reklama

Męcząca inflacja może nas w końcu dopaść

Zbigniew Bartuś
Zbigniew Bartuś
Spór o „drożyznę” ma w Polsce, jak wszystko, charakter polityczny. Zwolennicy rządu twierdzą, że drożyzna to mit, przeciwnicy przekonują, że 500 zł z 2015 r. jest dziś warte 200 zł. Zostawmy to i spójrzmy na liczby oraz czystą ekonomię (o ile, oczywiście, taka istnieje).

Najsilniej zdrożała żywność. Obecne jej ceny są z jednej strony pochodną suszy, a z drugiej odzwierciedlają w coraz większym stopniu rosnące koszty płac i energii. To proste: nikt już nie chce zbierać owoców, ani pracować w przetwórni za 7 zł za godzinę, a rolnicy i przedsiębiorcy nie mogą brać całego wzrostu kosztów na siebie, więc przerzucają go na klientów. Na tej samej zasadzie wyższe ceny prądu i płac uwzględnione zostały w cenach mąki i chleba. Oraz biletów MPK; wszak tramwaje jeżdżą na prąd i wciąż potrzebują motorniczych.

Wedle GUS, oprócz warzyw i owoców, najbardziej zdrożały tego lata: cukier (o prawie jedną czwartą w porównaniu z zeszłym rokiem), wieprzowina, pieczywo i mąka (o 10 proc.). Sporo więcej zapłacić też musimy za usługi fryzjerskie i kosmetyczne, lekarskie, transportowe czy budowlane (kto szukał ostatnio murarza lub fliziarza, ten wie). Ponadprzeciętnie rosną czynsze, ceny wywozu śmieci i inne opłaty, co także potęguje wrażenie „drożyzny”.

Drożyzny oficjalnie nie ma, ale... [CZYTAJ WIĘCEJ]

Staniały za to jaja, masło (które wcześniej pobiło historyczne rekordy) i mleko. Ustawicznie tanieje nam odzież i obuwie. W okresie przedwyborczym mamy do czynienia z tradycyjnym już spadkiem cen paliw (choć w pierwszej połowie roku benzyna doszła do 5,25 zł za litr). W efekcie sygnalne komunikaty GUS za sierpień mówią o 2,8-procentowym wzroście cen rok do roku i ich stabilizacji na poziomie z lipca.

Zweryfikowane dane poznamy w piątek. Na pewno nie ostudzą one politycznego sporu, ani przedwyborczej licytacji. Tymczasem efektem składanych dziś, jakże gorących, obietnic może być inflacja, o jakiej większość dorosłych Polaków zdążyła zapomnieć.

Czytaj także

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Materiał oryginalny: Męcząca inflacja może nas w końcu dopaść - Dziennik Polski

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

HAHAHA kapitalizm i ekonomia ! najlepszy żart od czasu pojawienia się człowieka. w kapitalizmie nie ma inflacji, deflacji i niczego innego poza kasą dla bandytów. ta leje się morzami do kieszeni gangsterów, mafiozów , korpogangów. nic nie stoi na przeszkodzie zdobywaniu setek ton pieniędzy inaczej nie byłby to kapitalizm o wysokich standardach. specjalne podziękowania dla suwerenów poszczególnych krajów którzy zamiast być milionerami przy sprawiedliwym podziale wypracowanych dóbr, wolą za michę kartofli i parę paciorków ( w Polsce - 500 plus to taki paciorek za który w przeszłości Indianie sprzedali swój kraj a afrykańskie watażki swoje narody na niewolników największej najsprawiedliwszej , najuczciwszej us demokracji. kiedyś sporo ludzi wierzyło że jeśli światli ludzie, dziennikarze, naukowcy ... będą reagowali na patologię kapitalizmu to coś się zmieni, hahahahahahahahahahaha.

ile zarabia ta brawo firma telefoniczna by na okrągło na wszystkich kanałach co 20 minut pokazywano jej już tak wkurzające reklamy ? ale ceny usług nie obniży by nie płacić kolosalnych podatków, woli wyrzucać setki milionów w reklamowe błoto.Bo to kapitalistyczny standard. A komunizm to całe zło świata.

S
Sokular

inflacja nie tylko może nas dopaść,ona już nas dopadła.Licząc,że w koszyku konsumpcji przeciętnego rodaka około 60-70% jest żywność to inflacja wynosi około 6-8% w skali roku........dziwne,że Glapiński o tym milczy

Dodaj ogłoszenie