Michał Materla: Zawsze kibicowałem Damianowi. Ale w klatce to on będzie musiał uważać na mnie

Tomasz Dębek
Tomasz Dębek
Zaktualizowano 
26.04.2018 warszawa aleje jerozolimskie 65/79 restauracja champions konferencja ksw przed gala ksw 44 nz michal materlafot. szymon starnawski / polska press Szymon Starnawski /Polska Press
Były mistrz KSW wagi średniej Michał Materla (MMA 26-6) 6 października na gali w Londynie zmierzy się z Damianem Janikowskim (3-0). „Cipao” w rozmowie z Tomaszem Dębkiem opowiada m.in. o nadchodzącym pojedynku z medalistą olimpijskim, treningach z podwójnym mistrzem UFC Danielem Cormierem, trash talku w MMA i swojej sytuacji prawnej po tym, jak bez wyroku odsiedział w areszcie osiem miesięcy.

Tomasz Dębek, "Polska The Times": Chodzą słuchy, że w lipcu zrobił pan taki obóz w Karpaczu, że spokojnie mógł po nim wystartować w Tour de Pologne.
Michał Materla: Może nie aż tak, ale jazda na rowerze sprawia mi dużo satysfakcji i przyjemności. Moim zdaniem to jeden z najlepszych sposobów do budowania bazy tlenowej. Nie tylko dla zawodnika mieszanych sztuk walki. W Karpaczu biegaliśmy też po górach i robiliśmy marszobiegi. To zdecydowanie fajniejsze niż siedzenie w czterech ścianach i ćwiczenia na bieżni. Nasze góry są naprawdę wyjątkowe. Pogoda dopisywała, a szlaków mamy mnóstwo. Każdy może iść takim, na jaki czuje się gotowy. Trudniej, łatwiej, dalej, krócej, mocniej, lżej - do wyboru, do koloru. To fajna odskocznia od sali treningowej.

Kondycja na pewno przyda się 6 października na KSW 45 w Londynie. Kolejna po Dublinie gala na Wyspach będzie dla pana fajną okazją na pokazanie się kibicom, którzy nie zawsze mogą być na galach w Polsce?
Zagraniczne gale mają swój klimat. Ładunek emocjonalny jest zupełnie inny. Na trybunach jest wielu Polaków, którzy zostawili w kraju rodziny oraz przyjaciół i ciężko pracują zagranicą. Wciąż są jednak patriotami, kochają nasz kraj. A te uczucia uzewnętrzniają się podczas gal, na których walczą Polacy. To bardzo miłe.

Woli pan walczyć w Polsce czy zagranicą?
Cieszę się tym, że mam pewną grupę wiernych fanów. Bez względu na to, gdzie walczę, zawsze ktoś mi kibicuje. Nie ma dla mnie znaczenia, gdzie odbywa się gala.

Walka w Londynie będzie dla pana czwartą w niespełna 13 miesięcy. Tak często nie bił się pan chyba od początków KSW, kiedy gale były organizowane w formule turniejowej.
No tak. Wtedy żeby wygrać turniej [Materla został zwycięzcą KSW 6 w październiku 2006 r. - red.] trzeba było walczyć trzy razy jednego wieczoru. Teraz faktycznie walczę często, ale nie mam z tym żadnego problemu. Jestem cały czas w treningu. Staram się poprawiać swoje słabe punkty, a szlifować mocne. Z każdą walką chcę wchodzić na coraz wyższy poziom.

>> MAMED CHALIDOW ZWAKOWAŁ PAS KSW. "NIE MAM JUŻ TAKIEJ WERWY, DAJĘ SZANSĘ MŁODSZYM" <<

Turniej wagi kategorii średniej, w którym walczy pan, Damian Janikowski, Scott Askham i Marcin Wójcik, a najlepszy zgarnie mistrzowski pas, to dobry pomysł?
Słowo „turniej” to bardzo dobra zagrywka marketingowa włodarzy KSW. Wszyscy to podłapali, dużo się o tym mówi. A w wadze średniej po prostu jest tylu dobrych zawodników, że można było zrobić ciekawą drabinkę i poprowadzić ją do walki o pas. W każdej wadze powinna być możliwość tak czytelnego wyłonienia mistrza czy pretendenta do pasa spośród zawodników, którzy już mieli jakąś przeszłość w KSW. Bo turniej to przede wszystkim gratka dla fanów.

Zaskoczyła pana decyzja Mameda o zwakowaniu pasa?
Mamed zrobił to, co uważał za słuszne. Nie ukrywa, że w głowie siedzi mu przede wszystkim rewanż z Tomkiem Narkunem. Chce tylko tej walki. A pasa kategorii średniej nie bronił już dość długo. To chyba normalna kolej rzeczy, że zamiast blokować tytuł, woli go oddać i pójść w stronę swoich celów. Wielu doszukuje się tu drugiego dna, ale to bez sensu. Mamed wszystko wyjaśnił.

Mamed Chalidow: Tęskniłem za walkami. Cieszę się, że wracam na podwórko KSW

Mamed zapowiada też, że będzie teraz walczył rzadziej, prawdopodobnie raz w roku. To oddala perspektywę waszego rewanżu, o który pan zabiegał.
Na razie muszę skoncentrować się na moim najbliższym pojedynku. Może to i dobrze, że ten rewanż się oddalił. (śmiech)

Zanim zapytam o Damiana Janikowskiego, proszę powiedzieć kto jest pana faworytem w drugim półfinale turnieju.
Mam nadzieję, że obie walki będą miały fajny wymiar sportowy. Super, że te walki budzą naprawdę dużo emocji. Jeśli chodzi o Scotta, to pytanie, czy na tle Marcina zaprezentuje się tak fenomenalnie jak w walce ze mną. Czyli wygra bardzo szybko. Nie skreślałbym Wójcika. Ma duże doświadczenie stójkowe, podobnie zresztą jak Anglik. Mam tylko nadzieję, że zgrabnie poradzi sobie ze zrobieniem wagi. To zawsze było wielkie konisko, zejście do limitu 84 kg nie będzie dla niego łatwe. Sam jestem ciekaw, jak rozstrzygnie się ta walka. Mam na głowie swoją, ale na pewno będę śledził, jak będzie przebiegało to starcie.

Pana walką z Janikowskim pachniało już od jakiegoś czasu. Mnóstwo osób nie może się doczekać starcia jednego z pionierów polskiego MMA z wybitnym zapaśnikiem, który jednak w nowym sporcie stoczył zaledwie trzy walki.
Też jestem bardzo podekscytowany tym zestawieniem. Przez te trzy walki Damian przeszedł jak burza. Nie można z nich wyciągnąć zbyt wielu wniosków. To na pewno ciekawy rywal. Poziom, jaki reprezentuje, w dużej mierze dało mu doświadczenie i przygotowanie atletyczne wyniesione z zapasów. W klubie [WCA Berkut Team - red.] ma też możliwość trenowania ze znakomitymi zawodnikami. Dzięki temu zamiast iść do przodu małymi kroczkami, potrafi skakać o kilka poziomów w górę.

CIĄG DALSZY WYWIADU NA NASTĘPNEJ STRONIE
Janikowski przyznaje, że z powodu tak szybkich rozstrzygnięć pojedynków sam nie wie, jak walczy. Nieprzewidywalność będzie jego siłą?
Z jednej strony, tak. Z drugiej, to może być jego słabość. W trudnej sytuacji może się pogubić i popełnić błąd. Ale nie ma co gdybać, wszystko okaże się 6 października.

Na co będzie pan musiał najbardziej uważać?
Przede wszystkim to on będzie musiał uważać na mnie. (śmiech)

W Londynie Janikowski zdobył brązowy medal olimpijski, to dla niego szczególne miejsce. Tym bardziej będzie się starał popsuć panu szyki.
Na pewno. Ja zawsze kibicowałem Damianowi. Pamiętam tamte igrzyska, pokazał na nich ogromne serce do walki. Wcale nie było tak oczywiste, że zdobędzie tam medal. Przegrał półfinał i o brąz walczył ze zwycięzcą repasaży. Pojedynek był bardzo wyrównany, do końca mógł się rozstrzygnąć w obie strony. Strasznie się cieszyłem, że mu się udało. Zapasy jako jeden ze sportów walki są bliskie mojemu sercu. Cieszę się, że będę mógł zmierzyć się z kimś takim jak Damian. Wielu zarzuca mu, że ma za mało doświadczenia. Ale wiem, że on bardzo szybko się uczy. W klubie ma od kogo czerpać wiedzę, a chłopaki chętnie się nią z nim dzielą. Miałem okazję trochę tam potrenować, więc wiem, jak pomaga mu to w rozwoju sportowym.

Podczas pobytu w WCA miał pan okazję sparować z Janikowskim?
Wtedy akurat nie. Kiedy tam trenowałem on miał przerwę, był świeżo po swojej walce. A później wyjechał na wczasy do Tajlandii.

>> DAMIAN JANIKOWSKI: PO WYGRANEJ Z BAHATIM JESTEM BLIŻEJ NIŻ DALEJ WALKI O PAS KSW [WYWIAD] <<

O każdym rywalu wypowiada się pan pozytywnie. To dowód na to, że w dzisiejszych czasach nie potrzeba trash talku, by dobrze sprzedać walkę?
Pewnie. Taki mam charakter, nie muszę świrować przed walką. Albo dodawać sobie motywacji czy agresji, żeby mieć dodatkowego kopa na treningach. Lubię trenować i na tym się skupiam. Wiem, jak wysoko jest zawieszona poprzeczka. Sam kaliber rywala jest dla mnie wielką motywacją. Darzę Damiana ogromnym szacunkiem za jego osiągnięcia sportowe. To nie pozwoliłoby mi bawić się z nim w jakieś nieeleganckie gierki.

W podobny sposób podchodzi do walk Daniel Cormier, z którym miał pan okazję trenować w American Kickboxing Academy w Kalifornii. Jak go pan wspomina?
Mieliśmy poprawne relacje. Nie mogę powiedzieć, że byliśmy super koleżkami. Ale on jest tak sympatycznym gościem, że nie da się z nim źle żyć. Zapraszał mnie na obiad z żoną, spędzaliśmy miło czas na treningach, było dużo śmiechu. Sam jestem ciekawy, co on by powiedział na temat mnie. (śmiech)

Niedawno Cormier przeszedł do historii, do tytułu mistrza UFC kategorii półciężkiej dorzucił drugi, w wadze ciężkiej.
Po jego zwycięstwie ze Stipe Miociciem czułem ogromną satysfakcję. Przewalczyłem z Danielem mnóstwo rund. To nie była jednorazowa sytuacja, wiele razy wpuszczali mnie z nim do klatki nawet na trzy czy cztery rundy. Mogłem czerpać naukę od gościa, który zdobył drugi pas najlepszej organizacji na świecie. Dwa razy byłem też z nim na gali. Miałem okazję obserwować, jak się zachowuje. Jaki jest spokojny, opanowany. „DC” to najlepszy dowód na to, że pajacowanie przed walką jest zupełnie niepotrzebne. Ja mam taki sam charakter. Chyba nawet nie umiałbym zachowywać się w sztuczny sposób. Poza tym nie pozwoliłbym sobie na ubliżanie komuś tylko na potrzebę lajków w mediach społecznościowych czy dodatkowej sprzedaży biletów.

>> KSW 45. POZNALIŚMY RYWALA POPKA NA GALI W LONDYNIE <<

Jeszcze przed walką z Janikowskim będzie okazja osobiście pogratulować Cormierowi drugiego pasa?
Mam wizę do Stanów, jest plan, żeby pojechać na treningi do AKA. Muszę jednak jeszcze poukładać sobie pewne sprawy. I ustalić ewentualny wyjazd z rodziną, bo nie byłoby mnie w domu przez dłuższy czas. Mam nadzieję, że uda się wszystko dograć i będzie okazja potrenować m.in. z podwójnym mistrzem UFC.

Jak wygląda obecnie pana sytuacja prawna? Niedawno okazało się, że zeznania „małego świadka koronnego”, przez które trafił pan do aresztu na osiem miesięcy, były fałszywe.
Sytuacja powoli zaczyna się klarować. To rzadko się zdarza, ale prawda wychodzi na jaw. Sprawy takie jak moja są nagminne w polskim systemie prawnym. Skruszony świadek koronny, który został złapany na przestępstwie nagle idzie na współpracę z prokuraturą i staje się najbardziej wiarygodną osobą w czyimś postępowaniu. Na podstawie zeznań takiego człowieka ludzie dostają wieloletnie wyroki. To absurd. Słabość naszego wymiaru sprawiedliwości i policji prowadzącej sprawy tylko w oparciu o zeznania jednej osoby, kryminalisty. Moja sytuacja pokazuje, do jakich manipulacji dochodzi. Człowiekowi, który obciążył mnie zeznaniami, zostały postawione zarzuty podwójnego gwałtu ze szczególnym okrucieństwem. Zamiast wsadzić go na wiele lat do jakichś katakumb więzienia, żeby inni współosadzeni go nie rozerwali za to co zrobił, policja poszła z nim na układ. Sam opowiadał o tym, jak policja wymyślała sobie jakieś sprawy, w których mogła zatrzymać ludzi i przynieść sobie tym splendor czy dobry PR. A on potwierdzał zarzuty swoimi zeznaniami. Podpisywał, co tylko chcieli.

Ma pan zamiar walczyć o oczyszczenie swojego dobrego imienia czy odszkodowanie za czas przesiedziany bez wyroku?
To była tylko jedna z sytuacji pokazująca nadużycia w mojej sprawie. To nie był najważniejszy z pomawiających moją osobę. Ale główna sytuacja też powoli wyjaśnia się w dobrą stronę. Przede wszystkim mam nadzieję, że moje imię zostanie oczyszczone, a prawda wyjdzie na jaw. Inaczej sobie tego nie wyobrażam.

Rozmawiał Tomasz Dębek
Obserwuj autora artykułu na Twitterze

Damian Janikowski: Bahati w internecie był wulgarny, ale kiedy się spotkaliśmy nie chciał mi nawet spojrzeć w oczy

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie