Miała smukłe palce... Tragiczna historia Agnieszki Kotlarskiej

Bogumiła Nehrebecka
Agnieszka Kotlarska
Agnieszka Kotlarska Fot. archiwum
Chodził za nią,wysyłał listy, dzwonił... Tylko raz podszedł i zapytał: - Czy krasnoludek może odprowadzić księżniczkę? Nie zgodziła się. 27 sierpnia 1996 r. ją zabił.

Historia Miss Polski i Miss International 1991 Agnieszki Kotlarskiej to najtragiczniejszy przypadek stalkingu w Polsce.

Co to jest stalking? Termin pochodzi z języka angielskiego i oznacza "podchody" lub "skradanie się". Pod koniec lat 80. XX wieku zyskał dodatkowe znaczenie na skutek nowego zjawiska społecznego, jakim było obsesyjne podążanie fanów za gwiazdami filmowymi Hollywood.

Agnieszka nie była gwiazdą Hollywood, ale mogła nią zostać. Po zdobyciu tytułów najpiękniejszej pracowała jako modelka w Nowym Jorku u takich sław, jak Ralph Lauren czy Calvin Klein. Wróciła do Wrocławia, bo ważniejsza od kariery była dla niej miłość, rodzina, dziecko.

Urodziła się w 1972 roku we Wrocławiu. Już w szkole średniej wszyscy dostrzegali jej nieprzeciętną urodę: była wysoką, zgrabną, zielonooką szatynką. W dodatku inteligentną i miłą.

Do tego samego liceum uczęszczał Jurek. Syn nauczycielki. Wysoki, wysportowany, inteligentny. Ale trudno o nim powiedzieć, że był sympatyczny. Poważny, nie miał wielu przyjaciół.

Napisał dla niej bajkę o krasnoludku, dzwonił i czekał na nią pod szkołą. Ale Agnieszka nie chciała z nim rozmawiać.

Czy zakochał się w Agnieszce, gdy pierwszy raz ją zobaczył? Prawdopodobnie tak. Napisał dla niej bajkę o krasnoludku, dzwonił i czekał na nią pod szkołą. Ale Agnieszka nie chciała z nim rozmawiać. Mrukliwy, nie podobał się jej. Zresztą nie miała czasu na randki. Wkrótce zapisała się do agencji modelek, wystartowała w konkursie Miss Dolnego Śląska, potem Miss Polski, Miss International.

Jurek śledził z zapartym tchem jej udział w wyborach na "najpiękniejszą". Gdy zdobyła pierwszą koronę, podszedł do niej na ulicy z pytaniem:
- Czy krasnoludek może odprowadzić księżniczkę? Rozmawiali wtedy tylko ten jeden, jedyny raz. Zresztą trudno to nazwać rozmową. Agnieszka spojrzała na niego i krótko stwierdziła: - Nie.

Wysłał do niej dwa listy. W jednym jej się oświadczył. Ale ona takich listownych oświadczyn miała całą szufladę. Nie wiemy, czy w ogóle zwróciła uwagę na list Jerzego i przypomniała sobie chłopaka, który nękał ją w liceum. Wszystkie oświadczyny odrzucała, bo już była zakochana. W swoim przyszłym mężu. Pobrali się pięć lat później w Nowym Jorku, na Manhattanie.

Pobyt w USA był kulminacyjnym momentem jej kariery. Zdjęcia Agnieszki gościły na łamach "Cosmopolitan" i "Vogue". Pojawiały się również na billboardach. Krótko przed powrotem do Polski cudem uniknęła śmierci w katastrofie lotniczej. Nie wsiadła do samolotu, który eksplodował nad Long Island, mimo że miała zarezerwowane w nim miejsce. Kiedy wróciła do Wrocławia, zamieszkała z mężem w domu na Maślicach. Jurek się o tym dowiedział. Odszukał ten dom.
Psycholodzy twierdzą, że najczęstszą przyczyną stalkingu jest zerwanie przez jedną ze stron dotychczasowego związku, bądź odmowa jego nawiązania. Stalking to nic innego jak jeden ze sposobów "wyrównania rachunków" za doznane krzywdy i zranioną dumę. Jurek czuł się odrzucony. Chciał wyrównać rachunki. Chciał zaistnieć w życiu Agnieszki. Za wszelką cenę.

Znowu zaczął do niej dzwonić. Agnieszka nie miała zamiaru spotykać się z jakimś szaleńcem. Jak każda typowa ofiara nękania, początkowo umniejszała wagę problemu. Ale gdy jeszcze raz zadzwonił i powiedział: - Zmarnowałaś mi życie - poczuła niepokój.

Kiedy sąd ogłosił wyrok, krzyczał, że w d... ma taką sprawiedliwość.

27 sierpnia 1996 r. ok. godz. 14.30 Jerzy L. (wówczas już informatyk w jednym z wrocławskich banków) przyjechał przed dom na osiedlu Maślice. Miał nóż. Modelka w towarzystwie męża i córeczki wsiadała do samochodu. Zbliżył się i powiedział, że chce tylko porozmawiać. Mąż Agnieszki wysiadł z auta, by przepędzić natręta. Wtedy Jerzy L. wyjął nóż. Ugodził nim mężczyznę w udo. Agnieszka chciała obronić męża. Podbiegła do nich. Jerzy L. zadał jej cztery ciosy nożem.

Gdy leżała na chodniku, pochylił się nad nią i szepnął: - Agnieszko, nie umieraj.
Potem poszedł drogą prosto przed siebie. Spotkał jakąś kobietę, powiedział jej, że właśnie kogoś zabił i spokojnie czekał na przyjazd policji.

W sądzie niewiele mówił. Siedział z kamienną twarzą. Tylko raz widać było u niego jakiekolwiek uczucie, gdy mówił:
- Kiedy zadałem pierwszy cios, Agnieszka zakryła ranę dłonią. Miała takie piękne, smukłe palce...
Kiedy sąd apelacyjny ogłosił wyrok, Jerzy L. zaczął krzyczeć, że ma w d... taką sprawiedliwość. Był wściekły, wulgarny, agresywny...

Młodszy brat zabójcy tak go scharakteryzował:
- Nigdy nie rozmawiałem o Agnieszce z bratem. Pojęcia nie miałem, że ma na jej punkcie obsesję. Jurek jest skryty. Pedantyczny. Czasami był na mnie zły, gdy na przykład nie posprzątałem po sobie w kuchni. Ale tylko krzyczał. Nigdy się nie biliśmy i nigdy nie widziałem, by kogoś bił. Książki ustawiał tak porządnie, równiutko...

Jerzy L. został skazany na 14 lat pozbawienia wolności.

Koronawirus fake news. Oto największe absurdy.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie