Milik w Niemczech, czyli szczęść Boże

Paweł Zarzeczny
Wydarzenie tygodnia, miesiąca - na pewno nie narciarskie podskoki Stocha czy Kowalczyk, to powtarzalne jak kłótnie w domu, tylko transfer Arkadiusza Milika do Leverkusen, ponoć za 3 mln euro. Znam życie, wiem, że jak mówią 3 mln (miliony), to pod stołem są drugie trzy, albo mogą być, albo trzydzieści i trzy. Za chłopca, który ma 18 lat i gra jak Robert Lewandowski, zupełnie jak Robert - to znaczy... tylko jedną nogą.

To znaczy Robert prawą, a Milik lewą. Nic więcej. Dlatego kosztują w miarę tanio, do dychy, gdy taki Falcao to 60, tyle że też w euro. Nie podniecajmy się. Trafił się zdolny chłopak, kopnął kilkanaście goli. Z Rozwoju Katowice. Trener Nawałka wolał, żeby został w Górniku. Żeby zostać jak Włodek Lubański, do połamania nóg, mimo propozycji z Realu czy Bayernu? Jak Kołaczyk, najzdolniejszy ze wszystkich, powalony kontuzjami? Jak Marek Szemoński, też osiemnastolatek, strzelający gole na zawołanie, o którym zaginął słuch? Albo Dawid Jarka, więcej goli od Milika, dużo więcej, zgubiony gdzieś po drodze?

W Zabrzu talentów było i będzie na pęczki. Ba, ale nie ma pieniędzy, to wyjałowiona kraina, o której prezes mówi, że jak szybko nie zarobi, to nawet nie zostanie dopuszczony do rozgrywek, brak licencji. Z Milikiem. Też. Zatem Zabrze jest takim miejscem, jak tysiące w Polsce, gdzie można sprzedać ostatnie skarby natury. Gdzieś tam miedź, gdzieś drewno, gdzieś grzyby albo jagody. A gdzieś jeszcze - posłać w świat dziewczynę na wydaniu. Może ktoś się zakocha, zapłaci za wesele, zadba…

Bayer dużo nie wyda. Bo Polacy zimą chorują na grypę, anginę, to wydadzą na aspirynę, od 200 lat skuteczną na wszystko (i od 200 lat nie wiadomo czemu). Bayer nie straci. Milik? Widziałem, jak do Leverkusen szedł mój kolega Andrzej Buncol. To był medalista mistrzostw świata, który w Hiszpanii '82 pracował na sławę Bońka i Majewskiego, i na medal MŚ, dziś coś kompletnie niewyobrażalnego. I jechał z Warszawy na wieś, gdzieś pod Koeln, tyle że - jak oni na Śląsku mówili: do Efu. Czyli enerefu… Andrzej się cieszył, że mógł pojechać legalnie, zamiast uciekać przez okno, jak wszyscy śląscy piłkarze.

Współczułem mu Leverkusen. Wiocha koło autostrady, ze stadionem w budowie… Ja Buncolkowi wysyłałem polskie gazety, a on podsyłał klubowe koszulki z całych Niemiec. Dziwiłem się, że gra w tak słabym zespole. I kiedyś jestem u niego w domu, jeździłem tam w okolice do siostry. I Andrzej pokazuje mi lodówkę. A w niej - kolorowe tabletki. I ściągawka: jaką łyknąć w pon., wt., śr., cz., pt. czy sob. Bo mecz w ndz. Dla mnie była to abstrakcja, jakie tabletki. Za chwilę Leverkusen wygrało… Puchar UEFA. Chyba 3:0 z Espanyolem, po przegranej w pierwszym meczu 0:3. Puchar na karne… I naczelny "Piłki Nożnej", pan Grzegorczyk, mówi mi: nie pisz o tym Buncolu, bo on wyjechał do Niemców, i te sukcesy nas wcale nie cieszą…

Nie wiedział, że ojciec Andrzeja urodził się w Berlinie. I syn mógł grać dla Polski, po medal mundialu, i Niemiec, po Puchar UEFA. I dziś mało kto to rozumie. Że świat się zbliżył. I z tego spróbuje skorzystać Milik. A Zabrze, ubogi klub, zbilansuje budżet. A że będą kłótnie? Dyskusje? Zawsze. Ja z Andrzejem, super kumplem, też się pokłóciłem. Pojechałem do Koeln, on przyjechał z synem, a młody tylko… Guten Tag. Szok.

Więc prośba do Milika - nie daj się wynarodowić. Nie warto. Masz obowiązki wobec reprezentacji Polski. Jak cię powołamy. Naturlich.

Kliknij, aby czytać pozostałe felietony Pawła Zarzecznego

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

s
s a g g
:)
Dodaj ogłoszenie