Miłosz: podróż od marksizmu do kontemplacji

Mariusz Grabowski
Mariusz Grabowski
Mariusz Grabowski Polskapresse
Trochę głupio grzebać nobliście w życiorysie, ale skoro przykład dał Andrzej Franaszek, pisząc "Miłosza. Biografię", taka ciekawość może być choć po trosze usprawiedliwiona.

Zresztą Czesław Miłosz nie był takim sobie szaraczkiem, nad którego kolejami losu nie zawyje nawet pies z kulawą nogą. To "jeden z największych twórców XX wieku" - stoi w przedmowie do 900 stronic Franaszkowego śledztwa na jego temat, poza tym "autorytet moralny" dla sporej rzeszy polskich inteligentów. Już choćby po to, by potwierdzić te sformułowania, warto za biografem podążyć meandrami poetyckiego życiorysu. Poezję Miłosza zostawmy apologetom i tym, dla których mowa wiązana stanowi wystarczający moralny kompas. Za "Traktatem moralnym" i "Doliną Issy" krył się jednak człowiek z krwi i kości, którego etyczne i światopoglądowe wybory nie stanowią specjalnie budującej nauki dla poszukujących prawdy duszyczek. I któremu daleko do dorysowanej po latach aureoli. On sam zdumiałby się bardzo, gdyby mu wyprorokowano wyniesienie na ołtarze "ludzi szlachetnych", stawiane przez tych, co to "różnią się pięknie". Często takich, którzy w swoim czasie pluli nań z partyjnego nadania.

CZYTAJ TEŻ: Czesław Miłosz przeżywał wszystko intensywniej od innych

Jednym z najważniejszych walorów książki Franaszka jest założenie, by nie wybielać życiowych wyborów poety. Nie usprawiedliwia jego seksualnych żniw w Wilnie i później, co - jako żywo - niezbyt przystoi twórcy odwołującemu się do klasycznych cnót; nie kluczy w sprawie jego narodowościowych niekonsekwencji, pozwalających mu kłuć oczy rodaków przynależnością do litewskiej, a w czasie okupacji "bezpieczniejszej" nacji; nie zwalnia go również z odpowiedzialności za monstrualną pychę, z jaką traktował bliźnich. Gdy czyta się pełne pogardy rozważania Miłosza o polskim "nacjonalizmie, katolicyzmie, wreszcie nihilizmie", będących dlań wystarczającym pretekstem do wywyższenia się ponad ciemnogród, to z tych słów wieje siarką. Jak od największego z grzechów.

CZYTAJ TEŻ: Spór o Miłosza w Sejmie. 'Jego książki są pełne pogardy wobec Polaków

Nawet jego miłość do komunizmu wydaje się przy tym łatwiejsza do zrozumienia. Wszak nie trafił, jak większość jego wileńskich druhów, do zastępów budujących świetlany ustrój w ubeckich mundurach, choć bez większych moralnych oporów firmował socjalistyczną utopię przez sześć lat dyplomatycznej służby. Posiłkując się intelektualnie wskazówkami Tadeusza Krońskiego, złowieszczego guru z Instytutu Kształcenia Kadr Naukowych przy KC PZPR, a przy okazji tępego talmudysty z Wojskowej Akademii Politycznej. Jak na człowieka o przenikliwym umyśle, wiara w słuszność "sprawiedliwego mechanizmu dziejów" i podobne brednie, suflowane mu przez tow. Krońskiego, nie wystawia zbyt pochlebnego świadectwa Miłoszowej zdolności rozpoznawania świata.

CZYTAJ WIĘCEJ FELIETONÓW MARIUSZA GRABOWSKIEGO W SERWISIE POLSKATIMES.PL

No, ale przecież uciekł losowi, za cenę emigracji w znienawidzonej Ameryce, gdzie wszyscy gonią za szmalem, oraz nagonki zorganizowanej pospołu przez emigrację i towarzyszy z Warszawy. I konia z rzędem temu, kto po latach uczciwie wyważy życiowy dorobek autora "Zniewolonego umysłu", do końca życia z niechęcią myślącego o jakimkolwiek pokajaniu za głupoty sprzed lat. I który spoczywa dziś w narodowym panteonie na Skałce. Czy słusznie? Odpowiedź wyczytajcie w książce Franaszka.

Mariusz Grabowski

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie