Michał Kwiatkowski: Kolarstwo potrzebuje transparentności. Przeciąganie w nieskończoność sprawy Chrisa Froome'a szkodzi całej dyscyplinie

Arlena Sokalska
Arlena Sokalska
Sylwia Dąbrowa
Niejasności i przeciąganie sprawy Chrisa Frooma kładą się cieniem na kolarstwie. To jest bardzo złe dla całej dyscypliny - mówi Michał Kwiatkowski, były mistrz świata, kolarz ekipy Sky.

Czuje się Pan kolarzem spełnionym w tym roku?
O nie, absolutnie nie. Przygotowałem się bardzo solidnie. Moja forma - wydawało mi się - była wiosną bardzo dobra, ale czegoś zabrakło. Wygrywałem, więc źle nie było, ale z drugiej strony w klasykach nie byłem w czołówce. Nie tańczyłem na pedałach, nie było tego błysku, który pozwala myśleć o zwycięstwie. Oczywiście nastawiałem się na Mediolan-San Remo, Flandrię i na Ardeny. Tym razem się nie udało. Wygrałem nie te wyścigi, które planowałem, bo etapówki Volta ao Algarve i Tirreno Adriatico. Zwłaszcza zwycięstwo w Tirreno Adriatico ma dla mnie wielkie znaczenie.

W okładkowym wywiadzie dla prestiżowego brytyjskiego miesięcznika „ProCycling Magazine”,który ukazał się w marcu, powiedział Pan „chcę wygrać je wszystkie” - mówiąc o wiosennych klasykach.
To był tylko headline i nagłówek. W wywiadzie mówiłem o tym, że chcę się wciąż rozwijać, że powinienem poprawić choćby wspinanie. Na razie realizacja tych celów związanych z wiosennymi klasykami musi poczekać do następnych sezonów. Ale oczywiście chciałbym wygrać Flandrię, Liège-Bastogne-Liège czy znów zdobyć mistrzostwo świata (śmiech).

CZYTAJ TAKŻE: Rynek ebików w Polsce jeszcze raczkuje, ale to się zmienia. Szybko

Pan zawsze dość szczegółowo analizuje swoje starty. Co w takim razie w klasykach poszło nie tak?
Tak naprawdę nie wiem, co poszło nie tak. Patrząc na to, jak się czułem, jak byłem przygotowany, nie wiem, jakie czynniki zdecydowały o tym, że ta forma nie wystrzeliła, że nie było tej iskry. Nie popełniałem też błędów taktycznych w tych wyścigach, ale w końcówkach czułem, że nie jestem w stanie liczyć się w walce o zwycięstwo. Czasami decydują detale, może trenowałem za dużo albo za mało. Nie chcę tego teraz roztrząsać. Mam nadzieję, że forma, którą już zbudowałem, zaprocentuje w kolejnych startach, w dalszej części sezonu, przede wszystkim w Tour de France. A potem czeka mnie Vuelta Espana, mistrzostwa świata, więc chciałbym być w dobrej formie jeszcze do końca września.

Wciąż nie wiadomo, czy w Tour de France wystartuje Chris Froome, nad którym wciąż wisi groźba dyskwalifikacji za przekroczenie poziomu salbutamolu na ubiegłorocznym Vuelta Espana. Zastanawialiście się w ekipie, jak będzie wyglądała sytuacja teamu, kto będzie liderem, jeśli on nie wystartuje w Wielkiej Pętli?
Na chcę spekulować. Mam nadzieję, że do tego czasu sprawa Chrisa zostanie ostatecznie wyjaśniona. Dla mnie najważniejsze jest to, żeby być w dobrej formie podczas Tour de France. Rola, jaką będę pełnił w drużynie, może być różna. Umiem i potrafię pomagać innym, już nieraz to udowodniłem. A sprawa Chrisa powinna być wyjaśniona jak najszybciej, bo jej przeciąganie szkodzi całemu kolarstwu. Wszystkim zależy na szybkiej decyzji w tej sprawie.

Niektórzy uważają, że Froome nie powinien startować do czasu wyjaśnienia sprawy. On sam twierdzi, że popełnił błąd i jest w stanie to udowodnić. A jakie jest Pana zdanie?
Nie ja powinienem oceniać sytuację, bo nie znam dokładnie szczegółów tej sprawy, nie wiem, jak się zakończy. Myślę, że UCI (Międzynarodowa Unia Kolarska - red.) powinna popracować nad zmianą przepisów, bo nie może być tak, że wciąż toczą się jakieś spekulacje, pojawiają sensacyjne nagłówki, a rozstrzygnięcia nie ma. Myślę, że każdy kolarz chciałby zawsze sprawiedliwego procesu i bardzo szybkiej decyzji.

CZYTAJ TAKŻE: VELO Toruń - Michał Kwiatkowski zaprosił do wspólnej rywalizacji kolarzy

Sprawa Froome’a jest o tyle skomplikowana, że to nie była wpadka dopingowa, ale przekroczenie dawki dozwolonej w ramach TUE (Therapeutic Use Exemptions - wyłącznie na użytek terapeutyczny - red.). Tutaj faktycznie przepisy są dość niejasne. Pana zdaniem sprawa powinna zostać wyjaśniona jeszcze przed rozpoczęciem Giro d’Italia, w którym Brytyjczyk startuje?
Powinna zostać wyjaśniona już dawno. Kolarstwo bardzo traci na tym, że to wszystko ciągnie się w nieskończoność i jest tylko źródłem sensacyjnych artykułów. UCI ma na tym polu wiele do zrobienia, bo takich sytuacji nie rozumieją ani kolarze, ani kibice.

Bardzo wiele niejasności dotyczy właśnie przede wszystkim TUE, czyli leków związanych z użytkiem terapeutycznym. Jest Pan za tym, żeby oficjalnie podawano, który kolarz ma prawo zażywać dany lek? W tej kwestii jest sporo sprzeciwu, zastrzeżeń, że dotykamy intymnych spraw zawodników.
Z mojego punktu widzenia najważniejsza jest przejrzystość postępowania. Na szczęście nigdy nie musiałem korzystać z TUE, ale gdyby to o mnie chodziło, chciałbym, żeby sytuacja - gdyby doszło do jakiegoś błędu - była wyjaśniona w ciągu dwudziestu czterech godzin.

Albo przynajmniej kilku tygodni, a nie miesięcy.
Najlepiej w ciągu doby. To jest kwestia transparentności w kolarstwie i precyzyjnych przepisów, których dziś nie ma. Powinny być jasne i klarowne zasady, dotyczące choćby tego, czy zawodnik może startować, czy też nie. UCI powinna być w tych kwestiach konsekwentna. A niejasności i przeciąganie sprawy kładą się cieniem na kolarstwie. To jest bardzo złe dla całej dyscypliny.

Nie męczy Pana to, że kolarstwo wciąż musi się zmagać z łatką dopingu, że musi Pan odpowiadać na takie pytania?
A piłka nożna musi się zmagać z łatką dyscypliny, w której o wyniku meczu decydują sędziowie. Każda dyscyplina ma przypięty jakiś stereotyp, z którym musi walczyć. Kibice bardzo często czerpią wiedzę wyłącznie z sensacyjnych nagłówków. Powtarzam, w kolarstwie potrzebna jest transparentność oraz precyzyjne przepisy. Dziś ich nie ma. Oczywiście, wiele osób zdaje sobie sprawę, że to kolarstwo jako pierwsze wprowadziło paszporty biologiczne, system ADAMS, że kontrole antydopingowe są bardzo częste, ale stereotyp dopingowej dyscypliny funkcjonuje. Pewnie również z powodu braku przejrzystości.

Raczej nie zadaję takich pytań kolarzom. Ale ile miał Pan kontroli antydopingowych w tym roku?
Trudno mi tak z marszu powiedzieć, nie liczę ich. Ale byłem badany choćby podczas Volta ao Algarve czy Tirreno Adriatico, bo liderzy i zwycięzcy etapowi podlegają kontroli po każdym z etapów. Są również badania poza wyścigami. Ale same kontrole nie wystarczą, żeby poprawić wizerunek kolarstwa. Potrzebne są jasne procedury, co powinno się stać w przypadku, gdy ktoś popełni błąd. Podobnie powinno być w przypadku, gdy ktoś będzie chciał oszukiwać. Oszuści też się przecież zdarzają - jak w każdej innej dziedzinie życia. Ale ja chcę mieć poczucie, że nie ma dla nich miejsca w kolarstwie. Inaczej ściganie się nie ma sensu.

DALSZA CZĘŚĆ WYWIADU TUTAJ

POLECAMY:

Wrócę jeszcze do Froome’a, ale w trochę innym kontekście. Mówił Pan, że bardzo sobie ceni to doświadczenie jechania w drużynie, która wygrywa Tour de France. Nauczył się Pan czegoś jeżdżąc obok niego podczas ubiegłorocznej Wielkiej Pętli?
Przede wszystkim koncentracji i podporządkowania wszystkiego jednemu celowi. To oczywiście nie jest łatwe. W 2013 r. trochę z rozpędu zająłem w Tour de France 11. miejsce i wydawało mi się, że może być tylko lepiej. A tak nie było, miałem też momenty bardzo trudne. Chwila, gdy trzeba się wycofać z Tour de France, jest bardzo przykra. Teraz naprawdę poczułem, że walka o zwycięstwo wymaga wiele skupienia i koncentracji na jednym celu. Wcześniej, gdy jeszcze jeździłem w Quick Stepie, na Tour de France codziennie była walka o zwycięstwo etapowe, o koszulkę, o punkty i o co się tylko dało. W Sky wszyscy byliśmy skupieni na jednym celu, wszystko było temu podporządkowane. I być może to jest łatwiejsze, bo nic nie rozprasza w dążeniu do zwycięstwa w całym wyścigu.

CZYTAJ TAKŻE: Tomasz Marczyński: Nigdy się nie poddałem. Kocham jazdę na rowerze i czerpię z tego radość. To jest mój cel, sukcesy są tylko dodatkiem

Eksperci i kibice wciąż przykładają Pana do roli lidera w różnych wyścigach: klasykach, tygodniówkach, nawet w wielkich tourach. Nie żałuje Pan czasem, że jest kolarzem aż tak wszechstronnym? Może prościej jest tym zawodnikom, którzy mają ściśle określony profil? A tak jest Pan narażony na to, że tzw. kanapowi eksperci będą prognozować, w jakich wyścigach powinien Pan jeździć.
Nie będę ubolewać nad tym, że jestem wszechstronny (śmiech). Ale oczywiście pewnie znajdzie się jeszcze wielu „kanapowych ekspertów”, jak ich pani określiła, którzy będą mi doradzać, w jaki sposób powinienem pokierować swoją karierą. Mam jednak rzeszę wiernych kibiców, którzy wspierają mnie w każdej chwili i to oni mnie niosą do zwycięstw. Trzeba pamiętać, aby robić swoje.

A tak serio, jest Pan już kolarzem dojrzałym, doświadczonym. Byłby Pan w stanie wytrzymać presję walki o zwycięstwo w wielkim tourze?
Nie wiem. Wygrałem w tym roku Tirreno Adriatico i myślę, że zwycięstwa w wyścigach tygodniowych to dobre przygotowanie do tego, by myśleć o czymś więcej. Tam też czułem presję, że muszę bardzo dobrze pojechać czasówkę, choć wszyscy przekonywali, że Damiano Caruso nie jeździ na czas tak dobrze jak ja. Ale wiedziałem, że muszę dać z siebie wszystko, by obronić koszulkę lidera.

Tymczasem tuż przed Pana startem zaczął padać deszcz…
… i trzeba było szybko podjąć pewne decyzje, np. takie, by zmienić ciśnienie w kołach, trzeba było uważać, bo robi się ślisko. Wystarczyłaby chwila nieuwagi, braku skupienia, by wszystko przegrać. Taką presję trzeba udźwignąć, by myśleć o zwycięstwie.

Niedawno Primoż Roglić, były skoczek narciarski, pokazał się na skoczni w Innsbrucku. Tak przy okazji, bo przede wszystkim robił rekonesans trasy mistrzostw świata. Pan już się z nią zapoznał?
Na razie tylko wirtualnie. Ale oczywiście myślę o mistrzostwach świata.

To jest wyścig dla Pana, na tej trasie może Pan powalczyć o zwycięstwo?
Trudno myśleć o tym przed rekonesansem. Trasa jest oczywiście trudniejsza niż w poprzednich latach. Ocena nie jest tak prosta, jak na mistrzostwach świata w Katarze, gdzie od razu wiedziałem, że nie jest dla mnie. Ale w tej chwili najważniejsze jest zdobywanie punktów w rankingu UCI. Musimy zdobyć ich na tyle dużo, by wystawić jak największy i najmocniejszy skład. A szczegóły ustalimy potem, w zależności od tego, w jakiej będę dyspozycji ja, w jakiej Rafał Majka. W tym roku zamierzam wystartować w Tour de France i Vuelta Espana. Po raz pierwszy w karierze przejadę dwa wielkie toury, trudno dziś powiedzieć, w jakiej będę formie. Ale rekonesans trasy mam w planach.

Łatwiej wycelować z formą w klasyki lub w mistrzostwa świata, czy raczej w wyścig trzytygodniowy?
Trudno powiedzieć. W przypadku klasyków jest tak, że jeśli akurat wypadnie zły dzień, wszystko przepada. Tak było na mistrzostwach świata w Bergen, kiedy wydawało mi się, że zbudowałem formę i nic z tego nie wyszło, to nie był mój dzień. W wyścigu etapowym można jeszcze coś zmienić. I można trafić z formą tak, jak ja podczas ubiegłorocznego Tour de France, kiedy czułem się znakomicie przez trzy tygodnie, po prostu fruwałem.

Rozmawiamy przy okazji Velo Toruń, wyścigu dla amatorów, który Pan współorganizuje co roku. Niektórzy nawet żartują, że jest on dla Pana ważniejszy niż Giro d’Italia. Ale żarty na bok- angażuje się Pan w Velo Toruń, ma Pan też własną akademię kolarską Copernicus. W ubiegłym roku Alberto Contador doczekał się debiutu wychowanka swojej fundacji w ekipie World Touru. Marzy Pan o takiej chwili, że kolarz z Copernicusa stanie się prawdziwym worldtourowym neopro?
Bardzo. Właśnie po to angażuję się w takie przedsię-wzięcia. Teraz, kiedy są sukcesy, jest Maja Włoszczowska, Rafał Majka, musimy włączyć się w promowanie kolarstwa i wychowywanie następców. To najlepszy moment, żeby pociągnąć za sobą ludzi, żeby przyciągnąć do naszej dyscypliny młodzież.

Kolarstwo w Polsce wciąż ustępuje popularnością choćby skokom narciarskim. Z drugiej strony Kamil Stoch raczej nie zorganizuje zabawy pod tytułem „skacz razem ze mną”.
Jazda na rowerze jest sportem dla wszystkich. W tym roku na Velo Toruń mieliśmy rekordową frekwencję, prawie dwa tysiące uczestników, były też wyścigi dla dzieci, przyszły całe rodziny. Myślę, że to fajna okazja do sportowej zabawy dla miłośników jazdy na rowerze i amatorów kolarstwa.

Tu, w Toruniu, każdy chciał Pana dotknąć, zrobić sobie zdjęcie, poprosić o autograf. Lubi się Pan spotykać z kibicami?
Najczęściej startuję w wyścigach rozgrywanych z dala od Polski, nie zawsze mogę też przyjechać na Tour de Pologne. Oczywiście, polskich kibiców na wyścigach za granicą przybywa. Proszę o wybaczenie tych, z którymi nie mam czasu zrobić sobie selfie np. pół godziny przed startem Liège-Bastogne-Liège. Na Velo Toruń staram się to wszystko nadrabiać.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

X
Xyz do konca

Była taka sprawa, ale chodziło o Majkę. Temat się nie rozwinął.

g
gota

kwiatkowskiego jakas wloska ekipa kolarska oskarzyla ze jak u nich jezdzil to jak pozostali kolarze dostawal doping, to juz sie ta sprawa wyjasnila? czy polacy ja po prostu umoczyli?

Dodaj ogłoszenie