Młodzi dokonają pierestrojki w polskiej nauce

Andrzej Godlewski
Tę rewolucję prof. Barbara Kudrycka zapowiadała już półtora roku temu. "Naszym marzeniem jest, abyśmy nie tylko dostawali Noble, ale aby polskie uczelnie znalazły się w pierwszej 50, a nawet 20 placówek europejskich. Chcielibyśmy mieć też tyle patentów, ile Hiszpania" - mówiła minister nauk podczas naszej debaty z cyklu "Forum Polska" w październiku 2008 r. Te cele co prawda nadal pozostają marzeniami, ale rząd nareszcie robi coś, by je osiągnąć.

Kiedy w latach 90. po studiach za granicą zacząłem studiować w Warszawie, niemiło się rozczarowałem. Wiedzę przekazywali nam ludzie, którzy nawet w swojej specjalności wykazywali znaczne deficyty. Początkowo dziwiłem się, że zalecane przez nich lektury w większości pochodziły z lat 70., a nawet były starsze. Dopiero później dowiedziałem się, że moi profesorowie właśnie wtedy przebywali gdzieś na zagranicznych stypendiach i zaopatrzyli się w książki, które eksploatowali przez całą karierę. Niestety, obawiam się, że od tamtej tej pory mimo wszystko nie zmieniło się zbyt wiele. Nieraz mam bowiem do czynienia z absolwentami zarządzania, którzy praktyki zawodowe odbywali w sklepie, oraz przyszłymi medioznawcami, którym uczelnie nigdy nie pokazały prawdziwej redakcji.

Państwo płaci teraz uczelniom rocznie 6 tysięcy zł na jednego studenta. Ciągle jest jednak zbyt wiele przypadków, gdy trzeba zapytać: za co?

Dziś w Polsce jest blisko 2 mln studentów. Na studia idzie znacznie większa część maturzystów niż gdzie indziej w Europie. Upowszechnienie wyższego wykształcenia to jedno z największych osiągnięć wolnej Polski. O ile jednak piętnaście lat temu wysyłanie młodzieży na studia było sposobem na ograniczenie bezrobocia, to dziś już takiej konieczności nie ma. Zatem państwo nie powinno płacić uczelniom (roczne wydatki budżetu na jednego studenta to sześć tysięcy złotych) tylko za to, że te przez kilka lat dają zajęcie młodym Polakom. Studia w Polsce muszą dawać coś więcej niż tylko dyplom.

Dlatego dobrze się stanie, jeśli spełni się zapowiedź prof. Kudryckiej i w przyszłości premiowane będą najlepsze uczelnie. Ktoś, kto zakopuje talenty, nie zasługuje na to, by dawać mu więcej. Byłoby też wskazane, by minister rzeczywiście wprowadziła konkurs jako zasadę obejmowania kluczowych stanowisk na uczelniach. W Niemczech week_endowe wydania gazet pełne są ogłoszeń uniwersytetów i instytutów, które poszukują pracowników na kierownicze stanowiska. Dlaczego tak nie może być w Polsce?

Oczywiście, siedem ustaw minister Kudryckiej nie sprawi, że 100-tysięczna kadra akademicka będzie nauczać na światowym poziomie, a prace polskich naukowców będą zauważane za granicą. W ostatnim dwudziestoleciu było wiele reform nauki i szkolnictwa wyższego. Ale z jednego powodu ta próba ma większe szanse na sukces: minister chce promować młodych naukowców, którzy dotąd nie mogli się przebić przez szklany sufit. Jeśli oni zaczną mieć więcej do powiedzenia, przełom na polskich uczelniach i w nauce będzie wreszcie możliwy.

Wideo

Komentarze 7

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gero

"W Niemczech week_endowe wydania gazet pełne są ogłoszeń uniwersytetów i instytutów, które poszukują pracowników na kierownicze stanowiska. Dlaczego tak nie może być w Polsce?"

Czy pan redaktor bedzie sie ubiegac o jakies polityczne stanowisko?
A moze jeszcze wpomniec ilu inzynierow przypada na glowe w RFN a ilu w Polsce, bez dodania ilu pracuje w zawodze, i ile zarabiaja. Gdzie Rzym a gdzie Krym?
Trzeba zaczac od PODSTAW a nie od budowania Japonii i sprzedawania mrozonych mrzonek przed kazdymi wyborami. Dziennikarze tez maja swoje role wklad i ponosza odpowiedzialnsoc za caloksztalt.

Kiedy np pan redaktor ostatnio napisal o korupcji, ktora zbliza Polska bardziej do statusu republiki bananowej niz rozwinietych krajow zachodniej Europy.

G
Gero

jakies szczegolne grupy, ktorze dobrze sie prezentuja politycznie i partyjnie na papierze powinno sie promowac osiagniecia naukowe?
Kto zabrania mlodym naukowcom, czy starszym naukowcom, naukowcom z niebieskimi oczami i tym z zielonymi publikowania w zagranicznych naukowych czasopismach? Szklany sufit, spisek wywodzacy sie z PRL? Chyba nie.

Jest bardzo prosta sposob do oceny naukowego dorobku i statusu. Jezeli ktos publikuje i jego prace sa cytowane przez innych naukowcow tzn, ze jest dobrym naukowcem. Jezeli ktos nie publikuje to ciagle moze byc dobrym nauczycielem lub administratorem. Poszufladkowac ludzi wg wieku to zaden "przełom na polskich uczelniach " to po prostu rzadowa dyskryminacja i glupota.

Dlatego uwazam wypowiedz pani minister za jalowa populistyczna gadanine. Szkoda ze pan redaktor tak latwo dal sie nabrac i wyciagnac na pochod 1 majowy do nikad. Jest zadziwiajace jak wielu dziennikarzy nie moze sie oprzec aby piac z zachwytu nad kazda rzadowa obietnica pod publiczke.

~obserwator

moga i powinni byc tylko ze Ci mlodzi powinni byc swiadomi standardow swiatowych, czyli wiedziec jak sie publikuje, aplikuje o fundusze na badania, prowadzi dydaktyke na poziomie. Tacy ludzie sa, nie wiem tylko dlaczego nie znalezli sie w tym gronie. Pani Minister, wierze ze ma Pani dobra wole wprowadzenia zmian na polskich uczelniach, zmian, ktore podniosa poziom tego jak ksztalceni sa nasi studenci i nauka tyle ze o zdanie trzeba zaytac tych, ktorzy wiedza jak ta nauka i edukacja na prawde na swiecie funkcjonuje. Powinni to byc mlodzi ludzie ktorzy:
1. Pracowali w wybitnych swiatowych osrodkach i oplacani byli z funduszy tych osrodkow a nie znalezli sie tam ze swoim stypendium i de facto nigdy nie zmianili miejsca pracy w Polsce (MOBILNOSC).
2. Opublikowali z tego osrodka przynajmniej jedna publikjacje w miedzynarodowym, dobrym zurnalu ze swoim pierwszym nazwiskiem a nie zostali pro-forma do jakiegos raportu dopisani.
3. Zostali wlaczeni w proces dydaktryczny zagraniczej uczelni na rownych prawach z jej pracownikami.
4. Aplikowali o wlasne fundusze z jednostki w ktorej pracowali lub wykazali w jakikolwiek inny sposob kreatywnosc naukowa w polaczeniu ze znajomoscia dziedziny.
5. Na tyle na ile to mozliwe miec doswiadczenie (a ew. wiedze teoretyczna) w zarzadzaniu zwiazanym z nauka. Znac od podszewki strukture, stosunki pracy i procedury dobrych zagranicznych osrodkow.

Tacy mlodzi ludzie sa.

m
malgorzata.academicus

"Kandydatów do niej zgłaszały stowarzyszenia skupiające stypendystów polskich i zagranicznych programów."

Niestety taki sposob doboru kandydatow jest powieleniem tego co mamy w innych cialach "przedstawicielskich". A gdzie peer review RZECZYWISTYCH osiagniec naukowych?

Sam pobyt za granica nie jest wyznacznikiem niczego. Istotne jest to co z niego wyniklo.

Czy jest w tym gronie chociaz jedna osoba, ktora jest "prawdziwie mobilna" czyli nie ma ciaglosci zatrudnienia w polskiej jednostce od ukonczenia studiow?

Osobiscie dobrze pamietam stanowisko polskich doktorantow w sprawie zalozen reform. Wspolautor jest w tym gronie i to niestety nie napawa optymizmem. Rozdzielnik "przedstawicielski" oblige, ale chyba nie tedy droga... :-(

G
GAMA

Wynik tej pieriestrojki w nauce będzie taki sam jak wynik reform Tuska. Tzn. wielkie g...no!
Tylko na takie osiągnięcia stać tych, którzy sterują Tuskiem jak manekinem.

m
malgorzata.academicus

Warunkiem koniecznym dla wyjscia polskiego szkolnictwa wyzszego i nauki z zapasci zarowno merytorycznej jak przede wszystkim pokoleniowej jest GLEBOKA PRZEBUDOWA organizacji i sposobu funkcjonowania polskich uczelni.

Na polskich uczelniach 30% zatrudnionych na etatach profesorow tytularnych ma PONAD 70 LAT!!!!
Znakomita wiekszosc pracownikow "samodzielnych" jest w wieku gdy bardziej sie mysli o zabezpieczeniach socjalnych (zdrowie) i zblizajacej sie emeryturze niz o przyszlosci tego kraju i trudno sie w koncu dziwic, ze "statystyczna wiekszosc" korzysta ze swoich pieciu minut ze szkoda dla mlodego pokolenia, starajac sie glownie zmaksymalizowac sowje przychody pieniezne - przez prace na emeryturze, wieloetawosc lub nadgodziny. Prowadzenie grantow to tez olbrzymi klopot gdyz administracja uczelni raczej przeszkadza niz sluzy pomoca (brak odpowiednio wyspecjalizowanych komorek).

Jest tylko jedno male ale. To te grupy decyduja praktycznie O WSZYSTKIM na polskich uczelniach (maja wiekszosc glosow). W konsekwencji sa zainteresowane zachowaniem obecnego status quo i bronia sie przed jakakolwiek konkurencja zewnetrzna i wewnetrzna. W ocenie procesu dydaktycznego, jego jakosci, nie ma zadnych elementow wymuszajacych/nagradzajacych wprowadzenie nowych tresci (ani zewnetrznych ani wewnetrznych). O ksztalcie standardow nauczania na poszczegolnych kierunkach rowniez zapewne zadecydowalo "starsze pokolenia"z epoki "przed komputerami" bo jak inaczej wytlumaczyc obowiazkowe 30h technologii informacyjnych (nie tylko na kierunkach technicznych, ale takze na fizyce czy astronomii) przygotowujacych do egzaminow ECDL (m.in. obsluga pakietu biurowego), ktore zdaja juz.... gimnazjalisci!!!

Nie wierze, ze same zewnetrzne czynniki finansowe wymusza "projakosciowe" zmiany na najnizszych poziomach uczelni w mysl starej zasady "wladza sie zawsze wyzywi".
Uczelnie (w obecnym systemie podejmowania decyzji) wola miec mniej pieniedzy niz "wpuscic" konkurencje - zrozumienie tej mentalnosci jest kluczem do sukcesu reform. Kroluje polityka chowu wsobnego (90% w UW), ktora gwarantuje brak kontestacji narzuconych mlodym jedynych i slusznych standardow zachowan.

Jednak, nie kto inny, tylko prof. Zylicz z Fundacji Nauki Polskiej powiedzial w czasie panelu w ramach grudniowej debaty telewizyjnej "budujemy na wiedzy", ze trudno mu jest zrozumiec fakt, ze uczelnia nie potrafi znalezc 50 tysiecy na pensje dla doktora, ktory wnosi ze soba DWA I POL MILIONA zlotych GRANTU!!!

Ja natomiast rozumiem to doskonale - stad moje glebokie przekonanie, ze pozostawienie sposobu podejmowania decyzji na polskich uczelniach (takze ich organizacji) w obecnej postaci (wiecej w arykule profesorow Jajszczyka i Pacholskiego Pomieszane Role w FA 1/2010 ww.forumakad.pl/archiwum/2010/01/27_pomieszane_role.html) jest glownym czynnikiem ANTYROZWOJOWYM. Finanse sa wtorne.

Jednak swojej niekontrolowanej wladzy srodowisko bedzie zapewne bronilo bardziej niz habiltacji :-(

Centrum Informacji FIAP (Forum Integracyjnego Academicus Poloniae)
fiappl.info

m
malgorzata.academicus

ze względu na złamanie regulaminu forum

Dodaj ogłoszenie