"Mona" Dana T. Sehlberga: Najbardziej przerażające jest to, czego nie widać

Bożydar Brakoniecki
Z komputerowym wirusem zagrażającym ludzkości nikt dotąd nie wygrał. Prócz Erika, bohatera "Mony", faceta z umysłem jak komputer.

Okazuje się, że aby napisać zgrabną, trzymającą w napięciu powieść sensacyjną z elementami thrillera, nie trzeba być zawodowym literatem. Nie trzeba też kończyć kursów kreatywnego pisania, ale po prostu trzeba być ciekawym świata i umieć napisać zdanie podrzędnie złożone. Przykładem Dan T. Sehlberg, który, nim błysnął "Moną", imał się najróżniejszych zajęć. Studiował grę na fortepianie, był dziennikarzem w magazynie dla nastolatków, wdrażał nowe media w dzienniku "Aftonbladet", a obecnie kosi forsę jako spełniony biznesmen specjalizujący się w menedżerstwie.

"Monę" napisał zapewne w wolnych chwilach między posiedzeniami zarządu a korporacyjnymi nasiadówkami. Stąd zapewne w tej powieści tak dużo terminologii i elementów pożyczonych ze świata biznesu. Co ciekawe, dodaje to "Monie" wiarygodności i pewnej dozy technologicznego poloru, którym - czy tego chcemy, czy nie - przesiąknięty jest nasz świat. W Szwecji zdecydowanie bardziej niż u nas.

O czym zatem jest "Mona"? Najkrócej można powiedzieć, że to zmierzenie się z jednym z demonów współczesnej cywilizacji - strachem przed użyciem zaawansowanej technologii przez osobników do tego niepowołanych. Nie muszą być zaraz terrorystami, wystarczy, że los obdarzy ich pewną dozą szaleństwa, pazerności czy fanatyzmu. W ich rękach rzecz tak z pozoru niewinna jak wirus komputerowy może wywołać lawinę, która - co tu dużo gadać - zgładzi ludzkość w tempie równie ekspresowym co okrutnym.

W "Monie" akcja toczy się w tempie lawiny. Rzecz idzie przecież o parę miliardów istnień

W historii Erika Söderquista, naukowca będącego jedynym człowiekiem na Ziemi, który da radę sprostać zagrożeniu, przebija odwieczny mit herosa. Erik, nawet, jeśli swoją misję okupi niewypowiedzianymi katuszami, da nam ostatecznie szansę na dalszą, spokojną wegetację na tym najlepszym ze światów. Dlaczego on? Sehlberg powiedziałby pewnie, że tylko on spełniał wszystkie warunki: jest bystry, umie szybko reagować w sytuacji stresu, ma umysł analityczny bardziej niż system operacyjny, a poza tym przez lata pracował nad Mindsurferem, trójwymiarowym internetem kontrolowanym jedynie siłą umysłu.

Mindsurfer, owszem, da mu sporą przewagę nad kanaliami, które przygotowały zgubę gatunku homo sapiens. Ale z agentami Mosadu, Hezbollahem i FBI będzie sobie musiał poradzić konwencjonalnie, czyli z użyciem genetycznie odziedziczonego po przodkach wikingach zmysłu do forteli i mocnych pięści. Zajmie mu to około 400 stronic, ale za to efekt będzie wręcz imponujący. Daję słowo.

Dan T. Sehlberg, "Mona", Czarna Owca, Warszawa 2014, cena: 36,99 zł

Wideo

Materiał oryginalny: "Mona" Dana T. Sehlberga: Najbardziej przerażające jest to, czego nie widać - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie