Minister Krzysztof Saczka: Sanepid nie ściga nikogo, tylko sprawdza, czy przestrzegane są warunki sanitarno-epidemiologiczne

Anita Czupryn
Anita Czupryn
Główny Inspektor Sanitarny Krzysztof Saczka: W gestii GIS i całej inspekcji sanitarnej pozostała obsługa niepożądanych objawów poszczepiennych, zwanych NOP-ami
Główny Inspektor Sanitarny Krzysztof Saczka: W gestii GIS i całej inspekcji sanitarnej pozostała obsługa niepożądanych objawów poszczepiennych, zwanych NOP-ami Karolina Misztal
Bardzo nie chcielibyśmy dawać mandatów, ale z uwarunkowań prawnych wynika, że - aby zrealizować nasze zadania statutowe, czyli zachować bezpieczeństwo sanitarno-epidemiologiczne - za nieprzestrzeganie zasad jesteśmy zobligowani do wyciągania określonych konsekwencji i nakładania stosownych kar administracyjnych. I to jest powszechnie wiadome – mówi Krzysztof Saczka, Główny Inspektor Sanitarny.

Inżynier elektryk. Elektrotechnik. Menadżer. Były szef ZUS-u w Nowym Sączu. Co Pan robi w Głównym Inspektoracie Sanitarnym?

Żeby obraz był pełny, dorzucę jeszcze informatykę.

Chce Pan powiedzieć: genialny programista?

Chcę powiedzieć, że informatyka nie ma przede mną tajemnic, czy to chodziłoby o administrowanie, czy też programowanie.

Dziś są takie czasy, że wszyscy powinniśmy się uczyć programowania?

Niekoniecznie, choć znajomość technologii jest niezwykle ważna. Warto pozbyć się obaw przed nowymi technologiami, dlatego że dobrem ludzkości jest to, że się rozwijamy. A prym w codziennym życiu wiedzie dziś medycyna i informatyka.

Dlatego znalazł się Pan w GIS?

Znalazłem się tu, bo postanowiłem wykorzystać moje doświadczenie i potencjał oraz zaproponować moją wiedzę, kwalifikacje i kompetencje jakie posiadam, dla instytucji, która w dobie pandemii potrzebowała niezwykłego wsparcia. Pomyślałem, że mogę się tu przydać.

Pan minister Niedzielski nie znał Pana doświadczenia i kompetencji, kiedy mówił, że nie ma Pan kwalifikacji, ani profilu wykształcenia, ale że konkursu na stanowisko po ministrze Pinkasie nie będzie?

Pan minister prawdopodobnie dokonał tu skrótu myślowego, który wynika z faktu, że ustawa o inspekcji sanitarnej nakłada obowiązek, aby Główny Inspektor Sanitarny był lekarzem. Można zadać sobie pytanie, czy faktycznie na tym stanowisku potrzebny jest lekarz? W moim przekonaniu, w GIS potrzebna jest osoba, która będzie właściwie zarządzać całą inspekcją sanitarną - zatem potrzebny jest menadżer. Co nie zmienia faktu i nie wyklucza tego, że w zespole kierownictwa GIS potrzebny jest ktoś z wykształceniem medycznym. Należy pamiętać o tym, że Główny Inspektor Sanitarny posiada narzędzia do zarządzania w tym obszarze: podstawowym narzędziem jest Rada Sanitarno-Epidemiologiczna, która ma wspierać działania Głównego Inspektora Sanitarnego.

A w tej Radzie są tuzy medycyny?

Owszem. Jest kadra medyczna, są specjaliści w określonych dziedzinach, z odpowiednim dorobkiem naukowym, którzy służą swoją wiedzą, kompetencjami i doświadczeniem w sytuacjach, kiedy jest to potrzebne.

Dlaczego właściwie chciał Pan przyjść do GIS-u? Jest tu coś, co Pana szczególnie interesowało?

Lubię wyzwania i się przed nimi nie bronię. Widziałem, że inspekcja sanitarna borykała się z szeregiem różnych problemów, szczególnie technicznych. Patrząc przez pryzmat wyzwań, z którymi musimy się zmierzyć w dobie pandemii, wymagane jest szybkie, czasem bezwzględne działanie. Potrzebne są: szybka organizacja i uporządkowanie, a to oznacza, że trudniej jest zarządzać instytucją i trudniej uzyskać określony cel. Inspekcja sanitarna nie była technologicznie przygotowana na zderzenie się z pandemią, jakiego doświadczyliśmy, a zatem było to naprawdę wielkie wyzwanie.

O jaki cel chodzi?

Naszym celem jest sprawna obsługa obywateli, sprawna realizacja zadań oraz rola doradcza dla ministra zdrowia i premiera – zwłaszcza w kontekście opracowywania uwarunkowań sanitarno-epidemiologicznych zwanych potocznie reżimem. Szczerze mówiąc, nie lubię tego sformułowania, bo uważam, że są to środki ochronne dobierane adekwatnie do ryzyka, z którym musimy się zmierzyć.

Jesienią Pan minister Pinkas mówił, że GIS ma twarz starej, zmęczonej kobiety. Minęło kilka miesięcy – czy ta stara, zmęczona kobieta przeszła odnowę biologiczną?

Tak myślę. Przede wszystkim wdrożyliśmy dużo zmian technologicznych. W pierwszej fazie pandemii, jak już wspomniałem, inspekcja sanitarna nie była w ogóle przygotowana technologicznie do podjęcia tego wyzwania, niemniej jednak zmierzyła się z nim. Została wyposażona w sprzęt: zostały zakupione telefony komórkowe, laptopy. Poprawiliśmy dostęp do internetu w lokalizacjach, w których był on niewystarczający. Jesteśmy na etapie tworzenia platformy systemowej inspekcji sanitarnej zwanej potocznie SEPIS-em, czyli Systemem Ewidencji Państwowej Inspekcji Sanitarnej, który w początkowej fazie połączył komunikację pomiędzy infolinią a poszczególnymi stacjami inspekcji sanitarnej. Zostały też uruchomione, stworzone formularze internetowe, przez które klienci mogą kontaktować się z inspekcją sanitarną.

Jaką rolę odgrywa GIS w trwającej właśnie akcji szczepień przeciwko koronawirusowi? Czy w ogóle jakąkolwiek odgrywa?

GIS uczestniczył w pracach zespołów przygotowujących szczepienia - w swoim zakresie merytorycznym wydawał stosowne rekomendacje. Aktualnie, cały proces szczepień jest pilotowany i nadzorowany głównie przez Ministerstwo Zdrowia, oraz Pełnomocnika Rządu do spraw szczepień, Pana Ministra Michała Dworczyka.

O jakie rekomendacje chodziło? Czy wśród nich było na przykład to, aby do małych miejscowości jeździły szczepionkobusy, co by usprawniło proces szczepień, o co zresztą apelują osoby zajmujące się zdrowiem publicznym?

Nasze rekomendacje dotyczyły głównie zasad bezpieczeństwa sanitarno-epidemiologicznego, które będą obowiązywały podczas realizowania szczepień. Chodzi o to, jakie warunki muszą być spełnione w punktach szczepień, aby maksymalnie ograniczyć ryzyko wystąpienia potencjalnych zakażeń u osób, które się tam pojawią i będą tam przebywać. Ale również, aby zapewnić jak najwyższy poziom bezpieczeństwa podczas tej akcji.

O szczepionkobusach mowy nie było?

Oczywiście, że pochylano się nad tymi kwestiami; chodziło o wypracowanie rozwiązań w szeregu różnych sposobów szczepień. Po pierwsze: zapewnienie odpowiedniego bezpieczeństwa sanitarno-epidemiologicznego, po drugie –najbardziej efektywnego wykorzystania zespołów szczepiących, tak, aby ta akcja przebiegła jak najsprawniej, abyśmy mogli jak najszybciej wyszczepić jak największy zakres populacji. W gestii GIS i całej inspekcji sanitarnej pozostała obsługa niepożądanych objawów poszczepiennych, zwanych NOP-ami; tu też podjęliśmy działania w kierunku wprowadzenia odpowiedniego formularza on line.

Takie zgłoszenia do GIS już docierają?

Tak, generalnie to zgłoszenia lekkie: ból ręki, miejscowe zaczerwienienia. Jest też kilka poważniejszych zgłoszeń.

Wracając do zmian w GIS – czy można powiedzieć, że inspekcja sanitarna przechodzi rewolucję cyfrową? Jak wygląda digitalizacja?

Myślę, że z punktu widzenia szeregowych pracowników, ale też w związku z rozwiązaniami, jakie dotychczas funkcjonowały, można nazwać to, co się dzieje, cyfrową rewolucją. Wszystkie zadania do tej pory czy też zdecydowaną większość zadań realizowano w sposób tradycyjny, ręczny, papierowy. Rozwiązania, które teraz przygotowujemy i wdrażamy idą w kierunku w pełni elektronicznej realizacji wszystkich procesów biznesowych w inspekcji sanitarnej. Wspomniałem o platformie, która ma docelowo obsłużyć wszystkie procesy: ma to być podstawowe narzędzie, w którym pracownicy inspekcji sanitarnej będą realizować swoje zadania statutowe.

A jak będzie wyglądała obsługa, jeśli chodzi o osoby starsze, nierzadko z rewolucji cyfrowej wykluczone?

Nie muszą korzystać z tych technologii, mogą skorzystać z infolinii. Chciałbym jeszcze uzupełnić informacje dotyczące formularzy internetowych, które można podzielić na dwie grupy. Pierwsza grupa to formularze, w których klient składa informacje sam za siebie – jest zakażony, czy też miał kontakt z osobą zakażoną i taką informację nam przesyła. Ale jest druga grupa formularzy, w których można złożyć informację za kogoś – na przykład za rodziców, którzy są zakażeni bądź mieli kontakt z osobą zakażoną.

Osoby zakażone mają teraz obowiązek zgłaszać przez formularze do sanepidu, że się zarazili koronawirusem, czy też, że mieli kontakt z osobą zakażoną?

Osoba, która uzyska pozytywny wynik testu jest informowana SMS-em o fakcie, że od tego momentu jest poddana izolacji. W SMS-ie jest informacja również o tym, do kiedy ta izolacja trwa. Taka osoba powinna być bezwzględnie w kontakcie z lekarzem podstawowej opieki zdrowotnej i to lekarz decyduje o ewentualnym leczeniu jak również o przedłużeniu tej izolacji.

Pozostając w temacie rozwiązań cyfrowych w GIS dla ludności, pojawiły się informacje o tak zwanym złotym standardzie. Czy może powiedzieć Pan coś więcej na jego temat?

Zapewne nawiązuje Pani do tych informacji, które już pojawiły się w mediach. A mianowicie: kiedy zaczęliśmy wdrażać nasz serwis, zostały podjęte decyzje organizacyjne w kontekście zadaniowania zespołów, które pracują w inspekcji sanitarnej, ale nie tylko. Narzuciliśmy sobie pewien standard obsługi klientów. Mam tu na myśli przede wszystkim te zgłoszenia, kiedy obywatele rejestrują się przez infolinię, jak również te, kiedy zgłaszają się poprzez formularze internetowe. Te zgłoszenia rejestrowane są w systemie SEPIS, o którym już wspomniałem. Od pracowników inspekcji sanitarnej oczekujemy, że - w godzinach od 7 do 21 -zgłoszenia, które wpływają do systemu, powinny być realizowane do trzech godzin. Czyli staramy się, aby podjąć zgłoszenie, skontaktować z klientem i do trzech godzin sprawę załatwić. Oczywiście, nie w każdym przypadku jest to możliwe: na przykład, kiedy wymagane są inne działania, szerszy wywiad epidemiologiczny, ustalenia znacznie dłuższej listy kontaktów albo do osoby nie można się dodzwonić. Co do zasady narzuciliśmy sobie jednak, że zgłoszenia mają być realizowane do trzech godzin. Jeśli chodzi o okres nocny, czyli poza godzinami pracy, to zgłoszenia, które „wpadają” w tym czasie do systemu, powinny zostać zrealizowane maksymalnie do 24 godzin. Aktualnie, śledząc realizację tych zadań w systemie SEPIS muszę stwierdzić, że ponad 95 procent zadań realizowanych jest faktycznie w standardzie do 3 godzin. natomiast realizacja zadań w trybie 24-godzinnym jest na poziomie około 99 procent. Zatem, w tym zakresie inspekcja sanitarna staje na wysokości zadania. Pracujemy, odpowiadamy, kontaktujemy się z obywatelami, zwłaszcza tymi, którzy sami wykazują się inicjatywą i oczekują szybkiego kontaktu z inspekcją sanitarną.

Czy dziś można być pewnym, że to, co przekazuje codziennie Ministerstwo Zdrowia, jeśli chodzi o liczbę zakażonych koronawirusem i liczbę zgonów, to są faktyczne dane odzwierciedlające obraz pandemii w Polsce? Wcześniej były rozbieżności, jeśli o to chodzi.

Pani Redaktor, tu znów musimy nawiązać do trudności technologicznych. Ze względu na fakt, iż nie było narzędzi informatycznych ani żadnych technologicznych rozwiązań…

… a 19-letni maturzysta skąd miał te rozwiązania?

Już tę sytuację wyjaśniałem, przedstawiając szczegóły na konferencji prasowej; temat został szeroko omówiony w mediach, ale chętnie powtórzę. Chodzi o to, że pracownicy inspekcji sanitarnej wszystkie wyniki dodatnie zbierali ręcznie. Czyli przychodziły one faksami, mailami, czy były wręcz przysyłane w postaci pism. Pracownicy musieli wszystkie te informacje zebrać, zweryfikować, wpisać z reguły do tabeli Excel, który stanowił formę raportowania. Te rozwiązania sprawdzały się przy niewielkiej skali zakażeń. W momencie, kiedy nadeszła jesienna zwiększona liczba zakażeń, rozwiązania te stały się zbyt czasochłonne. To spowodowało, że mieliśmy rozbieżności w raportowaniu. Te rozbieżności bardziej wynikały z tego, że pracownicy - nie nadążając wprowadzać danych do systemów ręcznie, przygotowywali raporty z pewnym opóźnieniem. Pod koniec października ustaliliśmy, że są niezgodności w systemie EWP – elektronicznym rejestrze, w którym odnotowywane są wszystkie przypadki kwarantanny bądź izolacji. Jest to podstawowy system w zakresie obsługi COVID-19, stworzony na potrzeby tej pandemii; komunikuje się on z szeregiem różnych interesariuszy. Jednym z nich są laboratoria, z tym, że na tamtym etapie liczba laboratoriów, która komunikowała się z EWP była bardzo niewielka. Gdy zauważyliśmy te rozbieżności, bardzo szybko został przeprowadzony audyt, ustaliliśmy, dlaczego tak się dzieje i bodajże 5 listopada minister zdrowia podpisał rozporządzenie, w którym narzucił rozwiązanie polegające na raportowaniu wyłącznie z systemu EWP. Wtedy bardzo szybko podjęte zostały działania w celu podłączenia laboratoriów do systemu EWP. Oczywiście parę dni to trwało, ale bardzo szybko i płynnie przeszliśmy na raportowanie z systemu EWP.
Chcę zwrócić uwagę, że wyniki, które publikowane są w systemie EWP, mówią o tym, ile w ostatniej dobie w systemie EWP zostało zarejestrowanych zgłoszeń pozytywnych. Technologicznie wygląda to tak, że jeśli mamy w danym dniu określoną liczbę zleceń do wymazów i te wymazy są pobrane, to część wyników wprowadzana jest już w dniu 0, część wyników w dniu pierwszym i pozostałe wyniki w dniu drugim, bo - zgodnie z rozporządzeniem - laboratoria mają czas do 48 godzin na wprowadzenie wszystkich wyników do systemu EWP. W systemie mamy więc w ciągu 48 godzin teoretycznie rejestrowane wszystkie przypadki dodatnie; do tego zobligowane są laboratoria. Pamiętajmy jednak, że laboratorium ma też 24 godziny na ewentualne skorygowanie wyniku; może się też zdarzyć jakiś błąd po stronie laboratoriów. Gdybyśmy więc na bieżąco sprawdzali w systemie EWP jak kształtuje się sytuacja, dane te stale się zmieniają, bo w skali całego kraju wszystkie laboratoria po prostu pracują w tym systemie.

Jak ta sytuacja wygląda w tej chwili? Mamy się czego obawiać? W którą stronę idzie pandemia?

Osiągnęliśmy stabilizację na poziomie około 10 tysięcy przypadków dziennie. Warto też pamiętać o tym, że wiele osób nie poddaje się badaniom, więc mamy w społeczeństwie szereg osób, które przechodzą zachorowanie, ale są bezobjawowe bądź nie poddały się wymazowi. Czy to dużo, czy nie? Uważam, że to dużo, bo gdy popatrzymy na liczbę 10 tysięcy przez pryzmat początkowej fazy epidemii, to mieliśmy wtedy kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt, czy nawet kilkaset przypadków dziennie. Gdyby ktoś w tamtym czasie powiedział, że będziemy mieli 10 tysięcy przypadków, to byłby poziom wręcz niewyobrażalny. W tej chwili patrzymy na te liczby przez pryzmat maksymalnych wyników, które mieliśmy w okresie październikowo-listopadowym, kiedy liczby sięgały rzędu 27-28 tysięcy zakażeń i zbliżaliśmy się do 30 tysięcy. Patrząc z tego poziomu dzisiejsze 10 tysięcy wydaje się niewielką liczbą. To są niebezpieczne wielkości, obecnie umiera prawie 400 osób każdego dnia. Uważam, że pandemia jest dla nas naprawdę groźna. Powinniśmy starać się, by dochować należytej staranności i odpowiedzialności w zakresie przestrzegania środków ochronnych, czyli uwarunkowań sanitarno-epidemiologicznych, by jak najmniej prowokować rozprzestrzenianie się tego wirusa. Pamiętajmy też, że od razu nie widzimy tego, kiedy się zakaziliśmy, najwcześniej o tym fakcie dowiadujemy się po 3-5 dniach: wtedy zaczynają się objawy, rośnie wiremia. Nie możemy więc obiektywnie stwierdzić, gdzie doszło do zakażenia, chyba że mieliśmy kontakt z osobą zakażoną.

Głośno o tym, że nadchodzi trzecia fala pandemii w lutym, marcu. Czy sanepid jest na to przygotowany?

Myślę, że potencjalnie może być kolejny wzrost. Nie chcę operować pojęciami „fala”, bo cóż ono znaczy? To wykres, który pokazuje lokalny pik, wzniesienie, i spadek – krótko mówiąc analitycy mają tu pole do działania i mogą to analizować. Ale my przecież cały czas jesteśmy w okresie pandemii; możemy ewentualnie mówić o okresach, w których jest ona bardziej nasilona i mniej nasilona, czyli mamy mniejsze jak i większe czy też wyższe poziomy zakażeń. Patrząc na to, co dzieje się w Europie, w krajach ościennych, widzimy, że te kraje zmagają się z kolejnym wzrostem zakażeń. W Polsce na razie tego nie obserwujemy, ale sytuacja jest nadal groźna. Przy poziomie zakażeń 10 tysięcy, jaki mamy, jeżeli nie będziemy przestrzegać środków ochronnych, czyli warunków sanitarno-epidemiologicznych, bardzo szybko możemy doprowadzić do bardzo dużego wzrostu liczby znów zakażonych osób. A pamiętajmy, że wzrost liczby osób zakażonych to niezwykłe wyzwanie dla systemu ochrony zdrowia. Patrząc na dane statystyczne, około 2-3 procent z poziomu zakażeń to zgony. Byłoby to też olbrzymie ryzyko dla ochrony zdrowia, bo wydolność systemu jest ograniczona, ale również, niestety, dla osób, które mają mniej szczęścia w tej pandemii. Perspektywy nie są szczęśliwe; generalnie dotyczy to osób obciążonych chorobami, czy też tych w dojrzałym wieku. Pamiętajmy, że zgony wśród osób młodych, wysportowanych, silnych kondycyjnie również się zdarzają i tak naprawdę nie wiemy, co potencjalnie może nas spotkać, kiedy się zakazimy. Powinniśmy więc podchodzić bardzo odpowiedzialnie zarówno do siebie, jak i do swoich najbliższych, do otoczenia i stosować te uwarunkowania czy też te środki ochronne, które mamy wskazane w postaci regulacji związanych z warunkami sanitarno-epidemiologicznymi.

Ludzie mają już dość tych obostrzeń. Przedsiębiorcy też. Górale zapowiedzieli, że otwierają swoje biznesy.

Zdaję sobie sprawę z tego, że społecznie jest to niezwykły koszt.

Sanepid będzie ścigał górali?

Sanepid nie ściga nikogo. Sanepid sprawdza, czy przestrzegane są warunki sanitarno-epidemiologiczne…

Będzie sprawdzał?

… w celu zapewnienia bezpieczeństwa sanitarno-epidemiologicznego, czyli po to, abyśmy czuli się bezpiecznie i aby pandemia się nie rozprzestrzeniała. Inspekcja sanitarna stoi na straży bezpieczeństwa zdrowotnego i mając tę legitymację, podejmuje stosowne działania, aby wywiązać się z tych obowiązków jakie są na nią nałożone. Wracając do górali, o których Pani mówi…

… i ich biznesów.

… oraz ich biznesów. Oczywiście jest to koszt społeczny - przedsiębiorcy nie mogą ich prowadzić w takim zakresie, w jakim mogliby je prowadzić w normalnych warunkach. W tej chwili mamy zimę, kończą się ferie, jest to okres, gdzie na Podhalu zwykle było duże obłożenie turystyczne i ten biznes tam kwitł, rozwijał się. Natomiast w sytuacji epidemiologicznej którą mamy, tej działalności niestety nie można prowadzić. Otwieranie tego typu działalności w tej chwili na pewno nie ułatwia nam zarządzania sytuacją epidemiologiczną i stanowi bardzo duże ryzyko w kierunku sprowokowania potencjalnego wiosennego wzrostu zakażeń. A to może odbić się społecznie bardzo niekorzystnie; widzimy, co się dzieje w krajach ościennych…

Ucieka Pan od odpowiedzi. Będziecie dawać mandaty?
Bardzo nie chcielibyśmy dawać mandatów, ale z uwarunkowań prawnych wynika, że - aby zrealizować nasze zadania statutowe, czyli zachować bezpieczeństwo sanitarno-epidemiologiczne - za nieprzestrzeganie zasad jesteśmy zobligowani do wyciągania określonych konsekwencji i nakładania stosownych kar administracyjnych. I to jest powszechnie wiadome.

Wsparcie emocjonalne przyszłych rodziców, czyli kim jest doula?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie