18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Michał Boni: Jestem Koszałkiem-Opałkiem

Anita Werner (TVN24) i Paweł Siennicki
Andrzej Wiktor
Udostępnij:
Z Michałem Bonim, ministrem w kancelarii premiera, o tym, kto jest "Geniuszem znad Wisły", kiedy w Polsce będzie kryzys, o noszeniu krawata, śpiewaniu piosenek Marka Grechuty, o korepetycjach dla ministrów i lekcji pokory rozmawiają Anita Werner (TVN24) i Paweł Siennicki.

Po co Panu ten notatnik ?
Zawsze podczas spotkań staram się notować. O tu, widzicie, różnymi kolorami zaznaczam wątki rozmowy.

Zamierza Pan pisać pamiętniki ?
Nie. Dla mnie to wszystko, co robię, to jest książka.

Jaka? Przygodowa?
Przygodowa, pełna różnego rodzaju zakrętów, zwrotów akcji, sensacji i zmiennych bohaterów.

Pracujecie tutaj jak w serialu "Ekipa"?
Wiecie, że po cichu konsultowałem "Ekipę"? Ten serial pokazywał zespół ludzi pracujących bardzo blisko ze sobą. I coś z tego klimatu jest w rządzie Tuska. "Ekipa" pokazuje też siłę osobowości i lidera.

Takiego jak Tony Blair ?
Wszyscy wiedzą, że Blair jest wzorcem pewnego stylu działania w nowoczesnej polityce w Europie. Dla nas

Nie boi się Pan o przywództwo Donalda Tuska?
On jest jednym z niewielu polityków w Polsce, który dysponuje inteligencją emocjonalną. Ma bardzo dużą empatię, umiejętność rozmawiania z ludźmi i bardzo dużo zdrowego rozsądku.

Ładna laurka. Tusk ma lepsze notowania od Aleksandra Kwaśniewskiego, niedługo zaczniecie go nazywać "Słońce nadziei" albo "Geniusz znad Wisły"
Nie czytam sondaży. Gdy pojawiłem się w rządzie, to zauważyłem, że prawie w każdym sekretariacie ministra jest włączony TVN 24 i wszyscy koncentrują się na pasku z informacjami. I to premier dał taki sygnał, żeby wreszcie przestać się na nim koncentrować. Poważnej polityki nie da się robić pod ten nieszczęsny pasek.

Dziwne, bo wygląda, jakbyście wszystko robili pod dyktando PR-u.

Zawsze bardzo wiele zależy od osobowości lidera. Tusk jest wewnętrznie zharmonizowany i jest odporny na takie sytuacje, gdy ktoś usiłuje traktować go jak "Słońce nadziei". Myślę, że zahartowała go porażka w wyborach prezydenckich i w tej wewnętrznej harmonii człowieka, który docenia własną wartość, zaczął łączyć to z pokorą.

Jak pracujecie ?
Dyskutujemy. Właśnie po to, żeby nie ulec dyktatowi sondaży czy mediów.

Tusk musiał do tego też dojrzeć?
Wszyscy musieliśmy do tego dojrzeć.

Premier stał się polskim Tonym Blairem?
Bardzo przygotowywał się do prezydentury. Dużo się uczył, dojrzewał.

I żeby być premierem, musiał przegrać wybory prezydenckie ?
Żeby być takim, jakim jest dziś, może musiał wtedy przegrać.

Czyli właściwie dobrze, że przegrał?
Z jego osobistego punktu widzenia pewnie tak, ale gorzej z perspektywy kraju. Na pewno tego doświadczenia nie rozmienił na drobne. Teraz rozumie wyzwania o wiele głębiej i lepiej.

Tak? Przesadza czasem z przerostem formy nad treścią. Może gubi go spontaniczność?
Wiecie dobrze, że same media kreują wydarzenia. I w zetknięciu z tym impetem mediów polityk odpowiada intuicyjnie. A inteligentny polityk odpowiada inteligentnie i wtedy zjawia się taka błyskotka jak ciasteczkowy potwór.

To kiedy się skończy miesiąc miodowy rządu PO?
Kończył się już przy pierwszej fali protestów w styczniu, później gdy zbliżało się 100 dni rządu, ale wciąż trwał. I właśnie się teraz kończy - to już widać po reakcji mediów, które zadają pytania o styl rządzenia. Zmniejsza się też poziom wybaczania nam różnych słabości i pojawia się więcej merytorycznej krytyki. Natomiast nie zmniejsza się zaufanie.

To straszne, nie wszyscy będą Was kochać.
To dobrze dla debaty publicznej i rozwiązywania problemów Polski.

Może Pan wejść do gabinetu premiera w każdej chwili?
Nie. Pracuję zgodnie ze swoimi zadaniami i kalendarzem. Ale mamy stały rytm pracy razem.

I kiedy razem się spotykacie, to Pan jest od mówienia rzeczy przykrych?
Nie ma tak rozdanych ról, że jeden mówi rzeczy wesołe, a drugi przykre. Sam zawsze mówię rzeczy prawdziwe. Taka jest moja rola.

Czyli gość od mówienia brutalnej prawdy.
Tak, tylko że nie zawsze bywa ona brutalna.

Będzie w Polsce kryzys ?
Gdyby gospodarka światowa była taka jak w 1929 r., to po wydarzeniach w Stanach Zjednoczonych już wszystko by legło w gruzach. Na szczęście świat się unowocześnił i istnieje o wiele szybsza możliwość reagowania. Trudno też oszacować, kiedy echo amerykańskiej recesji przejdzie silnie do Europy i Polski.

To kiedy może wybuchnąć kryzys w Polsce ?
Przewidujemy, że może to być w drugiej połowie 2009 r. Ale to nie będzie kryzys, co najwyżej spowolnienie.

I co robicie ? Kopiecie już okopy ?
Zobaczcie, że przygotowany przez rząd program konwergencji tak naprawdę buduje bardzo silną dyscyplinę wydatków w roku 2009. Już teraz buforujemy zagrożenia.

Jak ?
Dyscyplinujemy budżet na przyszły rok, chcemy stabilizować wzrost gospodarczy przez stymulowanie większej skali zatrudnienia. Stąd program przekwalifikowania i zatrudniania osób po pięćdziesiątce. Wszystko dla zneutralizowania ewentualnych osłabień tempa wzrostu gospodarczego.

A rządzony przez Sławomira Skrzypka bank centralny pomaga ?
Współpraca między NBP a strukturami rządowymi mogłaby być ewidentnie lepsza.

Dlatego premier odmówił kontrasygnaty dla Witolda Koźmińskiego, który miał być wiceprezesem NBP?
Chodzi o zastrzeżenia merytoryczne.

Ciekawe. To był najbliższy współpracownik Hanny Gronkiewicz-Waltz w NBP.
To, że ktoś z kimś 10 lat temu współpracował, oznacza, że powinien mieć cały czas zieloną kartę? Chodzi o kwestie merytoryczne.


Prezes Skrzypek jest przegłosowywany przez wszystkich członków Rady Polityki Pieniężnej. Jak to świadczy o jego przygotowaniu merytorycznym?

Uchylam pytanie.

Szkoda. A jak poważny może być kryzys w Polsce ?
Gospodarka amerykańska, podobnie jak europejska, rozwija się dobrze, gdy poziom rocznego wzrostu PKB wynosi między 2,5 a 3 procent. A w Polsce tempo wzrostu jest między 5 a 6,5 procent PKB. Więc recesja w USA wcale nie oznacza, że podobnego efektu doświadczymy w Polsce.

Kiedy w Polsce będziemy płacić w euro?
Najwcześniej w roku 2012. Na razie odchodzimy od nadmiernego deficytu.

Poddaliście się już z podatkiem liniowym?
Nie. Potrzebna jest dokładna analiza pokazująca, co mógłby on przynieść polskiej gospodarce.

Rety, co Pan mówi ? Przecież opowiadacie o tym podatku od lat - i jeszcze nie wiecie?
Podatek liniowy tam, gdzie go wprowadzono, dał impet gospodarce, ale trzeba się zastanowić, czy podobnie zadziała w Polsce po takim obniżeniu podatków, jaki nastąpi w roku 2009 (do 18 i 32 procent).

Dostaje Pan duże upusty w sklepach jako zawodowy negocjator ?
Nic z tego. Negocjacje stricte handlowe to nie moja bajka.

Może jednak potrafi Pan tanio kupić nowy samochód?
Mam bardzo dużo różnych umiejętności, ale nie posiadam umiejętności prowadzenia samochodu.

Nie ma Pan prawa jazdy ?
Nie mam. Za to żona i córki mają prawo jazdy.

Ale konto w banku Pan ma?
No, mam.

To jaki ma Pan sposób na negocjacje ?
Staram się dobrze przygotowywać. Analizuję postulaty, staram się nie zgubić możliwego wątku porozumienia, myślę, że umiem słuchać. Nie mam w sobie takiej pasji negocjatora z paszczą krokodyla, który chce wszystko pożreć. Traktuję je jako budowanie sytuacji winwin. Każdy powinien coś wygrać.

Kto teraz wyjdzie na ulicę?
Wygląda, że nauczyciele.

Zastrajkują w trakcie matur. Będzie katastrofa.
Chyba jednak nie. Matury są wcześniej. 27 maja będzie już sama końcówka.

Czyli niech sobie strajkują?
Ten strajk to nie rakieta, a raczej ckm, zapowiedź wstępnego ostrzelania jeszcze przed rozmowami.

Rząd będzie z nimi negocjował?
Zawsze warto.

Pan się boi nowej fali strajków?
Rząd odpowiada za sprawność funkcjonowania państwa, wiec boję się wszelkich akcji protestacyjnych, które utrudniają wykonywanie funkcji państwa. Na przykład gdy nie można przekroczyć granicy, sprawnie przeprowadzić matury czy doręczyć emerytury.

Trochę to jak szachy.
Trochę. Ale akcje protestacyjne toczą się wszędzie. W Grecji, w Niemczech.

Sami zafundowaliście sobie te protesty, tak dużo obiecując.
To coś znacznie głębszego niż rozbudzone nadzieje. Fale protestu objęły sektor publiczny, który ma swoje ograniczenia we wzroście płac. A tymczasem zarobki w sektorze prywatnym rosły bardzo szybko. To presja ekonomiczna, a nie obietnice, wywołuje te oczekiwania.

I co z tego wynika ?
Spójrzmy na zarobki nauczycieli. W najgorszej sytuacji są młodzi nauczyciele. Według danych połowa młodych nauczycieli rotuje. Czyli rozpoczyna pracę w szkole i szybko odchodzi. Podobna sytuacja jest z młodymi lekarzami. Te dwie grupy zawodowe stały się zamknięte, nieatrakcyjne dla młodych ludzi. Dlatego trzeba zmienić warunki startu nauczycieli i lekarzy. Inaczej jest w administracji. Tam start jest nie najgorszy, ale po kilku latach załamuje się perspektywa rozwoju. I ludzie zaczynają odchodzić. I to jest wyzwanie.

Jaki macie pomysł na wyjście z tego dołka?
W systemie ochrony zdrowia patrzymy też przez pryzmat pacjenta, a nie tylko lekarza i pielęgniarki, a w systemie edukacji - przez optykę ucznia i rodzica. Chcemy odwrócić sposób myślenia. Pacjent i uczeń są klientami, a ludzie opiekujący się nimi muszą odpowiadać na ich oczekiwania. Wtedy otworzą się lepsze możliwości sensownego wynagradzania. Ale za to, że osiągają określony efekt zadowolenia klientów.

Wszystko sprowadza się do podwyższenia zarobków? I będzie już dobrze?
Nie. Polska ma 140 tys. zachorowań na raka rocznie, a ma 300 tys. chorych. Samo zestawienie tych dwóch cyfr wykazuje, że od czasu rozpoznania raka do śmierci mija niewiele czasu. Tylko że Polska ma trzystu specjalistów onkologów, a Węgry, gdzie żyje osiem milionów ludzi, mają 1,2 tys. specjalistów. Mamy taki system leczenia, że nie ma zdecentralizowanych możliwości przeprowadzenia radioterapii, bo nie mamy bunkrów w szpitalach, gdzie można by radioterapię przeprowadzić. W innych dziedzinach mamy względnie szybkie rozpoznawanie choroby, ale do czasu uzyskania dostępu do leczenia mija tak dużo czasu, że dwukrotnie zmniejsza się możliwość wyleczenia. Dla mnie to są realne problemy.

I jakie ma Pan pomysły na te realne problemy?
Narodowy program walki z rakiem, kosztuje 250 mln zł, a budżet NFZ wynosi 47 mld. Projektujemy wydatki w systemie ochrony zdrowia, uwzględniając największe zagrożenia dla pacjentów. I tym właśnie zajmuję się w rządzie.

I gaszeniem pożarów?
No właśnie nie lubię, jak ktoś tak o mnie mówi. Myślę przede wszystkim w dalszej perspektywie. Wiecie, że w 2030 r. w Polsce będą dwa miliony ludzi powyżej 80. roku życia? I dziś trzeba stawiać pytania, jakie będą usługi opiekuńcze dla tych ludzi. To będzie wymagało armii ludzi, sprzętu. Albo trzeba pytać, czy za 20 lat będziemy najmniej w Europie wydawać na badania i rozwój nauki.

Rządzenie to nie jest pisanie futurologicznych książek.

Tak, dlatego oszczędnie mówię o zamiarach. Zresztą dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. I dlatego wyznaczam cele na rok, dwa czy trzy. Zresztą rzeczywistość podejmowania decyzji w Polsce jest taka, że prezydent zawsze może nie podpisać ustawy. Kto mógł przewidzieć, że przy traktacie lizbońskim prezydent się sprzeciwi?

Prezydent już Was nie zdziwi?
Prezydent zawsze będzie nas zadziwiał we wszystkim, co robi. Ale testem jego intencji będzie jego zachowanie przy ustawach zdrowotnych i emerytalnych.

Dla tego rządu też to będzie test.
Wiem. To będzie nasz sprawdzian, czy jesteśmy w stanie wprowadzać rozwiązania ważne dla rozwiązywania polskich problemów i dla dobra publicznego, abstrahując od bieżącej gry politycznej.

Przy ustawach zdrowotnych miał Pan utemperować minister Kopacz?
Nie. To są złe określenia.

Nie potrzebowała twardej ręki?
Nie. Przyszedł moment, kiedy ktoś musiał spojrzeć z zewnątrz. Wciąż jest jeszcze bardzo dużo rzeczy do zrobienia przy tych ustawach w parlamencie.

Co na przykład ?
Ustawa o ZOZ-ach jest kluczowa dla przełamania procesów, które od 10-12 lat sprzyjają zadłużaniu się szpitali. To jest największe niebezpieczeństwo dla całego systemu.

Pan nie chce być strażakiem, ale sam ustawił się jako superminister.

Nie czuję się nim, bo nie mam w sobie atrybutów władzy i dominacji.

To co, jest Pan coachem ?
No dobrze, używając biznesowego porównania, można tak powiedzieć. Staram się być użyteczny, pomagając. Ale jestem doradcą, działam bardziej merytorycznie, a mniej na emocje. Coach działa bardziej na emocje, na psychikę.

To któremu ministrowi najczęściej daje Pan korepetycje?
Sam sobie.

Jak?
Cały czas się uczę. Po to, żeby ogarnąć różne rzeczy. Cieszę się z programu "50+", on już idzie samodzielnie. Ja przede wszystkim staram się budować potencjał przyszłego rozwoju kraju.

Co ma być jego fundamentem?
Unowocześnienie systemu edukacji. Trzeba stworzyć mechanizmy konkurencyjności wewnętrznej w nauce i szkolnictwie wyższym. Tym zajmujemy się szczególnie. Przygotowujemy też raport o kapitale intelektualnym, tu mamy bardzo dużo do zrobienia, bo jesteśmy w rankingu dopiero na 25. miejscu w UE.

Kto odejdzie z rządu latem?
Nie zajmuję się tym. To leży w gestii premiera.

A ten rząd to jest dream team?
Bardzo podoba mi się, jak przez ostatnie trzy miesiące w bardzo szybkim okresie ministrom przybywa wiedzy i umiejętności.

Dyplomata z Pana. Sikorski powinien się czuć zagrożony.
Zawsze kto po raz pierwszy startuje w roli ministra, musi się uczyć.

Pan jest częścią dworu Tuska?
Jestem co najwyżej Koszałkiem-Opałkiem (to w końcu inteligentny krasnoludek z bajki Konopnickiej), który coś tam spisuje. A między nami są relacje partnerskie. To jest partnerstwo i leadership.

A chociaż piłką się Pan interesuje?
Interesuję się, już mnie parę razy zapraszano do udziału w grze. Ale ja fizycznie nie jestem za bardzo sprawny. Może przygotuję się i potrenuję trochę? Już teraz nie mam specjalnych kompleksów.

A kiedyś je Pan miał?
Jak każdy człowiek wobec starszych. Miałem je wobec Tadeusza Mazowieckiego, Jacka Kuronia, Jana Krzysztofa Bieleckiego.

Tusk jest Pańskim przyjacielem?
Są między nami elementy przyjaźni, szybko rozumiemy się w różnych sprawach. To jest taki rodzaj przyjaźni, w której nie ma współuzależnienia.

A kim dla tej ekipy jest Jan Krzysztof Bielecki?
Bardzo ważnym partnerem intelektualnym do rozmowy. Nie wiedziałbym tego wszystkiego, co wiem, gdybym nie spotykał się z ludźmi i nie rozmawiał.

Czy ważne decyzje tego rządu podejmowane są po konsultacjach z Janem Krzysztofem Bieleckim?
W procesie podejmowania decyzji zawsze pojawiają się opinie, ekspertyzy, ludzie, którzy mają swoje zdanie. Zbieram te opinie i przygotowuję warianty do dyskusji. Każdy polityk ma taką potrzebę konsultowania się.

I z Bieleckim nieustannie się konsultujecie?

Na pewno jest jedną z wielu osób, z którymi rozmawiamy.

I ile razy mniej Pan teraz zarabia niż w biznesie?
Cztery i pół razy.

A ile razy więcej Pan pracuje?
Zawsze dużo pracowałem, ale pracując w biznesie, miałem wieczorem siłę usiąść do komputera i coś jeszcze napisać. Teraz, gdy wracam do domu, nie jestem już w stanie.

I po co to Panu?
To jest bardzo ciekawe zajęcie. Daje mi adrenalinę, jest mnóstwo różnych wyzwań, problemów, które trzeba rozwiązywać. I mam też poczucie, że to, co robię, służy dobru wspólnemu. To jest dobre poczucie.

Przegrane wybory prezydenckie stworzyły dzisiejszego Tuska, a publiczne przyznanie się do współpracy z SB stworzyło też dzisiejszego Michała Boniego ?
Nie zakładałem swojego udziału w rządzie, także wtedy, gdy przygotowywałem program PO. I gdy Tusk powiedział, że chce, żebym był ministrem, ułożyłem sobie całą listę spraw, które trzeba uporządkować. Na pierwszym miejscu był mój sekret. To były moje dni hartowania.

Czy gdyby nie było propozycji udziału w rządzie, też wyznałby Pan publicznie fakt podpisania deklaracji współpracy z SB?
Propozycja premiera była katalizatorem. Wiele osób po tym wyznaniu zadzwoniło do mnie, mówiąc o podobnym problemie, że ich nie stać na to, nie wiedzą, jak to zrobić. I tak wygrałem swój los na loterii. Bo naprawdę nie jest łatwo stanąć przed kamerami i powiedzieć o tym.

Zmieniliście się. Liberałowie, którzy tworzyli KLD.
Pamiętam, gdy po przegranych wyborach w 1993 r. spotkaliśmy się na prywatce u Andrzeja_Zarębskiego. I ze wszystkimi ówczesnymi liderami KLD, no i częścią obecnych liderów politycznych o czwartej nad ranem śpiewaliśmy Grechutę: "Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy". Siła tamtego doświadczenia z KLD pozostała niezmiernie ważna do tej pory.

Myśli Pan czasem o wciągnięciu LiD-u do koalicji?
Mam kolegów w LiD-zie, do których jest mi blisko. Ale o wiele ważniejszą rzeczą jest dziś dla mnie udział młodego pokolenia w życiu publicznym. Ta generacja będzie decydowała o Polsce - ludzie, którzy dziś są między zerówką a ukończeniem studiów.

Pan, kiedyś lider Solidarności, co by zrobił na miejscu polskich sportowców, którzy mają jechać do Pekinu?
Pewnie wolałbym zostać w domu. Ale to łatwo powiedzieć. Dla sportowca, który podjął gigantyczny wysiłek, żeby wyjechać na olimpiadę, to jest decyzja ekstremalna. Znalezienie różnych form symbolicznego pokazania łączności z Tybetem jest bardzo ważne, a ostatnie dni pokazują, że może świat ujmie się za prawami człowieka w Chinach.

Kiedy ostatnio nosił Pan krawat?
Jakieś pół roku temu na międzynarodowej konferencji.

I co teraz musi się zdarzyć, żeby Michał Boni założył krawat?
No, nieraz to się zdarza. Ale rzadko. Pracując w biznesie, zdarzało się, że zakładałem krawat - wtedy koledzy pytali, co się stało. W poprzedniej pracy miałem w szafie krawaty, ale tutaj nie mam.

To co, na zaprzysiężenie prezydenta Tuska założy Pan krawat?
Na pewno przyjdę. Ale dlaczego zaraz miałbym krawat zakładać?

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

p
prawak
Pan Boni nie jest koszałkiem-opałkiek ale TW, który wspólpracował z SB, bo się bał, że żona sie dowie o jego kochance. Warto rozmawiać z takim AUTORYTETEM
Dodaj ogłoszenie