Michał Boni: Zgrzeszyłem, nie wypieram się przeszłości. Ale...

    Michał Boni: Zgrzeszyłem, nie wypieram się przeszłości. Ale dzisiaj czuję się oczyszczony

    Agaton Koziński

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    - Mam swoje grzechy na sumieniu. Ale też wydaje mi się, że się z nich publicznie wyspowiadałem. A z drugiej strony, robiłem w życiu bardzo wiele rzeczy i jestem przekonany, że swoją pracą przysłużyłem się naszemu krajowi - o łamaniu kręgosłupów, rywalizacji z Rostowskim i poszerzaniu granic z Michałem Bonim rozmawia Agaton Koziński.
    Michał Boni

    Michał Boni ©Bartek Syta/Polskapresse

    Wielkanoc to czas odradzania się. Pan właśnie rozpoczyna nowy etap życia - przestał być ministrem, natomiast może zostać europosłem. Liczył Pan, ile razy musiał się odradzać, zaczynać od początku?
    Pracę zmieniałem 15-16 razy, także do zmian już się przyzwyczaiłem. Najdłużej pracowałem na Uniwersytecie Warszawskim. Zacząłem po studiach w 1977 r. i byłem na nim do 1989 r. Później jednak wszystko przyśpieszyło i właściwie co półtora roku miałem inne zajęcie. Ale zawsze uważałem, że zmiana jest twórcza - pod warunkiem że się tej zmiany nie boimy, tylko traktujemy ją jako wyzwanie i przygodę.
    Michał Boni był ministrem administracji i cyfryzacji, a także szefem Komitetu Stałego Rady Ministrów w rządzie Donalda Tuska. Pełnił także funkcję ministra pracy w gabinecie Jana Krzysztofa Bieleckiego oraz wiceministra pracy u Jerzego Buzka. W latach 80. działacz Solidarności

    Lekko Pan to mówi. Tyle że nowa praca to nowe życie - często wymagające zaprzeczenia temu, co robiliśmy wcześniej. To nie przygoda, lecz przeważnie przykra, trudna konieczność.
    Nigdy nie jest tak, żeby nawet najbardziej radykalna zmiana naruszała naszą tożsamość. Nowy element zawsze w jakiś sposób pasuje do elementu poprzedniego.

    Układanie puzzli?
    W pewien sposób tak. Zaczynamy tę układankę od wczesnego dzieciństwa, wyrabiając sobie różne nawyki, które później procentują. Ja, będąc już małym chłopcem, próbowałem coś tworzyć, wymyślać.

    W którą stronę niosła Pana fantazja?
    Ciągnęło mnie do życia publicznego. Pamiętam, jak narysowałem sobie na pudełku od zapałek magnetofon i bawiłem się w dziennikarza, zadając wszystkim dookoła mnóstwo pytań. Później, gdy wybuchły strajki studenckie 1968 r., poniosła mnie atmosfera tamtych dni i zacząłem wydawać własną gazetkę, którą nazwałem bodajże "Wolny Głos Domu". A w niej snułem poważne - na ile uczeń siódmej klasy szkoły podstawowej jest w stanie być poważnym - analizy politologiczne na temat ówczesnej sytuacji.

    I łamał Pan prawo, omijając cenzurę.
    Rzeczywiście, to był drugi obieg. (śmiech) Napisałem tam też swoją pierwszą recenzję, bo mama mnie zabrała na jedno z ostatnich przedstawień "Dziadów" w reżyserii Kazimierza Dejmka.

    Jaki kolejny puzzel pasował do "Dziadów"?
    Dokładnie nie pamiętam - miałem wtedy 13 lat. Choć w liceum prowadziłem szkolny teatr, i to taki z eksperymentami. Generalnie zawsze robiłem wiele rzeczy naraz.

    Musiało się dziać.
    Właśnie. Wychowywałem się w czasach, gdy ważnym punktem odniesienia było podwórko, to, co się na nim działo, i koledzy, z którymi się to robiło.

    Gdzie było to podwórko?
    Na Saskiej Kępie. Do dziś widzę, jak często to podwórko odzywa się we mnie. Myśmy rywalizowali, robili podwórkowe olimpiady i medale z kartonu, i rządziła zasada fair play.

    Kilkanaście razy zmieniał Pan pracę. Ile razy z własnej woli, a ile razu Panu podziękowano?
    Mam na swoim koncie tylko jedno wypowiedzenie z pracy. Co ciekawe, podpisane przez Jarosława Kaczyńskiego z datą 30 września 1989 r. Wtedy razem z Janem Dworakiem i Ludką Wujec tworzyliśmy kierownictwo tygodnika "Solidarność". Ale Lech Wałęsa uznał, że naczelnym gazety powinien zostać Kaczyński. On początkowo proponował mi zostanie w redakcji, ale ja uznałem, że jednak nie, że mam inne spojrzenie niż on na rozwój sytuacji.
    « 1 3 5 »

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo