Mira Suchodolska: Domy dziecka są hańbą nas wszystkich

szef Magazynu
Oto kolejna historia rodem z domu dziecka: Zamiast wychowania - poniżanie i znęcanie. Kary cielesne, wsadzanie do karceru, stanie godzinami na mrozie. Obojętność wobec cierpienia. Oddanie rządów zdemoralizowanym starszakom.

Nie reagowanie na doniesienia o molestowaniu seksualnym. Okna, których nie da się otworzyć. Zamiast szklanek metalowe, więzienne kubki. Przecież większość z wychowanków, tłumaczyła dyrektorka, i tak tam kiedyś trafi.

Tym razem nie wytrzymały i o swoim nieszczęściu opowiedziały dzieci z Domu Dziecka w Orzeszu na Śląsku. To kolejna historia z krzywdzonymi dziećmi z bidula w roli głównej, o której piszemy w ostatnich tygodniach. Nie tak dawno opisywaliśmy głodne dzieciaki z domu dziecka w Sanoku.

I te z Bytowa, które poskarżyły się, że były molestowane seksualnie. To wciąż ta sama historia, w której zmieniają się tylko nazwy miast oraz imiona ofiar i ich prześladowców. I ten komentarz, który teraz piszę, też jest kolejnym w tej samej sprawie.

W ostatnim, z 25 listopada ubiegłego roku, cytowałam statystyki: "30 tysięcy dzieci odsiaduje wyrok za niewinność w domach dziecka i pogotowiach opiekuńczych. Nie wyjdą aż do pełnoletności. Są bite (30 proc), gwałcone (10 proc), okradane (70 proc.) przez współtowarzyszy niedoli i personel". Nic się nie zmieniło. I, w ciągu najbliższych lat, nie zmieni.

Nie likwidując publicznych domów dziecka, państwo sankcjonuje fakt, że pięć tysięcy dzieci rocznie idzie na zatracenie

Nasz rząd planuje co prawda likwidację tej haniebnej pozostałości po systemie komunistycznym, jakim są domy dziecka, ale dopiero w 2020 roku. To sankcjonowanie zbrodni, jakie każdego dnia popełniane są na najmłodszych. To przyznanie, że osoby rządzące tym krajem popierają to, co się tam dzieje. I zgadzają na to, by co roku kolejne 5 tys. dzieci przeznaczać na zatracenie.

Wielkiego problemu społecznego, jakim są domy dziecka, nie rozwiąże się, chowając głowę w piasek. Ani nie załatwią go organizacje pozarządowe za pochodzące od prywatnych firm pieniądze. Tutaj potrzeba zdecydowanego działania i natychmiastowych decyzji. Nie ukarania jednego czy drugiego dyrektora placówki, który dał się złapać.

Powtórzę znowu: publiczne domy dziecka, w których zamyka się kilkadziesiąt skrzywdzonych życiem sierot, nie są miejscem, gdzie powinny trafiać jakiekolwiek dzieci. Należy je zamknąć. Nie za 12 lat. Teraz.

Rodziny zastępcze - tak. Rodzinne domy dziecka - jak najbardziej. Pod warunkiem że prowadzących je osób nie będziemy traktować jak ideowców, którzy z dobrego serca zajmą się "biedactwami", lecz wysoko kwalifikowanych, dobrze opłacanych specjalistów.

Inwestycja w nich na pewno się opłaci: w przyszłości zaprocentuje krótszymi kolejkami w urzędach zatrudnienia i mniejszym tłokiem w zakładach karnych. I sprawi, że tysiące dzieci będą szczęśliwsze. A przynajmniej nie będą cierpieć.

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

R
Rodzic Zastępczy
Postaram się odpowiedzieć na postawione pytania.
1) Jak dziecko pijaka czy taniej prostytutki ma wkroczyć w dorosłe życie?
W odpowiednim środowisku. Bez pijaków i prostytutek. Oczywiście dziecko musi:
a) mieć świadomość, że ma swoich rodziców biologicznych. Rodziców, którym w życiu się nie udało. Coś robią źle. I dlatego dziecko jest w rodzinie zastępczej, a z RODZINĄ BIOLOGICZNĄ KTOŚ (PAŃSTWO) MUSI PRACOWAĆ ABY IM POMÓC.
b) wiedzieć, że ma kontakt ze swoimi rodzicami, wie kim są i co się z nimi dzieje.

2) Czy rodzina zastępcza bedzie chciała mu pomóc i pomoże?
Tak, bo po to są rodziny zastępcze. Ale muszą one być BARDZO DOKŁADNIE SELEKCJONOWANE, SZKOLONE, bo to mają być profesjonaliści. A tymczasem dzieci rozdaje się na lewo i prawo "dla dobra dziecka", aby nie trafiło do domu dziecka. I potem za kilka lat dramat, bo dziecko sprawia problemy, rozwala rodzinę zastępczą i wszyscy się dziwią dlaczego...

3) Tak, lepiej. Bo publiczny dom dziecka to wieczne wakacje, opiekunowie na zmiany, więc jak jeden nie pozwoli to drugiego się przerobi, jeden każe sprawdzać lekcje, to powie się że wieczorem a wieczorem innemu już się kit wciska, że poprzedni sprawdził lekcje. Bo w publicznym domu dziecka mały człowiek nigdy nie zrozumie, że chodzi się do pracy, że Państwo nic nie daje za darmo. A te dzieciaki tak są nauczone: niszczą wszystko co mają, nie szanują, bo przecież jak buty zniszczę to pani mi da drugie z magazynku. Daje i już. I potem taki człowiek wychodzi z DD i czeka aż mu Państwo da mieszkanie i pieniądze, bo przecież skąd on ma wiedzieć, że trzeba iść do pracy?

3) Nie mam recepty na pracę z rodzinami z marginesu, ale jeśli takie dzieci dostają suchy kąt, dach nad głową, własny tapczanik, wyżywienie i szkołę w publicznym domu dziecka, to chyba nie jest źle?
To się nazywa wegetacja. A gdzie rozwój społeczny, motywacja do czegokolwiek, rozwój kulturalny? Gdzie te dzieci mają się nauczyć jak tworzyć więzi? Jak potem taka kaleka emocjonalna ma pokochać kogokolwiek? Czy ma jakąkolwiek szansę na założenie rodziny, która nawet nie będzie szczęśliwa, ale która po prostu będzie miała szanśe przetrwać?

4) Byle było uczciwe.
No to zapraszam do dowolnego domu dziecka. Autorka tekstu się pomyliła. Tam naprawdę 100% dzieciaków kradnie i jest okradane, każde dziecko doznaje przemocy psychicznej, większość przemocy fizycznej.

5) A OPP i organizacje kościelne nie przejmą 30 tysięcy dzieci. Jest to niemożliwe ze względów przede wszystkim finansowych. To jest kropla w morzu potrzeb. To nie wystarczy.

I jeszcze jedno. Bardzo łatwo pisać jest o dzieciach, które są krzywdzone. Ale nikt jakoś nie kwapi się z pisaniem o dzieciach, które manipulują dorosłymi, oskarżają o molestowanie tylko po to, aby zemścić się na wychowawcy albo zyskać coś w tej chwili, w tym momencie. Te dzieci nie potrafią myśleć kategoriami przyszłości, planowania. One żyją tu i teraz, jutro jest nieważne, bo do jutra mogę nie dożyć. A jak dożyję, to jutro będę się martwił co dalej.
L
Lena
JaC, pytasz, czy rodzina zastępcza pomoże dziecku pijaka i prostytutki... Nie jestem idealistką, nie będę twierdziła, że na pewno pomoże... Ale jak myslisz, kto prędzej pomoże - rodzina zastępcza, w której takich dzieci mają np. 2 czy 5, czy dom dziecka, w którym takich dzieciaków jest z 50...
Pomoc organizacji kościelnych... Ja właśnie od kilku lat działam w takiej organizacji - chodzę po domach dziecka, rozdaję prezenty, zabieram te dzieci na wycieczki... I wiem jedno - ponieważ mam wiele serca dla tych dzieci, to uważam, ze jedynym rozwiązaniem dla nich jest zamknięcie publicznych domów dziecka - bo to są placówki, a nie domy. A człowiek - każdy - rozpaczliwie potrzebuje prawdziwego domu. Szczególnie potrzebują go dzieci z rodzin patologicznych - skoro przez ileś tam lat wycierpiały się w patologii, to teraz tym bardziej potrzebują rodziców, którzy nie tylko dadzą im miłość, ale także zadbają o właściwe wychowanie takiego skrzywdzonego i skrzywionego dziecka. Placówka nie jest w stanie dać ani miłości, ani wychowania.
Mam zaprzyjaźnione dzieci w takim domu dziecka, o jakim jest mowa w artykule (choć akurat ten konkretny nie jest tam wspomniany). Wiem, jakie dzieci mają sposoby na to, by nie być zgwałconymi... I wiem jedno - pomoc organizacji kościelnych czy wszelkich innych sponsorów to tak naprawdę pieniądze wyrzucane w błoto. Te dzieci potrzebują prawdziwych domów, nie prezentów...
e
euro67
Bedzie lepiej i taniej!
JaC
Nie rozumiem nagonki na publiczne domy dziecka.
Równie dobrze można krytykować np. publiczne przychodnie czy publiczne przedszkola.
Nieszczęście to raczej rodzi się (i to dosłownie) w rodzinach z marginesu, do tego często wielodzietnych (choć nie jest to regułą).
Jak dziecko pijaka czy taniej prostytutki ma wkroczyć w dorosłe życie?
Czy rodzina zastępcza bedzie chciała mu pomóc i pomoże?
Lepiej niż publiczny dom dziecka?
Nie mam recepty na pracę z rodzinami z marginesu, ale jeśli takie dzieci dostają suchy kąt, dach nad głową, własny tapczanik, wyżywienie i szkołę w publicznym domu dziecka, to chyba nie jest źle?
Frykasów nie można się spodziewać, płaci za to całe społeczeństwo, jeśli komuś ledwie starcza na wydatki związane z własnym dzieckiem i musi jeszce z podatków dopłacać do wychowania cudzego dziecka, to wychowanie owo będzie dość skromne - ale będzie.
Byle było uczciwe.
Szkoda, że autorka nie wspomniała o pomocy organizacji kościelnych - ta jest w bardzo wielu przypadkach olbrzymia, i wypływa z dużego serca i miłości.
D
David
Utopia oczywiście dzieci zawsze są niewinne, nigdy nie przesadzają w swoich opowieściach. Ciekawe czy pani pisząca ten artykuł pofatygowała się żeby zobaczyć jak wygląda życie w placówce. Wykręcanie ręki jest złe zgadzam się, ale czy wykręcenie ręki aby dziecko się nie pocięło lub kogoś innego też złe? Dlaczego tam trafiają dzieci oczekujące na miejsce w ośrodkach zamkniętych? Polecam pani redaktor zapoznać się z pojęciami demoralizacja niedostosowanie nie tylko w teorii ale również w praktyce
Dodaj ogłoszenie