18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

reklama

Mistrzostwa wygrane na kacu, narko-orgie i burdy. "Wyskokowe" akcje gwiazd futbolu [ZDJĘCIA]

Hubert ZdankiewiczZaktualizowano 
"Wieczorami opróżnialiśmy szklanki piwa, wódkę i gin z tonikiem cytrynowym. Paliliśmy także papierosy Marlboro i tak sobie gawędziliśmy o pięknych stronach życia" - wbrew pozorom to nie fragment scenariusza filmu "Kac Vegas", tylko opis tego, co działo się na zgrupowaniu reprezentacji Niemiec podczas mistrzostw Europy w 1996 r.

Rąbka tajemnicy uchylił w ubiegłym roku na łamach "Playboya" były reprezentant tego kraju Mario Basler. Jak widać, nie tylko Danijel Ljuboja i Miroslav Radović lubią szampańskie zabawy.

Co ciekawe, wszystko odbywało się za cichym przyzwoleniem ówczesnego selekcjonera reprezentacji Niemiec Bertiego Vogtsa. Mało tego, przez cały turniej piłkarzom towarzyszyły ich żony. - No bo przecież nie dało się wytrzymać kilku tygodni bez seksu - rezolutnie stwierdził Basler. Dodał, że Vogts po meczach dawał im zwykle 1,5 dnia wolnego. Efekt? To właśnie w 1996 r. Niemcy zdobyli swoje ostatnie mistrzostwo Europy.

"Super-Mario" (podczas tamtego Euro rezerwowy) wspomniał jeszcze, że ich wyczyny wyglądały zupełnie niewinnie na tle tego, co wyprawiali pokonani przez nich w półfinale Anglicy.

- Żłopali piwo, jakby jutro miało go zabraknąć. To, co widzieliśmy w ich wykonaniu, było szaleństwem. W przeciwieństwie do nich byliśmy sierotkami - opowiadał były reprezentant Niemiec, swojego czasu jeden z najbardziej rozrywkowych piłkarzy w Bundeslidze.

Długa jest lista jego wybryków, a pozowanie do zdjęcia z papierosem w ustach i kuflem piwa w ręku należy do tych łagodniejszych. - Zawsze wstawał pierwszy tylko po to, żeby zapalić. I zamiast biegać od 7.30 na treningu, spóźniał się, bo przebalował całą noc - tak wspominał Baslera Vogts, który w końcu stracił do niego cierpliwość, choć definitywnie nigdy z niego nie zrezygnował. Zrobił to dopiero jego następca Erich Ribbeck po tym, jak Basler przebalował całą noc w kasynie w przeddzień towarzyskiego meczu z Holandią (jesień 1998 r.).

Cierpliwość do krnąbrnego piłkarza stracili w pewnym momencie również działacze Bayernu Monachium, choć był jedną z największych gwiazd tego klubu. Wystarczy przypomnieć, że to właśnie Basler strzelił bramkę w pamiętnym finale Ligi Mistrzów z Manchesterem United w 1999 r. (przegranym ostatecznie przez Bawarczyków 1:2). Wcześniej strzelił również zwycięskiego gola w półfinale z Dynamem Kijów.

Miarka się przebrała, gdy kilka miesięcy później postanowił umilić sobie rehabilitację po kontuzji i razem z rezerwowym bramkarzem Bayernu Svenem Scheuerem wybrał się do pizzerii. Tam obaj wdali się w bójkę, którą przerwała dopiero interwencja policji. To był koniec Baslera w Monachium.

Zapanowanie nad pijaństwem w drużynie było pierwszym zadaniem Aleksa Fergusona, gdy 27 lat temu zaczynał pracę w Manchesterze United. - To był wielki problem. Zawodnicy nie mogli dojść do siebie po kontuzjach, kiedy pili tak dużo alkoholu.
Pijaństwo miało wiele wspólnego z ciągłym brakiem sukcesów. Piłkarze, tacy jak Norman Whiteside, Paul McGrath i Bryan Robson, byli znakomitymi zawodnikami, lecz bardziej ranili siebie niż zespół - przyznał kilka lat temu w wywiadzie dla "Sunday Mail" inny były gracz Czerwonych Diabłów Gordon Strachan.

Ferguson nie zamierzał tego tolerować. Postawił całej trójce ultimatum: albo przestajecie pić, albo wylatujecie z klubu.
Posłuchał go tylko Robson. Whiteside, i McGrath musieli odejść, choć byli ulubieńcami kibiców.

Niemal identyczne były początki Josepa Guardioli w Barcelonie. Pracę na Camp Nou zaczął od pozbycia się Ronaldinho, dla którego futbol i treningi przestały być priorytetem. Kataloński "Sport" opisał swojego czasu z detalami, jak Brazylijczyk spędza wieczory i noce, tańcząc, popijając piwo i opychając się spaghetti carbonara. Co gorsza, zaczynał wciągać w to Lionela Messiego. Tego Guardiola tolerować nie mógł. Ronaldinho musiał odejść, razem z nim Barcę opuścił inny balangowicz - Deco. Kolejny piłkarz, bez którego trudno było sobie wyobrazić ten zespół.

Ulubieńcem kibiców w całej Anglii był Paul Gascoigne - w latach 90. największą gwiazda ich reprezentacji. Fantastycznie grał w piłkę, więc kolejni trenerzy długo przymykali oczy na jego pijackie wybryki, choć z czasem robiły się coraz bardziej... intensywne. Kiedyś wywołał nawet awanturę na pokładzie samolotu, sklął działacza FA i zniszczył dwa telewizory. Dopiero Glenn Hoddle odważył się pokazać mu drzwi i usunął z kadry tuż przed mundialem w 1998 r. Wściekły (i podpity) "Gazza" zwyzywał w odwecie selekcjonera od pier…ch bydlaków i zdemolował mu pokój.

Wydawać by się mogło, że w żadnym profesjonalnie zarządzanym klubie nikt nie będzie tolerować balangowiczów. Jak się jednak okazuje, od każdej reguły są wyjątki. Jednym z nich był Real Madryt, w czasach, gdy jego gwiazdą był inny Ronaldo. Ten z Brazylii. Z jego pobytu na Santiago Bernabeu kibice zapamiętali nie tylko bramki (w sumie 104 gole w 177 meczach), do legendy przeszły też jego 27. urodziny, które przerodziły się w orgię. Tak to przynajmniej przedstawiła później jedna z hiszpańskich stacji telewizyjnych. Były prostytutki (sprowadzone przez inną gwiazdę Królewskich Roberto Carlosa), alkohol i narkotyki.

Co ciekawe, żadnego z uczestników imprezy nie spotkały żadne nieprzyjemności ze strony klubu. Tylko kibice, niezadowoleni z kolejnych porażek, powiesili w pewnym momencie na płocie treningowego boiska Realu transparent: "Dla was ku... i pieniądze, dla nas hańba".

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie