Michał Kwiatkowski: Klątwa tęczowej koszulki to będzie wyzwanie

Arlena Sokalska
Arlena Sokalska
O tym, co lubi robić w wolnych chwilach, jakiej drużynie piłkarskiej kibicuje, oraz o planach na najbliższy sezon - mówi w hiszpańskim Calpe Michał Kwiatkowski, pierwszy polski zawodowy mistrz świata w kolarstwie.

Jesteśmy jeszcze przed sezonem kolarskim, pierwsze starty dopiero przed Tobą. Jest trochę więcej czasu na hobby, swoje ulubione zajęcia. Koledzy z drużyny mówią, że kochasz elektronikę, nowoczesne gadżety i jak tylko komuś coś nie działa, przychodzi z tym do Ciebie. To jest Twoja pasja?
Zawsze dążę do tego, by znaleźć rozwiązanie. A w przypadku elektroniki sprawdza się metoda prób i błędów, to zawsze pomaga. Staram się do końca rozwiązać taką łamigłówkę. Faktycznie koledzy przychodzą do mnie i im pomagam. Bardzo to lubię.

Niedawno się przyznałeś, że czasami w wolnych chwilach lubisz pograć na konsoli, a ulubione gry to "Battlefield" i "FIFA". Którą lubisz bardziej?
To prawda, choć ostatnio mam mało czasu na granie na konsoli. Jeżeli tylko mam wolną chwilę, to zagram. Chyba chętniej w "FIFA", bo ona łączy, można pograć z innymi osobami. Parę lat temu graliśmy czasem z kolegami z drużyny na zgrupowaniach. Te czasy powoli mijają, bo mam coraz więcej obowiązków na głowie. Gram coraz teraz znacznie rzadziej. Ale chyba nie żałuję.

Jeśli "FIFA", to oczywiście piłka nożna. Masz ulubioną drużynę?
To się zmienia. Nie mam jednej drużyny, za którą bym podążał. Raz jest to FC Barcelona, raz Real Madryt. To nie jest dla mnie istotne. Lubię zobaczyć dobry futbol, cieszę się, że Polacy grają coraz lepiej. Mamy świetnych piłkarzy, którzy dobrze grają za granicą, a Robert Lewandowski robi niesamowite rzeczy. Cieszę się, że tak to wygląda.

Zająłeś trzecie miejsce w plebiscycie na najlepszego sportowca "Przeglądu Sportowego", siódmy był Rafał Majka. Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów kolarze pojawili się w dziesiątce. To dowód, że wraz z sukcesami wzrosła popularność kolarstwa, dyscypliny, która kiedyś była niemal narodowa?
To niesamowite, zwłaszcza że to był świetny rok polskiego sportu, były sukcesy olimpijskie, sukces siatkarzy. To były naprawdę niesamowite wyczyny. Nasza obecność w tym gronie pokazuje, że kolarstwo idzie cały czas do przodu i ludzie na nowo zakochują się w naszej dyscyplinie. To nie jest łatwy sport do śledzenia, bo sama formuła wyścigów world tour, wyścigów HC i tych niższych kategorii jest skomplikowana. Ale mam nadzieję, że dzięki sukcesom Rafała Majki, Przemka Niemca i wielu innych kolarzy ludzie będą kibicować kolarstwu, które jest naprawdę wspaniałym sportem.

Do rozwoju kolarstwa w Polsce dokłada cegiełkę również Twoja Akademia Copernicus. Niedawno podobna fundacja Hiszpana Alberto Contadora ogłosiła, że mają pierwszego wychowanka, który podpisał zawodowy kontrakt. Myślisz, że któreś z wychowanków Copernicusa w ciągu najbliższych kilku lat trafi do zawodowego peletonu?
Jestem tego pewien. W Toruniu są wspaniali trenerzy, szkoła mistrzostwa sportowego, w której jest wiele dzieciaków z olbrzymim talentem do jazdy na rowerze, więc to jest tylko kwestia czasu. Gorąco chcę wspierać akademię, jak tylko mogę, bo wiem, że to jest bardzo potrzebne. Kolarstwo to nie jest tani sport, trzeba wielkiego wkładu finansowego, by rozpocząć choćby działanie takiej akademii i dzięki temu wychowywać - mam taką nadzieję - przyszłych sportowców.

Poza sezonem masz czasem okazję trenować z tymi dziećmi. Patrzysz wtedy na tych chłopców i dziewczynki i myślisz: to jest kandydat czy też kandydatka na przyszłego mistrza, bo ma zacięcie, charakter, talent, jest pracowity czy pracowita?
Na pewno tak. Widzę też, że oni są bardzo zainspirowani tym, co się w ostatnim roku działo w polskim kolarstwie. Ale my w Copernicusie przede wszystkim chcemy te dzieci jak najlepiej wychować. Niekoniecznie myślimy tylko o tym, żeby zostały wspaniałymi sportowcami. Przede wszystkim chcemy poprzez kolarstwo wychować ich na dobrych ludzi. Ta myśl nam przyświeca. Nie każdemu jest dane zostać wybitnym sportowcem, ale chcemy, by te dzieciaki przez ten czas spędzony w szkole mistrzostwa sportowego wiele się nauczyły i by to pomogło im w życiu.

Mówiłeś wcześniej, że lubisz rozwiązywać problemy. Jaki będzie pierwszy problem mistrza świata do rozwiązania w tym sezonie? Zniszczenie klątwy tęczowej koszulki?
Oczywiście, że tak. To będzie wyzwanie, ale nie myślę o tym na co dzień. Staram się skupiać na tym, co robię teraz. Jestem na zgrupowaniu w Hiszpanii i wiem, że muszę przejechać jak najwięcej kilometrów, żeby być jak najlepiej przygotowany do sezonu. Mam nadzieję, że to wszystko, co robię - a mam nadzieję, że robię to mądrze - do tego się przyczyni. Wszystko, co robię, konsultuję ze sztabem w Etixx-Quick Step, sprawdzamy, na jakim jestem obecnie poziomie. Wszystko na razie idzie jak najlepiej, jestem cały czas zdrowy, nie boję się więc tego sezonu. Ale oczywiście niepewność zawsze się pojawia przed pierwszymi startami.

W listopadzie, po zakończeniu sezonu 2014, analizowałeś ze swoimi szefami kalendarz startów i poszczególne osiągnięcia. Czy zmieniłeś plan wyścigów w stosunku do ubiegłego roku?
Sezon zaczynam w Tour de San Luis, dosyć wcześnie, ale jak wiemy, w Argentynie panują doskonałe warunki do treningu, więc ściganie się tam będzie dobrym przetarciem przed następnymi startami. Sam Tour de San Luis nie jest dla mnie ważnym wyścigiem. Oczywiście fajnie jest tam pojechać, ale muszę się trochę nauczyć jazdy treningowej na wyścigach. Niekoniecznie to lubię, bo w każdym z wyścigów chcę dawać z siebie wszystko. Ale to będzie taki start, w którym nakręcę trochę kilometrów wyścigowych, potrzebnych na dalszą część sezonu.
Potem przyjdzie czas na ściganie w Europie. Czy będziesz bronił ubiegłorocznych zwycięstw w Volta ao Algarve i potem w Strade Bianche?
W drugiej części lutego wystartuję w Portugalii na Algarve, ale potem jest już zmiana - nie pojawię się na trasie Strade Bianche, ponieważ wybrałem w tym roku etapówkę Paryż-Nicea zamiast Tirreno--Adriatico. Chcę być lepiej przygotowany do klasyku Milano-San Remo, w którym nigdy mi nie wychodziło. To jest bardzo trudny klasyk, a ja takie lubię. Myślę, że to połączenie wyścigu Paryż-Nicea z klasykiem Milano-San Remo pozwoli mi zaprezentować we Włoszech dobrą formę. Następnie jadę kolejny klasyk - to jest Waregem w Belgii (Dwars Door Vlaanderen - red.). Ten wyścig traktuję bardziej jako przetarcie przed brukowanym etapem na Tour de France. Będziemy tam mogli sprawdzić sprzęt, ale też będzie to dobry trening przed klasykami ardeńskimi. Następnie wracam na trasy Vuelta Pais Vasco, a potem czas na ardeńskie klasyki: Amstel Gold Race, Fleche Walonne i Liege-Bastoigne-Liege.

Wrócę do tego Paryż-Nicea. Dwa razy z rzędu uczestniczyłeś w Tirreno-Adriatico. Skąd ta zmiana? Ze względu na trasę czy na terminy?
To ze względu na wyścig Mediolan--San Remo. Po wyścigu Paryż-Nicea mam więcej dni do tego klasyku. To jest właściwie prawie tydzień odstępu. Ja każdy wyścig traktuję serio, potrzebuję więc tych kilku dni więcej na wypoczynek pomiędzy startami. Mam nadzieję, że dzięki tej zmianie będę też gotów do walki w Milano-San Remo.

Z klasykiem Milano-San Remo masz - nazwijmy to tak - porachunki, bo nigdy nie udało Ci się tego wyścigu ukończyć. Trasa bardzo pasuje do Twojej charakterystyki, ale warunki atmosferyczne na Milano-San Remo bywają fatalne - niska temperatura i padający deszcz. To one Ci przeszkadzają?
Na pewno trochę tak, ale warunki atmosferyczne sprawiają, że jeśli ktoś nie jest w stu procentach przygotowany do startu, to nie jest w stanie dojechać do mety. W tym wyścigu wielu kolarzy schodzi z trasy. Mnie się to przytrafiało do tej pory, nie tylko ze względu na warunki, ale też przez to, że nie byłem odpowiednio przygotowany. Chciałbym powalczyć w Milano-San Remo, bo to są takie wiosenne mistrzostwa świata i dobrze byłoby pokazać się tam z jak najlepszej strony.

W zeszłym roku najbardziej udane były dla Ciebie klasyki ardeńskie. Który z tych trzech wyścigów uważasz za taki najbardziej swój, w którym chciałbyś osiągnąć najwięcej?
Ciężko powiedzieć, ale najbardziej prestiżowym jest Liege-Bastogne-Liege, zaliczany do monumentów kolarstwa, chciałbym więc, żeby to ten klasyk był "moim" wyścigiem. Każdy z nich ma swoją specyfikę i w każdym chciałbym coś osiągnąć, bo to tydzień, w którym kolarz jest w stanie być w świetnej formie podczas wszystkich startów. Będę starał się prezentować z każdym z nich z jak najlepszej strony, ale w Liege-Bastogne-Liege chciałbym wypaść najlepiej.

W zeszłym roku Twoje trzecie miejsce w Liege-Bastogne-Liege było bardzo pewne. Pewnie nawet, gdyby nie fatalny upadek Daniela Martina, byłbyś na mecie trzeci. A do tej pory Polacy tylko trzy razy zajmowali miejsce na podium w monumencie - był to Zbigniew Spruch, Rafał Majka i Ty. Czy w tym roku zaatakujesz zwycięstwo w Milano-San Remo lub Liege-Bastogne-Liege?
Zawsze celuję w najwyższe laury. Nie wiem, czy będzie mi dane wygrać, ale będę się starał dać z siebie wszystko. W ubiegłym roku też celowałem w zwycięstwo, ale byłem zadowolony z trzeciego miejsca. Nie wszystko da się osiągnąć od razu, ale z roku na rok jestem coraz silniejszy. Będę się cieszył, jeśli będę w pełni sił i zdrów, i wtedy powalczę o zwycięstwo. Ale nie można zapominać, że to jest sport. Nic nie przychodzi ot tak. Mam nadzieję, że ten rok będzie przynajmniej nie gorszy niż poprzedni.

No właśnie, klątwa tęczowej koszulki klątwą, ale jest przecież ogromna presja, a poprzeczka jest podniesiona bardzo wysoko po poprzednim sezonie. Czy z tą presją musisz się gdzieś tam wewnętrznie zmagać, ona towarzyszy przygotowaniom do sezonu?
Gdybym tylko patrzył na swoje osiągnięcia, to faktycznie poprzeczka jest uniesiona wysoko. Ale ja patrzę głównie na to, gdzie mogę coś poprawić, analizuję sytuacje, w których ponosiłem porażki. Dzięki temu - mam nadzieję - że będę się poprawiał. I wtedy wydaje mi się, że ta poprzeczka wcale nie jest tak bardzo wysoko, bo mogę zrobić dużo więcej i być po prostu lepszym.

Pewnie masz mieszane uczucia, gdy myślisz o ubiegłorocznym Tour de France. Świetny pierwszy tydzień, potem było nieco gorzej. Wybierasz się w tym roku w lipcu do Francji?
Oczywiście, że pojawię się na trasie Tour de France, bo to jest wyścig, w którym człowiek poznaje swoje limity i bardzo wiele się uczy. Widzimy to po Rafale Majce, który odniósł tam niesamowity sukces. Chyba sam może powiedzieć, że nauczył się bardzo wiele podczas samego wyścigu. I ja też wrócę na trasy Wielkiej Pętli, aby poznawać siebie i próbować coś osiągnąć. Ale nie mogę jeszcze powiedzieć, co to będzie, bo nie znam jeszcze siebie na tyle, by coś deklarować. Mam nadzieję, że przygotowanie, jakie podejmę przed samym Tour de France, pozwoli mi być w pełni sił podczas tego wyścigu.

Znowu na trasie Wielkiej Pętli jest etap brukowany. Będziesz się jakoś specjalnie przygotowywał? W ubiegłym roku w końcówce pechowo złapałeś gumę i dobre miejsce, a może nawet zwycięstwo uciekło. Etap brukowany to jest dla Ciebie wielkie wyzwanie?
Wiosną będę startował w wyścigu Waregem, który ma wiele odcinków brukowych, i to będzie takie przetarcie, test sprawnościowy sprzętu i samego siebie Ale ja się takich etapów nie boję, bo jestem w drużynie najlepiej przygotowanej do bruków. Etixx-Quick Step ma olbrzymie doświadczenie w tej kwestii. Nie mogę się doczekać tego etapu, nie mogę się już doczekać całego Tour de France. (uśmiech)
Do bruków mogą się przygotować nawet zawodnicy, którzy teoretycznie nie mają ku takiej jeździe predyspozycji, udowodnił to w ubiegłym roku na Tour de France Vicenzo Nibali. Co jest najtrudniejsze w jeździe po brukach?
Najtrudniejsza jest chyba walka o pozycję w peletonie. To jest coś, co potrafią zrobić tylko bardzo silne i bardzo zmotywowane drużyny. Inni zawodnicy muszą poświęcić się dla liderów całkowicie, by dowieźć ich bezpiecznie do celu, by być z przodu przed brukowanymi odcinkami. Cała drużyna musi być bardzo czujna. Chwila nieuwagi i może się przytrafić groźna kraksa, co widzieliśmy w ubiegłym roku. W takich warunkach nie można sobie pozwolić na rozproszenie. Trzeba mocno zacisnąć zęby i myśleć tylko o tym, by jak najszybciej dojechać do mety.

W zeszłym roku byłeś w sierpniu na obozie wysokogórskim i to był ważny element przygotowań, bo zaraz potem pokazałeś znakomitą formę na Tour of Biritain, a co było potem w Ponferradzie na mistrzostwach świata wszyscy wiemy. Czy będzie tego rodzaju przygotowanie przed Tour de France?
Na pewno tak. W czerwcu zamiast w wyścigu Criterium Dauphine wezmę udział w Tour de Swiss i po Liege-Bastogne-Liege będę miał dużo czasu, by przygotować się do Tour de France. Pewnie pojadę na zgrupowanie wysokogórskie, bo to wnosi wiele do mojej formy. Na trasach Touru wjeżdżamy na wysokości ponad 2 tys. m i takie przygotowanie będzie nowym elementem, czymś, co może zapewnić mi rezerwy sił. To się sprawdziło w ubiegłym roku. Ale nie tylko zgrupowanie wysokogórskie było powodem mojej wysokiej formy jesienią, bo po samym Tour de France szybko wyciągnąłem wnioski: odpocząłem, pojechałem na zgrupowanie, a potem zgrupowanie wysokogórskie. Z pewnością takiej formy treningu potrzebuję.

Niestety, jak pokazuje przykład kilku kolarzy Astany, niektórzy zawodnicy nadal bardziej niż treningowi ufają innym - tym niedozwolonym środkom. Kiedyś doping to był rak toczący kolarstwo, ostatnio dzięki wzmożonym kontrolom i całemu systemowi są to przypadki pojedyncze. Jednak teraz sytuacja w Astanie bardzo zaniepokoiła kibiców. Czarne chmury znów unoszą się nad kolarstwem?
Doping to oszustwo, a oszustwa zdarzają się w każdej dziedzinie życia. Dobrze, że te oszustwa są wykrywane w kolarstwie, niekoniecznie za to w innych dyscyplinach sportu czy życia. Cieszę się, że w kolarstwie takie rzeczy są wykrywane, bo to tylko świadczy o tym, system działa.

Niektórzy zawodnicy trochę narzekają na ten system: że kontroli jest bardzo dużo, że kontrolerzy nachodzą zawodników o szóstej rano. Tobie to przeszkadza?
Absolutnie nie.

Bardzo restrykcyjny system kontroli dopingowych chyba odmienił kolarstwo, a ostatnio pojawił się inny pomysł reformy kolarstwa. Między innymi mówi się o skróceniu wielkich tourów do dwóch tygodni, tak by najlepsi zawodnicy mogli - przynajmniej teoretycznie - wystartować we wszystkich trzech. Twoim zdaniem to dobry pomysł, pomógłby kolarstwu jako dyscyplinie?
To jest bardzo dobry pomysł, żebyśmy mieli tak, jak choćby w skokach narciarskich, że wszyscy zawodnicy startują we wszystkich zawodach pucharu świata. Tak jak można tam zobaczyć rywalizację najlepszych, tak chciałbym w kolarstwie na trasach najważniejszych wyścigów zobaczyć wszystkich najlepszych zawodników. To byłoby też łatwiejsze dla kibiców, lepiej rozumieliby kalendarz startów kolarzy. Tego chyba wszyscy byśmy chcieli - by brać udział w całym cyklu najważniejszych wyścigów.

Muszę zadać to pytanie, choć dziś jest ono przedwczesne. Ale kibice zawsze o to dopytują, więc i ja zapytam - czy myślisz w ogóle o starcie w Tour de Pologne w tym sezonie, czy od razu wiadomo, że to odpada?
Nie chcę w tym roku już tego obiecywać, bo naobiecywałem w dwóch poprzednich, że wystartuję, i nic z tego nie wyszło. Ale wszystko zależy od tego, jak będzie wyglądał mój Tour de France, jak będę się czuł w ostatnim tygodniu wyścigu. Wierzę, że w tym roku będę w lepszej formie w czasie całego Touru. I mam nadzieję, że będzie mi dane wystartować w tęczowej koszulce w Polsce podczas Tour de Pologne. To byłoby dla mnie niesamowite przeżycie być dopingowanym przez polskich kibiców.

Obrona tęczowej koszulki jest możliwa? Ostatnio udało się to Paolo Bettiniemu w 2007 r. Włoch zresztą był wówczas zawodnikiem Twojej drużyny - Quick Stepu.
Wierzę, że jest to możliwe, ale jeszcze do tego daleka droga. Muszę porozmawiać z Piotrem Wadeckim, kiedy możemy się wybrać na rekonesans trasy. Byłoby dobrze polecieć do Stanów Zjednoczonych, do Richmond, przejechać trasę i wiedzieć coś więcej na ten temat. Oczywiście, jeżeli zdobywa się jakiś tytuł, to chce się go wybronić. Nie udała mi się ta sztuka z tytułem mistrza Polski w ubiegłym roku, ale będę mocno zmotywowany, by tę trzecią część sezonu zakończyć dobrym startem w mistrzostwach świata.

Apetyty rosną w miarę jedzenia. Oglądałeś już trasę wyścigu na igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro?
Tak, oglądałem już tę trasę, ale na razie nie wybiegam tak daleko w przyszłość. Staram się być sportowcem 24 godziny na dobę i ciężko pracować. Jeżeli wszystko pójdzie tak jak należy, to za rok będę jeszcze lepszym zawodnikiem i wtedy będę mógł na spokojnie myśleć, jak ułożyć plan startów, by przygotować się do wyścigu olimpijskiego.

Boniek z kolejnym wyzwaniem

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie