Michał Boni, strażak w rządzie Tuska. Czy będzie rozgrywającym?

Redakcja
Michał Boni
Michał Boni Wojciech Barczyński/Polskapresse
Uważany jest za najbardziej pracowitego ministra w rządzie Donalda Tuska, nawet polityczni oponenci nie odmawiają mu profesjonalizmu. Jaka przyszłość czeka Michała Boniego i czy wreszcie pokieruje resortem pracy i polityki społecznej - pisze Dorota Kowalska.

Wokół Michała Boniego znowu zrobiło się głośno. Tym razem nie chodzi o OFE, rozmowy z pielęgniarkami czy gaszenie kolejnego pożaru wywołanego taką, a nie inną decyzją rządu, ale o jego własną polityczną karierę. Bo nazwisko Boniego wymienia się w kontekście dwóch ministerstw, którymi mógłby pokierować w nowym rządzie tworzonym przed Donalda Tuska. Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, czyli scheda po Jolancie Fedak, wydawałoby się naturalną koleją rzeczy, bo Boni od lat zajmuje się zagadnieniami wchodzącymi w kompetencje tego właśnie resortu. Pogłoski, jakoby miał stanąć na czele nowego Ministerstwa Cyfryzacji, są już jednak dla wielu zaskoczeniem, bo mały rycerz, jak zwykło się mówić o Michale Bonim, nigdy nie wykazywał zbytniego zainteresowania tą dziedziną życia. - Ale przyjmie także i tę tekę, jeśli takie zadanie wyznaczy mu premier - mówi nam jeden z polityków Platformy Obywatelskiej.

Boni to człowiek w pewnym sensie wyjątkowy na polskiej scenie politycznej, bo mimo że nie wszyscy go lubią, to jednak nawet opozycja pozytywnie wypowiada się o tym, co robi. Tytan pracy - to określenie w odniesieniu do Boniego pada najczęściej z ust naszych rozmówców. - Drobny mężczyzna o ogromnym duchu - charakteryzuje kolegę Małgorzata Kidawa-Błońska z Platformy Obywatelskiej. - Nie boi się trudnych zadań ani nowych wyzwań. I co bardzo ważne: nie boi się konfrontacji z ludźmi, którzy mają inne poglądy niż on. Może dlatego, iż wierzy, że zawsze można dojść do porozumienia - dodaje posłanka.

Pewnie dlatego przewodniczący Komitetu Stałego Rady Ministrów, inaczej szef doradców premiera, bo taką pełni obecnie funkcję, posyłany jest wszędzie tam, gdzie inni pójść się boją. Człowiek do specjalnych poruczeń - utarło się mówić o Bonim. - Michał jest dla Tuska taką komisją rewizyjną, mężem zaufania, bo pojedzie wszędzie i dowie się, jaka jest prawda. Tam, gdzie się czegoś nie da załatwić, też najlepiej wysłać Boniego, bo wiadomo, że jakoś sobie poradzi - opowiada Paweł Piskorski, kiedyś człowiek Platformy, dzisiaj przewodniczący Stronnictwa Demokratycznego.

Politycy mówią, że Michał Boni jest wymarzonym współpracownikiem dla premiera Tuska: ma zerową pozycję w Platformie, więc nie stanowi zagrożenia, a przy tym to pracoholik i profesjonalista

Nic więc dziwnego, że Michał Boni często chodził, najdelikatniej mówiąc, lekko przemęczony, a znajomi mówią, że zza sterty papierów na jego biurku widać już tylko łysinę. W kuluarach politycy opowiadają sobie nawet żart o jego przepracowaniu. "Co u Michała? Dobrze, tylko szkoda, że z każdym miesiącem go ubywa". Jego pracoholizm też obrósł w legendy, pracą, którą wykonuje, można by ponoć spokojnie obdzielić wiele osób, jeśli nie resortów. Na szczęście nie daje w kość swoim współpracownikom. Najwięcej wymaga od siebie. Swoim ludziom pozwala na luz: mogą pracować, gdzie chcą i kiedy chcą. Bo najważniejsze są efekty. On sam, jak przyznał w jednym z wywiadów, trzyma w biurku pudełko czekoladek i podjada, bo nie zawsze jest czas, aby wyjść z biura i zjeść porządny obiad.

- Tusk rzeczywiście wyżyma go niczym cytrynę, ale też Michał jest dla niego idealnym partnerem: ma zerową pozycję w Platformie, więc nie stanowi dla szefa zagrożenia, jest jedną z niewielu myślących osób w Platformie, no i ma poczucie winy z powodu swojej przeszłości - mówi nam jeden z polityków prawicy.

CZYTAJ TEŻ:
* Gowin: W rządzie Tuska najwyżej pięciu ''starych'' ministrów. A expose będzie zaskakujące
* Piskorski: Schetyna skazany jest na eliminację, wyrasta ponad przeciętność
* Po co Tusk spotkał się z Millerem? ''Rozmowa o charakterze kurtuazyjnym''
* Tusk rozprawia się z wewnętrzną opozycją w PO. ''Atmosfera stężała''

Co do owej zadry z przeszłości - wielu nie ma wątpliwości, że miała i ma ona wpływ nawet na dzisiejsze życie szefa doradców premiera. Boni karierę polityczną rozpoczął jeszcze w PRL, kiedy będąc młodym naukowcem na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego, znalazł się w Katedrze Kultury Polskiej i zaangażował w tworzenie opozycyjnego pisma "Wola". Ale nie praca w "Woli" przysporzyła Boniemu kłopotów, ale jego życie osobiste.

Po kryzysie pierwszego małżeństwa w połowie lat 80. Boni związał się ze studentką psychologii Barbarą Engelking, dziś Engelking jest żoną Boniego, profesorem i kierowniczką Centrum Badań nad Zagładą Żydów przy Polskiej Akademii Nauk. Gdy w 1985 r. esbecy znaleźli w mieszkaniu Engelking nielegalne wydawnictwa, zagrozili jej i Boniemu aresztem, dziecko miało zostać oddane do sierocińca. Wyjście z sytuacji było tylko jedno, co oczywiście zasugerowano parze - Boni podpisał deklarację współpracy.

W 1992 r. znalazł się jako tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa na liście Macierewicza. Zaprzeczył jednak, aby podjął współpracę z esbecją, a w jego obronie wystąpili między innymi Zbigniew Bujak, Zbigniew Janas i Henryk Wujec.

Michał ciężko to wszystko przeżył, wylądował nawet w szpitalu - mówi nam jeden ze znajomych Boniego. - Był przez wiele lat skompromitowany w oczach wielu ludzi, więc wszystko, co robił później, robił po to, aby się zrehabilitować. Jemu nie chodziło o zrobienie jakiejś wielkiej kariery, ale o to, aby być zapamiętanym inaczej: jako człowiek, który zrobił coś dobrego dla kraju - dodaje.

Tym bardziej że jego kariera polityczna jakby wyhamowała. Zanim jeszcze Antoni Macierewicz opublikował swoją listę, Boni zastąpił Jacka Kuronia na stanowisku ministra pracy i polityki socjalnej w rządzie Jana Krzysztofa Bieleckiego, wstąpił też do kierowanego przez Bieleckiego Kongresu Liberalno-Demokratycznego, a w rządzie Hanny Suchockiej został w resorcie pracy pierwszym zastępcą Kuronia.

Kiedy jednak rządy przejęła koalicja SLD-PSL, rzucił się w wir biznesu. Wrócił do polityki cztery lata później - jak zwykle do resortu pracy, ale tym razem w rządzie Jerzego Buzka. Odszedł, kiedy znowu do władzy doszła stara sojuszowo-peeselowska koalicja, ale - jak to on - zameldował się gotowy do pracy, kiedy ekipa Donalda Tuska odsunęła od władzy partię Jarosława Kaczyńskiego.
Tyle tylko że na resort pracy chrapkę mieli ludzie Waldemara Pawlaka, no i Boni miał w swojej przeszłości sprawy, z których publicznie jeszcze się nie rozliczył. - Spotkałem się z nim na wiosną 2007 r. Miał poczucie, że jest kompletnie odsunięty, nie widział przed sobą żadnych perspektyw - opowiada nam jeden z polityków prawicy. Po wyborach w 2007 r. zdobył się na wyznanie, na które wielu czekało od lat. "Strach i szantaż okazały się silniejsze. Nie chciałem też narażać działań konspiracyjnych, które wówczas prowadziłem. Od marca 1983 kierowałem podziemnym pismem »WOLA«, należałem do podziemnych struktur MKK, przygotowywałem do druku przeprowadzony miesiąc wcześniej wywiad ze Zbigniewem Bujakiem. O moim zaangażowaniu SB nie wiedziała. Deklarację podpisałem pod presją, z intencją niewywiązywania się z obowiązku współpracy. Współpracy nie podjąłem, nie było też żadnej próby namawiania mnie do współpracy aż do drugiej połowy 1987 r. Po wyjściu z aresztu, z lęku przed upokorzeniem i utratą twarzy - nie poinformowałem jednak o podpisaniu deklaracji kolegów ze struktur podziemnych. [...] Dzisiaj czuję, że ważniejsza od strachu, błędów i wstydu - jest pokora. Bo tylko pokora pozwala zrozumieć własną słabość, ocenić ją twardo i boleśnie, i odważnie żyć dalej, patrząc sobie i innym w oczy" - napisał w specjalnym oświadczeniu.

Dorota Kowalska

Współpraca: Anita Czupryn

Więcej przeczytasz w weekendowym wydaniu dziennika "Polska" lub w serwisie prasa24.pl

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Administrator

To jest wątek dotyczący artykułu Michał Boni, strażak w rządzie Tuska. Czy będzie rozgrywającym?

W
Widukind

na ten temat całe lata. A więc jego wiarygodność jest mniej niż zero . Zapewne jest tak że jacy wyborcy taki Boni.

Dodaj ogłoszenie