"Moja czarna skrzynka". Smoleńskie zapiski Edmunda Klicha [FRAGMENT]

Redakcja
Fot. Wydawnictwo Czerwone i Czarne
Udostępnij:
- Przez pół pobytu w Smoleńsku nie mogłem się doprosić o tłumacza, który znałby język lotniczy. (...) Jedynie pani Ewa Fischer z ambasady rozumiała powagę sytuacji. Widziała, że nie mam żadnego wsparcia z Warszawy, że pod względem organizacyjnym cała ta misja to kompromitacja - mówi płk Edmund Klich w rozmowie z Michałem Krzymowskim. Fragmenty książki "Moja czarna skrzynka".

W Pana notatkach kilkakrotnie wraca sprawa tłumacza. W czym tkwił problem?
W tym, że przez pół pobytu w Smoleńsku nie mogłem się doprosić o tłumacza, który znałby język lotniczy. Na początku myślałem, że wojskowi przywiozą takiego specjalistę, ale nie przywieźli. Przez pierwsze kilka dni w ogóle nie mieliśmy nikogo, więc rozmawiałem z Rosjanami po angielsku. Jedynie pani Ewa Fischer z ambasady rozumiała powagę sytuacji. Widziała, że nie mam żadnego wsparcia z Warszawy, że pod względem organizacyjnym cała ta misja to kompromitacja. Bardzo się zaangażowała i zaczęła załatwiać tłumaczkę.

Może trzeba było zwrócić się o tłumacza do Ministerstwa Infrastruktury lub do kancelarii premiera?
Interweniowałem w tej sprawie kilkakrotnie. Krytycznym dniem był 15 kwietnia. O 11.30 zadzwoniłem do ministra Cezarego Grabarczyka i poprosiłem o przysłanie dobrych tłumaczy. Po kilku godzinach pani Ewa Fischer zadzwoniła do mnie i powiedziała, że znalazła nowego tłumacza, z którym przyjedzie do Smoleńska wieczorem. Sprawa była pilna, bo następnego dnia szliśmy na pierwsze przesłuchanie i potrzebowaliśmy dobrego fachowca. Dobrze, czekamy do wieczora. O 20.00 znów dzwoni pani Ewa i mówi: "Panie Edmundzie, tłumacz nie przyjedzie, bo Ministerstwo Infrastruktury nie chce za niego zapłacić". Dzwonię do ministra Grabarczyka i mówię mu, o czym się właśnie dowiedziałem. A on do mnie z pretensjami: że nie wiem, z kim rozmawiała pani Ewa w ministerstwie. "A skąd mam wiedzieć? Powiedziała tylko, że z ministerstwa otrzymała taką wiadomość. A czy osobiście z kimś rozmawiała, tego nie wiem. To pan jest w Warszawie, niech pan to wyjaśnia" - odpowiedziałem. Ja jestem w Smoleńsku i mam jeszcze dochodzić, kto w Warszawie żałuje paru złotych na tłumacza? Byłem strasznie wkurzony i postawiłem sprawę bardzo ostro: "Panie ministrze, bardzo proszę o przysłanie do Smoleńska czterech wykwalifikowanych tłumaczy, pełnomocnika premiera, który będzie mi doradzać, wprowadzenia 24-godzinnego dyżuru w ministerstwie i utrzymania łączności kryptograficznej. Bo jak nie, to ja stąd zjeżdżam". Minister na to, że na moje miejsce w Smoleńsku ma dwóch innych kandydatów. Odpowiadam w takim razie: "Panie ministrze, to świetnie, bo nie zamierzam tu świecić oczami w tak ważnej sprawie. Proszę bardzo, niech pan mnie zmienia. Ja panu jeszcze kwiaty w podzięce przyniosę". (...) Pytał pan wcześniej, czy nie przesadzałem z ostrożnością, z tym, że zdeponowałem swoje notatki w ambasadzie itd. Dziś może się komuś wydawać, że tak, ale wtedy sytuacja była naprawdę napięta. Ledwo wylądowałem w Warszawie i od razu mnie wzywają do ministra. Wojsko miało mnie na oku.

To wtedy doszło do rozmowy z ministrem Bogdanem Klichem, którą Pan nagrał. Po co Pan to zrobił?
Wiem, jak to wygląda: mały urzędnik przychodzi do ministra z dyktafonem i nagrywa go z ukrycia. Gdybym patrzył na to z boku, pewnie sam byłbym zniesmaczony, ale ja tej dyskusji nie chciałem upubliczniać. Nagrałem ją w akcie desperacji. Podczas pierwszej rozmowy telefonicznej minister Klich mówił mi, żeby drążyć temat odpowiedzialności Rosjan, sugerował też, że może zablokować publikację mojego raportu, jeśli coś mu się w nim nie spodoba. Odebrałem to jako naciski i spodziewałem się kolejnych. Dlatego wolałem się zabezpieczyć, ale, przysięgam, nie zamierzałem tego upubliczniać. Chyba że w sądzie. Zresztą z tego nagrania jasno wynika, że minister od początku był ukierunkowany na wersję, według której winni są piloci. (...)

CZYTAJ TEŻ:
* Klich: Były naciski abym wyjechał z Moskwy i nie interweniował ws. łamania załącznika 13 przez Rosjan
* Klich: Media manipulują umysłami ludzi. Nie będę się tłumaczył
* Potajemne smoleńskie nagrania Klicha. "Niebezpieczna sytuacja, trzeba podsłuchiwać"
* "Klich zakazał formułowania wniosków obciążających Rosjan". Nieznane nagrania ws. Smoleńska
* Edmund Klich odwołany z PKWBL. "Nie było innego wyjścia..."

Na nagraniu znajdują się jeszcze inne tajemnicze rozmowy. Padają w nich słowa: "Trzeba podsłuchiwać" i "ja was rozliczę". Do kogo Pan to mówił?
(...) Po spotkaniu z ministrem Klichem wróciłem do Ministerstwa Infrastruktury. Wjeżdżam na podwórko, wysiadam z samochodu. Wszystko normalnie: trzaśnięcie drzwi, dźwięk autopilota, prztyknięcie centralnego zamka. Idę do wejścia. Łatwo poznać, że to ja, bo cierpię na lekkie opadanie stopy spowodowane urazem kręgosłupa związanym z wykonywaniem lotów z dużymi przeciążeniami, i mam nierówny krok. Słychać pociąganie nosem - to też ja. Gdy się zdenerwuję, zawsze tak robię. Zbliżam się do wejścia, patrzę, a pod wiatą, zaraz obok budki dla kota, stoi grupka osób na papierosie. Między nimi patomorfolog z komisji Jacek Rożyński, który dość dużo pali. Krzyczę do nich dla żartu: "Ja was rozliczę!", bo zamiast pracować, wychodzą na papierosa. W tle nawet słychać, jak ktoś mówi: "Jacek".

Potem idę do siebie, po drodze spotykam panią Kasię z sekretariatu i Agatę Kaczyńską. Rozmawiamy, mówię do Agaty: "Zostałem wpakowany w gówno". Chodzi o bałagan prawny po naszej stronie, o to, że postawiono mnie w dwóch rolach - akredytowanego i szefa komisji. Że wymaga się ode mnie współpracy z prokuraturą, a trzynasty załącznik tego zabrania. Opowiadam jej, iż organizacja jest taka, że nie umieli nawet nadać do Smoleńska mojej walizki. Chcieli wsadzić ją do samolotu do Moskwy akurat, gdy ja wracałem do Polski. Gdybym tego nie powstrzymał, to bym się minął z własną walizką w locie. Dzięki Bogdanowi Fydrychowi zatrzymano ją na dyżurce w specpułku. Kończymy rozmowę, a do mojego pokoju wchodzi facet w robotniczym kombinezonie, chyba jakiś pracownik administracyjny. W ręku trzyma długą sztycę i zaczyna sprawdzać czujniki dymu czy wentylację, w tej chwili już nie pamiętam. Mnie się to od razu skojarzyło z podsłuchem, więc żartuję: "Będziecie nas podsłuchiwać?". On chyba nic nie mówi, więc sam sobie odpowiadam: "Trzeba, trzeba. Rację musimy mieć my". To cytat z "Samych swoich", bardzo lubię ten film.

Rzeczywiście zabawna ta historia.
Zabawna, ale i smutna. Nazwali mnie przez nią "ruskim szpiegiem".

A dlaczego po wyjściu z MON nie wyłączył Pan dyktafonu?
Musiałem zapomnieć, przez co zarejestrowały się nawet odgłosy z łazienki.

Edmund Klich, "Moja czarna skrzynka", Rozmawia Michał Krzymowski
Wydawnictwo Czerwone i Czarne, Warszawa 2012, Cena 36,99 zł

CZYTAJ TEŻ:
* Klich: Były naciski abym wyjechał z Moskwy i nie interweniował ws. łamania załącznika 13 przez Rosjan
* Klich: Media manipulują umysłami ludzi. Nie będę się tłumaczył
* Potajemne smoleńskie nagrania Klicha. "Niebezpieczna sytuacja, trzeba podsłuchiwać"
* "Klich zakazał formułowania wniosków obciążających Rosjan". Nieznane nagrania ws. Smoleńska
* Edmund Klich odwołany z PKWBL. "Nie było innego wyjścia..."

Wideo

Komentarze 21

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
PILOT
w WOJSKU Klich NAZYWANO MARUDĄ. nIKT GO NIE LUBIŁ I Z NIKIM SIE NIE PRZYJAŹNIŁ
m
max wyborca pis
trzeba być człowiekiem bez rozumu panie Grabarczyk !!!!!!!!!!!JAK PANU NIE WSTYD !!!!!!TAK PO LUDZKU !
p
polo
to pogadamy o paranoi i fanatyzmie.
A
Andrzej B.
Wysłanie tam niedojdy Klicha to jedna z poszlak świadczących o winie rządu Tuska.
S
Sokrates
Jako wyborca PO nie zawsze się z panem zgadzam ale w kwestii katastrofy i kłamstw matoła to mam takie samo zdanie.
c
cezar
Skrzydło Tu-154M nie mogło złamać brzozy - tak przynajmniej uważa publicysta Krzysztof Łoziński. Dowodów na tę teorię nie ma. Bo i po co? Skoro wystarczy personalny atak na prof. Wiesława Biniendę.
Zaciekłość politycznie usłużnych publicystów nie zna granic i narasta wraz z brakiem rzeczowych kontrargumentów na ustalenia ekspertów doszukujących się przyczyn katastrofy samolotu Tu-154M. Udowodnił to były opozycjonista Krzysztof Łoziński, który usiłował podważyć pracę prof. Wiesława Biniendy. Tyle że nie użył do tego naukowych dowodów. - Pan Wiesław Binienda nie jest ani profesorem, ani fizykiem. Nie wierzę w to, że absolwent Politechniki plecie takie bzdury na temat fizyki. On wie, że plecie bzdury. Jego wyliczenia są oparte na nieprawdziwych danych. On nie zna prawdziwych parametrów budowy tego skrzydła. Brzoza nie jest miękka. To mit. Tak może mówić mieszczuch, który brzozy z bliska nigdy nie widział, tylko może w parku oglądał. Każdy wieśniak, który rąbie drzewo na opał, wie, że to nie jest miękkie drzewo - przekonywał Łoziński. Kto jak kto, ale publicysta winien wiedzieć, że prof. Binienda jest profesorem Uniwersytetu Akron w Ohio, a specjalizuje się w inżynierii materiałowej, zajmując się m.in. metodami obliczeniowymi stosowanymi w fizyce ciała stałego oraz ich zastosowaniem nie tylko w lotnictwie, ale i astronautyce. I ma w tym zakresie spore doświadczenie, uznanie środowiska naukowego oraz odpowiednie narzędzia pracy. Bardziej zaawansowane niż siekiera Łozińskiego.
Prezentując swą antytezę, Łoziński ani nie błysnął specjalistyczną wiedzą, ani nie zaprezentował dowodów na swoją teorię. Zabrakło wyliczeń, symulacji, a nawet deklaracji o ich wykonaniu. - To, czy drzewo się złamie, czy nie przy takim uderzeniu, zależy od wytrzymałości na zginanie, od odległości od podpory i proporcji tej części, która jest od ziemi, i tej, która jest wyżej. Od tego zależy, czy to drzewo się złamie.
doktor ewa
Twoje wpisy swiadcza o zaawansowanej paranoi pisowskiego zakompleksionego fanatyka !
G
Gość
a na kłastwa Klichowe ANI ZŁOTÓWKI, NIE DORABIAĆ DZIADA!
j
janusz
Płk.Klich został wyznaczony przez Rosjan na przedstawiciela Polski do MAK.Były dwukrotne próby odwołania go z pełnionej funkcji.Jego wypowiedzi do prasy były pełne sprzeczności i niejasności.Po ujawnieniu jego potajemnych nagrań u ministra obrony nie ponióśł żadnych konsekwencji ,widocznie ma bardzo wpływowych protektorów.
p
polo
Mój "śpiew", moja chrypka !
G
Gabriel
Śpiewaj aż chrypki dostaniesz.
p
polo
Mam prawo i z tego prawa korzystam.
Przeżyłem Ruska, przeżyję i Tuska !
G
Gabriel
Dech Ci zapiera nadmierna ilość ciemnoty.
p
polo
Podczas konferencji prasowej po posiedzeniu rządu Donald Tusk zarzucił Kancelarii śp. Prezydenta Kaczyńskiego, że decyzja o wyjeździe głowy państwa do Katynia zapadła dopiero po ogłoszeniu wspólnej wizyty Donalda Tuska i Władimira Putina.

Ksero dokumentów które obnażają łgarstwa Tusk na stronie wPolityce.pl
Tytuł;
Premier Tusk fałszuje przeszłość. Śp. prezydent Kaczyński INFORMOWAŁ o swoim wyjeździe do Katynia PRZED ogłoszeniem spotkania Tusk-Putin.

Ten ryży typ, popada w coraz większa paranoję.
Łże i zaprzecza dokumentom znanym i dostępnym od wielu miesięcy.
Czas chyba na poważne badania psychiatryczne Tuska i jego kumpli z ferajny.
G
Gabriel
Czy nie uważasz, że to samo zrobiłeś ?
Dodaj ogłoszenie