niż teraz.

W Polsce pakt Ribbentrop-Mołotow odgrywa szczególną rolę - traktujemy go jako potwierdzenie starej tezy mówiącej o tym, że Rosję i Niemcy zawsze łączyły szczególne relacje. Wypłynęło to choćby w chwili, gdy Berlin i Moskwa wspólnie budowały Nord Stream. Czy Pan jako brytyjski historyk uważa, że można mówić o takim stałym sojuszu, o jakimś wspólnym kodzie genetycznym łączącym oba te kraje?
Prawdę mówiąc, nie widzę tego. Jeśli już jakieś kraje łączy taka szczególna więź, to Niemcy i Wielką Brytanię. To dziedzictwo czasów, gdy Brytyjczycy panowali nad księstwem Hanower. Nasze kultura i język są zbliżone. Historycznie, oczywiście z pominięciem XX w., zawsze byliśmy ze sobą blisko. Ale czy można powiedzieć o podobnej więzi między Niemcami a Rosją? Na pewno marzą o tym niemieccy przedsiębiorcy, którzy zawsze pożądają rosyjskich surowców naturalnych i tamtejszego wielkiego rynku. Ale to, że biznesmeni z Niemiec zawsze chcą robić interesy z Rosjanami, nie znaczy, że te oba kraje mają podobny kod DNA. Nigdy nie było specjalnej więzi między Moskwą a Berlinem - także z tego powodu pakt Ribbentrop-Mołotow był takim zaskoczeniem. Jego podpisanie wcale nie było czymś oczywistym, co pan zdaje się sugerować swoim pytaniem.

Doświadczenia historyczne Polski mówią coś innego.
Rozumiem, że dla Polski to delikatna kwestia, ale naprawdę nie jest tak, że Niemcy z Rosją będą współpracować zawsze i wszędzie. Proszę zwrócić uwagę na słowa, które Joseph Goebbels zapisał w swoim pamiętniku 22 czerwca 1941 r. "Co za ulga" - napisał pod tą datą, mając na myśli, że Niemcy wreszcie zaatakowały ZSRR. To oznaczało koniec nienormalnego - z jego perspektywy - momentu historycznego, kiedy Berlin i Moskwę łączył pakt.

Goebbelsowi nie podobał się sojusz Rosjanami czy sojusz z komunistami?
Przede wszystkim fakt, że łączy ich porozumienie z bolszewikami. Ale fakt, że tymi bolszewikami byli Rosjanie, też miał znaczenie. Naprawdę, Niemcy nie tworzą sojuszy z Rosjanami z automatu. Obecna sytuacja i napięcie między tymi krajami wokół konfliktu na Ukrainie najlepiej tego dowodzą.

***

Roger Moorhouse, brytyjski historyk specjalizujący się w II wojnie światowej i Europie Środkowej, współpracownik prof. Normana Daviesa. Autor takich książek jak "Polowanie na Hitlera", "Stolica Hitlera. Życie i śmierć w wojennym Berlinie". Wydawnictwo Znak właśnie wydało jego najnowszą publikację "Pakt diabłów. Sojusz Hitlera i Stalina"

FLESZ: Kiedy będzie wiosna? Zwierzęta dają sygnały.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 9

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

o
outlaw

Polska, powiem więcej cała przestrzeń pomiędzy Niemcami a Rosją to "czarna dziura". Nic, ale to wogóle nic o nas nie wiedzą. Kompletna ignorancja. Polska to się tam kojarzy tylko z: piecami dla Żydów (temat na fali), wódką, Wałesą i Janem Pawłem II. Nic więcej.

s
spokojny

Liczy się układ polityczny. To wiedział Piłsudski i dlatego zawsze z każdym współpracował dla przetrwania państwa polskiego. Był oficerem w służbie austriackiej, współpracował z Prusami, z białą Rosją i Rosją czerwoną. Po roku 1933 (nasistowski zamach w Niemczech) wiedział, że nie można walczyć na dwa fronty i trzeba się na jakiś sojusz zdecydować. Stąd cały czas dobre kontakty z III Rzeszą. Był też trzeci scenariusz.

Oprócz walki na dwa fronty względnie wspólnej polsko-niemieckiej wyprawy „na bolszewika”, pod hasłem „Morze Czarne to też morze” i potem „defilady polskich ułanów na kremlowskiej paradzie zwycięstwa obok sojuszniczych dywizji pancernych Rzeszy”, były jeszcze inne scenariusze. Np. czechosłowacki: nie walczyć samotnie z dwoma po zęby uzbrojonymi bandytami a po wojnie i tak dostać od sowietów „w prezencie” taki sam socjalizm z takim samym „pięknym” Pałacem Kultury. Zysk: mniej zabitych Polaków. Ale te wszystkie opcje zostały po 1935 roku (śmierć Marszałka) zastąpione krzykami bez pokrycia typu „jesteśmy silni zwarci, gotowi i nie oddamy ani guzika”. Dodam, że hjtlerowski nasizm należy całkowicie potępiać ale nie wolno było dopuścić do zaatakowania Polski z dwóch stron, bo wtedy byliśmy bez szans.

o
outlaw

Zacznijmy od czegoś innego. W 1933 roku, roku przejęcia władzy przez Hitlera, Piłsudski zaproponował Francji tzw. "wojnę prewencyjną" z dogorywającą już Republiką Weimarską (III Rzesza - mimo, że ją Hitler zadeklarował jeszcze nie powstała). Francuzi odmówili, stąd w styczniu 1934 roku Polska podpisała z Niemcami "pakt o nieagresji". Miał się on przerodzić w zamysłach przywódców Niemiec w pakt wojskowy analogiczny do tzw. "paktu stalowego" zawartego przez Niemcy z Mussolinim. Cena: powrót Gdańska do Rzeszy i trasy komunikacyjne przez Pomorze. Pierwszym celem wojny miało być ukaranie Francji za warunki Traktatu Wersalskiego. Potem Lebensraum na terenie ZSRR. Stąd udany manewr Chamberlaina z "gwarancjami dla Polski" - typowe odwrócenie sojuszy. Na zachodzie już w 1938 roku sr*li drobnym groszkiem ze strachu dlatego zgodzili się na Monachium. Skutkiem tego odwrócenia sojuszy było zawarcie "paktu Ribbentrop-Mołotow". Niemcy chcieli przed rozprawą z Francją mieć zabezpieczone tyły. Skoro Polska przeszła do obozu wrogów, należało ją zniszczyć, a jej warstwę inteligencką zlikwidować jako zdrajców. Stąd akcje wyniszczania: AB, Tannenberg itp. Zaś ludność żydowska miała być zakładnikiem w stosunkach z USA, tak by one zostały neutralne. Spędzono ją do gett i tam miała egzystować. Dopiero po 12 grudnia 1941r, czyli po wypowiedzeniu wojny USA urządzono w styczniu 1942r tzw. "konferencję w Wannsee" mającą na celu likwidację tych "zakładników'. Wniosek: mając za sąsiada człowieka kierującego się emocjami, a nie rozumem, nie warto zmieniać zdania. Do konfliktu Polska-Niemcy by nie doszło, gdyby nie "zdrada" Polski w przekonaniu Hitlera, Nie byłoby też paktu Ribbentrop - Mołotow

s
spokojny

Kilka faktów historycznych:
- maj 1934, inicjatywa Francji dażąca do zbliżenia z Rosją (min. Barthou)
dot. paktu z udziałem m.in. Francji, Polski i ZSRR (także Anglii). Polska
odrzuca propozycje. Wiadomo, że oficjalnym motywem
tej decyzji (uważam, że błędnej) była tzw.
polityka równowagi wobec III Rzeszy ale
tuż przed wojną nasz min. Beck wyraźnie
wskazał, że boi się współpracy z ZSRR i nie zgadza się
na współdziałanie z wojskami rosyjskimi w razie potrzeby
na terytorium RP (także Rumunii).

Dodam, że krok ów był niekonsekwentny w
kontekście ocieplenia relacji Polska-ZSRR
w związku z podpisaniem tzw. konwencji londyńskiej
oraz ponownym uznaniu granic Polski przez ZSRR
układem z 05.05.1934.

ZSRR był izolowany na arenie międzynarodowej i dążył do uwiarygodnienia się szukając kontaktów z każdym z kim mógł – odrzucony jako partner do walki z faszyzmem sam się z nim doraźnie sprzymierzył. Rzesza nie uderzyła w 33-cim tylko parę lat później i dopiero wtedy kiedy sprzymierzyła się z ZSRR!

a
ale

pakt Hitler Stalin, który doprowadził do wybuchu II wojny.

G
Gość

Oj polaki polaki jaki my glupi narod teraz walka idzie oto że kościół ma nami rządzić i jego odlamy w postacji rydzyka nie patrzymy co za granicą się dzieje.Robmy tak dalej a nas rozwalą idioci politycy a na zachodzie śmieją sie glupich polakow do rozpuchu.

C
Cyklon

W dalszym ciągu na zachodzie nic nie rozumieją, pakt Ribbentrop -Mołotow zaskoczeniem - przecież Sowieci chcieli brać już udział w rozbiorze Czechosłowacji w 1938 roku skierowali nawet notę do rządu polskiego aby udostępnić im korytarz eksterytorialny dla wojska na Zakarpacie. Już w 1938 roku podpisano umowy gospodarcze na dostawy surowców z ZSRR do III Rzeszy i te transporty szły przez Polskę przez rok z miesięczną przerwą we wrześniu i początku października. ZSRR przygotowywał się przez rok do okupacji wschodniej Polski zaprojektowano nawet specjalne bagnety, mundury, pasy dla wojsk wewnętrznych do walki z ludnością cywilną. Pakt z sierpnia 1939 sankcjonował roczną już współprace i ustalał ostateczny przebieg granicy na terenie okupowanej Polski przez III Rzeszę i ZSRR.

i
internet na ukrainie

Jeszcze Polska nie zginęła, ale zginąć musi, jeszcze Polak Ukraińcowi buty czyścić musi" – taki wpis umieściła w internecie Zoriana Konowalec, wolontariuszka ukraińskiego pułku Azow. Polscy internauci od razu zareagowali.

Postać Zoriany Konowalec przybliżył ostatnio użytkownik Wykop.pl, który zacytował jej nienawistne komentarze o Polsce. "Zorianę pierwszy raz zobaczyłem na kijowskim Majdanie w czasie walk z rządem Janukowycza. Już wtedy miała skrajnie nacjonalistyczne poglądy i utożsamiała się z dziedzictwem OUN-UPA. Dzisiaj Zoriana poszła jeszcze dalej - została wolontariuszką kontrowersyjnego pułku Azow. Prawdopodobnie jest także członkinią nazistowskiej organizacji Misanthropic Division na co wskazują zdjęcia z jej profilu" – napisał.

To właśnie Konowalec oceniła, że "Polska zginąć musi", a "Polak Ukraińcowi buty czyścić musi". Ten jej komentarz wywołał spore oburzenie w sieci. Internauci zmobilizowali się, by odpowiedzieć Ukraince, a tekst o jej "wyczynach" opublikowało kilka portali.

Co na to sama zainteresowana? Właśnie odpowiedziała na burzę wokół jej wpisu. Wyjaśnia, że napisała tak, bo oburzyło ją zachowanie kibiców Legii, rzekomo znanych z antyukraińskich zachowań i banneru "Lwów odzyskamy, banderowców ubijemy".

G
Gość

OCZYWIŚCIE NALEŻY PAMIETAC O PAKCJE HANIEBNYM RIBETROP-MOLOTOW ALE TO TO ODLEGLA PRZESZŁOŚĆ !!!!

Dodaj ogłoszenie