Mężczyzna poszedł na zabieg kosmetyczny. Omal nie stracił życia… Sprawę bada zielonogórska prokuratura

Maciej Dobrowolski
Maciej Dobrowolski

Wideo

Zobacz galerię (4 zdjęcia)
Bartosz Gieroń poddał się w salonie kosmetycznym zabiegowi z zakresu medycyny estetycznej. Problem w tym, że wdało się zakażenie, a kosmetyczka, zamiast odesłać go do lekarza, sama zaczęła prowadzić kurację. Z niemal tragicznym skutkiem... Sprawę bada już zielonogórska prokuratura.

Problem po zabiegu

Pan Bartosz Gieroń mieszka w Zielonej Górze. Wspólnie z żoną Judytą na co dzień prowadzi własny biznes w branży cateringowej. Za namową małżonki poddał się w lutym, po raz pierwszy w życiu, zabiegowi medycyny estetycznej. Polegało to na wypełnieniu bruzd nosowo-wargowych kwasem hialuronowym.

- Moja żona interesuje się tą tematyką. Miała także znajomą kosmetyczkę, do której chodziła wcześniej na inne zabiegi. Miała do niej zaufanie, znały się prywatnie. Uznaliśmy, że to może być dobry pomysł, aby w tej sprawie zwrócić się właśnie do niej, szczególnie że oferowała nam atrakcyjne ceny – tłumaczy pan Bartosz.

Moja twarz w miejscu, gdzie przeprowadzane były nakłucia, stawała się coraz bardziej czerwona oraz puchła

Usługi w internecie, reklama w social mediach

Mężczyzna wspólnie z żoną udał się na zabieg. Co warto podkreślić gabinet, w którym przyjęła ich kosmetyczka, mieści się w lokalu mieszkalnym, w jednym z odnowionych loftów w śródmieściu. Na próżno jednak szukać jakichkolwiek szyldów czy oznaczeń salonu kosmetycznego. Aby do niego trafić, trzeba znać dokładny adres mieszkania. Kosmetyczka swoje usługi oferuje głównie w internecie, reklamuje się w mediach społecznościowych. Wtedy jednak nie wzbudziło to podejrzeń państwa Gieroń.

"Druty" w twarzy, ból i twarde usta - dramatyczne efekty pow...

- Po wszystkim wróciłem do domu. Starałem się normalnie funkcjonować, pojechaliśmy nawet na weekend do teściów. Ale moja twarz w miejscu, gdzie przeprowadzane były nakłucia, stawała się coraz bardziej czerwona oraz puchła. Czułem się coraz gorzej, a obrzęk, zamiast się zmniejszać jedynie się nasilał – opowiada zielonogórzanin.

Twierdziła, że to normalne

Nie wiedząc, co w tej sytuacji robić małżeństwo zwróciło się o pomoc do kosmetyczki. – Myśleliśmy, że jako znajoma okaże nam empatię, że zainteresuje się stanem męża, szczególnie że sama przeprowadziła zabieg. Niestety jedynie nas zwodziła, twierdząc że to normalna sytuacja, że może Bartosz jest nadwrażliwy na substancję znieczulającą, kazała jeść jeden z leków przeciwbólowych. Nie chciała wziąć na siebie odpowiedzialności. Tak minęły cztery dni – opowiada pani Judyta. W końcu mężczyzna pojechał do salonu i wymusił na kosmetyczce spotkanie.

Niebezpieczna kuracja

- Przyjęła mnie w swoim gabinecie. Starała się bagatelizować całą sytuację. Żartowała, że to jedynie nadwrażliwość. Wspólnie z asystującą jej pielęgniarką zaproponowały, że wstrzykną mi w miejsca wcześniejszej iniekcji witaminę C, która miała załagodzić obrzęk i stan zapalny. Zgodziłem się – mówi pan Bartosz.

Zacząłem mieć podejrzenia, co właściwie mi wstrzyknięto podczas rzekomej kuracji. Żona wysyłała do kosmetyczki wiadomości, aby ta przyznała się, co mi podano

Mężczyzna opuścił salon, ale w następnych godzinach puchnął dalej. – W sklepie ludzie na mnie dziwnie patrzyli, musiałem się w pracy tłumaczyć, że to leczenie kanałowe. Wróciłem do kosmetyczki. Wtedy obie panie zaproponowały, że wstrzykną mi Hialuronidazę, która „rozpuści” to, co podano podczas pierwszego zabiegu. Odmówiłem, bo uznałem, że nie chcę, aby mnie więcej kłuto w miejscu opuchlizny. Dostałem jedynie jakieś tabletki – mówi pan Bartosz.

Hialuronidaza zamiast witaminy C

Po powrocie do domu małżeństwo zaczęło zastanawiać się, czy nie zostało oszukane. – Zacząłem mieć podejrzenia, co właściwie mi wstrzyknięto podczas rzekomej kuracji. Żona wysyłała do kosmetyczki wiadomości, aby ta przyznała się, co mi podano, bo jest tylko gorzej. W końcu okazało się, że zamiast witaminy C wstrzyknięto mi właśnie Hialuronidazę. Stało się to bez mojej zgody – podkreśla zielonogórzanin.

Tymczasem twarz mężczyzny uległa dalszemu zniekształceniu. Pan Bartosz nie mógł już normalnie pracować, stracił klientów, którzy nie rozumieli, co się z nim dzieje. Od kilku dni nie spał w nocy, gorączkował i odczuwał ból twarzy.

– To był koszmar, byłam zrozpaczona, płakałam. Kosmetyczka próbowała nas jeszcze namówić na wizytę na SOR, gdzie rzekomo pracuje jej pielęgniarka. Tam mieliśmy otrzymać kolejne leki, ale straciłam już wtedy do niej zaufanie. Przypomniałam sobie, że kiedy ja sama przechodziłam u niej zabieg też później przez pewien czas źle się czułam. Ale doszłam do siebie i zbagatelizowałam sprawę. To jednak dało mi do myślenia – mówi pani Judyta.

Czytaj także

Nie czekając na kolejne „medyczne” wskazania kobiety małżeństwo zwróciło się o pomoc do dr Krzysztofa Sidzińskiego, lekarza specjalisty chirurgii ogólnej, który prowadzi w Zielonej Górze gabinet Instytut Piękna.

W świetle polskiego prawa, zabiegi w których dokonuje się nakłucia i podania substancji warstwy przekraczające skórę są dozwolone tylko dla lekarzy oraz średniego personelu medycznego.

Opinia lekarza

Dr Sidziński potwierdza, że pacjent trafił do niego z gorączką wynoszącą 39 stopni, masywnym obrzękiem lewej połowy twarzy, silnymi dolegliwościami bólowymi oraz ropowicą tkanki podskórnej. – Osoba, która wykonała zabieg, nieświadoma powikłania, jakie powstało, nie mogąc zastosować właściwego leczenia, naraziła pana Bartosza na rozwinięcie się poważnej infekcji, która ostatecznie mogła doprowadzić nie tylko do trwałej utraty zdrowia, ale nawet śmierci – twierdzi dr Sidziński. – W tym przypadku nie rozpoznano należycie pierwotnej jednostki chorobowej. W miejscu zakażenia podano Hialuronidazę, twierdząc że zmiany należy „rozpuścić”. Wywołano tym samym u pacjenta piorunująco postępującą infekcję oraz stan zapalny.

Lekarz zwraca także uwagę, że sam zabieg wykonano na obszarze tzw. „trójkąta śmierci”, który charakteryzuje się specyficznym unaczynieniem żylnym. – Jego szczyt znajduje się między oczami, podstawa zaś między jednym a drugim kącikiem ust. Naczynia krwionośne w obrębie „trójkąta śmierci” połączone są z innymi obszarami czaszki. Wszelkie infekcje, które pojawiają się w tym miejscu, mogą się szybko rozprzestrzeniać i stwarzać poważne zagrożenie. Pozornie drobna infekcja może przerodzić się w zapalenie opon mózgowych czy ropień mózgu – twierdzi nasz rozmówca.

Każdego dnia musiałem brać kilkanaście tabletek, otrzymałem również szereg bolesnych zastrzyków.

Dr Sidziński zauważa też inny aspekt sprawy. – W świetle polskiego prawa, zabiegi w których dokonuje się nakłucia i podania substancji warstwy przekraczające skórę są dozwolone tylko dla lekarzy oraz średniego personelu medycznego. W przypadku pana Bartosza widać wyraźnie, że osoba wykonująca zabieg nie miała do tego niezbędnej wiedzy. Apeluję do wszystkich, aby decydując się na takie zabiegi kierowali się swoim zdrowiem i bezpieczeństwem, nie zaś szukali najtańszych rozwiązań. W takich sprawach najlepiej zdać się na lekarzy – mówi dr Sidziński.

Odszkodowanie

Pan Bartosz przeszedł już kosztowną kurację, za którą musiał zapłacić kilka tysięcy złotych. – Każdego dnia musiałem brać kilkanaście tabletek, otrzymałem również szereg bolesnych zastrzyków. Na szczęście dziś czuję się już lepiej – przekonuje.
Jeszcze w czasie leczenia małżeństwo państwa Gieroń zaczęło się domagać od kosmetyczki odszkodowania za poczynione szkody. – Chcieliśmy, aby zwróciła nam pieniądze za zabieg, za kurację, którą mąż musiał przebyć oraz za straconych klientów. Łącznie było to 8 tys. zł – mówi pani Judyta. I dodaje, że doszło wtedy do dziwnych zdarzeń.

Małżeństwo sprawdziło, jak wygląda działalność gospodarcza kobiety. – Nie było jej w wykazie polskich przedsiębiorców, podobno ma działalność w Niemczech.

- Zauważyliśmy, że jesteśmy śledzeni przez pielęgniarkę, która asystowała przy zabiegu. Wyglądało na to, że sprawdzano czy mąż faktycznie nie może pracować. Byliśmy już wyczerpani całą sytuacją chcieliśmy się dogadać. W końcu kosmetyczka zgodziła się nam zapłacić – opowiada pani Gieroń.

W tej kwestii również pojawiły się problemy. Małżeństwo twierdzi, że najpierw przyniesiono im w kopercie część umówionej kwoty. Później kosmetyczka przestała odpowiadać na ich kontakt, ignorowała wysyłane wiadomość. W końcu państwo Gieroń otrzymali wezwanie od jej prawnika, że mają zwrócić wszystkie pieniądze. – To był dla nas szok. To przelało czarę goryczy – twierdzi pan Bartosz.

Nie chcemy, aby komuś innemu ta pani zrobiła krzywdę, aby musiał przechodzić przez taką gehennę jak my.

Małżeństwo sprawdziło, jak wygląda działalność gospodarcza kobiety. – Nie było jej w wykazie polskich przedsiębiorców, podobno ma działalność w Niemczech. Ale jak w takim razie prowadzi tu zabiegi? Czy ma zezwolenia sanepidu? Ponadto przeprowadza wstrzykiwanie botoksu, a tego kosmetyczkom nie wolno robić –zauważa pani Judyta. I faktycznie, na profilu na Facebooku ten salon oferuje takie usługi.

Zgłoszenie do prokuratury

- Biorąc pod uwagę wszystko, co się wydarzyło uznaliśmy, że sprawę należy zgłosić do prokuratury. Nie chcemy, aby komuś innemu ta pani zrobiła krzywdę, aby musiał przechodzić przez taką gehennę jak my – mówi pan Bartosz. Warto także podkreślić, że osobne zawiadomienie do prokuratury złożył dr Krzysztof Sidziński, który uznał, że sprawa jest na tyle poważna, że powinny zająć się nią organy ścigania.

- Do prokuratury rejonowej w Zielonej Górze w połowie marca wpłynęły dwa osobne zawiadomienia dotyczące podejrzenia nieprawidłowości związanych z wykonywaniem zabiegów w jednym z zakładów kosmetycznych – potwierdza Zbigniew Fąfera, rzecznik prokuratury okręgowej. - Prokurator z uwagi na jedność przedmiotową obu zawiadomień zarejestrował je do jednego postępowania. Obecnie gromadzona jest dokumentacja, na podstawie której podjęta zostanie decyzja o ewentualnym wszczęciu postępowania.

Brak kontaktu

W ostatnich dniach próbowaliśmy skontaktować się kosmetyczką, która wykonała zabieg pana Bartosza. Niestety, jej telefon prywatny milczał. Udało nam się natomiast dodzwonić pod numer jej salonu. Odebrała kobieta, która przedstawiła nam się jako asystentka, niestety nie chciała podać swojego imienia ani nazwiska. Z kolei sama kosmetyczka nie była dostępna. Próbowaliśmy umówić się z nią na spotkanie, prosiliśmy, aby oddzwoniła. Bezskutecznie, takiego kontaktu z jej strony nie było. Pod wskazanym adresem, gdzie odbywają się zabiegi, nikt nie otworzył nam drzwi.

🔔🔔🔔

Pobierz bezpłatną aplikację Gazety Lubuskiej i bądź na bieżąco!
Oprócz standardowych kategorii, z powodu panującej epidemii, wprowadziliśmy do niej zakładkę, w której znajdziesz wszystkie aktualne informacje związane z epidemią koronawirusa.

Aplikacja jest bezpłatna i nie wymaga logowania.

Materiał oryginalny: Mężczyzna poszedł na zabieg kosmetyczny. Omal nie stracił życia… Sprawę bada zielonogórska prokuratura - Gazeta Lubuska

Dodaj ogłoszenie