Miłoszewski: Minister przeznaczył na ratowanie całej polskiej kultury 20 mln, czyli jeden procent rocznej dotacji, jaką dostała niedawno TVP

Dorota Kowalska
Dorota Kowalska
16.10.2014 warszawa ..zygmunt miloszewski polski pisarz i publicysta portret fot piotr smolinski / polskapresse
16.10.2014 warszawa ..zygmunt miloszewski polski pisarz i publicysta portret fot piotr smolinski / polskapresse Piotr Smolinski
Przemysł kultury, przemysł rozrywkowy, kreatywny to 3,5 procent naszego PKB, 320 tys. osób pracujących w tej branży, ponad 5 mld eksportu, który branża kreatywna tworzy w Polsce. To więcej niż rolnictwo, to więcej niż górnictwo, to prawie tyle, co cała turystyka. Gdzie pomoc dla tego sektora? - pyta pisarz Zygmunt Miłoszewski


Wiem, że skończyłeś swoją kolejną książkę.

Tak, wysłałem wczoraj do wydawcy. Z jednej strony euforia, z drugiej pustka, z trzeciej dziwne uczucie, że napisałem powieść już historyczną. Ludzie rozmawiają bez maseczek, podróżują, jest nawet krótka scena na wycieczkowcu. Książka o dobrych czasach, kiedy jutro miało być tak samo nudne jak wczoraj.

Pisałeś tę książkę w czasach pandemii?

Częściowo tak, ale organizacyjnie pandemia pisarzy nie dotyka, i tak siedzą całymi dniami przy swoich biurkach. „Zostań w domu” moglibyśmy sobie tatuować jako motto od zawsze.

Ale miałeś pełny dom ludzi!

Żona też jest z branży, tyle że teatralnej, w zawodach artystycznych jesteśmy przyzwyczajeni do siedzenia sobie na głowie. Było trochę zamieszania ze zdalną szkołą dziecka, na początku się przejmowaliśmy, potem uznaliśmy, że nie damy się zwariować, że to nie żadna szkoła, tylko zabawa edukacyjna i tak też należy do tego podchodzić.

Czas zarazy wzbudza w tobie niepokój? Wyzwala jakieś lęki, czy raczej podchodzisz spokojnie do tego, co się dzieje?

Czuję spokój, ale coraz częściej myślę, że to zwodnicze, że na początku wojny ludzie też sobie powtarzali „spokojnie, to się zaraz skończy”, a sześć lat później musieli na ugorze budować od zera nowy świat.

Nie panikujesz?

Nie, bo mimo wojennych porównań nie ma łapanek i bombardowań, to też nie dżuma, ludzie nie umierają na ulicach. Wirus przyśpieszył chyba coś, co wszyscy czuliśmy: że doszliśmy do ściany, że świat oparty na histerycznym konsumowaniu coraz szybciej i coraz więcej prowadzi donikąd i musi się skończyć. Zresztą spójrzmy, idzie gospodarczy armagedon, nie dlatego że w planetę walnęła asteroida, tylko dlatego że ograniczyliśmy zakupy do tego, co jest nam potrzebne. Tak bardzo nie miało to sensu. Teraz musimy wymyślić ten świat od nowa. To też szansa.

A jak ty byś go wymyślił?

Nie chcę wchodzić w filozofię, powiem na konkretach, ok? Jestem pisarzem, ale jestem też działaczem społecznym, w kulturze już wymyślamy, jak na nowo funkcjonować po zagładzie. Bo to będzie zagłada, kultura została zamknięta jako pierwsza, skasowano teatry, kina, festiwale, koncerty, absolutnie cały obieg kultury. I zostanie odmrożona jako ostatnia. A nawet jak już zostanie, to część ludzi długo będzie się bała z niej skorzystać, bo w większości oznacza przeżycie wspólnotowe. Dziś mówimy o roku bez działalności, bez dochodów, to koniec. Nie w ogóle, ale koniec tego, co znaliśmy.

Dobrze, ale zatrzymajmy się na chwilę przy książkach. Mam wrażenie, że wydawcy trochę się boją, że ta pandemia zweryfikuje rynek wydawniczy: zostaną na nim najlepsi i ci, którzy się po prostu sprzedają. Nie masz takiego wrażenia?

Wiesz, rozmawiałem wczoraj ze znajomą pisarką, co ci powiedzieć, że muszę znaleźć jakiś pozytyw, żeby nie było tylko, że zagłada, recesja, bójcie się. I myślałem, że da się przekuć w pozytyw weryfikację. Ponieważ bez wątpienia w literaturze, w ogóle w kulturze, był problem nadprodukcji treści. Ukazywało się tych książek za dużo, ich życie trwało tyle, co miesięcznika. Jeśli książka nie zaistniała w ciągu dwóch tygodni po premierze, przepadała, wiele pozycji sprzed roku można szukać tylko w antykwariatach. Każdy wiedział, że to nie ma sensu i każdy brał udział w tym wyścigu i jeszcze dorzucał do pieca.

To się teraz zmieni?

I teraz mówię pierwszy raz: a nie mówiliśmy! Ponieważ to się zmieni w sposób absolutnie niekontrolowany. W zdrowej sytuacji powinien istnieć segment literatury komercyjnej, gdzie rządzą prawa wolnego rynku i segment literatury wartościowej, wspieranej przez różne rozwiązania systemowe. Przychodzi recesja, to z obu segmentów odpadają ogony, bo ludzie mniej kupują i jest mniej na dotacje, trudno, nie każdy musi pisać książki. Ale ponieważ nie doprosiliśmy się tych rozwiązań, to w tym ogonie znajdą się teraz najsłabsi: małe księgarnie, niszowe wydawnictwa, poezja. Oni mają szansę przetrwać w czasie prosperity, ale teraz - niekoniecznie.

Jakich rozwiązań?

Jednym była zasada, że premierowe książki przez kilka miesięcy można sprzedawać tylko w cenie wydrukowanej na okładce. To zmniejsza wojny cenowe, ratuje małe księgarnie, których nie stać na wojnę na rabaty, wylewa w ogóle oliwę na rozhisteryzowany rynek. I nic nie kosztuje podatnika. Drugim, powołanie eksperckiej komisji, która z nowości wybiera te najwartościowsze i rekomenduje je bibliotekom. Znowu, to nie wymaga wielkich pieniędzy, biblioteki istnieją i kupują książki, wskazanie im „listy honorowej” wspiera dobrych autorów, tłumaczy, wydawnictwa, które wydają fajne rzeczy. Proste, co nie? Gdyby ten system został tak zorganizowany, to w czasie pandemii rynek komercyjny zostałby przetrzebiony, tam przetrwaliby najwięksi, ale część ambitnej literatury byłaby chroniona. Teraz, kiedy wszystko idzie na żywioł, może się okazać, że przetrwają tylko wydawnictwa ekonomicznie najsilniejsze i autorzy najpopularniejsi w sensie komercyjnym.

Co jeszcze proponowaliście w ramach takich mechanizmów?

Objęcie artystów zawodowych ubezpieczeniem społecznym na wzór niemiecki. Od razu napiszę, bo wiem, że część czytelników teraz wyje „święte krowy!”, że chodziło jedynie o to, abyśmy mogli się ubezpieczać - teraz jesteśmy kompletnie poza systemem, ani przedsiębiorcy, ani pracownicy, nawet nie wolne zawody - jedynie najubożsi artyści otrzymywaliby dopłaty. Na dodatek, znowu, nie sięgaliśmy w tej sprawie do kieszeni podatnika, system dopłat miał być finansowany z istniejącej opłaty od tzw. wolnych nośników. Ta ustawa jest gotowa, z tą władzą nad nią pracowaliśmy, zresztą zaskakująco dobra to była współpraca. Gdyby przeszła, mieliby dziś w ministerstwie wiedzę o artystach czynnych zawodowo. Byłoby wiadomo, komu można pomóc - gdzie skierować stypendia czy zapomogi.

Wracając jeszcze do książek, uważasz, że wydawnictwa będą wydawać mniej pozycji?

To już się dzieje. I to dobra informacja, tak w ogóle. Książka będzie żyła dłużej, pozwoli to lepiej ją promować, dotrzeć do czytelnika z informacją, że istnieje. Ale jak mówiłem, boję się, że to może oznaczać śmierć ambitnej literatury i jej wydawców. Dla nich dużym wsparciem były festiwale, imprezy, spotkania autorskie - teraz ich nie ma.

Wielu autorów żyło z tego, że jeździło po kraju i spotykało się z czytelnikami.

Zgadza się. Poeci i poetki mogli się zajmować poezją, bo mieli możliwość uzupełnienia swoich budżetów wystąpieniami na festiwalach literackich, czy na spotkaniach w bibliotekach. Z jednej strony fajna forma promocji czytelnictwa w ogóle, ludzie mogli spotykać się z żywą literaturą. Z drugiej - dla bardzo wielu autorów był to jedyny sposób na zapłacenie rachunków. Ta furtka została zamknięta z dnia na dzień. Bezterminowo.

Mamy kryzys gospodarczy, ludzie wolą kupować chleb nie książki, a może są tak skołowani, sfrustrowani, że nie mają ochoty na czytanie?

Wręcz przeciwnie. Fikcja to jedyny sposób, żeby nie myśleć o tym, co się dzieje. Zawsze miała taką funkcję, ma ją też teraz. Oczywiście idzie recesja, konsumpcja kultury zostanie ograniczona jak wszystko, ale historia pokazuje, że nawet w okresie wielkiej smuty - a może zwłaszcza wtedy - potrzebujemy kultury. Tej popularnej, żeby pozwoliła nam uciec od trosk, i tej przez duże K, żeby nazwała i objaśniła nam nowy świat.

Mówię o tym, że 35 tys. osób już straciło pracę, a mamy początek kryzysu, wielu obcięto pensję, więc może książka nie będzie tym pierwszym czy drugim produktem, po który sięgną.
Jasne, kiedy brakuje ci na mąkę i jajka, nie kupujesz książek. Ale z drugiej strony, jeśli pogarsza się twój standard życia, nie stać cię na wyjazd na wakacje i nie masz dwóch tysięcy na nowy telefon, to opcja rozweselenia sobie życia książką albo filmem za trzy dychy nie jest taka zła.

Ale dla takich autorów jak ty - popularnych i ambitnych, to złoty czas.

„Popularny i ambitny”? Ogień krzepnie, blask ciemnieje? Jestem komercyjnym autorem. Po prostu. I też nie wiem jak będzie.

Półki w księgarniach zwolnią się dla ciebie. Miłoszewskiemu premiery nie przesuną.
Masz na myśli półki w zamkniętych księgarniach w centrach handlowych czy w tych małych, które właśnie bankrutują? Ale masz rację, wydawcy będą teraz dbali o swoje gwiazdy, to nie czas na ryzykowne debiuty. I nawet jeśli okaże się, że nowy bestseller znanego autora to nie sto tysięcy, tylko dwadzieścia tysięcy egzemplarzy, to i tak jestem królem świata. Teraz się nie boję. Jeszcze.

Dla artystów, ludzi sceny, szeroko pojętej kultury nie ma specjalnej pomocy ze strony państwa, prawda? Wielu z nich straciło źródło dochodu z dnia na dzień i muszą sobie radzić.

„Nie ma specjalnej pomocy?”. „Wielu straciło źródła dochodu?”. Nie ma ŻADNEJ pomocy. Stracili WSZYSCY. Spróbuję to powiedzieć tak prosto, jak się da. Kultura, cały przemysł kreatywny to 3,5 procent naszego PKB, 320 tys. osób pracujących w tej branży. Więcej niż rolnictwo, więcej niż górnictwo, prawie tyle, co cała turystyka. Kultura jest też ogromnym kołem zamachowym gospodarki jako takiej. Ponieważ często ludzie korzystają z usług gastronomicznych czy turystycznych dlatego że wybierają się na wydarzenie z szeroko rozumianej kultury. Nie potrzebujesz sobie kupić nowych butów czy bluzki, kiedy idziesz na działkę, tylko dlatego że wybierasz się do teatru. Skoro wychodzisz do kina, to chcesz pójść przy okazji na piwo i coś zjeść. Jedziesz gdzieś dalej na jakieś wydarzenie, musisz tam dojechać i przespać się w hotelu. Więc kultura napędza wiele innych branż. Mimo tego w Ministerstwie Rozwoju i w Polskim Funduszu Rozwoju, którzy właśnie wpuszczają w rynek 100 miliardów pomocy, nasza branża nawet nie jest dopuszczona do głosu.

Nie ma żadnej pomocy dla branży?

Część branży, którą stanowią przedsiębiorcy, może skorzystać z pomocy dla przedsiębiorców, ale ogromna część tego przemysłu to instytucje kultury, stowarzyszenia, fundacje, organizacje pozarządowe, tu jest to bardziej skomplikowane.

To jak oni wszyscy przetrwają?

Nie przetrwają. Mało tego, powtórzę to jeszcze raz: ta branża została zamknięta najwcześniej, zostanie odmrożona najpóźniej, a nawet jak już zostanie odmrożona, to ludzie ciągle się będą bali brać udział w imprezach.

Tak było w Wuhan, kiedy już powróciło tam życie, otworzono kina, te wciąż świeciły pustkami, bo ludzie bali się takich zbiorowisk.

I tu będzie tak samo. Pamiętajmy też o tym, że dużą część publiczności stanowili dysponujący czasem i stałymi dochodami seniorzy. Kiedy ktoś ich zachęci do wyjścia z domu? W 2022? I znowu: mówiliśmy. Mówiliśmy, że specjalnej troski i opieki wymaga tworzenie kultury dla dzieci i młodzieży, że ministerstwo kultury powinno być tak naprawdę ministerstwem edukacji kulturalnej, że trzeba dbać o widzów i czytelników przyszłości. Wszystko krew w piach. Chcę jeszcze podkreślić, że te wszystkie instytucje, fundacje, stowarzyszenia to też pracodawcy. Którzy dają pracę często na nieoczywistych zasadach, ludzie w branży pracują projektowo, zarabiają nieregularnie. To sprawia, że nie łapią się na większość form pomocy. Ten sektor może po prostu zniknąć.

Trudno sobie wyobrazić życie bez kultury!

Będziemy importować. Nie musimy przecież oglądać polskich filmów, czytać polskich książek, słuchać polskiej muzyki. Część sztuki jest ponadnarodowa, część można tanio przełożyć.

Żartujesz teraz?

Nie. Ludzie nie mogą żyć bez kultury, a polska kultura może pandemii nie przetrwać, powyższe to logiczny wniosek.

Tak po prostu?

Nie mówię, że składamy broń. Teraz robimy, co w naszej mocy, żeby dotrzeć do rządzących z informacją, że wyjątkowa branża wymaga wyjątkowych rozwiązań. Inaczej: na razie staramy się sprawić, żeby dostrzeżono nasze istnienie. Nie jest to proste, w chaosie wyjątkowość nie jest mile widziana, nie pomaga też rozczłonkowanie, hotel zatrudniający tysiąc osób robi większe wrażenie, niż dziesięć fundacji kulturalnych zatrudniających po sto osób. Mówi się o „1000 plus” na turystykę, żeby uratować branżę, w przypadku kultury takich pomysłów nie ma.

Nie zwróciliście się do ministra Glińskiego z prośbą o pomoc?
Zwróciliśmy.

I co?
Nic. Po pierwsze pozycja ministra Glińskiego w rządzie zawsze była słaba, a teraz jest jeszcze słabsza. Po drugie od dawna nazywamy ten resort „ministerstwem umarłych poetów”. To strażnicy bezpiecznego dziedzictwa, współczesnej kultury nie rozumieją, nie mają na nią pomysłu. Po trzecie oczywiście marzyłbym o tym, żeby zaszła zmiana, żeby ktoś krzyknął z siedziby ministra Glińskiego „Hej, do roboty, zróbmy razem specjalny zespół, we wtorek o dziesiątej spotkanie z Emilewicz, nie damy umrzeć polskiej kulturze!”. Wiesz co jest najlepsze? Nawet mają taki zespół, ekspertów Ogólnopolskiej Konferencji Kultury, pracowaliśmy razem nad tą ustawą o ubezpieczeniach. Wiesz co jest jeszcze lepsze? W tym zespole pokazaliśmy, że potrafimy dla wspólnego dobra pracować ponad podziałami i dogadać się z władzą, z którą większości z nas nie jest po drodze. Wystarczy wysłać mejla, stawimy się dowolnego dnia o dowolnej godzinie. Ale ministerstwo nie chce rozmawiać. Minister Sellin mówiąc o „dialogu z artystami” nie mówi wszystkiego. Aż zacytuję odpowiedź, jaką dostajemy: „Uprzejmie informuję, że ze względu na kalendarz Wiceprezesa Rady Ministrów w czasie epidemii, niemożliwe jest zaplanowanie takiego spotkania w najbliższym czasie”. MKiDN zamknęło się w twierdzy, dumne, że rozwiązało problem swoim programem ratunkowym.

To chyba dobrze, że jest program ratunkowy?

Jak ci płonie chałupa, to nie chcesz, żeby ktoś ci przyniósł kawę. To znaczy fajnie, że przyniósł i kawa jest smaczna, ale to nie twój problem, co nie? Tutaj jest podobnie. Program „Kultura w sieci” nie rozwiązuje problemów ludzi, którzy z dnia na dzień zostali bez środków do życia, nie mają za co nakarmić dzieci i nie wiadomo, kiedy będą mieli. Po pierwsze premiuje wąską grupę tych, którzy potrafią brać udział w ministerialnych konkursach. Na przykład znajoma biblioteka złożyła wniosek o tablety. Bo „Kultura w sieci”. Niby spoko, ale czy o to chodziło? Po drugie nie każdą działalność kreatywną można przenieść do internetu. Już teraz w sieci cierpimy na nadprodukcję beznadziejnych materiałów, na które brakuje publiczności. Po trzecie minister przeznaczył na ratowanie polskiej kultury - przypominam: 3,5 procent PKB, 320 tys. zatrudnionych osób - 20 mln złotych, czyli jeden procent rocznej dotacji, jaką dostało niedawno TVP. Równo pięć dni przed zamknięciem kin i teatrów do odwołania.

A co byś zrobił?

Kroplówki dla instytucji kultury, ratowanie ich na równi z przedsiębiorcami, dla freelancerów stypendia domowe. Nasza praca nie polega tylko i wyłącznie na pokazywaniu treści, musimy najpierw tę treść wymyślić, przygotować. Tak rozumował rząd niemiecki, dając po prostu 5 tysięcy euro zapomogi i 9 tysięcy na koszty działalności. Wychodząc z założenia, że generujący zarówno wyliczalną gotówkę, jak i niewyliczalny, ale cenny kapitał społeczny przemysł kreatywny trzeba ratować, jako najbardziej dotknięty epidemią. Okej, nie jesteśmy bogatymi Niemcami, ale 1 procent rocznej dotacji na TVP? Serio?

Co będzie z tymi wszystkimi ludźmi kultury? Przebranżowią się? Trochę trudno to sobie wyobrazić!

Ciągle wierzę, że uda się sprawić, aby w Ministerstwie Rozwoju zauważono nie tylko hotelarzy i fryzjerki, ale też nas, funkcjonujemy na wyjątkowych zasadach i potrzebujemy wyjątkowych rozwiązań. Jesteśmy w kontakcie z samorządami - tam przynajmniej jest z kim rozmawiać - ale nie jest różowo, recesja oznacza ogromne spadki wpływów z PIT, już wcześniej rząd zwiększał im obciążenia i obcinał dochody, więc teraz tną wszystko, co się da. Samorządowe instytucje kultury weszły w tryb przetrwalnikowy, pracujący dla nich projektowo ludzie zostali kompletnie na lodzie. Mimo to miasta uruchamiają swoje lokalne programy pomocowe. Ale powtórzę, że jedynym ratunkiem dla branży kreatywnej jest to, żeby zostać dostrzeżonym w kolejnej tarczy antykryzysowej. Inaczej to koniec. Teatry prywatne - albo dobrze sobie radzące publiczne o niskich dotacjach - prawie zamknęły się dekadę temu, ponieważ żałoba po katastrofie smoleńskiej trwała 10 dni. A teraz mówimy o zamknięciu teatrów na dwanaście miesięcy, w Berlinie wszystkie premiery teatralne poprzekładano już na przyszły rok. Rozmawiałem przed chwilą z samorządem warszawskim, przekładają niektóre wydarzenia na jesień, ale już mówi się coraz głośniej, że żadna impreza nie odbędzie się do końca roku.

Smutne to, co mówisz.

Mam nadzieję, że im więcej osób to powie, to ktoś po stronie rządowej nas zauważy. Nie dlatego, że kocha naszą duszę artystyczną, tylko dlatego że chodzi o ratowanie potężnego sektora gospodarki, którego nie da się uratować dotychczasowymi rozwiązaniami.

Na koniec zdradzisz, o czym jest twoja nowa książka?

To thriller przygodowy, trochę kontynuacja powieści „Bezcenny” sprzed kilku lat. Zaczyna się od tego, że na początku XX wieku do Polski wraca zesłaniec, badacz ludów Dalekiego Wschodu, przywożąc ze sobą etnograficzne ciekawostki. Współcześnie bohaterka dostaje zadanie odnalezienia tych zbiorów, w których znajduje się artefakt o niespodziewanie wielkiej wartości. No i się zaczyna. Śmiejemy się z wydawcą, że będziemy ją reklamować hasłem: „Zostań w domu, przeżyj największą przygodę tego roku”.

Może jednak ten kryzys przyniesie także coś dobrego? Może coś się zmieni w podejściu do branży kultury, jak myślisz?

Fajnie by było nas słuchać w okresie prosperity, żebyśmy w czasie armagedonu nie musieli powtarzać „a nie mówiliśmy”. Jesteśmy Polakami dzięki kulturze, ta cała święta tradycja, do której odwołuje się prawicowy rząd, została stworzona przez artystów poprzednich epok. Chyba chcielibyśmy, żeby przyszłe rządy też się miały do czego odwoływać?

Jacek Kurski o organizacji Eurowizji Junior 2020 przez TVP

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

p
pan da !

panie, nie martw się . nic tam nie musisz wymyślać. wystarczy że twoi oświeceni koledzy i koleżanki działający w PRL, tym kulturalnym pustkowiu, beztalenciu i gospodarczo kulturalnej niegospodarności, namówili proletariat by dołączył do wyższej kapitalistycznej prawdziwie wolnej cywilizacji gdzie podobno kultura i biznes jest na własne konto i ryzyko. Na własne konto i owszem co widać jak nasze wybitne aktorki za 20 sekund reklamy inkasują po kilkaset tysięcy za co kupują sobie dworki ale kiedy ryzyko to wyciągają łapki po kasę wypracowaną przez plebs i oczekują by ich internetowe wygłupy wsparło państwo bo mają owe dworki na utrzymaniu. nie martw się pan. przyszłość tą nową kolejną świetlaną już wymyślono i za parę miesięcy freelancerzy influ, jutu i reszta pasożytów będzie miała w miesiąc błyszczące merce lansując nowe zachowania produkty zapisane na żółtej karteczce w ściądze od sponsora. Za wszystko zapłaci proletariusz z premedytacją wmanewrowany w wolny świat by inteligencja pracująca przekształciła się transformacją w biznesmenów z milionami na kontach.

Dodaj ogłoszenie