Martyna Bunda „Kot niebieski” RECENZJA: podróż na Kaszuby przez siedem wieków. Bardzo dobra, wielowarstwowa powieść

Maria Olecha-Lisiecka
Maria Olecha-Lisiecka
Zaktualizowano 
Martyna Bunda „Kot niebieski”
Martyna Bunda „Kot niebieski” Mat. pras. Wydawnictwa Literackiego
Zawsze powtarzam, że mamy w Polsce wielu utalentowanych pisarzy, nie tylko tworzących literaturę gatunkową, ale także, a może przede wszystkim – piszących książki literackie. Martyna Bunda jest jednym z ciekawszych i wyrazistszych piór w polskiej literaturze współczesnej. Jej debiutancka powieść „Nieczułość” została świetnie przyjęta przez czytelników i krytyków, zdobyła Nagrodę Literacką „Gryfia”, była nominowana do Nagrody Literackiej „Nike” 2018 oraz do Nagrody Literackiej Gdynia 2018 w kategorii proza. Niedawno ukazała się druga powieść Martyny Bundy „Kot niebieski”.

Na początek wyjaśnienie: to nie fantastyka. Niebieskie koty istnieją. Ostatni przyszedł na świat na Kaszubach w 2015 roku. I to jest punkt zwrotny w tej książce.

Drugie ważne wydarzenie to 1379 rok i samotna wędrówka pewnego mnicha przez dziką puszczę. Ów mnich zapragnął wykarczować puszczę i wybudować klasztor o najsurowszej na świecie regule. Zakonnik dotarł do miejsca, które wiele lat później zostanie nazwane Kartuzami. I właśnie tutaj, na ziemi wciśniętej pomiędzy kaszubskie jeziora, przetną się losy bohaterów powieści „Kot niebieski”.

Izabela Morska „Znikanie”: książka o tym, jak pacjent staje się niewidzialny dla systemu opieki zdrowotnej

Za sprawą Bundy poznamy m.in. targanego obsesjami donatora klasztoru, przeoryszę Almę widzianą w wielu miejscach jednocześnie, kata, który zatraca się w swojej roli, czy pewną akuszerkę. Ich losom, od początku do końca, milcząco przyglądają się błękitne koty, które na kaszubską wieś przybyły wraz z mnichem w XIV wieku. Od siedmiu stuleci pojawiają się i znikają niczym symbol tajemniczej równowagi i ukrytej harmonii, znak powtarzania, gubienia i odzyskiwania wszystkiego w nie wiadomo którym pokoleniu, miejscu i czasie…

Zobaczcie koniecznie

Książka Martyny Bundy wymyka się jakiejkolwiek klasyfikacji. Warto zapamiętać to nazwisko, bo autorka ma oryginalny i bardzo wyrazisty styl. Cechują go narracyjny rozmach, mnogość detali i swoboda, z jaką Bunda pisze. Snuje swoją opowieść dość leniwie, ale jednocześnie epicko: stosuje soczyste i barwne opisy, wplata refleksje na temat wiary i potęgi natury, opowiada historię rozciągniętą w czasie przez kilka stuleci i panuje przy tym nad swoimi bohaterami i poruszanymi wątkami. Autorka swobodnie porusza się w czasie i przestrzeni, dostarcza czytelnikowi emocji i refleksji. Język, którym Bunda pisze, jest żywy i literacki.

Anna Cieplak „Lekki bagaż”: portret współczesnych młodych Polaków z małych miast

„Kot niebieski” jest książką, którą warto przeczytać z uwagą, na spokojnie. Długie, jesienne wieczory będą temu sprzyjały. Taką literaturę dobrze jest sobie świadomie dawkować, aby delektować się opowieścią, przesłaniem i stylem. Warto!

Martyna Bunda, „Kot niebieski”, Wydawnictwo Literackie, 2019, 320 stron

Nie przegapcie

polecane: FLESZ: Historyczny sukces Polki. Mamy Nagrodę Nobla!

Wideo

Materiał oryginalny: Martyna Bunda „Kot niebieski” RECENZJA: podróż na Kaszuby przez siedem wieków. Bardzo dobra, wielowarstwowa powieść - Dziennik Zachodni

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie