Mój przepis na dobrą formę

Marta Mońko
Na śniadanie Agnieszka Rylik zjada grzmule lub chleb esseński, a na kolację lekką sałatę z dodatkiem octu balsamicznego. Tak jest smacznie i zdrowo. Ale... popija to colą light, bo nawet w diecie sportowca potrzebna jest odrobina luzu.

Kobieta o wielu twarzach: mistrzyni świata w boksie zawodowym, dziennikarka TVN, tańcząca z gwiazdami (czwarte miejsce w drugiej edycji programu), znakomita pokerzystka i - jak sama nieskromnie przyznaje - mistrzyni sałatek. Agnieszka Rylik potrafi królować nie tylko na ringu, ale i w kuchni!

Co sprawiło, że została Pani wegetarianką?

Nie ma w tym żadnej ideologii, po prostu mięso mi się przejadło. Pochodzę z Kołobrzegu i u nas nad morzem zawsze jadło się posiłki lekkie, z dodatkiem warzyw w najróżniejszej postaci. W Poznaniu, gdzie przeprowadziłam się na studia, główną rolę w każdej potrawie grało mięso. Do dzisiaj pamiętam kolację w jednej z poznańskich restauracji, gdzie zamówiłam stek, a kelner przyniósł mi wielki krwisty kawał mięsa. To był moment, kiedy powiedziałam sobie: nigdy więcej. Od tamtej pory minęło 10 lat.

Nie brakowało Pani mięsa?
Tak naprawdę nigdy za nim nie przepadałam, więc rezygnacja z potraw mięsnych nie oznaczała dla mnie wielkiego wyrzeczenia. Lekko nie było z zupełnie innych względów. 10 lat temu nie mieliśmy przecież tak łatwego dostępu do tylu ryb i owoców morza jak dzisiaj.

Nie kusi Pani aromatyczna pierś z kurczaka czy pieczona polędwica?
I tak, i nie. Bo z jednej strony mięso drobiowe jest smaczne, ale z drugiej dzisiaj wszystko jest sztucznie tuczone i konserwowane. Połowa tej aromatycznej piersi z kurczaka to woda. A ja zwracam uwagę na to, co jem. Nie ma w mojej diecie konserwantów, cukru ani tłuszczu. W lodówce próżno szukać masła, a jeśli jem coś słodkiego, to jest to zawsze słodycz naturalna. Nie dotykam chipsów ani krakersów. Ostatnio nawet przestałam pić krowie mleko, kupuję tylko mleko sojowe, i to takie bez cukru i soli. Wychodzę z założenia, że jedzenie jest moim paliwem, dlatego staram się, żeby było najwyższej jakości.

Ale zakupy muszą być chyba skomplikowane!

Robię je najczęściej w sklepach ze zdrową żywnością. Płacę więcej niż w tradycyjnym sklepie, ale przynajmniej wiem, co jem. Nie jestem jednak zwariowana na tym punkcie. To bardziej kwestia zdrowego rozsądku i możliwości. Jeśli mam do wyboru zwykłe ciastko albo herbatniki z otrębami bez cukru, wybieram te drugie. Tak samo chleb: zamiast kupować białe pieczywo, sięgam po chleb esseński, który wypieka się z podkiełkowanej pszenicy. Uwielbiam go! W smaku przypomina ciasto i może spokojnie leżeć przez kilka dni, a cały czas smakuje tak samo. Lubię też chleb orkiszowy i grzmule, czyli małe twarde bochenki chleba pszenno-żytniego z bakaliami, pieczone według staropolskiej tradycji.

Słyszałam, że lubi Pani kuchnię japońską.

Tak, ale w wersji zeuropeizowanej. Jakiś czas temu byłam w Japonii i okazało się, że sushi, które tak mi smakowało w Polsce, tam było po prostu niedobre. Poza tym mam wrażenie, że kuchnia japońska jest mało urozmaicona. Jeśli podaje się tam zupy, to tylko sojowe, z różnymi wkładkami. Dla mnie kuchnia numer jeden na świecie to kuchnia chińska. Chociaż ma kilka minusów, np. stosuje się tam dużo sodu. Ale uwielbiam owoce morza po chińsku, sosy sojowe, teriyaki oraz słodko-kwaśne, grzyby mung i ryż. Różnorodność kuchni chińskiej jest cudowna! Przecież dzieli się ją na różne regiony, np. na kuchnię seczuańską, kantońską. Jest w czym wybierać.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie