Monika Płatek: Protestujący są suwerenem. PiS twierdził, że słucha suwerena - ma szansę teraz tego dowieść

Dariusz Szreter
Dariusz Szreter
Protesty przeciwko wyrokowi TK odbywają się w całej Polsce Karolina Misztal
Jest XXI wiek i próba sprowadzenia kobiet do istot niezdolnych do samodzielnego decydowania, próba pozbawienia ich wolności i samodzielności nie mieści się w polskim porządku konstytucyjnym. Kto kontroluje płodność człowieka, ten kontroluje jego życie - mówi prof. Monika Płatek, prawniczka, założycielka Polskiego Stowarzyszenia Edukacji Prawnej, członkini Rady Konsultacyjnej Ogólnopolskiego Strajku Kobiet.

Rada Konsultacyjna Ogólnopolskiego Strajku Kobiet ukonstytuowała się w jedenastym dniu protestów. Dlaczego tak późno?

Rada Konsultacyjna po-wstała ad hoc, by ogarnąć żądania protestujących. Postulaty wykroczyły poza ten, który odnosił się do wyroku Trybunału Konstytucyjnego (TK). Nie jest to ciało, które ma rządzić, narzucać, wyznaczać. Ma charakter służebny, pomocniczy, by jak najlepiej odzwierciedlić postulaty ulicy. Przedstawicielki Ogólnopolskiego Strajku Kobiet (OSK) nie rozpoczęły protestów, one się do nich przyłączyły.

Ludzie sami wyszli na ulice pod wpływem tego, co - z namowy i polecenia Jarosława Kaczyńskiego - stało się w Trybunale Konstytucyjnym. Pierwotnym hasłem ulicy był brak zgody na to, aby odbierać kobietom prawo wyboru, kwestionując w ten sposób ich rozumność i wolność oraz gwałcąc prawa reprodukcyjne.

To wszystko robione jest w środku pandemii. Nie licząc się z nią, TK jest używany do rozgrywania politycznych zagrywek o władzę Kaczyńskiego z Ziobrą. Kobiety z OSK, które stały się - przynajmniej dla części uczestniczek i uczestników - twarzami tego protestu, zdecydowały się zebrać postulaty protestujących. Nie udają przy tym, że znają się na wszystkim; stąd Rada. Jest to działanie oddolne. Rada niczego nie narzuca, a członkinie i członkowie Rady nie mają żadnej władzy, żadnych kompetencji poza służebnym i pomocniczymi. Są jednocześnie całe obszary w Polsce, gdzie nikt nie słyszał o Marcie Lempart czy Klementynie Suchanow, gdzie nikt wie, co to jest OSK, a ludzie - mimo to - licznie protestują. To potwierdza oddolność i powszechność gniewu. Pańskie pytanie zatem trochę nawiązuje do myślenia z dawnych czasów: że jak jest partia, to jest pierwszy sekretarz i komitet. Tu nie ma partii, nie ma sekretarza, nie ma komitetu. Jest społeczne ruszenie. Odezwał się suweren, który ma dość bycia oszukiwanym. My jako społeczeństwo dorośliśmy do demokracji, do praworządności. Rządzący - nie.

Jednak w demokracji partie polityczne odgrywają istotną rolę. Czy da się przeprowadzić zmiany polityczne w Polsce, nie nadając temu jakiejś politycznej formy? Mniejsza o to, czy nazwiemy to partią, ruchem czy stowarzyszeniem.

Zdecydowanie to nie jest obojętne, jak to nazwiemy. Kobiety z Ogólnopolskiego Strajku Kobiet bardzo wyraźnie podkreślają, że nie mają zamiaru tworzyć partii. Na ulicy są ludzie, którzy reprezentują różne poglądy na temat podatków, służby zdrowia czy sposobu urządzania edukacji. Natomiast to, co ich łączy, to gniew wobec władzy, która od lat władzy nadużywa, okazując nam pogardę. OSK nie ma obecnie ani planu, ani ambicji tworzenia partii politycznej. To jest ruch społeczny. Czy w ramach tego ruchu nie ma ludzi, którzy mają ambicje polityczne? Na pewno jest ich bardzo wielu. Mogą oni działać zarówno w partiach, które już istnieją, jak i - być może później - tworzyć nowe. To jednak nie jest celem ani zamiarem OSK. I na pewno Rada Konsultacyjna nie jest zalążkiem przyszłej partii, a my, którzy w tej radzie jesteśmy, nie jesteśmy kandydatami na ministrów, urzędników i innych, którzy chcieliby się na tym wozić.

Czytaj także

To co w takim razie jest celem tego ruchu? Pewne postulaty zostały już sformułowane. Niektórzy mówią, że są one nierealistyczne. Ale niezależnie od tej oceny, aby próbować je wprowadzić w życie, musi istnieć plan, czy jak to się czasem mówi - mapa drogowa. Jak ona wygląda w przypadku tego ruchu i służebnej mu Rady Konsultacyjnej?

Nie bardzo rozumiem, dlaczego pan mówi, że są to postulaty nierealistyczne. Te propozycje wyszły od ludzi. Ani Rada Konsultacyjna, ani Ogólnopolski Strajk Kobiet nie zgłosiły żadnego własnego projektu, oprócz niezgody na wyrok TK. Skład orzekający, który wydał wyrok 22 października 2020, który nakazał kobietom utrzymywać ciążę dotkniętą letalnymi wadami, skazując na cierpienia zarówno kobietę, jak i urodzone dziecko, jest dotknięty wadą nieważności; tyle że TK nie zna takiego terminu. Był obsadzony w sposób okazujący lekceważenie i nam, i prawu. W składzie było trzech dublerów; ludzi, którzy zajmują miejsca poprawnie wybranych sędziów TK. Była sędzia, która podpisywała się pod analogicznym wnioskiem do TK. To zobowiązywało ją do wyłączenia się, nie jest bowiem bezstronna. Podobnie drugi sędzia, balujący u Rydzyka na urodzinach. To także stawia jego bezstronność pod znakiem zapytania. Decyzja TK podejmowana na polityczne polecenie jest obrazą konstytucyjnego porządku i czyni z TK wydmuszkę. Została nazwa, zabrakło treści.

Decyzja, którą podjął TK, w istocie należeć powinna do Sejmu, i ewentualnie następnie poddana być powinna kontroli TK. Żądaniem ulicy nie jest w istocie więc, aby unieważnić wyrok TK. Nie ma takiej procedury. Władza ustawodawcza ma proste zadanie do spełnienia - opublikować wyrok i jednocześnie zdekryminalizować aborcję.

Nie ma zgody na odbieranie nam wolności i kwestionowanie człowieczeństwa kobiet. Człowiek to istota cielesna, rozumna i wolna. Wyrok TK kobiety odczłowiecza, odbierając im wolność i zaprzeczając ich zdolności do podejmowania także trudnych wyborów. Rzecz więc nie sprowadza się tylko do aborcji. Władza ma obowiązek zapewnić każdej kobiecie i każdemu mężczyźnie pełnię praw reprodukcyjnych. Nie tylko nie wywiązuje się z tego; szczuje kobiety i lekarzy prawem karnym. Prawa reprodukcyjne zostały określone w polskim porządku prawnym w 1993 roku, w ustawie o planowaniu rodziny. Mówi ona bardzo wyraźnie, że państwo bierze na siebie obowiązek zapewnienia każdemu prawa do odpowiedzialnego decydowania o posiadaniu dzieci. W związku z tym zapewnia każdemu dostęp do edukacji seksualnej, nowoczesnej antykoncepcji, badań prenatalnych, antykoncepcji doraźnej, aborcji, poradnictwa. Władza obowiązki te, zwłaszcza wobec kobiet, łamie. Ta władza wielokrotnie przeprowadzała ustawy w ciągu kilku godzin w nocy. W związku z tym, jeżeli ma dobrą wolę, jeżeli naprawdę zależy jej na zdrowiu i życiu Polek i Polaków, ma - na początek - po prostu zdekryminalizować aborcję.

Jest XXI wiek i próba sprowadzenia kobiet do istot niezdolnych do samodzielnego decydowania, próba pozbawienia ich wolności i samodzielności nie mieści się w polskim porządku konstytucyjnym. Kto kontroluje płodność człowieka, ten kontroluje jego życie. Ta władza bardzo dobrze o tym wie.

I w związku z tym, jeżeli naprawdę ma dobrą wolę, to nie musi się spotykać z przedstawicielkami strajku ani nasyłać na nie nacjonalistycznych bojówek. Wystarczy zdekryminalizować aborcję i zacząć wypełniać zobowiązania wynikające z praw reprodukcyjnych; są prawami człowieka. Oczywiście jednocześnie ma obowiązek opublikować wyrok. Bo chociaż jest wydany przez ciało, które niegodne jest nazywać się Trybunałem Konstytucyjnym, chociaż jest uchwalony w sposób, który w innym sądzie z powodu wad uznany byłby za wyrok nieistniejący, to w ramach konstytucyjnego porządku prawnego nie mamy w Polsce procedury, która mogłaby inaczej sanować wyrok Trybunału Konstytucyjnego, jak przez publikację i wprowadzenie nowego prawa. I to nowe prawo premier może zaproponować jutro i jutro je uchwalić. Debata nad tym prawem trwa od tygodni na ulicy i brzmi:dość zakazu aborcji, dość kryminalizowania tego.

Nie ma również przeszkód do spełnienia żądania, aby zlikwidować w Polsce i uznać za niezgodne z porządkiem konstytucyjnym i prawem regulującym działalność samorządów stref wolnych od LGBT. Jesteśmy krajem, w którym były strefy wolne od Żydów. Stworzyliśmy strefy wolne od uchodźców. Teraz jest kolejna grupa, która jest odczłowieczana.

Co oznacza czerwona błyskawica, czarny parasol i druciany wi...

To do rządu należy wystąpienie i powiedzenie: nie godzimy się na nazywanie ludzi ideologią. Nie godzimy się na to, by Kościół naruszał artykuł 25 Konstytucji i nazywał ludzi „zarazą”. Jeżeli rządzącym zależy na tym, żeby ludzi nie narażać na utratę zdrowia i życia i powstrzymać rozprzestrzenianie się zarazy, mogą to zrobić. Nie zorganizowali służby zdrowia. Jeśli ktoś powie, że to niemożliwe, to się nie zgodzę. W środku pandemii kupuje się limuzyny z funduszu dla imigrantów (sic!). Pokazując gest Lichockiej chorym, miliardy przekazują - zamiast na służbę zdrowia - na propagandę. Miliony dają handlarzowi broni, który nie dostarcza respiratorów, i miliony dla ministra zdrowia z pandemią w tle.

Jeśli więc premier Morawiecki rzeczywiście czuje się odpowiedzialny za to, co się dzieje, jeżeli wychodzi i mówi: „Zrzućcie to na mnie”, to odpowiedzialny polityk podaje taki rząd i siebie do dymisji. Nikt nie mówi, że to się ma stać jutro, ale na ulicy suweren tej władzy powiedział „dość”.

Są też oczywiście rzeczy trudniejsze do załatwienia. Każdego dnia pojawiają się nowe hasła. Dzisiaj [rozmawiamy we wtorek, 3 listopada - red.] do strajku dołączyli przedsiębiorcy, którzy przez nieodpowiedzialne działanie władzy stracili często dorobek swojego życia. Spraw gospodarczych nie załatwi się w jeden dzień. Także służby publicznej, obecnie zastąpionej służbą partyjną, nie da się szybko odbudować. PiS łatwo ją zniszczył; odbudowa trwa dłużej. Są i inne postulaty dotyczące edukacji, kultury, sytuacji osób z niepełnosprawnościami. Jest i wniosek, by zwiększyć nakłady na zdrowie do 10 proc. PKB. Wystarczy zamiast propagandy zadbać o nasze życie i zdrowie. Chyba że to, co się dzieje, jest tej władzy na rękę. Czy przypadkiem nie jest jej na rękę, że teraz każdego tygodnia umiera dużo więcej ludzi niż średnio w latach poprzednich? To nie wszystko przez COVID. Wiele z tych osób umiera, ponieważ służba zdrowia została rozłożona na łopatki. A jednocześnie władza wprowadza przepisy, które mówią, że oni, ich rodziny, kochanki i „znajomi królika” będą mieli zapewnione usługi lekarskie poza kolejnością.

Nie mówiłem, że te postulaty są niemożliwe do zrealizowania, ale oczekiwanie, że zrobi to ta władza, jest nierealistyczne, bo opiera się na jednej przesłance: że ten rząd ma dobrą wolę. Naprawdę Pani tak uważa? Poza tym, gdyby PiS to zrealizował, straciłby poparcie swojego elektoratu, który jest jeszcze całkiem liczny. Mimo sondażowych spadków, to wciąż najsilniejsza partia polityczna w Polsce.

Pan pyta, czy ja myślę, że ten rząd ma dobrą wolę? Tak. Być może jestem po raz kolejny naiwna, ale myślę, że są w tym rządzie zarówno tacy ludzie, jak panowie Kamiński czy Woś, którzy myślą, że zwycięzcy nigdy się nie muszą tłumaczyć i każdy środek jest dobry, by dojść do celu. Myślą, że są nieśmiertelni i to ich nie dotknie. Mylą się. Jesteśmy w sytuacji absolutnie nadzwyczajnej i za to w pełni odpowiada ten rząd. Ale mam nadzieję, że w PiS są również ludzie, którzy myślą inaczej niż pani Godek, która zaproponowała, by wysłać „na te dwa tysiące feministek” wojsko czy policję, żeby je po prostu rozgromiła. Nie popierają pomysłu Kaczyńskiego, który zachęca skrajnych nacjonalistów do atakowania demonstrujących. I myślą inaczej niż Ziobro, który sądzi, że przejmie władzę i weźmie wszystkich za mordę.

Żądania, te podstawowe, protestującego społeczeństwa obywatelskiego, zebrane przez Radę Konsultacyjną, władza może spełnić już dziś. Hasła zgłaszane na protestach pokazują, że ludzie rozumieją, że zamach na wolność kobiet to tylko krok w kierunku pozbawienia wolności całego społeczeństwa. Polska robi tu za poligon.

Jest bardzo charakterystyczne, że tego samego dnia, kiedy wydmuszka Trybunału Konstytucyjnego wydała wyrok, reprezentujący Polskę minister spraw zagranicznych podpisał wspólną deklarację wraz z przedstawicielami Brazylii, Arabii Saudyjskiej, Stanów Zjednoczonych, Białorusi, Ugandy, Kenii i paru państw z niewolnictwem w historii i dyskryminacją kobiet współcześnie. Jej celem jest w istocie, aby pod pretekstem ochrony zdrowia kobiet zakwestionować wiążące dla władz prawa reprodukcyjne i szerzej - podstawowe prawa człowieka. W konsekwencji, by przyzwolić na zniewolenie ludzi. Kolejne obszary wyłączania praw dotknąć mają prawo do wolnego słowa, do wolnej prasy, do wolnego dysponowania swoimi pieniędzmi [chodzi o tzw. Deklarację ws. Konsensusu Genewskiego - red.]. To jest bardzo świadomie robione. Teraz: albo oni się z tej drogi cofną...

Maski, kostiumy i przebrania na protestach. Pomysłowość prot...

Cofnięcie się, z ich punktu widzenia, spowoduje ogromne straty.

Czy odejście od władzy naprawdę powoduje ogromne straty? Owszem, jest tam kilka osób, które powinny stanąć przed Trybunałem Stanu. Niemniej żadnemu z członków Trybunału Konstytucyjnego, bez względu na to, jak źle byłby osadzony, nic nie grozi, jeśli nie popełnił przestępstwa. Jest czas pandemii i nawet oni nie powinni własne interesy odłożyć. Nagrabili już dużo i najpewniej nie będzie im to odebrane. W tej chwili spoczywa na nich odpowiedzialność za zdrowie i życie również młodego pokolenia, które im tego nie wybaczy. Powstanie Warszawskie, skazujące polską młodzież na niechybne wytracenie, było nieodpowiedzialnym działaniem. Powtarzanie takich gestów w sytuacji, kiedy nie mamy wroga zewnętrznego, a wrogiem społeczeństwa okazuje się władza, jest nieporównywalnie gorsze i stosownie do tego większa jest odpowiedzialność rządzących.

Wygląda jednak na to, że rząd gra na przeczekanie. I tu pojawia się pytanie: jak długo uda się podtrzymać tę falę protestów?

Trzeba na to spojrzeć z właściwej perspektywy. Kaczyński i jego towarzysze partyjni sądzili, że to, co się stało w 2016 roku, minęło i się nie powtórzy. Nie jestem wróżką. Za nami, protestującymi, stoi artykuł 57 Konstytucji RP, gwarantujący nam wolność organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich oraz artykuł drugi tejże Konstytucji, deptany przez obecną władzę. Wymaga, by zapewnić, iż Polska jest demokratycznym państwem prawa urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej.

Rządzący muszą zrozumieć, że jesteśmy już dzisiaj w zupełnie nowym miejscu i społeczeństwie. To społeczeństwo, w którym młodzi ludzie mają zinternalizowaną wolność, niezależność i przynależność do Unii Europejskiej. Nie dadzą sobie tego odebrać. Rozumieją, że obecny protest dotyczy zakazu aborcji jako także wstępu do zagrabienia wolności i do zniewolenia.

Ludzie nie godzą się na odbieranie nam wolności i niszczenie praworządności. W związku z tym, bez względu na to, jak się zakończy obecny gniewny protest, władza - między innymi dzięki punktom zebranym przez Radę, które odzwierciedlają głos protestujących na ulicach - ma możliwość podjęcia działań prostych i możliwych do zrealizowania. Jeśli nie, ten protest, który zaczął się w 2016 roku, powróci. Są, być może, u władzy ludzie, którym się marzy: „Po mnie tylko potop”, bo nienawidzą siebie i innych. Ale nie sądzę, że należy to generalizować. To pewnie nie dotyczy całej formacji PiS i prawicy u władzy. Jeżeli chcą utrzymać te 26 procent poparcia, to dobrze, by zadbali o swój elektorat. Na PiS głosuje głównie starsze pokolenie, najbardziej zagrożone przez obecną pandemię. Jeżeli PiS chce politycznie znaczyć, powinno zadbać o życie i zdrowie tych ludzi. Wystarczy więc przystąpić do realizowania tego, co im suweren proponuje. Protestujący są suwerenem. PiS twierdził, że słucha suwerena - ma szansę teraz tego dowieść.

Będzie najazd traktorów na stolicę?

Wideo

Materiał oryginalny: Monika Płatek: Protestujący są suwerenem. PiS twierdził, że słucha suwerena - ma szansę teraz tego dowieść - Dziennik Bałtycki

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Członek Biura Politycznego KC PZPR Leszek Miller niech zajmie się rozliczeniem licznych afer swojego krótkiego życia: walizek pieniędzy z Moskwy, Polisy , osiedla domów wybudowanych dla wybranych przez śp. Gudzowatego, przekazu z Bermudów wartości 1mln dolarów amerykańskich, które wpłynęło na konto juniora Leszka(opisywał red. Robert Zieliński akt. TVN24.pl), kartonów z milionami dolarów za więzienia w St. Kiejkutach, etc. i dopiero wtedy ocenia działania innych? Przypominam: PiS się zobowiązał się, że rozliczy takie postacie!