Michał Majewski: Funkcjonariusz BOR to nie kamerdyner dla polityka [WYWIAD]

Anita CzuprynZaktualizowano 
Czasami zdarzało się, że auto z ochranianej kolumny zostawało na noc na niestrzeżonym parkingu
Czasami zdarzało się, że auto z ochranianej kolumny zostawało na noc na niestrzeżonym parkingu Marek Szawdyn
Klasie politycznej w Polsce brakuje tej oczywistej świadomości, jak powinny wyglądać relacje z funkcjonariuszami Biura Ochrony Rządu - mówi dziennikarz Michał Majewski, autor książki o kulisach pracy BOR.

Odejście gen. Andrzeja Pawlikowskiego ze stanowiska szefa BOR to kolejna odsłona wojny domowej, jaka, jak piszesz w swojej książce „Biuro. Ochroniarze władzy. Za kulisami pracy BOR”, trwa w Biurze Ochrony Rządu?
Na pewno w tej organizacji i wokół niej trwa wewnętrzny konflikt. Generał Pawlikowski jest człowiekiem, który się z tej organizacji wywodzi, jest w niej od lat i nie ma tajemnicy w tym, że jest w konflikcie z poprzednimi szefami Biura, czy to z Marianem Janickim, czy tak potężną postacią, jak generał Gawor, który szefem BOR był najdłużej. Z pewnością ci ludzie prowadzą ze sobą jakąś wojnę, ale czy dymisja Pawlikowskiego to wynik tego konfliktu? Czy przypadkiem powodem jego odejścia nie była historia z zabezpieczeniem Światowych Dni Młodzieży i kontraktem dla firmy, z którą wcześniej związany był generał Pawlikowski? Być może to śledztwo jest bezpośrednią przyczyną tego, że odchodzi.

„Fakt” napisał, że przyczyną może być sytuacja z listopada 2016 roku, kiedy to w Strasburgu ktoś włamał się do auta kolumny prezydenckiej, które nie zostało odpowiednio zabezpieczone, tylko stało na niestrzeżonym parkingu.
Słyszałem o tego typu łamaniu procedur w BOR, że zostawia się auta na niestrzeżonych parkingach, bo tak jest wygodniej tym, którzy ochraniają VIP-y. Tymczasem te samochody powinny być albo w polskiej ambasadzie, jeśli rzecz dzieje się za granicą, albo, jeżeli jesteśmy w Polsce, w takim miejscu, które poddane jest szczególnemu baczeniu, jak np. na komendzie policji, czy innej tego typu instytucji. Dla wygody łamano tę regułę już wcześniej, zostawiając auta choćby na wewnętrznych parkingach hoteli. O takich historiach słyszałem, ale nie wiem, czy są one bezpośrednią przyczyną odejścia szefa BOR.

Jak patrzysz na te ostatnie, nagłośnione przypadki i wypadki z udziałem ważnych polityków podczas podróży?
Zdaję sobie sprawę z tego, że jeśli chodzi o Antoniego Macierewicza, to jest on chroniony przez Żandarmerię Wojskową, ale myślę, że uwaga, jaką teraz powiem nie dotyczy tylko BOR-u, ale wszelkich służb ochronnych, jakie są w Polsce. Otóż, moim zdaniem, błędna i zła jest organizacja pracy tych służb. Nieodpowiednie są relacje między ochranianymi politykami i ich otoczeniem, a ochroną.

Na przykład?
Bardzo często ochrona w ostatniej chwili dowiaduje się o jakichś wydarzeniach, jakie mają się rozegrać. A zasadą tej służby jest maksyma: jakie przygotowania, taka potem ochrona. Można mieć najlepszych ochroniarzy, ale jeżeli akcja nie jest przygotowana, nie jest przemyślana, to nie pomogą najlepsi. To właśnie kwestia złej organizacji pracy, która jest charakterystyczna dla polskiej administracji, że na ostatnią chwilę, że plany są nierealistyczne i niedostosowane do potrzeb ochrony, że trzeba improwizować. Jeżeli ochrona ma wyglądać profesjonalnie, to trzeba się liczyć z opiniami fachowców, czyli ludzi z tej ochrony. Na przykład: polityk przedłuża jakieś spotkanie, a za dwie godziny chce być w jakimś odległym miejscu. Tyle, że niemożliwością jest zrobić to bezpiecznie, zarówno dla samych VIP-ów, jak i ludzi, którzy znajdą się na tej drodze. Stąd biorą się te kłopoty. Ale jest też kwestia relacji między ochroną a politykami.

To znaczy?
Te relacje często są wykrzywione. Rodzi się więź między VIP-ami a ochroniarzami i ta więź nie zawsze jest pozytywna. „Ty, mój ochroniarzy przymkniesz na coś oko, coś dla mnie załatwisz, umówisz ciche spotkanie z człowiekiem, z którym nie chciałbym, aby mnie widziano, gdzieś pojedziemy szybciej, odwieziesz moje dzieci do szkoły, pomożesz mojej żonie przy jakiejś sprawie, a w zamian za to ja będę pomagał ci w przyszłości”. To relacja niewłaściwa.

Służby mają przecież swoje procedury, których się powinni trzymać, a ulegają tym nieprawidłowościom. Z czego to wynika?
Owszem, służby mają sztywne procedury, ale cała rzecz polega na tym, że te formacje są silnie zależne od polityków.

I to polityk jest tym, który może wywindować swojego ochroniarza na szczyt, a nie jego bezpośredni przełożony?
Może go wywindować na szczyt, może mu pomóc, ale to też wiąże się z drugą patologią. Bo kiedy zmienia się władza, to ci ochroniarze, którzy byli z politykami partii X idą na szlabany, bo ci nowi politycy, którzy przychodzą, nie mają do nich zaufania i wybierają sobie takich ochroniarzy, którzy nie byli blisko poprzedniej władzy. Na tym polega ta patologia - wówczas ci ze szlabanów lądują w gabinetach, a ci z gabinetów idą na szlabany. Są metody przeciwdziałania takim wykrzywieniom rzeczywistości i takim patologiom. Na przykład Izraelczycy, o czym piszę w swojej książce, a o czym mówili mi oficerowie BOR, często dokonują wymiany, rotacji ochrony. Po to, żeby nie dochodziło do tego typu bliskich relacji, nieformalnych między VIP-ami a ochroną. Aby też ochroniarze nie myśleli w takich kategoriach, że wszystko wiedzą, o tym, jak polityk reaguje, więc mogą przejść w rutynę. Dla polityków to też wygodna sytuacja.
A kiedy politykowi zmieni się ochronę, to zaraz interweniuje u szefa, wołając: „Gdzie jest mój pan Janek”?
To charakterystyczne dla polskich polityków; jeśli do czegoś takiego dochodzi, to momentalnie jest reakcja, polityk telefonuje i wymaga od kierownictwa BOR-u, aby przywrócono mu pana, z którym mu się dobrze jeździ, którego on lubi, zna. A to przecież nie o to chodzi. Nie chodzi o kamerdynera.

Dlaczego u nas nie mogą zafunkcjonować takie zasady, jak w Izraelu?
Dlatego, że to politycy chcą, aby było jak jest, bo to jest dla nich wygodne. W ujawnionym w 2014 roku nagraniu rozmowy Bartłomieja Sienkiewicza z Markiem Belką pojawia się taki charakterystyczny moment, kiedy Sienkiewicz mówi, że nie może dokonać żadnej reformy w BOR, bo jest za blisko do wyborów. To jest też chyba tak, że sami politycy boją się wiedzy, jaką posiadają funkcjonariusze tej jednostki na ich temat.

Minister Błaszczak zapowiada pracę nad nową ustawą o BOR. Można mniemać, że te historie, kiedy funkcjonariusz BOR robi politykowi zakupy, czy opiekuje się jego psami to już przeszłość?
Jak pokazuje rzeczywistość, to nie jest przeszłość, dość wspomnieć o tej historii, kiedy Radosławowi Sikorskiemu wieziono pizzę do jego domu pod Bydgoszczą. Pamiętam zapowiedzi już wieki temu, kiedy generał Mozgawa, który był szefem BOR za czasów prezydentury Kwaśniewskiego zapowiadał, że te reguły będą musiały się zmienić. Ale jakoś się, jak widzę, nie zmieniły do tej pory. Powinno wyglądać inaczej, podaję w książce dwa istotne przykłady, jeśli idzie o służby ochrony. Jeden z Irlandii, gdzie na czele organizacji stoją ludzie, którzy nie zależą od polityków, ponieważ są już emerytowanymi oficerami służb. Nawet po odebraniu im stanowiska, emerytura im nie przepadnie, nie martwią się, że nie mają wysługi lat. A drugi, o którym mówili mi oficerowie dotyczy Wielkiej Brytanii, dotyczy tego, że ważni politycy przed objęciem stanowisk przechodzą kurs. I nie jest to 15-minutowa rozmowa, w której poznają swojego ochroniarza, czy kierowcę, ale szkolenie trwa kilka dni, w czasie których politycy dowiadują się, jak powinni się zachowywać, czego im nie wolno robić, jakich sytuacji unikać, a jak zachowywać się w momentach kryzysowych. Klasie politycznej w Polsce brakuje tej oczywistej świadomości, jak te relacje powinny wyglądać.

Szef MSWiA mówiąc o pracach nad nową ustawą o BOR akcentował, aby nie powtórzył się 10 kwietnia 2010 roku. Ale już po katastrofie smoleńskiej przecież, po audytach zarówno w BOR, jak i 36 Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego były programy naprawcze, wprowadzenie procedur, zalecenia. I co?
Moim zdaniem sytuacja w Smoleńsku ze strony BOR nie odbiegała szczególnie od zasad, które obowiązywały przy wcześniejszych wizytach. Nie było gorzej, a może nawet było odrobinę lepiej niż przy poprzednich takich wyjazdach. Muszę powiedzieć, że wysoko oceniam umiejętności funkcjonariuszy BOR. Nie jest w kompetencjach BOR, żeby sprawdzać jakość lotnisk zagranicznych. To leżało w obowiązkach 36 Pułku, oni byli specjalistami od lotu, oni powinni powiedzieć, że to jest lotnisko niekomunikacyjne, na które samolot z ważną delegacją nie lata. Nawet gdyby wtedy było 10 ochroniarzy z BOR więcej, to w niczym by to nie pomogło. A co do ogólnej zasady, to w Polsce jest niestety tak, że reagujemy dopiero na wydarzenia wstrząsające i szokowe. Tak było w przypadku BOR z zamachem na ambasadora Pietrzyka w Iraku. Okazało się, że BOR jeździ w rejony konfliktu ze sprzętem, który absolutnie nie odpowiada sytuacjom zagrożenia wojennego. Dopiero wtedy wyciągnięto wnioski, pojawił się sprzęt, samochody, kamizelki kuloodporne. Mam nadzieję, że to się w końcu zmieni. Że mniej będzie relacji towarzysko-kumpelskich między ochroną a politykami, a będą brane pod uwagę opinie ochrony na temat tego np. że z jakiegoś miejsca do innego miejsca nie można przejechać w dwie godziny i tego robić nie będą.

Tylko jak to wytłumaczyć politykom?
To jest właśnie najtrudniejsze, bo przecież taki stan ciągnie się od wielu lat. Trzeba jednak pamiętać, że w Polsce od 27 lat funkcjonowania III RP nie było zamachu na polityka. Wszyscy więc patrzą trochę przez palce na ochronę, a to błąd. Sytuacja w polityce wewnętrznej jest pełna emocji i może skłonić jakieś osoby z psychicznymi odchyłami do tego, by spróbować takiej niecnej akcji. No i mamy inną sytuację międzynarodową; dla terrorystycznej organizacji zrobić krzywdę ważnemu VIP-owi, który jest istotną postacią w państwie europejskim, byłoby dużą rzeczą. Może to wpłynie na opinię polityków, że warto by było podejść do tego tematu poważnie i profesjonalnie.

***

Michał Majewski dziennikarz śledczy, autor książek z dziedziny literatura faktu. Ostatnia to „Biuro. Ochroniarze władzy. Za kulisami akcji BOR”, jaką w 2016 r. wydało wydawnictwo Czerwone i Czarne

polecane: Flesz - e-papieros zagraża zdrowiu

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 4

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Procedury, procedurami a kaprysy "pana" polityka ponad tym.

I spadają samoloty, strzelają opony, włamują się do samochodów.

A to Polska właśnie. 

A chłopiec do bicia zawsze się znajdzie...

J
Janek.

Michał Majewski przeprowadził kilkadziesiąt rozmów z „borowikami” ha ha nie z borowikami tylko KAPUSTAMI prawdziwy Funkcjonariusz BOR nie gadał by z tobą parówo tak delikatnie ci pocisłem ha ha Uwaga ludzie!!! to ten gość co wypisuje głupoty o naszej Firmie pozdro... poczwicz ty nędzny obrazie i podróbko Prawdziwego Mężczyzny...

j
jak choćby te z rzędu:

- nie jest prezydentem, marszałkiem, premierem, ministrem...
- ochrania dowodzących przez 24h
- nie jest planistą zadań dowodzących, lecz jest ich ochroniarzem. I owszem, często ochroniarzem przed nimi samymi
- nie chcący wykonywać zadań ochrony dowodzących, ma szansę na pozostanie ochroniarzem w Tesco czy Galerii
- powinien zostać doinformowany, iż książęcość BOR-ca zakończyła się w XX wieku, a dokładnie w 1989 roku
- kapryśny, leniwy, wybiórczy, niezdyscyplinowany, psychicznie rozkojarzony - BOR-cem być nie powinien!
- wysyłany - po pizza, panienki parające się usługami w horyzontalnej pozycji - powinien odmówić, a fakt zaraz zgłosić

Gdzie pan Majewski klasę polityków ujrzał? Polityków z rzeczywistą klasą jest mniejszość, lecz nigdy ich większość
Życzona klasa polityków nigdy nie zaistnieje, jeżeli „politykiem” w Polsce pozostaje każdy, który sobie zechce
Vide „politycy” Kijowski, Szumełda, Pomazka, Nitras... Jak ci z sensacyjnymi 1011 i 2420 głosami wyborczymi
I nie zapominając, „politykami” pozostają i typowi kombinatorzy, czy tacy z inklinacjami odpowiadającym puczystom

M
MC

no wlasnie, dobrze ze pan o tym mowi, panie Majewski. A pani beza-kwasniewska nawet na zagraniczne wycieczki chciala ich ze soba zabierac, moze nie wszedzie gdzie sie zatrzymuja jest bellboy, zawsze dobrze miec tragarza (przepraszam dotknietych) na rachunek podatnika. Wycierajac swoj czerwony ryj podatnikiem przez polowe niemal zycia doprawdy rozpuszcza czlowieka. Takie przepisy powinny byc juz dawno bardzo jasno ustalone, czym sie zajmuje funkcjonariusz BOR, i bynajmniej, nie powinno to byc transportowanie hamburgerow, znudzonych, nieporadnych zon itd.

Dodaj ogłoszenie