Moje powitanie z nowym rokiem

Paweł Zarzeczny
Paweł Zarzeczny
Paweł Zarzeczny Fot. Polskapresse
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
No więc mój sylwester był jeszcze, jak cię mogę. Pałac Zegrzyński, dobrane towarzystwo, nikt się nie pobił, nie naubliżał. Nie schodziliśmy poniżej czerwonego Janka, zupa homarowa, truflowa, trufle zresztą też, przysmaki całego świata, przy których wszystkie programy kulinarne w telewizji to jak Pascal z Okrasą - Lidl.

I mnóstwo eleganckich kobiet do obtańcowania. I didżej grający za stówkę wszystkie moje ukochane piosenki - najgłośniej śpiewałem "Sen o Warszawie" Niemena i "Stację Warszawa" Lady Pank. Znaczy się, przypomniało mi się miejsce urodzenia, ot, po prostu.

Wyspałem się, zaklinowałem, po szlachecku, pożegnałem, no i wróciłem do realu. Ale nie był to Real Madryt.

2 stycznia poszedłem kupić bilet miesięczny na autobus i pociąg. Zwykle to było 150 zł, na dwie strefy, bo na wsi mieszkam, w Zalesiu Dolnym. Ale pani mówi - 200. Podrożało.

Trzeba było kupić 31 grudnia, to by było 150. A najlepiej na kwartał kupić, to by pan 150 w sumie zaoszczędził.

Kurde, nie wpadłem na to, zapłaciłem. Ale za chwilę telefon, nowa niedobra wiadomość.

- Jest pan winien za ścieki 880 zł. Ekipa jest u pana pod domem, żeby zaczopować odpływ. Otworzy pan drzwi, bo wezwę inaczej policję i razem z nimi wejdziemy...

- Niech pan mnie nie szantażuje, jutro zapłacę, jak do domu wrócę, a z panem i tak zrobię porządek, chyba do cholery płacę odsetki za spóźnienie, tak?

- No tak.

No więc takie miałem powitanie nowego roku, w kraju dobrobytu - tylko podwyżki i pogróżki. I zachętę z radia, żeby się sprawdzić w systemie ubezpieczeń, czy jestem ubezpieczony. Znajoma zachęcała, mają taki bałagan, że możliwe, że jesteś. Ale nie chciało mi się iść do przychodni, nikt mnie nie ubezpiecza od lat. Nikt o mnie nie dba, nikt, przekonałem się. Wystarczyło, że poszedłem do tych wodociągów w Piasecznie - najbliższy przystanek autobusowy dwa kilometry pieszo. Owszem, mogłem jechać autem, ale przecież wiem, że na sylwestrze byłem.

No nic, ja Polski zmienić nie zdążę. Pozostaje mi tylko patrzeć i śmiać się, nadrabiać miną, skomentować, ale to najprostsze...

Tak, Nowy Rok pokazał mi, na co mogę liczyć - na nic, szczęście, że sporo fajnych chwil już przeżyłem. Aha, bo za moment czeka mnie jeszcze strajk na kolei, którą dojeżdżam do pracy i do przyjaciół. Myślałem, że kolej strajkuje już od wojny, pierwszej (mawiano, że chodziła wtedy według zegarka, ale kto miał wtedy zegarek?), ale widać też i w tej kwestii byłem w błędzie. Postrajkują, bo chcą odebrać im przywileje. Faktycznie, mają. Ja widzę, że u nas na Mazowszu kupiliśmy im garnitury, zielone, eleganckie, ale na buty już zabrakło - dlatego wyglądają jak przebierańcy. Kupiliśmy im pociągi, nowoczesne z Niemiec, dwupiętrowe, ale zabrakło na przyzwoity remont tunelu pod Warszawą. Dlatego te pociągi nie mogły nim przejechać, bo były kilka centymetrów za wysokie, zatem nie zatrzymywały się niemal na żadnej warszawskiej centralnej stacji (Ochota, Śródmieście, Powiśle), stając się w zasadzie nieprzydatne. Podobnie jak wejścia dla inwalidów - metr poniżej peronów. Nie wiem, czemu kolejowe związki zawodowe nie chcą odnaleźć żadnego z prezesów odpowiedzialnych za narażanie mnie na straty. A miałem. Raz tylko przez półtoragodzinne spóźnienie czyraki, zakażenie krwi, dwa miesiące leczenia, wrzody, a w perspektywie wyjazd z kochanką w lutym na safari…

Ale pal licho koleje, bo ze skandalami w nowym roku nie dosyć. Oto w radiu słyszę, żeby zrzucić się po 5 zł na malutką Kingę, bo ma mieć operację serca, może umrzeć. I że każdy grosik pójdzie na jej konto, bo operatorzy zrzekli się dochodów…
No tak, ale pełny koszt połączenia to 6,15 zł. Czyli chyba Jacek Rostowski się nie zrzekł. Państwo opodatkowuje dobroczynność, choć owa dobroczynność nadrabia to, czego nie jest w stanie zrobić państwo. Państwo może jedynie majstrować nad systemem ewidencji resztek zatrudnionych i opodatkowywać ich, do bólu, do kresu wytrzymałości.
Nie wiem, na co liczą rządzący, poza odwlekaniem wyroków ludu, nieuchronnych. W tej mojej wsi o nazwie Piaseczno (na stulecie dworca udało się zbudować pierwszą ubikację, nie może być). Oto w drodze z wodociągów, per pedes i pod wiatr, doszedłem do wniosku, jakie są największe inwestycje w tym parterowym raczej miasteczku. Otóż gigantyczne, wielopiętrowe gmachy sądu i policji, jak się domyślacie, najbardziej niezbędne do życia mieszkańcom. W obu zresztą kiedyś byłem, w obu poległem, obu nie znoszę.

Jak ktoś czegoś nie zrobi z naszym krajem, to skończą się żarty.

Sadzę, że musi to być inicjatywa ponadpartyjna. Więcej, każdy, kto kiedykolwiek należał do PO, PiS, SLD, PSL - winien mieć wilczy bilet, dożywotnio. Bo szansę - zakładając naiwnie, że nie był to zwyczajny karierowicz - zwyczajnie zmarnował.

To już wolę takich ludzi jak z tego ruchu Nasz Ursynów. Rządzą, lepiej, gorzej, ale po swojemu, w największej dzielnicy w Polsce.

No nic, ja Polski zmienić nie zdążę, prędzej Polska przyjedzie mnie "zaczopować" na amen. Pozostaje mi tylko patrzeć i śmiać się, nadrabiać miną, czasem skomentować, ale to najprostsze...

Na przykład trzy lata dla Zientarskiego. Nieprawomocne, ale apelacja zwykle utrzymuje pierwszą instancję...

Trzy lata dla chłopaka, który powinien dostać odszkodowanie, że przez ten Ursynów przez kilka lat wiodła droga z dwoma wybojami, na których każdy wylatywał w powietrze. Ja też.

Trzy lata dla chłopaka, o którym do końca nie wiadomo, czy prowadził auto. Natomiast wiadomo, że ten drugi chłopak, nieżyjący, nie wsiadał do ferrari, nie wiedząc, że będą się ścigać.

Bo na tym odcinku od Wałbrzyskiej do Poleczki, spod świateł, jest trzykilometrowa prosta, nieprzecięta żadnym skrzyżowaniem, niczym, bezpieczna.

No, bezpieczna w normalnym kraju, w którym 150 to się jeździ wszędzie. Wyjedźcie na pierwszą lepszą drogę.

No więc tak jak z tymi za wysokimi pociągami, jak z tymi garbatymi i dziurawymi ulicami, winnych nie ma.

Tymczasem winny jest.

Jak sadzę - zawsze jest nim ten, kto otrzymał największą władzę.

Ciekawe, kiedy poniesie najwyższą, sprawiedliwą odpowiedzialność.

To są moje życzenia, rodaka biedaka, dla władzy na nowy rok.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

m
marceli
Panie Pawle! Ja pańskie felietony lubię, mam taką słabość od momentu gdy ukazywały się w Najwyższym Czasie. Ale na miłość boską, niech pan daruje sobie to ciągłe przechwalanie. Komu tym pan chce zaimponować? Chyba gimnazjalistkom z galerii handlowych, bo nie poważnym ludziom.
Mój komentarz odnosi się tylko do tego wstępu. Dalszej części felietonu nie znam, bo nie mam najmniejszego zamiaru kupować abonamentu Piano. Odnoszę wrażenie, że inni czytelnicy też nie nabrali się na ten numer i nie płacą za liche pismactwo (nie mam akurat na myśli pańskiej publicystyki), co dobrze świadczy o rozsądku dużej części rodaków.
E
Emeryt
Niestety Pan miał 40% Janka, a czytelnicy mają 9%.
Dodaj ogłoszenie