Mistrzostwa świata siatkarzy 2018. Damian Schulz: Osiem lat temu myślałem, żeby wyjechać do Norwegii pracować

Tomasz Biliński
Tomasz Biliński

Wideo

Zobacz galerię (10 zdjęć)
SIATKÓWKA. REPREZENTACJA POLSKI. Gdyby ktoś kiedyś powiedział mi, że zagram w mistrzostwach świata, odparłbym, że oszalał - przyznał Damian Schulz. 28-letni atakujący Asseco Resovii z naszą drużyną narodową broni tytułu mistrza świata. Natomiast osiem lat temu... myślał o wyjeździe do Norwegii, by tam pracować.

Słyszałem, że nie umie Pan pływać.
Bo nie umiem. Nie chciałem i nie miałem potrzeby, żeby się nauczyć. Nie kręciło mnie to. Jak jestem nad morzem, to wolę się poopalać.

Zaskakujące, skoro urodził Pan w Lęborku, skąd miał Pan rzut beretem nad Bałtyk.
Tak to chyba jest, że jak się mieszka blisko morza, to jest się nad nim bardzo rzadko. Nawet przez ostatnie cztery lata, gdy byłem zawodnikiem Trefla Gdańsk. Każdą wolną chwilę czy wakacje spędzamy z żoną w innych rejonach kraju, najczęściej w górach, które lubię.

Zamiast uczyć się pływać od razu postawił Pan na siatkówkę?
Nie, jak byłem dzieckiem, to grałem w praktycznie wszystko. Codziennie po szkole w piłkę nożną, w ping ponga… Siatkówkę zacząłem bardziej trenować w ostatniej klasie podstawówki. Trener Jarosław Pruski z Lęborka zauważył u mnie potencjał. Zacząłem jeździć na treningi młodzieżowych grup wiekowych. Im starszy byłem, tym wybór dyscyplin zawęził się do siatkówki i ping ponga. Postawiłem na pierwszą, bo wszyscy przewidywali, że będę wysoki.

Przez wiele lat grał Pan w niższych ligach. Do reprezentacji Polski trafił w tym roku, mając 28 lat. Gdyby cztery lata temu ktoś powiedział Panu, że w 2018 będzie brał udział w mistrzostwach świata, to co by Pan odparł?
Wtedy miałem już podpisany kontrakt z Treflem Gdańsk, dobre pół roku na wypożyczeniu w KPS Siedlce i moja przygoda zaczynała się rozkręcać. Życzeniowo bym mógł powiedzieć, że może nie w mistrzostwach świata, ale w szerokiej reprezentacji czy kadrze B mógłbym się znaleźć. Natomiast jakby osiem lat temu zdarzyła się taka sytuacja, to bym odparł, że ktoś oszalał.

W wywiadach podkreślał Pan, że w wejściu na wyższy poziom dużą rolę odegrał trener Trefla Andre Anastasi. Zbudował Pana na nowo?
Nie mogę zapomnieć o innych szkoleniowcach, bo każdy coś wniósł do mojej gry. Jednak cztery lata z trenerem Anastasim dały mi bardzo dużo. Mam na myśli pracę w hali i w codziennym podejściu. Światowa klasa. W pierwszym roku w Gdańsku jak zrobiłem głupi błąd, to po jego minie wiedziałem, żeby lepiej go nie powtórzyć. Zresztą tamten sezon 2014/15 był dla mnie najtrudniejszy. Strasznie ciężko było przestawić mi się z niektórych zagrań, a trener tego nie tolerował. Ale udało mu się wyplenić ze mnie złe nawyki.

Jak Pan trafił do Jokera Piła?
Z młodzieżowej drużyny w Lęborku, gdzie grałem w różnych kategoriach wiekowych, a później w trzeciej lidze. Pewnego razu graliśmy z Jokerem. W każdym razie drużynę prowadził Jarosław Kubiak, ojciec Michała. Znał się z moim trenerem, trenerem Pruskim, i tak jakoś dzięki ich rozmowom przeszedłem do pierwszoligowca.

Wtedy wchodził Pan w dorosłe życie, a w siatkówce nie ma pieniędzy jak np. w piłce nożnej. Nie myślał Pan, żeby przestać grać?
Jak przyszła oferta z pierwszej ligi, to nie, choć przed tym po głowie chodziło mi mnóstwo różnych myśli. Tym bardziej, że miałem już na przykład możliwość wyjazdu do Norwegii do pracy. Grając w trzeciej lidze w Lęborku nie wiązałem przyszłości z siatkówką. Treningi były dwa razy w tygodniu, poza tym pracowałem dorywczo. Naprawdę łapałem się różnych zajęć, czasem jeszcze po wieczornym treningu. Kokosów z tego nie było. W tamtym czasie zdecydowaliśmy się z kolegą pojechać do jednego z czołowych klubów PlusLigi na testy. Trenowaliśmy z naszym rocznikiem. Po trzech dniach usłyszeliśmy, że fajnie, fajnie, ale przyjechaliśmy za późno, że jesteśmy już za starzy. Perspektywy były więc kiepskie. Zmieniły się, gdy trafiłem do Piły.

Zastanawiał się Pan czasem, co by było gdyby?
Parę lat później myśli o wyjeździe powróciły. Gdy w 2012 r. przeszedłem z Jokera do Jaworzna. Tydzień przed rozpoczęciem sezonu dowiedzieliśmy się w zespole, że klub ma problemy finansowe i możemy sobie szukać nowych pracodawców. I wtedy pomyślałem, że może warto zdecydować się na wyjazd i znaleźć stabilną pracę. Słyszałem, że teraz w pierwszej lidze warunki się poprawiły, ale wtedy nie było kolorowo. Klub miał długi, czasem trudno było nawet żyć od pierwszego do pierwszego, bo na pensje trzeba było czekać kilka miesięcy. Inna sprawa, że one też nie były ogromne. Z tego co wiem, obecnie wszystko się ładnie ułożyło.

Co się z Panem działo, gdy w Jaworznie nic nie wyszło?
Co ciekawe, dostałem propozycję, że mogę zostać, tylko bez gwarancji, że będę otrzymywał wypłaty na czas. Na szczęście cały czas byłem w kontakcie z moim pierwszym trenerem, Jarosławem Pruskim, którego pozdrawiam, wiele dla mnie zrobił. Powiedział: „Pakuj się i jedź do Gdańska”. Potrenowałem z Treflem, podpisałem kontrakt i od razu zostałem wypożyczony do AZS UAM Poznań, następnie w KPS Siedlce aż w 2014 r. wróciłem nad morze.

Czego nauczyły Pana te doświadczenia?
Dużo pokory i żeby doceniać miejsce, w którym się znajduję. Pamiętam o trudnych czasach i staram się, żeby tamte czasy nie wróciły. Kiedy mieszkałem z mamą i siostrą, nigdy nie powiedziały, żebym rzucił siatkówkę, zrezygnował z marzeń i poszedł do pracy.

Lubi Pan oglądać siatkówkę?
W Warnie tak! Wieczorem jeden mecz w telewizorze, na tablecie leci drugi. Interesuję się tym co wokół i w innych grupach. Ale w sezonie klubowym wcale jej nie oglądam. Poza własnymi meczami i treningami staram się poświęcić jak najwięcej czasu żonie i na regenerację. No i lubię grać w gry komputerowe. Właściwe sprawdzam wszystkie produkcje, w których jest rywalizacja przez internet. Ostatnio najczęściej gram w dwie strzelanki - taktyczną „Rainbow Six” i z elementami survivalowymi „Playerunknown’s Battlegrounds”. Moja żona ma mnie czasem przez to dość, bo wracam z treningu, gram przez kilka godzin, zjem obiad i idę na drugi trening. Ale za to jak mam wolne w klubie, to bierzemy nasze psy, buldoga francuskiego i maltańczyka, i jedziemy do lasu. Generalnie nie lubimy zatłoczonych miejsc, zdecydowanie wolimy ciszę i spokój. Poczyniliśmy już kroki do tego, by wybudować się w zacisznym miejscu. Gdy już tak się stanie, psów będzie tam więcej i ze schroniska. Bardzo lubimy zwierzęta i nie lubimy, gdy dzieje się im krzywda.

A w Warnie jak spędza Pan czas, bo mistrzostwa świata są rozciągnięte.
Większość czasu odpoczywając w łóżku i oglądając seriale. Aktualnie „Ozark”, o praniu brudnych pieniędzy. Grać nie mogę, bo nie zabrałem ze sobą sprzętu. Jeśli idziemy na spacer, to 20-30 minut i można obejść cały resort. Turniej jest jednak długi i najlepszym wyborem jest odpoczynek w formie leżącej.

Heynen wciąż robi dużo zmian. Na trzy mecze zagrał Pan w dwóch - z Kubą i Portoryko. Liczy Pan na więcej?
Przede wszystkim bardzo ważne, że każdy z nas spędził kilka akcji na boisku. Dzięki temu poczuł klimat mistrzostw świata i ograniczyć tremę w kolejnych, coraz ważniejszych spotkaniach. Jeśli o mnie chodzi, to chciałby grać więcej, ale taka jest wizja trenera. Jeśli obronimy tytuł, czas na parkiecie nie będzie mi przeszkadzał.

Rozmawiacie o złocie?
Skupiamy się na najbliższym meczu. Wiem, jak to brzmi, ale taktyka małych kroków jest najlepsza.

Po mistrzostwach zacznie Pan nowy rozdział w karierze, bo Trefl zamienił Pan na Asseco Resovię. Czemu?
Od najmłodszych lat chciałem grać w tym klubie. Choć w Gdańsku czułem się świetnie i fajnie graliśmy, to potrzebowałem czegoś nowego. Po przedyskutowaniu z żoną za i przeciw zdecydowaliśmy, że oferta z Resovii jest najlepsza. Chciałbym osiągnąć przynajmniej taką formę, jak w ostatnim sezonie i grać o najwyższe cele. Będzie ciekawie.

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

S
Sylwia

Znam Damiana od czasów szkoły podstawowej w Garczegorzu. Zawsze był skromny i nie miał dużych wymagani. Gratulacje Bocian. Wszyscy jesteśmy dumni

t
tenia

Gratulacje i wielki szacunek, że nie kasa jest najważniejsza.

Dodaj ogłoszenie