Mili kolarze, słuchajcie się diabła

Tomasz Jaroński
Tomasz Jaroński
Tomasz Jaroński Fot. archiwum
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
O tegorocznej Vuelcie przeczytałem gdzieś ładne zdanie. Tego wyścigu nie wygrał ani Contador, ani Valverde, ani Rodriguez... wygrało kolarstwo! To fakt, że wyścig dookoła Hiszpanii na tle ostatnio rozegranych wielkich tourów miał fascynujący przebieg.

Po pierwsze, to zasługa trasy. Hiszpanie, a także Włosi, walcząc z dominacją medialną Tour de France, starają się bowiem przygotować taki teren do ścigania się, by już w samym założeniu wyścig miał interesujący przebieg. Nie zawsze to się udaje, bo kolejne etapy przejeżdżają w końcu kolarze, a nie organizatorzy. Często od romantycznej walki ważniejsza jest taktyka, która zresztą niszczy także inne dyscypliny.

I właśnie taktyka. Bo drugim czynnikiem, który zasiał ferment w peletonie Vuelty, był Alberto Contador. "El Pisto-lero" wrócił po półrocznej banicji i na trasie Vuelty mniej kalkulował od innych. Powiedział, że na kluczowym etapie do Fuente De bardziej słuchał podpowiedzi diabła niż anioła. Diabeł widocznie kazał mu atakować, jeśli chcesz wygrać - jedź! Kusił. Anioł kunktatorsko zaś twierdził, że lepiej poczekać, bo może rywale się wykruszą. Nie wiem, czy taka wykładnia dogmatów religijnych jest właściwa, ale przy moim konfesjonale Alberto za "skok" na 17. etapie dostał rozgrzeszenie za dawne grzeszki.

Pamiętamy? Etap jak etap. Trochę górek, na mecie w Fuente De górska premia trzeciej kategorii. Każdy kolarz, trener, dyrektor sportowy, menedżer, kibic obudzony w nocy, patrząc na profil tego odcinka, zeznałby w trzeciej sekundzie: "Siedemnasty etap? Dla harcowników! No może szybki Rodriguez będzie chciał powalczyć o sekundowe bonusy, ale klasyfikacja się nie zmieni!". I pójdzie dalej spać. Przebudzenie byłoby zgoła niespodziewane. Bo nie chropowata Bola del Mundo, nie Cuitu Negro, gdzie - tak jakby na Kasprowy - tuż przed Vueltą kładziono asfalt na techniczną drogę szutrową, zadecydowały o zwycięstwie w Hiszpanii, ale właśnie niewinny podjazd tam, gdzie Contadora kusił diabeł, a Rodriguez i jego rosyjski zespół Katiusza słuchał widać anielskich chorałów.

Mili kolarze, słuchajcie się zatem diabła! Oglądalność Vuelty, przynajmniej na antenie polskiego Eurosportu, była wyższa niż Tour de France. A te liczby to konkretne pieniądze, które i tak w jakiejś części trafią do was, o splendorze nie wspominając. Miło też nam, że obok Contadora, i to wcale nie w cieniu, kręciły nasze "diabełki" - Tomasz Marczyński, Przemysław Niemiec i Rafał Majka.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
PawełKo
Co racja, to racja. Zazwyczaj siedziałem przed telewizorem i oglądałem wszyskie etapy Tour de France, doszło do tego że nawet urlop przeze mnie planowany uwzględniał termin tego wyścigu. Ale w tym roku to była strata czasu, nic się nie działo, Wigins sobie wygrał, tak jakby nie miał konkurencji żadnej.
Za to Vuelta palce lizać, ile to razy Contador atakował, ile to razy Rodrigez odpierał te ataki i na domiar złego jeszcze dokładał jeszcze na mecie kilka sekund przewagi i zgarniał bonifikaty. Już zwątpiłem, że El Pistolero jest w stanie cokolwiek zdziałać , a tu masz 17 etap i taka niespodzianka.
Vuelta w tym roku to najlepszy wielki Tour od kilku lat.
Tylko brakowało mi Pana red. Wyrzykowskiego Karola, nic nie ujmując red. Proboszowi. Ale para Jaroński/Wyrzykowski to jest jednak jakość, inny rodzaj komentarza sportowego, o ile można to nazwać komentarzem sportowym. Szacunek.
Dodaj ogłoszenie