Michał Boni: Polaków nie podzieliła katastrofa smoleńska tylko jej interpretacje [WYWIAD]

Dorota KowalskaZaktualizowano 
Boni: Bardzo bym chciał, żeby udowodnione wyjaśnienia zostały wreszcie przyjęte
Boni: Bardzo bym chciał, żeby udowodnione wyjaśnienia zostały wreszcie przyjęte Bartek Syta
Takie zdarzenia zawsze wywołują gorące napięcia, są traumą dla całej społeczności, dla narodu. Ale myślę,że dzielenie Polaków wokół Smoleńska było rozwijane i pielęgnowane przez te wszystkie lata z premedytacją- mówi Michał Boni, europarlamentarzysta PO.

Jaka Pana dzisiaj nachodzi refleksja, kiedy myśli o katastrofie smoleńskiej?
Refleksja jest zawsze taka sama: wielka tragedia, strata dla Polski. Coś niewyobrażalnego, kiedy pomyśleć, że w jednej katastrofie ginie para prezydencka, giną ważne osoby ze świata politycznego ze wszystkich ugrupowań, giną osoby odpowiedzialne za różne dziedziny życia publicznego, autorytety - to szok. I ten szok dalej trwa. Mam potrzebę, żeby w obliczu tego szoku raczej się ze sobą łączyć w pamięci o wszystkich osobach, które zginęły, niż dzielić przez skrajne interpretacje dotyczące przyczyn katastrofy. Bo to była katastrofa lotnicza, a nie zamach.

Ale ta katastrofa bardzo Polaków podzieliła. Mówi się, że gdyby nie 10 kwietnia 2010 roku, nie byłoby między nami takiego rowu. Nie ma Pan takiego wrażenia?
To nie katastrofa podzieliła Polaków, tylko emocje związane z interpretacją tego zdarzenia. Wie pani, pamiętam rozmowy z przedstawicielami rodzin ofiar katastrofy w pierwszych godzinach po niej, pamiętam ten klimat w Warszawie, kiedy żegnaliśmy tych, którzy zginęli pod Smoleńskiem - była cisza, była powaga, było światło: świece, znicze - było wiele wspólnego doświadczenia żalu i żałoby. To nie jest tak, że pierwszego dnia wszyscy byli podzielni. Później zaczęło się interpretowanie i, moim zdaniem, pełna emocji polityczna instrumentalizacja tego zdarzenia. Efektem jest właśnie ten podział, który widać w polskim społeczeństwie. Politycznie można sobie było wyobrazić, iż podobny podział się pojawi. Takie zdarzenia zawsze wywołują gorące napięcia, są traumą dla całej społeczności, dla narodu. Ale myślę, że dzielenie Polaków wokół Smoleńska było rozwijane i pielęgnowane przez te wszystkie lata z premedytacją. Szkoda, bo, moim zdaniem, jest pole wspólne pamięci i oddawania hołdu wszystkim, którzy tam zginęli. Drażnią mnie osobiście różne spory o pomniki, abstrahując od tego, że mogą się za tym kryć różne intencje, to każdy sposób uczczenia pamięci tych wszystkich osób, które zginęły jest ważny i powinniśmy to robić. Już o to się nie kłócąc.

Ze strony Prawa i Sprawiedliwości wciąż padają oskarżenia, że rząd Donalda Tuska nie zrobił wszystkiego w sprawie tej tragedii. Pan też tak uważa? Bo wiem, że był Pan bardzo zaangażowany w organizowanie tego, co związane ze sprowadzaniem ciał do kraju i ich pochówkiem.
Każdy rozlicza się indywidualnie, choć jego praca tworzyła całość. Moje zadanie polegało na tym, żeby jak najszybciej ci, którzy zginęli - wrócili do Polski, do domu. Takie było oczekiwanie społeczne. Żeby jak najszybciej odbyły się pogrzeby. Żeby one wszystkie odbyły się godnie. Żeby to był też czas budowania pamięci o osobach, które zginęły. Moim zadaniem było to, żeby nie zawiodła logistyka podczas wszystkich uroczystości. Żeby na wszystkie, najróżniejsze potrzeby zgłaszane przez rodziny ofiar katastrofy odpowiadać pozytywnie - to był główny motyw, na tym zależało Tuskowi. I myślę, że zrobiliśmy, co do naszej grupy należało. Musiałem także zadbać o wsparcie materialne związane z pochówkiem, z dalszym życiem rodzin, dzieci ofiar, także dzieci i osób niepełnosprawnych. Mam wrażenie, że wtedy pracowaliśmy na okrągło - dzień i noc, miałem śpiwór w gabinecie. Na początku, o godz. 12.00 odbyło się krótkie posiedzenie Rady Ministrów, myśmy się na nie zjechali z różnych stron kraju, bo to była…

Sobota..
..tak, to była sobota. Więc byliśmy w różnych miejscach, niektórzy parę godzin drogi od Warszawy, ale pojawiliśmy się w niej najszybciej, jak się dało. Posiedzenie Rady Ministrów zaczęło się minutą ciszy: wszyscy byli przerażeni skałą strat i tragedii, bardzo poważni, skupieni. Premier rozdzielił między nas zadania. Ja dostałem to zadanie organizacyjne, tutaj, w kraju. Proszę pamiętać, było szereg oczekiwań ze strony rodzin, ze strony rodziny Lecha Kaczyńskiego, wszystkie one zostały spełnione, łącznie z otwarciem trumny Pana Prezydenta i przygotowaniem do pochówku. Potem była kwestia wyboru miejsca pogrzebu i pochówku, dyskusje. To rodzina wybrała, a Kardynał Dziwisz powiedział: „Pogrzeb w Krakowie i pochówek na Wawelu”. Było mnóstwo rzeczy, o których państwo nie macie pojęcia, choćby fakt, że trzy dni przed uroczystościami pogrzebowymi wybuchł wulkan w Islandii i nagle się okazało, że samoloty nie mogą latać, albo tylko niektóre i to na określonej wysokości. Trzeba było zorganizować do przywozu ciał z Moskwy natowski samolot, który normalnie funkcjonuje w Budapeszcie. Ta praca wtedy była wyrazem hołdu i szacunku dla wszystkich, którzy zginęli, była służbą. Brałem udział w większości pogrzebów, osób z różnych ugrupowań politycznych. Śmierć każdej z tych osób, to wielka strata dla Polski.

Jak Pan sobie z tym emocjonalnie radził?
Każdy resort, każda instytucja miała łącznika, który pomagał rodzinom, był z nimi w kontakcie. Rodziny, które potrzebowały wsparcia psychologicznego mogły z niego korzystać. Trzy razy dziennie spotkaliśmy się w zespole łączników i innych osób pracujących, żeby wszystko było jak najlepiej zorganizowane. Uczyliśmy się szybkiej współpracy, bo nie było przecież procedur - wszystko było unikalne. Ludzie to przeżywali, niektórzy z nas też mieli potrzebę rozmawiania z psychologami, szczególnie kilka dni po tragedii.

Pan z takiej pomocy psychologicznej skorzystał?
Tak. To była i jest trauma. Myślę, że każdy ma swój indywidualny sposób przeżywania, ale te wydarzenia zostały w pamięci, zostały w dramatycznych scenach w snach. Było w nas wtedy wielkie poczucie obowiązku. Wiele osób, które wtedy pracowało, z różnych instytucji nie patrzyło na zegarek. Pamiętam, że kiedy wybuchł ten islandzki wulkan i nie było jasne, czy będą mogły latać samoloty, przewidywaliśmy alternatywny wariant przewozu w asyście motocyklowej Pary Prezydenckiej do Krakowa samochodami po to, aby zdążyć na czas uroczystości żałobnych. Cały czas coś się działo. Dzwoniły rodziny, pytały o możliwość wylotu do Moskwy, wiele rodzin poleciało. Niektórzy bali się patrzeć na szczątki. Ale rozmowy, które przeprowadzaliśmy pomogły im poczuć, że nie są sami. Słyszeliśmy: „Proszę pamiętać, żeby moja mama miała różaniec w rękach”. Dbaliśmy o wszystkie szczegóły, bo to był wielki dramat dla nas wszystkich, jako narodu, ale przede wszystkim dla bliskich tych, którzy zginęli. Trzeba pamiętać, że był to także moment, kiedy trzeba było zadbać, aby w sensie prawnym każda z osób, które zginęły, znalazła swojego następcę w pełnieniu funkcji. Przecież państwo nie może funkcjonować bez kogoś, kto wykonuje funkcję prezydenta, czy prezesa NBP. Wszystkie straty trzeba było z punktu widzenia sprawności funkcjonowania państwa szybko uzupełnić.

Najbardziej wzruszający moment? Pamięta go Pan?
Dużo takich momentów było. Zależało nam na tym, aby jako pierwszy wrócił do Polski Pan Prezydent i Pani Prezydentowa, bo to symbol. Mieliśmy świadomość, że wracają do ojczyzny. To bardzo ważne. I chyba ta pierwsza uroczystość na lotnisku była najbardziej wzruszająca. Wiadomo było, że ciała części osób pojadą w swoje rodzinne strony. I potrzebne było gdzieś tu, w Warszawie, takie miejsce zatrzymania w tej w żałobnej podróży, skupienia. Ale nie jakiś namiot przy lotnisku, dlatego Torwar.
Pan Torwar wymyślił?
Tak, razem z władzami miasta. Później ktoś pytał, dlaczego Torwar, takie niegodne miejsce, w którym odbywają się imprezy. Dlatego, że można tam utrzymywać określoną, niską temperaturę podłogi. Dość praktyczne. I pamiętam taką noc, kiedy postanowiłem tam pojechać. To był impuls, chciałem pożegnać się jeszcze z niektórymi osobami, które znałem. Wielkie przeżycie - taki cmentarz przejściowy z krzyżami, z kwiatami, ze światłami i wokół tylko najbliżsi. Potem same pogrzeby. Kilka razy przemawiałem i czułem, jak głos więźnie w gardle. Rozmowy z rodzinami, z dziećmi osób, które zginęły. Kiedy dzisiaj słyszę negatywną interpretacje tego, co wtedy się działo, oskarżenia, że państwo nie stanęło na wysokości zadania, że nie zrobionego tego, czy tamtego, to nie ma we mnie zgody na takie twierdzenia. Nie mówię nawet o spekulacjach dotyczących przyczyn katastrofy. Bardzo bym chciał, żeby udowodnione wyjaśnienia zostały wreszcie przyjęte. Chciałbym, żeby ci, którzy w te wyjaśnienia nie wierzą, po uczciwej analizie, powtarzam - uczciwej analizie faktów, zrozumieli, jak naprawdę było. Ale dzisiaj to już taki splot emocji, że nie wiem, czy to możliwe. Mam dużo dramatycznych skojarzeń z tym, co wtedy robiłem, zobaczyłem, usłyszałem. Gdzieś tam zostanie to we mnie na zawsze.

Myślę, że większość z nas chciałaby, aby tak się stało, ale jest spora grupa Polaków, którzy wierzą w zamach i nic nie zmieni ich zdania.
Rozumiem, tylko proszę też pytać tych, którzy w zamach nie wierzą. Proszę pytać rodziny, które mają do tego inne podejście, które przyjmują dowiedzione ustalenia.

Ale my często z takimi rodzinami rozmawiamy!
Wydaje mi się, że jest taka próba stworzenia wrażenia, że większość Polaków wierzy w zamach. Być może jesteśmy przepołowieni…

Nie, nie, w zamach wierzy 30 procent Polaków, przynajmniej tak mówią badania.
W jakiejś audycji radiowej usłyszałem o pomyśle, aby zorganizować kiedyś, na przykład marsz, podczas którego oddalibyśmy hołd wszystkim. Nie mówić o zamachu, ale o katastrofie, o wielkim, tragicznym wydarzeniu dla naszego kraju. Może kiedyś taki marsz pamięci uda się zorganizować. Uważam, że warto. To, że jakaś część społeczeństwa wierzy w zamach, no wierzy, cóż. Ta wiara była bardzo skutecznie podsycana przez polityków i ekspertyzy, które nie mają podstaw dowodowych.

Wie Pan z drugiej strony zawsze takiemu tragicznemu zdarzeniu, nawet jeśli już naukowo wyjaśnionemu, towarzyszą teorie spiskowe.
Zgoda. Tylko nikt w Ameryce nie wykorzystał śmierci Kennedy’ego do budowania podziału, który ma charakter stricte polityczny, który buduje mitologię ugrupowania politycznego. Ludzie mają prawo do swoich różnych wyobrażeń, mogą wierzyć jednym, nie wierzyć drugim - to jest ich wybór, ich prawo. Problem polega na tym, czy to co się dzieje w myślach, odczuciach, wyobrażeniach ludzkich przekłada się na element polityki, czy nie. Moim zdaniem w Polsce to się tak przełożyło. Siła wspólnoty PiS-u w dużej części jest oparta na tym doświadczeniu, na micie smoleńskim w wersji zakładającej, że doszło do zamachu. Moje emocje i doświadczenia są inne, przeciwne tej manipulacji opartej na najbardziej dramatycznych wydarzeniach i odczuciach, jakie sobie można wyobrazić. Myśmy wtedy stracili szansę na wspólnotę w obliczu spraw najważniejszych, a to dla każdego narodu wielka strata. Trauma katastrofy stworzyła traumę podziału i są tacy, którzy głębię tego podziału powiększają cały czas. A przecież potrzebna jest wspólnota pamięci o wszystkich 96 Polakach, którzy zginęli. W trakcie tamtego tygodnia, dwóch w kwietniu 2010 roku, miałem bardzo wiele pozytywnych sygnałów dotyczących pracy, jaką nasz zespół wykonywał - ze wszystkich stron sceny politycznej. A myśmy to robili z szacunku dla tych wszystkich 96 osób.

Myślę, że ten szacunek istnieje!
Kiedy organizowaliśmy uroczystość żałobną na palcu Piłsudskiego, jako tło posłużyło zdjęcie wszystkich osób, które zginęły. Każde z nich było takiej samej wielkości, troszkę większe było zdjęcie Pary Prezydenckiej, sprawa oczywista. To pokazywało, że traktujemy każdą z tych osób, w takim sensie ludzkim, w sposób identyczny. To nie jest tak, że musimy zadekretować, iż będziemy teraz wszyscy tak samo rozumieli to zdarzenie, będziemy je rozumieli inaczej, ale w sensie emocji, pamięci, szacunku dla tych, którzy zginęli, uważam, że ta pamięć należy się wszystkim i powinniśmy tę pamięć budować.

Myśli Pan, że jako państwo wyciągnęliśmy wnioski z tej katastrofy?
W raporcie Millera i potem, w analizach dotyczących procedur, dotyczących postępowania i przygotowywania wizyt państwowych, wyjazdów delegacji, przygotowania pilotów - myślę, że wiele wniosków zostało wyciągniętych. Ale proszę też pamiętać, że katastrofa jest katastrofą. Istotą katastrof jest to, że są nieprzewidywalne. Gdyby były przewidywalne, nigdy by do nich ni dochodziło.

To co Pan powie w tym kontekście o ostatnim samochodowym wypadku prezydenta Andrzeja Dudy?
Nie chcę tego komentować. Najpierw zrobiono wielkie zamieszanie, że to był zamach, bo ktoś założył złą oponę, potem się okazało, że pękła nie ta opona, która była zmieniania, ale zupełnie inna. Ponoć samochód na coś najechał. Zdarza się. Pękła opona. Uważam, że tworzenie teorii spiskowych jest szkodliwe. Jest ileś zdarzeń, na które wpływ ma los. Trzeba to rozumieć. Inna sprawa, że państwo powinno być szczególnie uważne na wszystkie rzeczy związane z bezpieczeństwem. Przez lata nie można było w Polsce kupić samolotów vipowskich, dlatego, że zaraz pojawiały się artykuły w tabloidowej prasie o rozpasaniu władzy - to jest absurd! Nie powinniśmy się krępować tego typu rzeczami. Sprzęt związany z bezpieczeństwem kosztuje i ma kosztować.
Wspomniał Pan o losie, a jaki los czeka Platformę Obywatelską? Mówi się, że jesteście podzieleni, wasze sondaże są kiepskie.
Po bolesnym przeżyciu przegranej, długo trwały wybory przewodniczącego PO, partia była skupiona na innych rzeczach. Myślę, że trend sondażowy w tej chwili się zacznie odwracać. I powoli głosów naszych wyborców będzie przybywało. Platforma musi wykonać wielką pracę. My ją musimy wykonać. Trzeba przejrzeć nasze różne działania, zachowania, powiedzieć sobie, które procesy i decyzje były błędne, doprowadziły do tego, że przy bardzo dobrych wynikach gospodarczych, poparcie dla PO spadło. Myślę, że błędy związane ze sposobem sprawowania władzy, takie odwrócenie się od spraw ludzkich, słabe rozumienie różnorodności potrzeb rozwojowych Polaków - to nas zgubiło.

Niektórzy mówią, że zgubiła was pycha.
Pycha, jest zawsze wielkim zagrożeniem w polityce To taka negatywna namiętność w sensie szekspirowskim. Polityk, jeśli chce dobrze wykonywać swoją służbę, musi cały czas zadawać sobie pytanie, czy pycha mu nie grozi, czy nie zaczyna uważać, że wszystko sam wie najlepiej, że wszystko sam rozwiąże, że mu są inni do niczego nie potrzebni. Taka pokora, otwartość na rozmowy z innymi są bardzo ważne i dbanie o to, aby rząd nie był rządem wieży z kości słoniowej - to jedna z najistotniejszych rzeczy. Rząd jest dla obywateli. Z nich, a nie z samych siebie politycy powinni czerpać siłę. Nie można nie martwić się różnymi rzeczami. Ważny jest kontakt, rozmowa ze społeczeństwem. Język, jakim przeprowadziliśmy zmiany w OFE - słuszne, niesłuszne, osobiście uważam, że istnienie takiej części dodatkowej, kapitałowej jest bardzo potrzebne i nie trzeba było w takiej skali tego filara emerytalnego rozmontowywać - ale język, jakim o tym rozmawialiśmy był zły. Może trzeba było bardziej racjonalnie wyjaśniać, o co chodzi. A nie podnosić, że obywatele są oszukiwani, że tylko finansiści na OFE zyskują. To język złych emocji, który niszczy zaufanie - i jak tu namawiać teraz Polaków, żeby jednak oszczędzali na starość, co jest koniecznością. Było wiele sygnałów ze strony ludzi kultury, ze strony organizacji obywatelskich, żeby kontakt ze społeczeństwem był mocniejszy, choćby przy społecznym projekcie ustawy medialnej. PiS wprowadził półtora miesiąca temu ustawę z mojej dziedziny, o ponownym użyciu informacji publicznych. Myśmy wprowadzili w 2012 pierwszą wersję tej ustawy, bardzo dobrą, otwierającą różne zasoby i pozwalającą na przetwarzanie danych także w celach komercyjnych. Potem zmieniła się dyrektywa unijna, można więcej zasobów, tych którymi dysponuje państwo, udostępniać ludziom. I był przez wiele miesięcy - ja tego doświadczyłem, inni ministrowie - opór ze strony kancelarii Premiera i Komitetu Stałego wobec wprowadzenia nowych zmian. A to jest pro-obywatelskie, tak? Nie chcę powiedzieć, że PiS jest bardziej pro-obywatelski, bo patrząc na sprawę TK, patrząc na ustawę policyjną, to widać że brak mu szacunku dla podstaw demokracji i gwarancji wolności obywatelskich. Ale jeśli pani pyta o nasze słabości, to gdzieś pojawia się ten brak rozmowy, brak wyczucia na to, że pewne rzeczy trzeba wprowadzać w sposób całościowy. Nie kapać po troszku.

W jakiej sprawie?
Nie umieliśmy zdiagnozować, że dla polskiej rodziny dobre są takie a nie inne zmiany, a potem wprowadzić je za jednym razem. Tak, żeby komunikacyjnie brzmiało to tak, jak marketingowo dzisiaj brzmi „500 plus”, bo ludzie mają dzisiaj uczucie, że zostali dostrzeżeni. Abstrahuję od skutków „500 plus”, bo przyszłość oceni efekty demograficzne tego działania, a tak naprawdę po to ten projekt przecież wprowadzono. Wracając do PO, myślę, że teraz wykonujemy wiele pracy, takiej programowej, analitycznej. Mam nadzieję, że najbliższe miesiące pokażą, iż mamy rozumienie tego, co się stało, mamy świadomość własnych błędów, mamy gotowość na poprawę i odnowienie naszego kontaktu i naszego kontraktu z obywatelami. Bo przecież rządzenie i ubieganie się o rządzenie, to kontrakt z obywatelami.

Platforma zdoła się odrodzić?
Mamy też teraz przywództwo w Platformie, które, moim zdaniem, jest bardziej otwarte na taką wewnętrzną współpracę liderów (choć niektóre sporne sprawy załatwiałbym bardziej elegancko). Nie jest tak, że jest jedna osoba i wieża z kości słoniowej, jest więcej współpracy. Jeśli chwycimy byka za rogi, uwiarygodnimy się w oczach ludzi, pójdziemy do nich i powiemy: „Chcemy, żebyście na nas zagłosowali, ale nie dlatego, że nazywamy się PO i nie dlatego, że dzisiaj w Polsce rządzi PiS, rządzi i łamie normy demokratycznego państwa, ale dlatego, że nasza wizja Polski jest bardziej otwarta, bardziej demokratyczna i gwarantuje długotrwały rozwój, a nie konsumowanie efektów rozwoju, który widzimy dzisiaj”, to zyskamy wyborców.

A jak Pan ocenia to, co dzisiaj dzieje się w kraju?
Parę miesięcy temu byłem na Ukrainie, bo w Parlamencie Europejskim zajmuję się relacjami z Ukrainą i partnerstwem wschodnim, i przedstawiałem rekomendacje Komisji Weneckiej dla Ukrainy mówiąc o wzmocnieniu pozycji TK, walce z korupcja itd. Szanuję Komisję Wenecką. Wszystkie jej wskazania powinno się wdrożyć po to, aby zadbać o równowagę władz. Druga sprawa, jesteśmy dość nietypowym krajem, bo w jednej fizycznie osobie mamy połączenie władzy ustawodawczej-poseł, władzy wykonawczej-minister, i w jakimś sensie władzy sądowniczej-prokurator.

Mówi Pan o Zbigniewie Ziobrze?
Tak. Nie ma kraju w Europie, w którym funkcjonowałoby takie połączenie. Kiedy byłem w Waszyngtonie, rozmawialiśmy o przepływie danych, zajmuję się też tym w parlamencie, to szef doradców ds. służb specjalnych Białego Domu powiedział patrząc na mnie i na mojego kolegę z Francji: „Wy we Francji, bo macie stan wyjątkowy, i wy w Polsce macie dzisiaj takie narzędzia inwigilacji obywali w sieci, jakich my nigdy nie mieliśmy, nawet po 11 września”.Ustawa przeszła w Sejmie. Jeśli mówimy o ustawie antyterrorystycznej, to narzędzia dające państwu możliwości reagowania i prewencji w sprawach terrorystycznych są potrzebne. Ale bez listy przestępstw, z którymi ta inwigilacja, by się wiązała i bez uprzedniej kontroli sądowej, ta obecna ustawa policyjna stwarza zagrożenia dla wolności obywatelskich. Ja się boję państwa autorytarnego i nie chcę go w moim kraju. Historia pokazuje, że takiego państwa nie da się zbudować, jeśli nie ma się swojej wspólnoty religijnej, która wszystko zaakceptuje, swojej grupy wiernych. PiS i ci, którzy ją wspierają, to nie jest zwyczajna grupa społeczna… Niektórzy mówią: sekta. Ale z punktu widzenia rozwoju demokracji, takiego poczucia obywateli, że wszystkie ich prawa są respektowane - to groźne. Poza tym skala niekompetencji osób powoływanych na niektóre stanowiska jest ogromna.

Pan pracuje w europarlamencie, ma kontakt z politykami z całego świata: rzeczywiście tak wiele straciliśmy na arenie międzynarodowej, jak niektórzy podnoszą, czy może to przesada?
Nie, to nie jest przesada. Polska osiągnęła wysoki poziom akceptacji, zaufania, miała opinię kraju, który szybko idzie do góry. Teraz wszyscy patrzą i pytają: „Co wy robicie? Pogięło Was?” Z kraju, który świetnie się rozwijał, respektował zasady demokracji, był wzorem, zaczęło się nawet mówić, że dochodzimy do tej szóstki krajów w UE kluczowych (stąd ta propozycja dla Donalda Tuska), staliśmy się krajem, o którego przyszłość trzeba się niepokoić. Więc jest rozczarowanie. I żeby było jasne: nikt nie kruszy kopii o to, że PiS doszedł do władzy i realizuje swoje polityki. Bo przekonanie jest takie, że wygranie demokratycznych wyborów daje władzę i możliwość uprawiania swojej polityki. Natomiast nie daje mandatu do kruszenia fundamentów państwa - respektu dla państwa prawa, rozdzielności władz. O to się toczy batalia! Tracimy w oczach świata. Wciąż nas oczywiście szanują, lubią, jesteśmy wielkim krajem. Ale jeśli sami, jeśli rząd przenosi nas na pozycję, gdzie mnożą się wokół nas znaki zapytania, to nie jest dobre. Powoli będziemy spadać na peryferie międzynarodowej sceny politycznej.

polecane: FLESZ: 10 matek, które zmieniły świat

Wideo

Materiał oryginalny: Michał Boni: Polaków nie podzieliła katastrofa smoleńska tylko jej interpretacje [WYWIAD] - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 13

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
n
naczelny grabarz Tuska

na bezpiecznej posadce z UE.
w TVN24 minister Michał Boni zaatakował Rodziny. Tym razem sam, w 2010 roku robił to Graś.

"Państwo ten egzamin zdało"

Boni zapewnił, że w 2010 roku cały sztab osób wykonywał wiele działań, by pomóc rodzinom ofiar katastrofy smoleńskiej. - Uważam za bardzo niesprawiedliwe powiedzenie, że wszystko zawiodło. Że były jakieś zakazy w związku z otwieraniem trumien, jakby ktoś chciał wtedy komuś zrobić coś złego. Działaliśmy dla dobra ludzi. Wszystkie rodziny, które chciały i zgłosiły wnioski o spopielenie swoich bliskich, otrzymały wskazania we współpracy z inspekcją sanitarną jak to się robi. Znaleźliśmy rozwiązanie - mówił minister. Minister powiedział też, że rozumie emocje, które zapewne towarzyszą osobie, która stwierdza, że przestała ufać państwu polskiemu. - Ale jak przechodzimy do debaty politycznej, dyskusji w Sejmie, kiedy tych emocji powinno być troszkę mniej, to wtedy uważam, że nie można powiedzieć, że państwo polskie zawiodło. Bo trzebaby było zobaczyć całą wielką maszynerię, która wtedy pracowała. Dziesiątki ludzi, prawie dwa tysiące osób. Martwi mnie jak pani Małgorzata Wassermann mówi, że było tylko kilkanaście osób, może 30 osób, bo mówi tylko o Moskwie. Nie mówi o tym, co się działo tutaj - mówił Boni.
Jeśli rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej zechcą ekshumować ciała swoich bliskich, to państwo powinno im to umożliwić - to opinia ministra Michała Boniego, który w 2010 r. m.in. koordynował transport szczątków ofiar do kraju. Choć Boni w "Faktach po Faktach" przyznał, że ekshumacje "być może są potrzebne",

zgłoś
G
Gość

PO była zawsze podzieloną na przeróżniaste części i nigdy zgodnym zespołem nie była. Raz podzielona na licznych indywidualistów i nie umiejących pracować w team, a innym z uwagi na rozliczne „Spółdzielnie” interesów. Jak się w PO sami wykołowali, POczęli dzielić naród. Raz na KOD-wców, raz na Petru-wców, raz na Schetyna-wców. Innymi słowy, powzięte wcześniej kredyty spłacać PO-wcy muszą. A skąd na spłaty wezmą, kiedy PiS kurki pozakręcał. Obecny jazgot jest w jedynym celu: PO wraz z Petru chcą ponownie POwrócić pod nadopiekuńczość przyjaciela „Skarb Państwa”! Natomiast sam naród... Eee, partyjne zagrywaki ma akurat w... Naród pójdzie do tego, który coś da! Jednak PO dotychczas dawała i rozdawała tylko samej sobie i jej o narodzie zapomniało się i na całe lata. Więc któż jeszcze taki do niej pójdzie... I jeśli bez żadnych atutów, jeśli niedługo sama całkiem bosa! Król ratować nie powróci, bo na uwadze ma zapewne nie taki powalony biznes PO-ski.

zgłoś
S
Senator

Prezes Kaczyński, wygłosił mowę dla szerzenia nienawiści pomiędzy Polakami...! Nasze stanowcze NIE dla podżegania i dzielenia ludzi.
O zgrozo, w dniu 10 kwietnia 2016 r. zawłaszczona została przez PiS 6 rocznica obchodów wypadku samolotu TU 154 z 96 ofiarami - ś.p. reprezentantami politycznymi i całego społeczeństwa polskiego w tym Prezydenta Kaczorowskiego na uchodźctwie i prezydenta L.Kaczyńskiego z żoną. Na uroczyste obchody oficjalnie zaproszone był WYBRANE OSOBY WG KLUCZA PIS . To skandal i naruszenie wspólnoty narodowej, to naruszenie demokracji i prawa do równego traktowania wszystkich rodzin ofiar katastrofy z dnia 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem.

zgłoś
R
RzH

Pasożyd

zgłoś
K
Korwin

Za słabo się przyłożył. Dalej pieprzy jak nawiedzony.

zgłoś
k
krk

Założyciel i wieloletni prezesik lichwiarskiej firmy KRUK.

zgłoś
A
Administrator

To jest wątek dotyczący artykułu Michał Boni: Polaków nie podzieliła katastrofa smoleńska tylko jej interpretacje [WYWIAD]

zgłoś
W
WWR

Kapuś bolszewicki.

zgłoś
#

nie byłoby ani rozdzielonych wizyt, ani katastrofy, ani wreszcie tej narodowej traumy i narzuconego waszą narracją POdziału społeczeństwa.

zgłoś
h
historyk

Panie Boni, ciszej nad tymi trumnami i narzucaniem nam swojej interpretacji katastrofy smoleńskiej. Zgodnej z tuskowo-putinowską wersją.
Od człowieka obarczonego współpracą z SB i schowanego potem pod skrzydła PO, należy oczekiwać tylko jednego - unikania publicznych wypowiedzi, jako równie wiarygodnych co ich autor.

zgłoś
a
anatlo

Uprzejmie proszę o nie cytowania tego małego kapusia.Właśnie przez takich ludzi ten kraj jest tak rozbity

zgłoś
G
Gość

Kłamstwa wasze i kłamstwa moskiewskie, oczerniające niewinnych ludzi.

zgłoś
ś
św.NH

Tak! Śmierć interpretuje drebli z pic landu!
Jego Moj z Peru puścił na Polskę bisurmańskie psy PEŁO!

zgłoś
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3