reklama

Michał Kamiński odczuł, że słowa nie giną

Mariusz StaniszewskiZaktualizowano 
Michał Kamiński płaci wysoką cenę za nazwanie homoseksualistów pedałami  i homosiami
Michał Kamiński płaci wysoką cenę za nazwanie homoseksualistów pedałami i homosiami Grzegorz Jakubowski/POLSKA
Polityka wewnętrzna przestała już być oddzielana od zagranicznej. Słowo wypowiedziane w kraju przez podrzędnego posła może być wykorzystane do poważnej rozgrywki na arenie międzynarodowej

Coraz odważniej wkraczający na europejskie salony polscy politycy znajdują się nagle w rzeczywistości, która do tej pory dla nich nie istniała. Jak grom z jasnego nieba spadła na nich wiadomość, że słowa wypowiedziane w Sejmie czy gdzieś w małym miasteczku na wschodzie Polski będą wykorzystane w czasie walki o najwyższe stanowiska w strukturach Unii Europejskiej. W Europie pamięć jest dłuższa niż u nas.

W Polsce politycy działają w komfortowych warunkach: płazem uchodzi im mówienie bzdur. Radosław Sikorski uchodzi za angielskiego dżentelmena, mimo że publicznie mówił o dorzynaniu PiS-owskich watah. Zbigniew Ziobro wciąż jest jednym z najpopularniejszych polskich polityków, chociaż bezpodstawnie oskarżył o zabójstwo lekarza. Jego słowa: "Już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie" przeszły do historii polskiej polityki, lecz były minister sprawiedliwości zebrał ponad 320 tys. głosów w wyborach do europarlamentu.

Ale w Europie jest inaczej. Tam słowo ma wartość. Nie przechodzi się nad nim do porządku dziennego. Przekonał się o tym ostatnio Michał Kamiński, przeciwko któremu brytyjska prasa wytoczyła najcięższe działa. Wypomniała mu składanie hołdu chilijskiemu dyktatorowi Augustowi Pinochetowi, nazywanie homoseksualistów homosiami i pedałami. Dodatkowo wpływowy dziennik "The Guardian", śmiejąc się z torysów, że zawarli w europarlamencie sojusz z PiS, przypomniał, że słowa partyjnego kolegi Kamińskiego. Chodziło o słynną wypowiedź Artura Górskiego, który uznał, że wybór Baracka Obamy na prezydenta USA jest: "Końcem cywilizacji białego człowieka".

- Jak ktoś ma do osiągnięcia cel, to wynajdzie jakieś wyrwane z kontekstu słowa - przyznaje dziś Górski. Choć sam jest trochę zaskoczony cytowaniami w brytyjskiej prasie, to jednak nie zamierza się tym przejmować. - Oczywiście żałuję, że powiedziałem wówczas kilka słów za dużo. Nadal źle oceniam prezydenta Obamę, ale ma to związek z jego polityką, a nie kolorem skóry - dodaje.
Ale ten żal Kamińskiemu nie pomoże, bo zaatakował go także brytyjski rabin Barry Marcus. Wypomniał on Kamińskiemu, że namawiał mieszkańców Jedwabnego, by nie przepraszali za pogrom Żydów.
- Robienie z Kamińskiego antysemity jest manipulacją. On jest karierowiczem i cynikiem, ale nie antysemitą - broni politycznego przeciwnika wicemarszałek Sejmu Stefan Niesiołowski. Sam Niesiołowski wiele razy musiał tłumaczyć się i przepraszać za swoje słowa. Na przykład za nazwanie Aleksandra Kwaśniewskiego i Ryszarda Kalisza pornogrubasami. Nie żałuje natomiast, iż Jarosława Kaczyńskiego porównywał do Władysława Gomułki.

- Chodzi oczywiście o sferę mentalną, bo Kaczyński nie ma na sumieniu tak haniebnych czynów jak Gomułka - tłumaczy Niesiołowski.

A takie wypowiedzi tworzyły klimat wokół rządu PiS. Ten nastrój wydostawał się za granicę i sprawiał, że Kaczyński był porównywany do austriackiego neofaszystowskiego polityka Jörga Heidera.
- Tak naprawdę dopiero od czasów rządów PiS zachodni obserwatorzy zaczęli dokładniej patrzeć na polską politykę - mówi prof. Paweł Śpiewak, socjolog z UW. - Polityka wewnętrzna przestała być oddzielana od zagranicznej. Za wypowiedzi w kraju Kaczyńskich spotykały sankcje za granicą - dodaje.

Ich niepopularność w kraju napędzała niechęć za granicą i odwrotnie. W takiej sytuacji porażka była nie do uniknięcia.
Ale o wadze słów przekonał się także na własnej skórze Radosław Sikorski. Jego szanse na sekretarza generalnego NATO wynikały między innymi z jego gaf. Podczas wizyty w Afganistanie szef polskiej dyplomacji stwierdził, że uzbecki dowódca "Gulbudin Hekmatiar nie poniósł kary za te zbrodnie, ale mam nadzieję, że ją poniesie". W ten sposób Sikorski nie tylko wmieszał się w wewnętrzne sprawy obcego państwa, ale mógł doprowadzić do wyjścia Hekmatiara z rządzącej koalicji, co spowodowałoby nowy etap wojny domowej w tym kraju. Dodatkowo naraził na niebezpieczeństwo stacjonujących tam polskich żołnierzy, którzy mogli stać się celem ataków oddziałów Hekmatiara.

Opinię polityka wrogiego Rosji Sikorski zyskał po stwierdzeniu: "Polska będzie normalnym europejskim krajem wtedy, gdy będzie miała normalnych europejskich sąsiadów po obu stronach swojej granicy". Gdy zdał sobie sprawę, że jako rusofob nie ma szans na fotel szefa NATO, stwierdził: "Rosja jest potrzebna do rozwiązywania europejskich i globalnych problemów. Dlatego za słuszne uważam przyjęcie jej do NATO". Dla zachodnich polityków taka zmiana poglądów i brak odpowiedzialności za słowo są niedopuszczalne. Dlatego w wyścigu o stanowisko sekretarza paktu nikt poważnie o Sikorskim nie myślał.

Sympatią polskich i zachodnich mediów cieszy się na razie premier Donald Tusk. Ale z pewnością do jego dossier trafiły już dwie jego wypowiedzi: "Chciałbym, żeby przepisy umożliwiały przymusową farmakologiczną kastrację pedofilów recydywistów" oraz "Polska bezwzględnie szanuje chiński model rozwoju". Możemy być pewni, że słowa te zostaną wykorzystane w najmniej spodziewanym momencie.

- Jeżeli integrujemy się z Zachodem, to oni chcą, byśmy przestrzegali takich samych standardów jak oni - mówi prof. Paweł Śpiewak. - Przez to nasi politycy muszą się cywilizować. Przynajmniej w sferze języka.
Cywilizować zaczął się nawet Roman Giertych, który w składał kwiaty na grobach zamordowanych w Jedwabnem Żydów.

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Y
Yza

Gdyby polskie media z uporem piętnowały, ohydzały złe postawy, złe wypowiedzi, gdyby pastwiły się nad politykami przekraczającymi normy, to Kamiński juz dawno bylby politycznym trupem. Polskie media tylko powierzchownie zajmują się problemem. Wstyd, ze watahę popaprańców dobijają obcy politycy, obce media. Z tego wynika, ze polskie media, przechodząc nad wyczynami pana Kamińskiego do prządku dziennego, same muszą się podciągnąć w cywilizacji.

Dodaj ogłoszenie